Zaczynał od strzyżenia... na stacji benzynowej. Po latach otworzył pierwszy barbershop w Chełmży
Tuż po ukończeniu szkoły średniej Tomasz Weber nie miał pomysłu na to, co zrobić ze swoim dorosłym życiem. Próbował różnych zajęć, aż w końcu zainteresował się sztuką męskiego strzyżenia. Od kilku lat z powodzeniem prowadzi pierwszy w Chełmży prawdziwy salon barberski – Barnaba Barbershop.
Pamiętasz o czym marzyłeś u progu dorosłości?
- Marzyłem o tym, aby odnaleźć siebie. Tak naprawdę nie wiedziałem, kim jestem i co chce w życiu robić. Padło na strzyżenie. Jak się tym zainteresowałem? To bardzo długa historia, ale ciekawa (śmiech). Planowałem wziąć ślub i chciałem w tym ważnym dniu wyglądać wyjątkowo. Dlatego pierwszy raz w życiu odwiedziłem salon barberski. Od początku uznałem, że jest to miejsce wyjątkowe i ekskluzywne. Sprawdziłem, co ci magicy potrafią, bo wtedy barbering w Polsce dopiero raczkował i tylko na żywo można się było przekonać, czym jest tak naprawdę ten wspaniały barbershop. Zachłysnąłem się tym, co zobaczyłem od pierwszego momentu. Niemal od razu kupiłem pierwszą maszynkę i zacząłem strzyc znajomych za przysłowiowe "piwko i chleb". Takie były moje początki.
To były twoje pierwsze doświadczenia z męskim strzyżeniem, a kiedy zrozumiałeś, że to jest właściwa dla ciebie droga?
- Myślę, że w momencie, w którym uświadomiłem sobie, że robię coś własnymi rękoma, widzę efekt przed i po strzyżeniu – bo jako ludzie lubimy szybkie efekty naszej pracy, a ścinanie włosów czy brody to dawało. Myślę teraz, że i wcześniejsze doświadczenia mogły mnie ukierunkować i naprowadzić na tę drogę – moja mama pozwalała mi jako dzieciakowi kręcić sobie wałki, sam często używałem pianki do włosów, podcinałem grzywkę cioci, która była osobą z niepełnosprawnością. Moja babcia, która już niestety odeszła, a była i jest nadal bardzo ważną osobą w moim życiu, także oddawała swoje włosy w moje ręce i zawsze nie mogłem się doczekać, kiedy znowu będziemy podcinać grzywkę. To chyba też był zapalnik do stania się barberem.
Gdzie zdobywałeś pierwsze szlify?
-Tak naprawdę nie byłem na żadnych przeszkoleniu, szkolił mnie YouTube (śmiech). Dużo osób przestrzegało mnie, że w taki sposób do niczego nie dojdę. Ale nauczyłem się i co ciekawe, nie zaczynałem na jakichś plastikowych manekinach, tylko strzygłem żywych ludzi. Namawiałem wręcz kumpli, żeby pozwolili mi się ostrzyc. Najśmieszniejsza sytuacja, którą pamiętam, wydarzyła się kiedy pracowałem na stacji paliw. Tam ostrzygłem spotkanego przypadkiem klienta. Może to zabawnie brzmi, ale nieznajomy był bardzo zadowolony i wróżył, że "coś jeszcze ze mnie będzie" (śmiech).
Czyli dobrze rozumiem, że ktoś przyszedł na stację, żeby kupić np. paczkę papierosów, a ty powiedziałeś: "Przepraszam, a czy ja mogę Pana ostrzyć"?
- Zwróciłem uwagę na jego zadbane włosy. On był bardzo otwarty i serdeczny. Tak bardzo byłem wtedy zafascynowany moimi początkami w męskim fryzjerskie, że kiedy zaczęliśmy rozmawiać to opowiadałem o tym, że dopiero zaczynam, ale mam na to mega zajawkę i to on powiedział: "A nie chciałby Pan mnie obciąć?". To od niego wyszło ta propozycja. Chciałem już wtedy zmienić pracę, bo w tamtym miejscu czułem się po prostu niespełniony.
Kiedy dojrzałeś do tego, aby otworzyć swój własny salon?
- Zanim otworzyłem Barnabę Barbershop doświadczenie zdobywałem w toruńskich salonach. Momentem przełomowym było to, kiedy mój szef Przemek, który rzeczywiście miał bardzo duże doświadczenie i umiejętności, pochwalił mnie. Zauważyłem, że faktycznie ludzie doceniają moje strzyżenie i że jestem coś wart.
Wcześniej miałeś duży problem z pewnością siebie?
- Myślę, że tak. Jestem i zawsze byłem bardzo ambitnym człowiekiem. Czułem się niewystarczająco pewny siebie i potrzebowałem być przekonany na 200%, żeby przyznać, że jestem gotowy. Po ważnej dla mnie opinii szefa stwierdziłem, że to jest ten moment. Podobała mi się wizja kreowania czegoś nowego, własnego. Zaczęło się od pomysłu na to, jak mój barbershop powinien wyglądać i potem już działa się magia.
Kiedy o tym opowiadasz to wydaje się to niezwykle proste, a jak się domyślam w praktyce musiałeś znaleźć lokal, wyposażyć go, wyremontować. Jak wyglądała droga od pomysłu do jego realizacji?
- Zawsze powtarzam, że najważniejsze jest jakich ludzi ma się obok siebie. Ogromnym wsparciem była moja żona Sandra. Kiedy tylko powiedziałem, że marzy mi się własny salon, ale nie mam wystarczających kompetencji organizacyjnych i logistycznych, nie umiem tego zaplanować, ona powiedziała: "Kochanie, pomogę Ci". Do tej pory napędza mnie do działania i wspiera, za co jestem bardzo wdzięczny.
Zdecydowałeś, że Barnaba Barbershop będzie działać w Chełmży – twoim rodzinnym mieście, na ile ta decyzja była podyktowana kwestiami biznesowymi, a na ile lokalnym patriotyzmem?
- Zdecydowanie stawiam między nimi znak równości. Bardzo lubię swoje miasto. Po prostu zauważyłem potrzebę takiego miejsca. Wcześniej oczywiście funkcjonował salon, w którym wielu mężczyzn się strzygło, ale nie był to barbershop z prawdziwego zdarzenia i panował tam jednak ścisk. Klienci narzekali na warunki lokalowe i długie kolejki. Zauważyłem to i postanowiłem działać. Wtedy też moja żona była w ciąży i chciałem pracować możliwie jak najbliższej domu.
W tym momencie Barnaba Barbershop mieści się w innej lokalizacji niż lokal, w którym zaczynałeś w 2020 roku. Od samego początku stawiałeś na konkretne elementy wystroju i starałeś się, żeby to było spójne. To miało być miejsce ekskluzywne, takie, do którego panowie przychodząc i oddając w twoje ręce swoje głowy i grdyki czuli się wyjątkowo. Z drugiej strony w pierwszej lokalizacji swojego salonu postawiłeś na styl marinistyczny – w ten sposób chciałeś nawiązać do nadjeziorańskiego charakteru swojego miasta?
- Nie myślałem nigdy o tym w ten sposób (śmiech). Po prostu wybrałem nazwę Barnaba, a tak na imię na jedna z postaci z gry komputerowej "Adaś i Pirat Barnaba". Postanowiłem zachować ten piracki, marynistyczny klimat. Potem musiałem być konsekwentny i dlatego w pierwszej lokalizacji pojawiły się liny jutowe na suficie, obrazy namalowane w tym stylu. Nie miałem wtedy środków, żeby urządzić to zgodnie z moimi najskrytszymi marzeniami, ale jestem pewien, że wszystkie elementy wystroju były tam po coś i że nie było to kiczowate czy tandetne.
Tam, gdzie teraz funkcjonuje twój salon postawiłeś na nowoczesną elegancję. Czy to kwestia dojrzałości? Dorosłeś do takich prostych, surowych wnętrz?
- Tak, zdecydowanie. Tamten motyw zaczął mnie przytłaczać. On też nadawał mi jakąś łatkę. Aranżując nowy lokal postawiłem na schludny, prosty wystój. Wydaje mi się, że to świadczy o pewnym poziomie profesjonalizmu.
Barnaba Barbershop działa od sześciu lat. Sześć lat temu miałeś obawy, że Chełmża może być za mała na taki salon?
- Kiedy zaczynałem liczyłem na niską stronę zwrotu, ale od samego początku to działało i przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Oczywiście początki zawsze są trudne. Ale ja mam taką osobowość, że pamiętam i skupiam się na tym, co było dobre, dlatego gdybyś zapytał, co konkretnie było trudne, to miałbym problem z odpowiedzią. Mogę jednak z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że początki pierwszego barbershopu w Chełmży poszły gładko, a nawet lepiej niż zakładałem.
Kto cię wspierał, poza Sandrą? Na kogo jeszcze mogłeś liczyć?
- Chciałbym wspomnieć o moim koledze, który pracował ze mną przed zmianą lokalizacji. Krystian zdecydowanie dał mi dużo motywacji, żeby dalej się rozwijać.
Poza Chełmżanami, skąd są klienci twojego salonu?
- Poza mieszkańcami mojego miasta, często mój salon odwiedzają mieszkańcy gminy Chełmża i okolicznych gmin oraz Torunianie. Na początku klienci z Torunia stanowili dużą część wszystkich odwiedzających, teraz jest ich trochę mniej. Ma na to wpływ dynamiczny rozrost rynku barberskiego – w Toruniu pojawiło się wielu bardzo dobrych męskich fryzjerów. Dlatego rozumiem, że moi dawni klienci wybierają dobre salony, do których jest im bliżej. Mam nadzieję, że kiedyś do mnie wrócą, chociażby żeby powspominać, porozmawiać i przy okazji się obciąć.
Myślę, że z pełną odpowiedzialnością można cię nazwać świadomym i zaangażowanym przedsiębiorcą. Często wspierasz lokalną społeczność. Mogę się założyć, że w Barnaba Barbershop już stoi puszka z logo Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pamiętasz, jakie inicjatywy dobroczynne, realizowane przez twój zespól, dawały ci najwięcej radości?
- Tak naprawdę każda taka akcja była dla mnie ważna. Było ich sporo. Organizowaliśmy zbiórki karmy na rzecz bezdomnych zwierząt, strzygliśmy mężczyzn w kryzysie bezdomności, którzy korzystali ze wsparcia schroniska. Zbieraliśmy także zabawki i słodycze dla wychowanków domu dziecka. W 2025 roku postanowiliśmy wesprzeć bydgoskie Centrum Onkologii i przekazaliśmy im utarg z całego dnia. Cieszę się, że to się udało.
Co jest dla ciebie najważniejszą wartością pomagania?
- To od zawsze jest częścią mnie. Zawsze lubiłem pomagać, czuję się spełniony i bardziej wartościowy wspierając potrzebujących. Patrząc na dzisiejszy świat widzimy dominację obojętności na drugą osobę. Ciężko jest wyciągnąć rękę do kogoś obok. Cieszę się, że prowadząc salon mogę pomagać i sprawiać, że świat chociaż w małym kawałku i chociaż na chwilę staje się trochę lepszy.
Wydaje mi się, że coraz bardziej odnajdujesz się w roli edukatora. Wszyscy członkowie twojego zespołu sznytu barberskiego nabierali pod twoim okiem. Mówią co ciebie per "mistrzu"?
- Nie chciałbym, żeby ktokolwiek tak do mnie mówił. Wychodzę z takiego założenia i przyświeca mi bardzo stara, ale ciągle aktualna myśl: "po owocach ich poznacie". Jeśli początkujący barberzy stają się pod moim okiem lepszymi rzemieślnikami, to jest dla mnie najważniejsze.
Co jeszcze chciałbyś osiągnąć w dziedzinie męskiego strzyżenia?
- Mam poczucie, że osiągnąłem dużo i mówię to z pełną odpowiedzialnością i pokorą, bo nadal muszę dbać o swój biznes. Satysfakcjonuje mnie miejsce, w którym jestem. Zmieniam się i dostosowuję do potrzeb – to jest proces. Nie zakładam żadnego planu. Chcę po prostu robić swoje i robić to jak najlepiej.
Jakie masz plany na najbliższe miesiące?
- Chcę zwiększyć swoje kompetencję edukacyjne i poświęcić się bardziej nauczaniu.
Czego mogę ci życzyć na 2026 rok?
- Myślę, że jeśli zażyczyłbyś mi, żeby mi nadal szło, tak jak do tej pory, to będę bardzo szczęśliwy.