Samorząd jest kobietą! Burmistrzyni Golubia-Dobrzynia stawia na inwestycje, sport i zazielenienie starówki
Dominika Piotrowska jest jedną z pierwszych w historii miasta kobietą na stanowisku burmistrza Golubia-Dobrzynia. Jako samorządowczyni chce wsłuchiwać się w potrzeby mieszkańców. Jest gotowa do dalszej ciężkiej pracy na rzecz rozwoju swojego ukochanego miasta. A hejt i seksizm, którego doświadczyła, tylko napędza ją do działania.
Czy używa pani w życiu codziennym feminatywów?
- Tak, używam, bo moim zdaniem warto podkreślać rolę kobiety w życiu społecznym, kulturowym i jakiejkolwiek innej przestrzeni. Warto przypominać, że istniejemy, więc feminatywy są bardzo znaczące i ja ich używam.
A mieszkańcy Golubia-Dobrzynia już coraz częściej mówią do pani per "burmistrzyni", czy raczej mówią "pani burmistrz"?
- Z tym jest różnie. Coraz częściej nazywają mnie burmistrzynią, przy czym ja absolutnie nie zwracam uwagi na to, jeśli powiedzą "pani burmistrz", nie przeszkadza mi to. Nie ma chyba lepszego wyznacznika na to, aby zaznaczyć, że kobiety są tak samo ważne w przestrzeni samorządowej jak mężczyźni.
Przez wiele lat rzeczywiście mężczyźni dominowali w środowisku samorządowym, ale to się zmienia między innymi dzięki pani i dzięki zmianie, jaką zaproponowała pani mieszkańcom i mieszkankom Golubia-Dobrzynia. Czy to było trudne do zaakceptowania, szczególnie dla tych bardzo tradycyjnie podchodzących do wspólnoty samorządowej mieszkańców, że kobieta zarządza jednym z najważniejszych urzędów w mieście?
- Zawsze warto podkreślać rolę kobiet. Dobrze jak mówimy o równości i głosie kobiet, tylko że jak spojrzymy na województwo kujawsko-pomorskie, z tego co pamiętam, jest 56 burmistrzów, z tego tylko 6 kobiet. To jest kilka procent – zdecydowanie za mało! Nie uczestniczymy jeszcze tak bardzo w życiu samorządowym, politycznym. Cieszę się, że jest nas coraz więcej, ale niestety przypadło nam przecierać szlaki. Dopiero! Kiedy demokracja funkcjonuje od 1989 roku! Dużo osób w Golubiu-Dobrzyniu jeszcze niestety ma problem z tym, że moja płeć jest jaka jest.
Czy przywiązuje pani wagę do tej roli płci, czy raczej stoi pani na takim stanowisku, że o samorządowcu czy samorządowczyni decydują czyny i wizja?
- Myślę, że kompetencje zawsze decydują odnośnie człowieka, niezależnie od płci. To jest absolutnie numer jeden i dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn.
Jak długo trwało przekonanie mieszkańców i mieszkanek Golubia-Dobrzynia do tego, że pani wizja jest tą, która będzie najlepsza dla rozwoju ich małej ojczyzny?
- Przez dwie kadencje byłam radną miejską, więc działałam społecznie, przez wiele lat prowadziłam swoje stowarzyszenie, uzyskiwałam granty, rozliczałam projekty i myślę, że moja praca i zaangażowanie przekonały ludzi do mojej osoby, absolutnie nie płeć. Bycie z ludźmi na dole, mój duch społeczniczki, to sprawiło, że ludzie mi zaufali. W ostatnich wyborach mieszkańcy i mieszkanki postawili na mnie.
Czy na swojej samorządowej drodze doświadczyła pani dyskryminacji?
- Słyszałam różne seksistowskie komentarze, widziałam memy, zazwyczaj od mężczyzn z konkretnego środowiska politycznego.
Czy ma pani takie przeświadczenie, że jedyne co można zrobić na przekór temu seksizmowi, to po prostu pokazać im, ile wraz z zespołem dobrego pani zaproponować swojej małej ojczyźnie?
- Myślę, że jedyną moją drogą dyskursu czy w ogóle dialogu w tej sytuacji, to jest skupienia się po prostu na inwestycjach dla miasta Golubia-Dobrzynia i pozyskiwaniu środków zewnętrznych. Na tym tak naprawdę w stu procentach się koncentruję, bo chcę, żeby jak najszybciej Golub-Dobrzyń się rozwijał.
To zapytam od razu o wizję samorządową, bo panują dwa trendy. Jeden brzmi: "inwestycje, inwestycje i inwestycje", a drugi tok myślenia to jest bardziej nastawiony na człowieka, czyli: "inwestycje są ważne, ale człowiek jest zawsze najważniejszy". Do której tej samorządowej wizji pani jako burmistrzyni jest bliżej?
- Myślę, że działam dwutorowo i stawiam znak równości między obiema koncepcjami. To jest pół na pół. Bo obie rzeczy są bardzo ważne. Nie dojdziemy do żadnej inwestycji, jeżeli nie będziemy mieć zespołu. A ja trafiłam do Urzędu Miasta, w którym jest bardzo fajny zespół, bardzo fajni ludzie, odpowiedzialni, którzy pracują przy bardzo wielu inwestycjach. Nie wyobrażam sobie, że przychodzę do pracy, gdzie jest smutno i nie ma dobrej atmosfery, bo wtedy naprawdę nic się nie wydarzy. Ja bardzo lubię moją pracę, moich mieszkańców. Myślę zatem, że to jest na równi. Chociaż... no rzeczywiście ludzie przeważają, bo bez nich naprawdę nic dobrego się nie wydarzy, ale inwestycje, nawet te drogowe - tego oczekują mieszkańcy i mają prawo - są równie ważne.
Tych inwestycji w Golubiu-Dobrzyniu rzeczywiście jest coraz więcej. Które z nich są z perspektywy mieszkańców najistotniejsze?
- Nasi mieszkańcy oczekują jak najwięcej inwestycji drogowych. Teraz kończymy duże osiedle Panorama. Zrobiliśmy główny ciąg też w samym centrum miasta, przy ulicy Konopnickiej, gdzie dzieci chodzą do szkoły. Otwarto nowe ścieżki rowerowe, chodniki i to jest bardzo ważne, bo mówimy teraz o bezpieczeństwie naszego małego mieszkańca. Dla mnie też bardzo ważnym aspektem jest sport. Zrobię naprawdę dużo, żeby odciągnąć dzieciaki, młodzież od tabletów, telefonów. Czekamy na rozstrzygnięcie konkursu na boisko pełnowymiarowe przy naszym ośrodku sportu i rekreacji. Nie mamy jeszcze wyników konkursu na dofinansowanie, ale jesteśmy w trakcie budowy boiska sportowego przy największej podstawówce w mieście. Kolejna szkoła podstawowa dostała grant i też powstaje tam boisko, tylko troszkę mniejszych gabarytów. Ja uważam, że to jest bardzo dobra inwestycja, żeby nasze dzieci się ruszały. Pamiętajmy, żeby dzieci chciały się ruszać, to my jako samorząd musimy dać im do tego warunki. Ale takim trzecim moim priorytetem, ale takim już naprawdę ważnym, bo mam na tym punkcie hopla, to jest przestrzeń zielona miasta. Bardzo ważna jest dla mnie estetyka. Ta droga z domu do przedszkola, do szkoły, do pracy. Bardzo mi zależy na tym, żeby sadzić jak najwięcej drzew, jak najwięcej zieleni, nawet małe skwerki przez ostatni rok, takie zapomniane obsadziliśmy kolejnymi ziołami Anny Wazówny i trawami. Stawiamy też na wielosezonowe, wieloletnie rośliny, żeby co roku ich nie wymieniać. Obniża nam to koszty. Raz zakupione już dadzą pożądany efekt. Moim naprawdę pionierskim projektem jest pozyskanie dofinansowania na poziomie ponad 2 milionów na odbetonowanie golubskiej starówki z funduszy unijnych. Będziemy wyciągać kostkę z płyty głównej starówki i będziemy tam sadzić drzewa. Tyle, ile nam sieć pozwoli. Mam nadzieję, że taka zielona starówka przyciągnie spacerowiczów, turystów do tego, którzy w zielonej przestrzeni będą mogli spędzić ten czas.
Czy inspiruje się pani w tej swojej zielonej wizji jakimś miastem innym czy w Polsce, czy w Europie?
- Mogłabym powiedzieć, że nikim się nie inspiruję oprócz naszej królewny Anny Wazówny, która mieszkała u nas na wzgórzu na zamku, przywiozła zioła do Golubia-Dobrzynia. Ogrody ziołowe Anny Wazówny to jest nasz absolutnie produkt markowy. Wymyśliliśmy nawet hasło: "Historia ziołami pisana", które funkcjonuje od ubiegłego roku i też dzięki niemu absolutnie stawiamy na te zielone przestrzenie. Myślę, że my mamy w ogóle w DNA odpoczynek i bycie blisko natury i taki zły trend przeszedł przez całą Polskę zabetonowywania starówek, miejsc reprezentacyjnych miast, więc ja tutaj nie będę jakaś pionierska odkrywając to, że trzeba je odbetonować i zazielenić.
Czy na starówce Golubia-Dobrzynia będą tylko nowe drzewa posadzone, czy będziecie uzupełniać też zieloną tkankę miejską o lubczyk, rozmaryn, żeby w ten sposób nawiązać do dziedzictwa Anny Wazówny?
- Na chwilę obecną nie mamy tam żadnych drzew, oprócz kilku w doniczkach, które są ruchome, więc będziemy nasadzać od zera drzewa i będziemy nasadzać te ogrody Anny Wazówny. Mam nadzieję, że będzie tych ziół jak najwięcej.
Z naszej rozmowy przebija się jeszcze jeden priorytet, na który pani postawiła w swojej samorządowej roli. To jest właśnie promocja i dziedzictwo. Czy chcecie zbudować stabilną markę miasta Golub-Dobrzyń, aby ten rzeczywiście nie kojarzył się tylko i wyłącznie ze spektakularnymi turniejami rycerskimi na zamku?
- Ja myślę, że aż tak do końca nie musimy budować od nowa tej marki, może wystarczy ją trochę odświeżyć. Zamek jest motorem napędowym naszej turystyki, naszego wizerunku, nie chcę tego zmieniać. Jest to nasze naprawdę wielkie dziedzictwo i jak możemy promować nasze miasto w kontekście jego rycerskości, to właśnie będziemy tak działać. Turniej rycerski, na który zapraszam w tym roku, jest jubileuszowy – 50! Więc tylko tak odświeżamy ten wizerunek, wykorzystując królewnę Annę Wazównę i jej zioła. Za każdym razem, kiedy przyjeżdżają do nas goście, to wręczamy im filiżankę i herbatki ziołowe inspirowanie ziołolecznictwem Anny Wazówny, do zestawu dodajemy lawendowe saszetki z lawendą, która rośnie u nas w parku. Zbieramy ją wspólnie z mieszkańcami i pakujemy do torebeczek. W ten sposób chcemy budować nowoczesny wizerunek, ale absolutnie w nawiązaniu do tradycji zamkowych. Nie potrzebujemy opracowywać nowej koncepcji rozwoju, to nasz piękny zamek sam się obroni.
A propos rocznic, to w 2026 roku będziecie też celebrować okrągłą rocznicę połączenia, prawda? Jaki jest plan na tą uroczystość?
- Już od dwóch miesięcy, co dwa tygodnie z naszym zespołem spotykamy się i opracowujemy koncepcję. Kilka dni temu też mieliśmy spotkanie odnośnie połączenia miasta Golubia i Dobrzynia. To już będzie 75. rocznica, a przypadnie w maju. I właśnie chcemy powrócić po 8-9 latach przerwy do nadawania tytułów "Zasłużony dla Golubia-Dobrzynia", wyróżniliśmy nim już około 40 osób, chcemy, aby kolejne medale zostały wręczone podczas tej uroczystości. Do 10 marca zbieramy od mieszkańców właśnie propozycje laureatów. Planujemy również piękną uroczystość z artystycznym występem naszej młodzieży z Domu Kultury, z przemarszem sztandarów, a poza tym myślimy o zorganizowaniu meczu Golubiacy kontra Dobrzyniacy. To oczywiście tylko niektóre wydarzenia, które będą przypominały o tym miłym połączeniu obu miast.
Czy ten podział na Golubiaków i Dobrzyniaków mimo wszystko jest w przestrzeni, w tkance miejskiej Golubia-Dobrzynia jeszcze ciągle obecny?
- Rozmawiając ze starszymi mieszkańcami Golubia-Dobrzynia, bo ja osobiście mam 39 lat, dla mnie zawsze to było jedno miasto i konflikt znam tylko z opowieści. Na dzień dzisiejszy absolutnie go nie odczuwam i nie zauważam. Czujemy się jednym miastem.
Jest pani bardzo młodą samorządowczynią. Mimo ogromnego doświadczenia to jest to pierwsza pani kadencja na stanowisku burmistrzyni. No i tak jak pani wspomniała, jest pani jeszcze przed czterdziestką. Jak ta perspektywa człowieka, który dorastał w nieco innych warunkach, kiedy właściwie czasy PRL-u pamięta się albo przez mgłę, albo z opowieści. Jak to pomaga w takim odważnym budowaniu wizerunku i walki o jak najlepsze życie mieszkańców i mieszkanek swojego miasta?
- Ja jestem nienaznaczona już tamtymi czasami. Dlatego uważam, że każde drzwi można otworzyć. W ogóle mam taką dewizę, którą powtarzam bardzo często: "jak nie drzwiami, to oknem". I tak bardzo odważnie sięgam po dofinansowania, bardzo odważnie pukam do wszelkich drzwi i uważam, że dla mieszkańców naszego miasta, rozwoju Golubia-Dobrzynia zrobię wiele, bo kocham to miasto. Jestem z nim zżyta od samego urodzenia. Tu się urodziłam, tu wzrastałam, dojrzewałam, założyłam rodzinę, tutaj mieszkam. Po prostu odważnie patrzę na świat, na ludność. Nie zamykam się na ludzi, bardzo cenię pracę zespołową. W gronie swoich współpracowników mam zarówno kobiety, jak i mężczyzn, ludzi zaczynających pracę, jak i doświadczonych pracowników. Moment, w którym młodzieńcza wizja spotyka doświadczenie, to moment dobrej, nowej jakości.
W taki sam sposób podchodzi pani do współpracy między samorządowcami i samorządowczyniami, pytam o to w kontekście Stowarzyszenia Metropolia Toruńska, którego Golub-Dobrzyń jest jednym z miast założycieli. Parę miesięcy temu została pani uhonorowana Nagrodą Metropolitalną. Czy ta wizja samorządów, które mogą coś budować wspólnie, jest pani bardzo bliska?
- Tak, bardzo bliska. Pan prezydent Paweł Gulewski jest także młodym nowoczesnym samorządowcem i on bardzo stawia na równość i dialog. Jeżeli chodzi o Metropolię, to my się czujemy komfortowo i jako mniejszy samorząd nie jesteśmy ani pomijani, ani gorzej traktowani. Uważam, że jest bardzo fajny poziom dialogu i współpracy. Lider, naszego samorządowego stowarzyszenia, a liderem jest prezydent Torunia, narzuca nam współpracę i współdziałanie w dobrym tonie.
Adrian Aleksandrowicz, redaktor naczelny portalu Metropolia Toruńska .pl