Prezeska HDK jedną z "My, Chełmżanek" - jak zaczęła się społeczna droga Zenony Derwich?
Od 15 lat jest prezeską chełmżyńskiego klubu Honorowych Dawców Krwi, prowadzi także swój sklep z odzieżą damską. Angażuje się w wiele inicjatyw charytatywnych. Zenona Derwich to jedna z "bohaterek codzienności", której życiorys poznamy w ramach cyklu "My, Chełmżanki".
Jak zaczęła się twoja przygoda z ruchem HDK?
- Działałam w klubie od wielu lat. Kiedyś sama oddawałam krew, ale teraz ze względów zdrowotnych nie mogę już tego robić. Kiedy przechodziłam na emeryturę, to władze PCK zaproponowały mi koordynowanie działań chełmżyńskich krwiodawców. Początkowo się bałam, bo to jednak duża odpowiedzialność. Zgodziłam się i jestem prezeską klubu od blisko 15 lat.
I równolegle prowadzisz własny biznes?
- Tak. Mam swój sklep z odzieżą, swoje wierne klientki i jestem wśród ludzi, bo uważam się za społeczniczkę, dlatego kontakt z drugim człowiekiem jest dla mnie bardzo istotny.
I to właśnie w tym sklepie magazynowane są maskotki dla potrzebujących dzieci czy nakrętki do butelek?
- Tak, często mój sklep pełni funkcję magazynową. Staram się odpowiadać na każdą potrzebę – oczywiście w miarę możliwości – dlatego zachęcam znajomych do włączania się w takie akcje. Zbierałam już maskotki, które trafiły do dzieci w potrzebie, cały czas zbieram nakrętki od plastikowych butelek, które następnie z mężem Rysiem zawozimy do Starostwa Powiatowego w Toruniu. Tam od 2021 roku działa serce, do którego można wrzucać te kapsle.
Skąd wzięła się u ciebie taka potrzeba pomagania?
- Nie wiem. Chyba każdy z nas widzi, jak czasami los nie jest łaskawy dla wspaniałych, życzliwych ludzi. Ja nigdy nie mogłam się pogodzić z tym, że ludzie są głodni, że dzieci żyją w biedzie. Wiem, że jeden człowiek nie może zrobić wiele, ale staram się robić to, co mogę, aby pomagać tym, którzy najbardziej tego potrzebują.
I właśnie dlatego zaangażowałaś się w ruch HDK?
- Myślę, że tak. Krwi nie da się zastąpić żadnym innym lekiem. Tylko dar drugiego człowieka może pomóc ocalić życie i zdrowie. Sama już nie jestem aktywną krwiodawczynią, dlatego robię, co mogę, żeby jak najwięcej osób zdrowych włączało się w te akcje. Chociaż to oczywiście nie tylko moja zasługa! Całe środowisko chełmżyńskich krwiodawców działa bardzo prężnie. Bez nich nic bym nie zrobiła. Ogromne podziękowania należą się przede wszystkim pracownikom Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Bydgoszczy. To dzięki nim w każdy pierwszy czwartek miesiąca na Rynku w Chełmży parkuje krwiobus.
Jak na twoją rolę społeczniczki i to, ile czasu jej poświęcasz, zareagowali twoi bliscy?
- Mam ogromne wsparcie mojego ukochanego męża Rysia. Działam społecznie, ale nie zapominam o sobie i swojej rodzinie. Akumulatory ładujemy z małżonkiem nad polskim morzem. Moje dzieci i wnuki pogodzili się z tym, że mają taką trochę szaloną mamę i babcię. Zawsze mogę na nich liczyć i myślę, że są ze mnie dumni. Kilka lat temu ówczesny starosta toruński Marek Olszewski odznaczył mnie Odznaką Honorową za Zasługi dla Powiatu Toruńskiego. To był wzruszający moment i moja rodzina bardzo gratulowała mi tego wyróżnienia.
Co sądzisz o projekcie "My, Chełmżanki?"?
- Według mnie to jest wspaniały pomysł na docenienie kobiet, które myślą o innych. Bardzo doceniam to, że jestem jedną z nich.
Adrian Aleksandrowicz, redaktor naczelny portalu Metropolia Toruńska .pl