Brzmi jak prowokacja? Oczywiście. Ale czasami prowokacja najlepiej pokazuje absurd myślenia, w którym każde nowe rozwiązanie traktuje się jak zamach na tożsamość miasta.
Toruń, jak każde żywe miasto, nie powstał jednego dnia w gotowej, zamkniętej formie. Nie został przykryty szklanym kloszem w XIII, XV ani XIX wieku. Zmieniał się, rozrastał, przebudowywał, tracił jedne elementy i zyskiwał inne. To, co dziś uznajemy za "naturalny" fragment miejskiego krajobrazu, bardzo często było kiedyś nowością, ingerencją, kompromisem albo efektem odważnej decyzji.
Dobrym przykładem jest Dwór Artusa. Historia tego miejsca sięga średniowiecza, ale obecny budynek nie jest gotyckim gmachem z czasów świetności hanzeatyckiego Torunia. Pierwszy Dwór Artusa, wzniesiony około 1385 roku, rozebrano całkowicie w 1802 roku. Później powstał kolejny obiekt, a następnie i on został rozebrany. Dzisiejszy Dwór Artusa oddano do użytku dopiero 12 grudnia 1891 roku. Dziś dla wielu osób jest jednym z symboli toruńskiej starówki, choć sam jest efektem przebudowy, zastąpienia wcześniejszej architektury i miejskiej zmiany.
Podobnie jest z pomnikiem Kopernika. Dla współczesnych torunian trudno wyobrazić sobie Rynek Staromiejski bez astronoma wskazującego niebo. A jednak monument pojawił się tam dopiero w 1853 roku. Nie był częścią średniowiecznego Torunia. Nie był elementem miasta Kopernika w chwili, gdy Kopernik chodził jego ulicami, ani nawet dziesiątki lat po jego śmierci. Stał się symbolem później - dzięki decyzji, ambicji i przekonaniu, że miasto ma prawo opowiadać swoją historię także nowymi formami.
Miasta tracą fosy, bramy i mury. Toruń również. System miejskich obwarowań zaczął powstawać w XIII wieku, obejmował mury, baszty, bramy i fosy, a do Starego Miasta prowadziło osiem bram. Znaczna część dawnych murów została jednak rozebrana w XIX wieku, zwłaszcza w latach 1873-1889. Czy to oznacza, że Toruń przestał być Toruniem? Nie. Oznacza to, że miasto - jak każdy organizm - przechodziło kolejne etapy rozwoju. Gdyby każdą zmianę traktowano jak zdradę przeszłości, centrum Torunia wyglądałoby dziś zupełnie inaczej. Być może nadal bronilibyśmy drewnianych chat, ciasnej zabudowy, błotnistych traktów i rozwiązań, które kiedyś były naturalne, ale z czasem ustąpiły miejsca innym potrzebom. Historia miasta nie polega na tym, że niczego się nie rusza. Historia miasta polega na tym, że kolejne pokolenia zostawiają po sobie ślad.
W Toruniu, mieście Kopernika, szczególnie nie wypada bać się postępu. To byłoby wręcz sprzeczne z duchem człowieka, którego nazwiskiem tak chętnie się posługujemy. Kopernik także naruszył porządek, który dla wielu wydawał się oczywisty. Jego dzieło "De revolutionibus orbium coelestium" zmieniało sposób rozumienia świata. Teoria heliocentryczna nie od razu została przyjęta jako oczywistość. Wydawca Andreas Osiander dopisał do pierwszego wydania anonimowy wstęp, przedstawiając koncepcję Kopernika raczej jako matematyczną hipotezę niż opis rzeczywistości.
Później było jeszcze trudniej. W 1616 roku dzieło Kopernika zostało zawieszone "do poprawy" przez Kongregację Indeksu, a kopernikańska wizja ruchu Ziemi i nieruchomości Słońca została uznana za problematyczną wobec ówczesnego rozumienia Pisma i nauki. Innymi słowy: to, co dziś jest fundamentem nowoczesnego myślenia o świecie, kiedyś budziło opór, lęk i sprzeciw. Dlatego w Toruniu powinniśmy szczególnie uważać na zdanie: "zostawmy wszystko tak, jak jest". Gdyby Kopernik tak myślał, nie ruszyłby Ziemi. Gdyby torunianie zawsze tak myśleli, nie mielibyśmy dzisiejszego Dworu Artusa, pomnika Kopernika, wielu miejskich placów, kamienic, ulic i instytucji, które dziś uważamy za oczywiste.
Miasto nie jest muzealną makietą. Miasto jest opowieścią pisaną przez kolejne pokolenia. Szacunek do historii nie oznacza zakazu dopisywania nowych rozdziałów. Przeciwnie - największym dowodem siły miasta jest to, że potrafi zachować pamięć, a jednocześnie iść dalej. Dlatego pytanie nie powinno brzmieć: "czy wolno zmieniać Toruń?". Toruń zmieniał się zawsze. Prawdziwe pytanie brzmi: czy mamy odwagę robić to mądrze, ambitnie i na poziomie godnym miasta Kopernika?
W takich sprawach jak architektura i urbanistyka czasem trzeba też zaufać ludziom, którzy w danej dziedzinie są specjalistami. Centrum Kulturalno-Kongresowe Jordanki nie powstało jako przypadkowy betonowy eksperyment, ale jako projekt Fernando Menisa - cenionego hiszpańskiego architekta, którego koncepcja wygrała w 2008 roku międzynarodowy konkurs architektoniczny, pokonując 21 rywali. Jury, w którym byli m.in. przedstawiciele Stowarzyszenia Architektów Polskich, doceniło projekt za próbę połączenia nowoczesności z toruńską tradycją cegły i gotyckiej struktury miasta. Sam obiekt zdobywał później nagrody i wyróżnienia, w tym uznanie za najlepszy projekt kulturalny przyszłości podczas World Architecture Festival w Barcelonie.
Podobnie jest z Europejskim Centrum Filmowym Camerimage. To nie jest inwestycja projektowana "na kolanie", ale efekt międzynarodowego konkursu, w którym opracowania złożyły 42 zespoły z 13 krajów. Zwyciężyła koncepcja austriackiego biura Baumschlager Eberle Lustenau, firmowana przez prof. Dietmara Eberlego - architekta opisywanego przez ECFC jako jednego z ważnych współczesnych twórców, laureata ponad 150 konkursów architektonicznych i wykładowcę na uczelniach w Europie oraz Ameryce Północnej.
Miasto to nie las. Oczywiście zieleń jest ważna, ale w ścisłym centrum nie chodzi wyłącznie o prostą arytmetykę: ile metrów trawy, ile drzew, ile krzewów. Toruń ma pokaźną otulinę parkową wokół Starego Miasta i właśnie dlatego kluczowe jest, by była ona zadbana, dostępna, estetyczna i realnie używana przez mieszkańców. Czasem lepsza jest jakość niż sama ilość. Zaniedbany pas zieleni nie buduje miejskiej wspólnoty tylko dlatego, że formalnie jest zielony. Dobrze zaprojektowany plac, park, sala koncertowa czy centrum kultury mogą dać miastu znacznie więcej: życie, wydarzenia, spotkania i nową energię.
Najlepiej pokazują to Jordanki. Przed laty wielu krytykowało ten obiekt, dziś trudno udawać, że stoi pusty. W sali koncertowej jest 882 miejsc, a kalendarz wydarzeń obejmuje koncerty, festiwale, spektakle i wydarzenia kulturalne niemal tydzień po tygodniu. To dowód, że mieszkańcy potrzebowali takiej przestrzeni - nie kolejnej pustej deklaracji o "ochronie miasta", ale realnego miejsca, które przyciąga ludzi i działa.
Macie pytania dotyczące ECFC Camerimage? Zostawcie je w komentarzach. Zbierzemy najważniejsze wątpliwości i zwrócimy się o odpowiedzi do osób odpowiedzialnych za projekt.