Niespójności w ciechocińskim referendum
Z jednej strony organizatorzy referendum krytykują obecny stan uzdrowiska, z drugiej namawiają kuracjuszy z zarządzanych przez nich, prywatnych sanatoriów do korzystania z… krytykowanych atrakcji. Polityczna hucpa czy faktyczna troska o stan uzdrowiska – przyglądamy się jak faktycznie wygląda sprawa z referendum?
- Mamy wielu turystów, którzy przyjeżdżają do Ciechocinka od bardzo wielu lat i mówią, że z każdym rokiem jest coraz gorzej, czują się oszukani przez Ciechocinek - mówił w emitowanym na łamach TVP Info programie "Reporterzy" Dariusz Król, prezes prywatnego Sanatorium "Zdrowie" i jeden z organizatorów referendum. W programie można było również usłyszeć, że tężnie "Są przegniłe i zaczynają się dosłownie rozsypywać w rękach". Sprawą zajęli się naukowcy z UMK, którzy nie potwierdzili niepokojących doniesień. - Pobraliśmy ponad 20 próbek z tężni, z różnych elementów konstrukcyjnych, podestów i z koryt zraszających. Potwierdziliśmy, że są to nawarstwienia pochodzenia mikrobiologicznego. Niezidentyfikowaliśmy mikroorganizmów, które wpływałyby potencjalnie szkodliwie na zdrowie człowieka - podkreśliła dr Marta Chylińska z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Tężnie niby niebezpieczne, ale… - Tężnie solankowe w Ciechocinku są ważnym elementem tradycji i historii uzdrowiska. Stanowią unikalną atrakcję, która przyciąga zarówno mieszkańców, jak i turystów, dając możliwość korzystania z dobroczynnych właściwości solanki i cieszenia się zdrowym mikroklimatem. – czytamy w materiałach promocyjnych Sanatorium "Zdrowie". Wnioski nasuwają się same: oszukiwani są albo mieszkańcy miasta, albo kuracjusze korzystający z turnusów w "Zdrowiu". Jeżeli bowiem prezes sanatorium - Dariusz Król - faktycznie jest przekonany o fatalnym stanie obiektu i szkodliwym dla zdrowia mikroklimacie tężni, to dlaczego równocześnie naraża kuracjuszy płacących ciężkie pieniądze za pobyt w jego sanatorium do korzystania z tej atrakcji?
Tylko Ciechocinka żal
Referendum w Ciechocinku, zamiast wzmacniać lokalną debatę publiczną, realnie szkodzi wizerunkowi miasta jako stabilnego i przewidywalnego uzdrowiska. Publiczny konflikt polityczny, który mu towarzyszy, buduje narrację o chaosie i niepewności, co może negatywnie wpływać zarówno na decyzje inwestorów, jak i postrzeganie miejscowości przez kuracjuszy oraz turystów. W przypadku miasta, którego marka opiera się na spokoju, regeneracji i prestiżu, długotrwałe napięcia instytucjonalne osłabiają wiarygodność samorządu i podważają konsekwencję w realizacji strategicznych projektów rozwojowych. To co w szczególności razi z perspektywy Torunia to niespójność przekazu tzw. grupy referendalnej. Nie można bowiem równocześnie "mieć ciastka i zjeść ciasta": z jednej strony straszyć fatalnym stanem uzdrowiska (punkt siódmy: Miasto coraz bardziej zaniedbane), a z drugiej zarabiać na krytykowanych atrakcjach. Jeżeli stan uzdrowiska faktycznie jest taki zły, to uczciwie powinno się informować o tym również kuracjuszy zarządzanego przez siebie obiektu.