Głos Danki musi w Toruniu pozostać na stałe
Pożegnaliśmy Danutę Stępkowską, przez wszystkich znajomych nazywaną Danką. Na pogrzebie zgromadziło się wiele osób, a jeśli kogoś zabrakło, to możmna było obejrzeć transmisję uroczystości online. Danka zawsze prowadziła transmisje, czy to z ulicy, czy z debaty, więc na pewno by się ucieszyła, że jej pożegnanie było publiczne. Po kilku dniach od jej śmierci czas na refleksję, co strata Danki oznacza dla Torunia i mieszkańców?
Danka była nietuzinkową postacią. Niczym prawdziwa aktiwistka była wszędzie i zawsze aktywna. Nie interesowała jej kariera, nie miała politycznych aspiracji. Po prostu chciała załatwiać sprawy, bo się przejmowała, bo jej zależało. Tak mało, a jednak tak dużo. To m.in. dzięki jej uporowi i staraniom w Toruniu powołano wszystkie Rady Okręgów. Głęboko wierzyła w oddolne działanie dla wspólnego dobra. Czy zawsze się to podobało wszystkim, szczególnie władzy? Oczywiście że nie. Ale ona się tym nie przejmowała. Szła do przodu, nieustępliwa, czasem nawet kłócąca się o ważną sprawę, jeśli politycy nie byli skłonni jej przeforsować. Po czasie ustępowali i pomagali. "Czyli jednak można" na pewno im wtedy mówiła.
Przywykliśmy do silnej władzy jednostki, która wie najlepiej i prowadzi innych. Tak są prowadzone partie polityczne. Danka była tego przeciwieństwem. Krucha, poruszająca się w ostatnim czasie o kulach. Pełna wątpliwości, czy robi, dobrze czy źle, dzwoniła do zaufanych przyjaciół i pytała o opinie, bo każdym głosem się przejmowała. Była gotowa do działania, aby miasto zyskało, choćby mural na Podgórzu czy zgodę na lokalną debatę przed wyborami. Nigdy nie robiła nic sama, twierdząc, że wie najlepiej. Prosiła o pomoc, lubiła działać w grupie. Miała magiczny urok i nie można było jej odmówić. Nie szczędziła krytyki, gdy uznała, że jest potrzebna. Zawsze była obecna na posiedzeniu rady miasta, siadała na tym samym krześle w sekcji dla mieszkańców, siedziała i słuchała i była gotowa pochwalić lub krytykować. Nie wahała się walczyć o sprawy ważne i stanąć na ulicy na przeciwko wściekłemu tłumowi, który w jej stronę krzyczał słowa wulgarne i przykre.
Często słyszymy, że w naszych czasach brakuje autorytetów. A ja myślę, że to nieprawda. Co prawda słowo "autorytet" zupełnie nie pasuje do Danki, ale jej postawa, upór I przekonanie co do tego, w co wierzyła, nie może zniknąć z naszego miasta!
Pewne sprawy zacznęła, ale nie zdążyła ich dokończyć. Niedługo też kolejne wybory do rad okręgów. Toruń nie może jej tutaj zawieść. Po prostu musimy powolać wszystkie rady i dać im przestrzeń, aby działały, dla mieszkańców. Toruń też nie może stracić głosu krytycznego, bezkompromisowego podejścia do spraw. Były przewodniczący Rady Miasta Marcin Czyżniewski, na jej pogrzebie, zaproponował mechanizm autokrytyczny "a co by powiedziała Danka?". Będziemy tego głosu słuchać, zadeklarował. Trzymamy za słowo, a gdy trzeba będzie podejdziemy, chwycimy za ręce i z życzliwym uśmiechem, ale zdecydowanym głosem zapytamy "Dlaczego?".
Maciej Wasilewski, redaktor portalu Metropolia Toruńska .pl