Agata Chyżewska-Pawlikowska: Czasem trzeba zejść z barykady, aby załatwić sprawy kobiet

Agata Chyżewska-Pawlikowska dziesięć lat temu wraz z innymi kobietami wyszła na ulice protestować. W marcu 2023 roku została przewodniczącą Toruńskiej Rady Kobiet. Po trzech latach działalności rada przy prezydencie Torunia, wtedy Michale Zaleskim, kończy właśnie swoją kadencję. Obecny prezydent Torunia Paweł Gulewski zapowiada wybranie nowej rady w trzecim kwartale. Agata Chyżewska-Pawlikowska opowiada nam, co udało się zrobić przez te trzy lata dla kobiet w Toruniu.

Agata Chyżewska-Pawlikowska
Agata Chyżewska-Pawlikowska
Źródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | Fot. Maciej Wasilewski

W ciągu kilku lat przeszłaś drogę od "barykady" do urzędu w walce o sprawy kobiet. Trzy lata temu zostałaś przewodniczącą Rady Kobiet. Wtedy miałaś mieszane uczucia?

- Tak, zgadza się. Ale dziś widzę, że bardzo wiele rzeczy nauczyłam się o sobie. Przez te trzy lata nauczyłam się też innego działania, powiedzmy, obycia urzędowego. Wiele rzeczy udało się załatwić. Nie da się załatwić wszystkich spraw megafonem na ulicy i krzykiem. Czasami trzeba zejść z barykady.

Co udało się zrobić przez te trzy lata?

- Bardzo wiele rzeczy. Między innymi pięć cyklów "Pełną piersią". Zapraszaliśmy lekarzy i specjalistów. Poruszaliśmy ważne tematy - rak piersi, przeciwdziałanie alkoholizmowi, przemocy. Ostatnie spotkanie dotyczyło zdrowia kobiet w każdym wieku.

Rada jest dość duża, różne charaktery, różne środowiska. Było różowo czy trzeba było się dotrzeć?

- Nie było różowo. W każdej grupie najpierw trzeba się dotrzeć. Teraz myślę, że po tych trzech latach mogłybyśmy działać następną kadencję, jesteśmy zgrane i wiemy, co każda może. Jesteśmy jedną ze sprawniej działających rad kobiet w Polsce, więc to o czymś świadczy.

Czy Rada Kobiet w Toruniu to było coś nowego, czy już działały w innych miastach?

- Kiedy nas powoływano, byłyśmy 33 radą. W tej chwili tych rad jest około 80. Uczyłyśmy się same, jak się organizować, mogłyśmy czerpać z doświadczenia innych rad, bo rady kobiet w Polsce utworzyły sieć komunikacyjną między sobą. Wymieniamy się wszelkiego rodzaju dobrymi praktykami, materiałami, informacjami, doświadczeniem.

A jak to wygląda w regionie?

- W tej chwili działają cztery rady kobiet. Jest Kujawsko-Pomorska Rada Kobiet, toruńska, która teraz kończy kadencję. poza tym w Inowrocławiu i Grudziądzu. Dziewczyny w Grudziądza wystrzeliły jak petardy, naprawdę robią niesamowite rzeczy. Brakuje takiej rady w Włocławku, brakuje w takich miastach jak Świecie lub Golub-Dobrzyń. Dobrze by było, żeby powstawały takie rady.

Czy będziesz kandydować na następną kadencję Toruńskiej Rady Kobiet?

- Trochę jestem zmęczona, dla mnie pewien etap się skończył, ale zobaczymy, czas pokaże. Nie podjęłam jeszcze decyzji.

Jakie sprawy jeszcze są otwarte, nie załatwione?

- Zacznijmy od jednej podstawowej rzeczy. Rada kobiet to gremium przy prezydencie, jest ciałem doradczym, rekomendacyjnym, opiniodawczym. My możemy opiniować uchwały, rekomendować różne działania. No i ograniczamy się wyłącznie do naszego miasta. Jest wiele rzeczy, które należałoby zrobić, chociażby kwestia związana z kobietami w kryzysie bezdomności, czy kobietami ubogimi, czy dostępem do zdrowia reprodukcyjnego dla kobiet.

Mija dziesięć lat w tym roku, odkąd kobiety wyszły na ulice w 2016 roku. Czy wciąż trzeba walczyć z jakimiś stereotypami o prawach kobiet?

- Ja bym już nie użyła słowa walczyć, chociaż z drugiej strony jest to walka, natomiast tak, nic się nie zmieniło. Mamy 2026 rok, a jeśli chodzi o kwestie związane z dostępem do aborcji, jesteśmy w gorszym momencie, niż byliśmy w 2016 roku, kiedy wychodziłyśmy na ulicę. Dostęp do zdrowia reprodukcyjnego jest dostępem nierównym społecznie. Są kobiety, które mają dostęp, a są kobiety, które ze względu na to, że mieszkają na małych wsiach, mają dostęp ograniczony. Czy chociażby teraz kwestia zamykania oddziałów ginekologiczno-położniczych. No, ale tu jest kwestia demograficzna, ponieważ rodzi się bardzo mało dzieci, więc te oddziały nie są rentowne, a podniesienie chociażby tej wyceny usługi też nic nie da. Tu powinny być inne rozwiązania, które powinien dać rząd lub może organizacje pozarządowe powinny podpowiedzieć państwu albo Ministerstwu Zdrowia. Mimo wszystko wiele rzeczy się zmieniło. Na pewno jest większa świadomość, jeśli chodzi o pewne kwestie związane ze zdrowiem reprodukcyjnym. Ale to wszystko jest w dużych miastach. Chociaż ja znam takich ludzi, którzy mieszkają w małych wsiach i mają też dość dużą świadomość, więc myślę, że nie ma co uogólniać. Brakuje edukacji seksualnej, gdzie m.in. na tej edukacji mówiłoby się o tym, że dziewczynki powinny chodzić do ginekologa, bo powinny o siebie dbać. A teraz jest sytuacja, w której aż trzy miliony Polek nie chodzi do ginekologa.

Gdybyś pozostała w radzie na następną kadencje, to jaki główny cel by tobie przyświecał?

- Na pewno starałabym się zrobić jedną rzecz. Dążyłabym do tego, żeby utworzyć taki punkt ginekologiczny, do którego dziewczyna, kobieta, która jest ofiarą przemocy seksualnej, może przyjść, zrobić obdukcję, dostać tabletkę dzień po. Albo jeżeli cokolwiek się dzieje, żeby mogła pójść i mieć te podstawowe badania zrobione.

Są takie w punkty w innych miastach?

- Są, w Poznaniu i Łodzi. We Wrocławiu próbowali, ale im się nie udało. A to jest potrzebne. Tak jak budowanie świadomości, jeśli chodzi o kwestie związane ze zdrowiem reprodukcyjnym. To jest bardzo istotne i każda kobieta, niezależnie od poglądów, niezależnie od wartości, które wyznaje, powinna dbać o siebie.

Byłaś osobą, która przez lata walczyła z megafonem na ulicy i petycjami. Czy wrócisz na tą barykadę, jak trzeba będzie?

- Osobiście zarzekam się, że nie wyjdę, ale podejrzewam, że jak będzie trzeba, to może się to zdarzyć.

Maciej Wasilewski, redaktor portalu Metropolia Toruńska .pl

Wybrane dla Ciebie