Z MasterChefa do foodtrucka pod Toruniem. Historia Przystanku Umami

Wiktoria Wilmanowicz,uczestniczka 11 edycji MasterChefa, jeszcze niedawno myślała o pracy w gabinecie stomatologicznym. Dziś w foodtrucku pod Toruniem serwuje kuchnię azjatycką, przyciągając tłumy. Historia Przystanku Umami to przykład tego, jak udział w programie kulinarnym może stać się początkiem realnej zmiany zawodowej i życiowej. Przeczytajcie o drodze od MasterChefa do własnego foodtrucka, codzienności pracy w gastronomii i o tym, dlaczego pad thai wygrywa z każdą inną propozycją w menu.

Przystanek UmamiPrzystanek Umami
Źródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | Sonia Tlili
Sonia Tlili

Skąd wziął się pomysł na foodtrucka?

- Pomysł na foodtrucka tak naprawdę narodził się trochę niepozornie, a trochę z rozpędu po MasterChefie. To właśnie udział w programie sprawił, że zaczęłam gotować na serio i marzyłam gdzieś tam głęboko o małej gastronomii. Zaczęłam delikatnie, od prowadzenia cateringu domowego z obiadami na każdy dzień, no i zainteresowanie było na tyle duże, że naturalnie pojawiła się myśl: dobra, to może zróbmy z tego coś więcej. No i wtedy wrócił temat, który gdzieś tam krążył z tyłu głowy od lat. Bo prawda jest taka, że foodtruck to było trochę nasze małe marzenie. Jeszcze jak mieszkaliśmy w Warszawie czy we Wrocławiu, to razem z narzeczonym regularnie jeździliśmy na zloty foodtrucków, bardziej "jeść i podglądać" niż z myślą, że kiedyś będziemy po tej drugiej stronie. Ale gdzieś z tyłu głowy zawsze było: kurczę, fajnie byłoby mieć kiedyś coś swojego. No i w końcu przyszedł ten moment, kiedy na zlotach foodtrucków mogliśmy pomachać już z własnego okienka.

Co jest u was sprzedażowym hitem?

- Bez dwóch zdań pad thai. To jest nasz absolutny bestseller. Możemy opowiadać o ramenie, możemy zachęcać do naszej buły z szarpaną wieprzowiną, ale ostatecznie i tak klient mówi: "fajnie, ale wezmę pad thaia". I my to totalnie rozumiemy. To jest taka nazwa, którą ludzie już gdzieś słyszeli, na wakacjach, z internetu, od znajomych. Nawet jeśli ktoś nigdy nie jadł, to ma poczucie, że "wie, co bierze". A jak już spróbuje, to często wraca właśnie po to samo. Pad thai jest po prostu takim najbardziej rozpoznawalnym comfort foodem kuchni azjatyckiej.

Czy udział w MasterChefie był przełomem, który pchnął Cię do własnego biznesu?

- Zdecydowanie tak. Gdyby nie MasterChef, to bardzo możliwe, że dziś zajmowałabym się… zębami. Skończyłam szkołę, mam dyplom higienistki stomatologicznej i to był naprawdę poważny kierunek, który brałam pod uwagę. Gotowanie zawsze gdzieś było obok, ale dopiero udział w programie sprawił, że potraktowałam je na serio. To była taka iskra, która odpaliła coś większego. Po programie ta myśl już mnie nie opuszczała, że chciałabym mieć coś swojego. Może małą restaurację, może coś mobilnego… ważne, żeby było "swoje". No i finalnie skończyło się na restauracji na kółkach, co, patrząc wstecz, jest chyba najlepszym możliwym scenariuszem.

Jak zaczęła się historia foodtrucka i od kiedy działacie?

- Działamy już prawie dwa lata, ba, zaraz świętujemy drugie urodziny. Bo nasz foodtruck wystartował dokładnie 22 kwietnia, czyli w dniu moich urodzin. Także zrobiłam sobie dość konkretny prezent. To był bardzo symboliczny moment, móc to w końcu urzeczywistnić i stanąć w okienku, obsłużyć pierwszego klienta i wydać zamówienie.

Czy sami dostosowaliście foodtrucka? Skąd czerpaliście inspiracje?

- Trochę tak, trochę nie, bo trafiliśmy na foodtrucka, który był już właściwie gotowy do pracy. Miał kuchnię, sprzęt, lodówkę, okap, był nawet wcześniej odebrany przez sanepid, więc teoretycznie można było od razu zaczynać. Ale prawda jest taka, że kupiliśmy go totalnie pod wpływem chwili. Pojechaliśmy do Poznania obejrzeć ten jeden konkretny egzemplarz. W planach było zobaczyć jeszcze kilka innych, porównać, podejść do tematu na spokojnie, ale skończyło się zupełnie inaczej. Naszym głównym kryterium, z którego śmiejemy się do dziś, było to, jak ja w nim wyglądam. Weszłam do środka, mój narzeczony zrobił mi zdjęcie, spojrzałam i mówię: "o, ładnie". No i w zasadzie decyzja zapadła. Nie obejrzeliśmy już żadnego innego foodtrucka. Kryteria zostały spełnione, zakup klepnięty i co najlepsze, do dziś się sprawdza, więc chyba była to jedna z bardziej intuicyjnych, ale trafionych decyzji w naszym życiu.

Foodtruck Przystanek Umami
Foodtruck Przystanek Umami © Metropolia Toruńska .pl | Sonia Tlili

Dlaczego zdecydowaliście się na kuchnię azjatycką?

- No więc tak się składa, że ja panicznie boję się latać i niestety w Azji nigdy nie byłam i nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Ale mieszkałam kilka lat w Warszawie, a tam poziom gastronomii jest naprawdę wysoki. Miałam kilka swoich ulubionych azjatyckich knajp, które regularnie odwiedzałam i zdecydowanie te smaki były najbliższe mojemu sercu. Zastanawialiśmy się też nad meksykańskim foodtruckiem, bo i kuchnia meksykańska jest nam bardzo bliska, ale nie chcieliśmy robić miszmaszu. Chcieliśmy postawić na jeden, konkretny rodzaj kuchni, no i padło na azjatycką.

Co polecacie spróbować osobom, które odwiedzają Was pierwszy raz?

- Najczęściej pad thai, ramen i buła umami. Pozostałe dania zostawiamy na "drugi raz".

Czy dopasowujecie smaki do polskiego odbiorcy?

- Trochę tak, pytamy o ostrość, bo nie chcemy, żeby ucierpieli ci z małą tolerancją ostrości albo odwrotnie, żeby danie straciło cały charakter. Pad thai idealny, według nas, to danie ostre lub średnio ostre. Zupełnie łagodny w naszym mniemaniu traci swój charakter, ale oczywiście słuchamy potrzeb naszych klientów.

Jak wygląda dzień pracy w foodtrucku od kuchni?

- Wygląda zgoła inaczej, niż klienci mogliby sobie wyobrazić. Ci przychodzą w wyznaczonych godzinach naszej pracy, czyli od południa do wieczora, i widzą nas uśmiechniętych, pełnych pasji i gotowych serwować nasze popisowe dania. A rzeczywiście dzień zaczyna się dużo wcześniej. Startujemy od wczesnego ranka. Najpierw trzeba zrobić zatowarowanie, odebrać produkty z hurtowni spożywczej i hurtowni z opakowaniami. Następnie przygotowujemy produkty, kroimy warzywa, gotujemy zupy, przygotowujemy mięsa do burgerów i tak dalej. Tak, abyśmy w południe mieli z czym wystartować. Końcówka dnia to czasem prawdziwa próba cierpliwości i wytrzymałości. Bywają dni spokojniejsze, kiedy można się nawet trochę ponudzić, ale zwykle weekendy, i nie tylko, potrafią dać w kość. Kolejka ludzi, każdy chce szybko i smacznie, a my próbujemy ogarnąć wszystkich naraz. Wieczorem, kiedy już wydaje się, że wszystko jest za nami, czeka nas jeszcze mycie wszystkich naczyń, sprzątanie i doprowadzenie foodtrucka do porządku. Czasem wygląda to tak, że jedyne, na co mamy ochotę, to puścić granaty i uciekać. Ale mimo całego zmęczenia jest ogromna satysfakcja. Każda pochwała, każda dobra opinia klienta sprawia, że chcemy wracać i robić to znowu.

Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu foodtrucka?

- Najtrudniejsze w prowadzeniu takiego miejsca jest, myślę, że praca pod presją czasu. Kiedy jest duży ruch i w jednej chwili podjeżdża kilka rodzin, napływa sporo zamówień telefonicznych, no to ciężko nam to spiąć organizacyjnie, logistycznie. Wtedy zaczyna się panika. Czasami mówimy ludziom, że muszą godzinę lub dłużej poczekać na swoje zamówienie, bo musimy je po kolei przyrządzić. A foodtruck jest mały, mamy tam ograniczone możliwości. Dodatkowo pracujemy na świeżych produktach, nie mamy gotowców czy półproduktów i przygotowanie każdego dania wymaga kilku, kilkunastu minut. No i wtedy rzeczywiście pojawia się panika, ludzie często nas poganiają, pytają, jak długo jeszcze, bo się niecierpliwią. Ten moment, kiedy ludzie czekają, jest chyba najbardziej stresujący. Drugim dużym wyzwaniem są warunki pogodowe. Pracujemy cały rok, a większość foodtrucków działa sezonowo. Latem przy temperaturach powyżej 30 stopni czujemy się jak w nagrzanej puszce, natomiast zimą, kiedy temperatura spada do minus siedemnastu stopni, trzeba kombinować: kilka par skarpet, grzałki, no i przede wszystkim duży ruch klientów, bo stanie przy garach ogrzewa nas najbardziej. Najprzyjemniej pracuje się wiosną i jesienią, wtedy pogoda jest umiarkowana, można ubrać się wygodnie i naprawdę cieszyć się pracą. Nie ukrywam jednak, to jest ciężka, fizyczna praca. Nie dla każdego. Ale jeśli ktoś kocha gotowanie i kontakt z ludźmi, daje też niesamowitą radość i poczucie spełnienia.

Przystanek Umami
Przystanek Umami © Metropolia Toruńska .pl | Sonia Tlili

Dlaczego wybraliście tę lokalizację pod Toruniem?

- Wyjazd z Warszawy dał nam pełną wolność wyboru miejsca do życia, góry, Mazury, morze albo Toruń, ponieważ spod niego pochodzę. Obejrzeliśmy kilka miejsc pod Toruniem i jedno wpadło nam w oko na tyle, że postanowiliśmy zostać. Nasz foodtruck stoi teraz na pasażu handlowym, w świetnej lokalizacji przy drodze krajowej łączącej Toruń z Bydgoszczą. Miejsce wydawało nam się idealne, mnóstwo samochodów przejeżdża obok, a pasaż to jedyny w okolicy punkt, gdzie ludzie zatrzymują się na zakupy po pracy. Dzięki temu ruch pieszych jest naprawdę spory, idealny dla foodtrucka. Przyznam, że nie było łatwo. O to miejsce walczyliśmy kilka dobrych miesięcy, ale w końcu się udało i absolutnie nie żałujemy. Mamy stałych klientów, którzy wracają nawet kilka razy w tygodniu. Te same twarze, uśmiechy, dobre słowo, to naprawdę daje poczucie, że miejsce wybraliśmy idealnie.

Dlaczego warto do was przyjechać?

- Kuchnia azjatycka to bogactwo smaków, świeże zioła, kolendra, przyprawy, pikantne, kwaśne, słodkie, magia na talerzu. Wielu klientów wraca, bo chcą przypomnieć sobie podróże po Azji i wrócić wspomnieniami do wakacji. Staramy się wkładać całe serce w nasze dania i ludzie to doceniają. Więc jeśli jeszcze nas nie odwiedziliście, serdecznie zapraszamy. Podobno najlepszy pad thai w Przysieku.

Wybrane dla Ciebie
Pięściarze Pomorzanina Boxing Team mierzą wysoko
Pięściarze Pomorzanina Boxing Team mierzą wysoko
"Wychodzimy poza schematy" - Toruńska Orkiestra Symfoniczna zaprasza!
"Wychodzimy poza schematy" - Toruńska Orkiestra Symfoniczna zaprasza!
Gmina Lubicz otrzymała dofinansowanie na ważne inwestycje drogowe
Gmina Lubicz otrzymała dofinansowanie na ważne inwestycje drogowe
Czy siatkarze toruńskich Aniołów mają nieco krótszą drogę do elity?
Czy siatkarze toruńskich Aniołów mają nieco krótszą drogę do elity?
Żużlowy sezon ligowy czas zacząć. Na początek wyjazd do Lublina
Żużlowy sezon ligowy czas zacząć. Na początek wyjazd do Lublina
Ciągłość Toruńskiego Festiwalu Nauki i Sztuki jest niezmienna
Ciągłość Toruńskiego Festiwalu Nauki i Sztuki jest niezmienna
Medal Unitas Durat dla maestro Mitsuyoshiego Oikawy
Medal Unitas Durat dla maestro Mitsuyoshiego Oikawy
Czy Tymoteusz ze szkoły w Grubnie zostanie następcą prof. Bralczyka?
Czy Tymoteusz ze szkoły w Grubnie zostanie następcą prof. Bralczyka?
Ciechocinek w wersji premium - Apartamenty Cerelis
Ciechocinek w wersji premium - Apartamenty Cerelis
Premier Donald Tusk w Apatorze: Local Content wzmocni suwerenność gospodarczą Polski
Premier Donald Tusk w Apatorze: Local Content wzmocni suwerenność gospodarczą Polski
Laskarze Pomorzanina zapraszają na wielkie otwarcie nowego/starego boiska
Laskarze Pomorzanina zapraszają na wielkie otwarcie nowego/starego boiska
"Dzięki ludziom dobrej woli możemy więcej"
"Dzięki ludziom dobrej woli możemy więcej"