Polecamy w metropoliiWieczór z wampirem, czyli przegląd post-punku w NRD

Wieczór z wampirem, czyli przegląd post-punku w NRD

Pogoda na terenie Metropolii Toruńskiej ostatnimi czasy jest wybitnie niesprzyjająca. Jednakże, kiedy redakcyjne obowiązki wzywają, to nie ma zmiłuj. Pomimo odczuwalnej temperatury rzędu -17 stopni Celsjusza udałem się do miejsca absolutnie kultowego na muzycznej mapie naszego regionu, czyli do lokalnej mekki dla fanów alternatywnych brzmień, jaką jest klub NRD. Lokal ten całkiem niedawno wznowił działalność po krótkiej przerwie wynikającej ze zmiany właściciela po głośnym odejściu Krzysztofa "Kriza" Wachowiaka. Jak sprawdził się lokal po gruntownym remoncie? Czy post-punk jest wciąż aktualny dla młodego pokolenia odbiorców? Czy nowe zespoły tego podgatunku wnoszą coś świeżego do tego brzmienia?

Wejście do lokalu NRD
Wejście do lokalu NRD
Źródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | Ignacy Grześkowiak

Post-punk w ostatnich latach przeżywa swoisty renesans, jedni mogą dopatrywać przyczyny tego zjawiska w gigantycznym komercyjnym sukcesie irlandzkiej formacji Fontaines D.C. lub patrząc bardziej lokalnie w viralowym sukcesie białoruskiego Molchat Doma. Inni z kolei wskazują wybitną niestabilność socjopolityczną naszych czasów jako przyczynę powrotu gatunku głęboko utopionego w filozofii modernizmu na europejskie salony. Obiektywne fakty są takie, że mało który gatunek współczesnej muzyki przemawia do młodzieży oraz młodych dorosłych, na tak personalnej strunie, na jakiej robi to post-punk. Co ciekawe, pomimo iż gatunek powrócił do łask w całej Europie każdy zespół tworzący w tym nurcie pomimo pewnych ogólnych zasad estetycznych, wnosi do tej muzyki coś własnego. W przypadku Fontaines D.C. jest to nieoczywista i ambitna warstwa tekstowa, w przypadku Molchat Domy bezpardonowy minimalizm inspirowany architektonicznym brutalizmem. A w przypadku naszych bohaterów, czyli poznańsko-warszawskiego Natures Mortes i niemieckiego Rope Sect?

Kiedy przekraczam próg NRD uratowany przez życzliwego bramkarza, który wpuścił mnie nieco wcześniej, abym nie stał przez 20 minut na mrozie z głośników dobiega jakże tematyczny dla tego wieczoru utwór "Candyman" pionierów post-punkowych brzmień, czyli Siouxie and the Banshees. Zaczynam zwracać uwagę na detale otaczającej mnie przestrzeni. Pierwsze co mnie uderza to to, że wystrój po remoncie wypiękniał, zachowując swój pierwotny charakter. NRD jest dalej miejscem dokładnie tak życzliwym jak je zapamiętałem z czasów licealnych. Jest schludniej, wizualnie spójnie, a przeniesienie szatni do patio, było logistycznie genialnym ruchem. Zasadniczo czuć świeżą krew. Obserwując zapełniający się lokal, zaczynam żałować swoich decyzji stylistycznych na ten wieczór. Kremowa bluza z plakatem "Koszmaru z Ulicy Wiązów" do pewnego stopnia wpisuje się w gotycką atmosferę makabry, jednak im więcej słuchaczy pojawia się w NRD, tym bardziej zauważam, że jestem bodajże jedyną osobą nieubraną od stóp do głów na czarno. Mocno urzeka mnie kreatywność w tym czarnym odzieniu, z jednej strony mamy trenczowe płaszcze i glany, dziewczyny z ogromną ilością maskary pod oczami, a z drugiej chłopaków w czarnych dresach z wiadomymi wyszytymi trzema paskami w sportowym, aczkolwiek obowiązkowo czarnym odzieniu. Niby nie było wymienionego dresscode’u, a jednak można się było domyśleć, że do pewnego stopnia odzieżowa estetyka przy okazji tych konkretnych koncertów się ostatecznie wyłoni. No nic, czas ruszać na scenę.

Rope Sect
Rope Sect© Metropolia Toruńska .pl | Ignacy Grześkowiak

Godzina 19:25, 5 minut przed planowym startem gotycko rockowy tercet działający pod nazwą Natures Mortes lekko nieśmiałym krokiem wkracza na scenę. Ze względu na ilość ludzi pod sceną, która wynosi orientacyjnie z 7 osób, nie są do końca pewni czy chcą już zaczynać. Ostatecznie podejmują decyzję o rozpoczęciu setu przed planowanym czasem. Otwierają niewydanym jeszcze oficjalnie "In a hole", po czym przechodzą od razu do jednego ze swoich największych hitów czyli "Inside Out" ze swojego fonograficznego debiutu — zeszłorocznego "Blind Submission". Kolejny rzut oka na publikę i… wszyscy spóźnialscy momentalnie udają się pod scenę, zapełniając przestrzeń NRD, natychmiastowo urzeczeni przez elektryzujące riffy Natures Mortes.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że jest zasadnicza różnica między post-punkiem z zachodniej i wschodniej Europy - ten wschodni jest cięższy, ostrzejszy, bije od niego mocniejsza egzystencjalna żałość, zarówno w warstwie tekstowej, jak i instrumentalnej. I dokładnie w ten wschodni front wpisuje się Natures Mortes. Wokalista brzmi jak bardziej opętana i egzystencjalnie złamana wersja Roberta Smitha z The Cure, riffy z jednej strony noszą w sobie dziedzictwo Siouxie and the Banshees, a z drugiej bardziej eksperymentalnych utworów Brygady Kryzys poprzez mocno staro-szkolne efekty gitarowe, perkusja nadaje morderczy rytm a bas hipnotyzujący charakter całości. Co ciekawe pomimo śpiewania wyłącznie w języku angielskim wokalista Natures Mortes ma w tej materii wyjątkową lekkość. Klimat jest zdefiniowany przez to uczucie beznadziejności egzystencji, które jest cechą jakże charakterystyczną dla wschodniego post-punku ogólnie. W trakcie koncertu poznańsko-warszawskie trio objawia się jako zespół z gigantycznym potencjałem i już teraz mocno wyrobionym ruchem scenicznym, który nie jest przesadnie pretensjonalny. Inspirowane noise-rockiem chaotyczne eksperymentalne solówki podbijają interesujący twist, jaki nadaje Natures Mortes gatunkowi, który już wiele razy był rozbijany na czynniki pierwsze. Oczekiwałem tu więcej prób bycia "cool" na siłę, jednak poznańsko-warszawska grupa jest absolutnie wierna ideologii gatunku, w którym tworzą i ewidentnie kieruje nimi zasada "sztuka obroni się sama". To jest zespół, który jest "cool" właśnie przez to jak bardzo ignoruje twoją opinię. Po niecałej godzinie w trakcie, której Natures Mortes serwuje swoje największe hity w formie "Liar’s Web" czy "Bruises" i nie zwalnia ze swojej wściekłej przeraźliwej energii do samego końca grupa, udaje się na zasłużony odpoczynek by z widowni obserwować główną gwiazdę wieczoru czyli niemieckie Rope Sect.

  • Natures Mortes
  • Natures Mortes
  • Natures Mortes
  • Natures Mortes
  • Natures Mortes
  • Natures Mortes
  • Natures Mortes
  • Natures Mortes
  • Natures Mortes
  • Natures Mortes
  • Natures Mortes
  • Natures Mortes
[1/12] Natures MortesŹródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | Ignacy Grześkowiak

W trakcie setu Natures Mortes wyczuwalne są pewne niedoskonałości w akustyce, ciężko powiedzieć czy obwinić za to technicznego, czy może NRD jest po prostu obiektem za małym na tego typu brzmienia, do tematu odnosi się perkusista grupy po ich pierwszym utworze słowami: "Ej też macie wrażenie, że ten bas tak nap*******". Ostatecznie nie jest to ogromny problem, gdyż już w swojej wersji studyjnej wokale Natures Mortes są trochę przykryte instrumentarium i lekko odległe. Jednakże problem zaczyna eskalować z wkroczeniem na scenę niemieckiego Rope Sect.

Wersja post-punku serwowana przez niemiecki kwartet jest bardziej melancholijna niż ta, którą prezentują ich gatunkowi koledzy z Natures Mortes. Generalnie w wielu aspektach przypomina ona muzykę Molchat Doma i Nürnberg, ale śpiewaną po angielsku i na nieco wolniejszym tempie. Większą rolę grają też tutaj harmonie wokalne, no i tu mamy największy zgrzyt tego wieczoru. Wokal basisty Rope Sect ginie gdzieś w tle poprzez ciężar warstwy instrumentalnej, ten prowadzący też nieco cierpi przez nieidealną akustykę. Niezależnie od wszystkiego Rope Sect przybywa do grodu Kopernika na swój jedyny koncert w Polsce z nieziemską dawką energii i ponurego zimnego klimatu. Entuzjastyczne przyjęcie ich twórczości poprzez narastające w swojej głośności okrzyki z publiki w kilku momentach powoduje nawet uśmiechy na twarzach post-punkowej ekipy z północnych Niemiec. Zespół zaserwował przekrojowy przegląd ich największych szlagierów z bijącego spójnością stylistyczną i wizualną katalogu. Zagrali między innymi utwory takie jak "Handsome Youth", "Filth In Every Smile" czy punk-rockowe "Fallen Nation". A także mniej oczywiste numery w formie bardzo niedocenionego komercyjnie "Revel In Disguise", którego przejścia gitarowe i akcenty perkusyjne brzmiały na żywo jeszcze lepiej niż w swoim studyjnym wydaniu.

Warto też zwrócić uwagę na pewną dosłowną wierność własnej nazwie, Panowie z Rope Sect wkroczyli na scenę z wisielczymi pętlami przytwierdzonymi do pasa. Ten złowieszczy, ale w gruncie rzeczy autorefleksyjny przepełniony codzienną melancholią klimat, był czymś co zdefiniowało ten wieczór w NRD. Pod kątem rzemiosła instrumentalnego Rope Sect definitywnie już teraz zaczyna wchodzić na bardzo wysoki, festiwalowy poziom, a ich duża gatunkowa wszechstronność czerpiąca zarówno z post-punku, rocka gotyckiego, metalu, jak i darkwave’u czyni ich jednymi z najciekawszych obecnie zespołów tworzących w tych nurtach. Jasne, być może lekko flegmatyczna maniera wokalisty i wyraźna akcentowa niemiecka naleciałość nie są dla każdego, ostatecznie wydaje mi się, że ta przepełniona dużą aurą tajemniczości (imiona członków grupy nie są znane) atmosfera kultu lub sekty w zupełności równoważy tę delikatną nutkę pretensji. Tworzenia gęstych tajemniczych przepełnionych uczuciem niepokoju riffów zdecydowanie nie sposób jednak odebrać muzykom z Rope Sect.

  • Rope Sect
  • Rope Sect
  • Rope Sect
  • Rope Sect
  • Rope Sect
  • Rope Sect
  • Rope Sect
[1/7] Rope SectŹródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | Ignacy Grześkowiak

Podsumowując wieczór w jednej z najważniejszych dla offowych trendów lokacji na mapie Metropolii Toruńskiej, można uznać za naprawdę udany. Post-punk wraz ze swoją wszechobecną skąpaną w czerni grobową estetyką zdecydowanie nie jest na tym samym poziomie świadomości społecznej co rap lub pop. Mimo wszystko na mapie naszego regionu znalazła się przestrzeń wręcz idealna dla dwóch wschodzących kapel tworzących w tym nurcie. Pomimo pewnych mankamentów technicznych koncertowa wirtuozeria zarówno niemieckiego Rope Sect jak i polskiego Natures Mortes była w ten wieczór niezaprzeczalna. Obyło się też bez taniego rockowego showmaństwa, a całość odbyła się przy oświetleniowo skromnej oprawie. Ta minimalistyczna warstwa wizualna pozwoliła na zanurzenie się po ponurych molowych pejzażach. Pejzażach, które malowane są od Irlandii, przez Niemcy, po Polskę i Białoruś, i w każdej z tych krain na swój sposób, przy innych realiach, jednak wszędzie w tym samym ideologicznym duchu. Pomimo przenikliwego mrozu na Rynku Nowomiejskim przejmujące gitarowe riffy i ekspresyjne emocjonalnie wokale zdecydowanie ogrzały wszystkich, którzy w sobotni wieczór udali się do NRD.

Ignacy Grześkowiak, redaktor portalu Metropolia Toruńska .pl

Wybrane dla Ciebie