Polecamy w metropoliiToruńskie podziemie żyje i ma się dobrze - przegląd undergroundowego rapu w Hipisówce

Toruńskie podziemie żyje i ma się dobrze - przegląd undergroundowego rapu w Hipisówce

W tym pięknym, zimowym dniu, w ramach pewnej zmiany tempa, zbaczamy z utartych szlaków i bezpiecznych muzycznych szlaków Metropolii Toruńskiej, by odkryć, co mają do zaoferowania wschodzący raperzy z naszego regionu. To będzie wędrówka po podziemiu - w znaczeniu dosłownym i metaforycznym.

bulsjasz i Zeszyty na scenie Hipisówki
bulsjasz i Zeszyty na scenie Hipisówki
Źródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | Ignacy Grześkowiak

Podziemie w znaczeniu dosłownym wynika z lokalizacji samych koncertów, która co ciekawe, nie była pierwszym wyborem miejsca, gdzie miało się odbyć wydarzenie. Kiedy pierwotna lokalizacja koncertów ekipy w składzie: Ein Narkotik, Zeszyty, Jorgen S. i afteru w wykonaniu projektu Przestrzenie uległa zmianie z pomocą przyszedł lokal Hipisówka, który pomógł wydarzeniu dojść do skutku, i chwała Bogu, bowiem sobotni wieczór był niezapomnianym spektaklem miejskich brzmień. Hipisówka jest miejscem, zarówno wybitnie kameralnym, jak i znacząco niedocenionym. Toruński klub muzyczny zlokalizowany rzut beretem od Lizard Kinga posiada pewną właściwość, której pozbawiony jest jego sąsiad - rzeczą tą jest tak niewielka powierzchnia, że sprawia iluzję czyjegoś mieszkania, lub raczej piwnicy przerobionej na mieszkanie, koniec końców z poziomu ulicy trzeba tam zejść po wcale nie tak niskich schodach. Ta niepozorna natura miejsca, pozwala na wybitnie bliskie obcowanie z prezentowaną tam muzyką, co zdecydowanie wyróżnia ten lokal na mapie Metropolii. Jasne, w paru miejscach klub jest nieco nadgryziony przez ząb czasu, co zobaczyli na własne oczy wszyscy, którzy czekali prawie 40 minut na rozpoczęcie koncertu i musieli zorganizować sobie zajęcie. Mowa tutaj o lekko odchodzącej w paru miejscach farbie, czy barze, który też pewnie niejedno widział. Ze względu na specyfikę sobotniego wydarzenia, podbija to tylko efekt "zrób to sam", który dominuje w zaprezentowanych tu rapowych brzmieniach.

Wzrok natychmiastowo przykuwa DJka, usytuowana na podpórkach zrobionych ze starych zgrzewek po piwie, która tworzy tak blokowy podziemny klimat, jak to tylko możliwe. Zwracam też uwagę na wybitnie eklektyczną publikę, nieporównywalną w tej materii z jakąkolwiek inną opisywaną na łamach Metropolii Toruńskiej. We wnętrzu Hipisówki można zauważyć następujące twarze: starych punków pamiętających pewnie czasy debiutu KSU, hip-hopowych chłopaków w rynsztunku Adidasa, performatywnych hipsterów w czapkach Carhartt, alternatywną młodzież, fanów brzmień horrorcore, a także schludnie ubranych ludzi w średnim wieku. Całość tworzy tak unikalną mieszankę, że autentycznie ciężko wywnioskować co właściwie można było usłyszeć w tym lokalu.

Pierwszy koncert i pierwsza niespodzianka

Okazało się, że skład, który miał wystąpić, otwierając wydarzenie, czyli Ein Narkotik wypadł nieoczekiwanie z line-upu przez zobowiązania zawodowo-prywatne. Nie ma to jednak absolutnie żadnego znaczenia, bowiem na scenę wkracza braterski duet Zeszyty, który tworzą Krzysztof "Ceentaur" Pietrowicz, oraz Tomasz "Tommy Gun" Pietrowicz. Ten pierwszy jest postacią, niemalże kultową w kręgach tatuatorskich oraz skajterskich i czuć bardzo mocno oba te światy zarówno w jego stylu, jak i samej muzyce. Bracia Pietrowicz wchodzą na scenę w rytm remixu utworu NÓW nagranego przez ich zaufanego producenta samsonitoo, w tej wersji piosenki pierwsze skrzypce gra Maria Kubit dogrywająca gościnnie wokal w oryginale, prywatnie jest to żona Ceentaura, a także jego partnerka biznesowa, wspólnie z którą prowadzą pracownię tatuażu "Brzoza Polarna". Maria Kubit była obecna na widowni, skąd dopingowała występującego na scenie Hipisówki męża. Zeszytom na scenie towarzyszyła też jeszcze jedna twarz, "ich brat z innej matki" jak to sami ujęli, tą twarzą jest znany szerokiej publiczności jako instagramowy śmieszek Mateusz "bulsjarz" Jarząbek, który pełni dziś rolę ich DJa koncertowego.

Tłumacząc zamieszanie ze zmianą lokalizacji, Ceentaur rzucił ze sceny "W sumie w świecie, w którym każdy to Lil albo Young, my to Willie Nelson i Neil Young", zaznaczając tym samym od początku koncertu, że w kameralnym wnętrzu blues-rockowej Hipisówki czują się tak dobrze, jak we własnym domu.

Od pierwszych utworów Zeszyty serwują zgromadzonej publice energię godną otwarcia małej sceny na Open’erze, znacząco przebijającą oczekiwania zgromadzonych słuchaczy. Z tego występu bije niesamowite jak na podziemie doszlifowanie, Ceentaur i Tommy Gun perfekcyjnie dowożą swoje rymy wielokrotne z utworu ZEN, które są imponujące już w swojej wersji studyjnej, w Hipisówce wybrzmiewają bez jakiegokolwiek potknięcia, bez najmniejszej zadyszki. "bulsjarz" bawi się swoją rolą z luzem, humorem i swobodą wodzireja na weselu, zachowując jednak znakomite wyczucie czasu w skreczach i przerywnikach, dodając dodatkowej wartości wykonom utalentowanego duetu. Tommy Gun i Ceentaur prezentują na żywo chemię godną duetu Rasmentalism, kończąc nawzajem swoje kreatywne gierki słowne z wersów i nie tracąc tej pierwotnej energii właściwie przez ich cały set. Muzyka Zeszytów charakteryzuje się lekko cyberpunkową estetyką, z subtelnymi elementami glitchcore’u, zapadającymi w pamięć refrenami, jak chociażby ten z utworu TLEN, bitami nasyconymi nostalgicznymi syntezatorami z naprawdę szczodrą ilością basu. Wszystko to lśni tak jasno, jak to tylko możliwe, pomimo względnie skromnego systemu audio w lokalu. W trakcie swojego występu prezentują praktycznie każdy utwór dostępny na ich Spotify, a także garść tych niepublikowanych, które także zyskują natychmiastowe uznanie publiki, słuchacze w locie uczą się tych chwytliwych refrenów, by gromko odwzajemnić bezpretensjonalną energię prezentowaną przez Tommy’ego Guna i Ceentaura.

  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjasz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
  • bulsjarz i Zeszyty na scenie Hipisówki
[1/18] bulsjarz i Zeszyty na scenie HipisówkiŹródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | Ignacy Grześkowiak

W lokalu ustawiono skarbonkę, do której każdy może wrzucić monetę lub banknot jako dobrowolne wynagrodzenie dla artystów. Publika momentalnie rzuca się po koncercie do stolika, by w zamian za dowolną kwotę zdobyć pocztówkę, z którą udają się bezpośrednio do raperów w celu uzyskania ich autografu, jest to bardzo wyraźne świadectwo klasy występu, a wdarcie się Zeszytów do szerszej świadomości, jest czymś nieuniknionym, i jest jedynie kwestią czasu.

Następnie na scenie Hipisówki wystąpił Jorgen S., twórca mniej uniwersalny w zaskarbianiu sobie słuchaczy, ale równie ciekawy. Na scenie towarzyszył mu Ceentaur, który robi co może, by wspomóc kolegę za pomocą obsługi laptopa z bitami, jak i za pomocą ad-libów w wykonywanych utworach. Niezależnie, od tych lekko wybijających potknięć w kwestii przejść i wejść w bit, potencjał Jorgena S wśród bardziej niszowej publiki, jest również absolutnie niezaprzeczalny. Jego muzyka inspirowana jest z jednej strony nu-metalem, horrorcore’em, ale także współczesnym trapem oraz dziedzictwem pierwszej fali cloudrapu (twórcy tacy jak Bones czy GHOSTEMANE), a także południowym hip-hopem (pierwsze natychmiastowe skojarzenie to chociażby Three 6 Mafia). Od Jorgena S. bije pewna bezpardonowość, wędrówka wbrew obecnym komercyjnym rapowym trendom, oraz eksplorowanie brzmień, które niespecjalnie były kiedykolwiek prezentowane na krajowym podwórku. Jego wybitnie charakterystyczny wokal, pozwala mu błyszczeć w formie nieszablonowego flow nasuwającego skojarzenia zarówno z Bonesem, jak i w jeszcze większym stopniu z Fredem Durstem z Limp Bizkit. Jorgen S. utylizuje też wywodzącą się z post-hardcore’u i emo technikę wokalną znaną jako screamo, w połączeniu ze wspomnianymi wcześniej wpływami nu-metalu i cloudrapu, tworzy to iście smakowitą mieszankę, zdecydowanie tylko dla fanów tych brzmień. Niezależnie od swej niszowości, Jorgen S. jest całkiem solidny w tym, co próbuje osiągnąć. Czuć, że w jego przypadku, tak samo, jak u Zeszytów, rap i deskorolka ma specjalne miejsce w jego sercu, co też zaznacza bezpośrednio ze sceny, zachęcając zarazem publikę do pogoni za własnymi marzeniami i nie przejmowaniu się opinią innych. W trakcie występu zaprezentował on materiał z jego albumu Płomienie, kilka niepublikowanych numerów, a ukoronowaniem całości był wykon utworu Cień razem z Ceentaurem, również w tym przypadku ich chemia jest niezaprzeczalna i da się wyczuć, że panowie znają się nie od wczoraj.

  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
  • Ceentaur i Jorgen S.
[1/15] Ceentaur i Jorgen S.Źródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | Ignacy Grześkowiak

Większość widzów, która spędziła ten wieczór w Hipisówce, obejrzała i wysłuchała niebiletowanego koncertu, zapewne niektórzy nie mieli wobec tego wydarzenia żadnych oczekiwaniach, a w rezultacie otrzymali niemalże bezcenny portret współczesnego podziemia rapowego Metropolii Toruńskiej. Niezależnie od tego, czy bliżej im do wyluzowanych gierek słownych Zeszytów, czy cięższego bardziej nihilistycznego i chaotycznego świata Jorgena S. absolutnie wypada śledzić tych artystów. Zarówno Zeszyty, jak i Jorgen S. są tak daleko od komercyjnych rapowych trendów, jak to tylko możliwe i właśnie to ich wyróżnia na mapie rap sceny, zarówno tej lokalnej, jak i krajowej. Wspaniały wieczór, potężna koncertowa energia, unikalna przestrzeń, bezcenne chwile, czegóż chcieć więcej?

Ignacy Grześkowiak, redaktor portalu Metropolia Toruńska .pl

Wybrane dla Ciebie