Rafał Pyszka: Gdy muzyka spotyka się z obrazem
Spotkanie Rafałem Pyszką w przestrzeni jego sklepu muzycznego Brumi przy ulicy Pod Krzywą Wieżą 18 zawsze wiąże się z dobrą energią. Rafał jest przedsiębiorcą, ale zajmuje się również produkcją teledysków w ramach jego studia 1025.rocks, a także jest zaangażowany w działalność społeczną w swojej fundacji 1025, która wspiera niezależnych artystów oraz współpracuje z instytucjami kultury takimi jak Miejskie Centrum Kultury w Bydgoszczy czy Teatr Baj Pomorski w Toruniu. Studio 1025.rocks realizowało projekty z takimi zespołami jak Runo, Reggaeside, Łajka, Alhena, i Exile, a także z weteranami sceny alternatywnej m.in. Variété.
Który pomysł narodził się pierwszy: sklep muzyczny Brumi czy studio teledysków 1025.rocks czy Fundacja 1025? Kiedy to było i jak powstawały te trzy inicjatywy?
- Pierwszą rzeczą, która się narodziła, był pomysł na to, że chciałbym mieć wytwórnię teledysków. Zespół, przy którym pierwszy raz pracowałem tak całościowo, samodzielnie, to zespół Alhena z Bydgoszczy. Mieli oni wtedy salkę prób w bydgoskiej Eltrze, w miejscu absolutnie kultowym. Blisko sto zespołów ma salki w dawnym biurowcu. Ja też wtedy miałem tam salkę. Spotykaliśmy się z Alheną, kręciliśmy pierwszy teledysk. To był listopad 2021. Odbywały się zdjęcia i siedziałem z zespołem i powiedziałem: "Słuchajcie, róbmy ten teledysk. Ja chciałbym mieć w przyszłości wytwórnię teledysków". I nie skończyło się na tym, czego chciałbym. Alhena była moim trzecim teledyskiem w życiu. W tym roku będziemy mieli dziewięćdziesiątą premierę. Przez te ostatnie pięć lat nagraliśmy bardzo dużo materiału dla artystów. Pasja przerodziła się w pracę. Natomiast już wtedy w 2021 wymyśliłem, co chciałbym robić, czyli teledyski, przy których nie musiałbym się do nikogo dostosowywać. Nie musimy się dostosować do niczego poza ramami czasowymi. Chociaż ja mam swoją zasadę, że montuję czterdzieści pięć dni po zdjęciach, bo wtedy już mnie nosi, żeby zacząć. I takie coś się przyjęło i rzeczywiście to działa. To się sprawdza. Wracając, wytwórnia 1025.rocks powstała właśnie w roku 2021 i ja nie miałem jeszcze wtedy świadomości, że uda mi się to sformalizować. Udało mi się kupić domenę 1025.rocks. Efektem tego jest formalizacja jako Fundacja 1025 tak naprawdę naszych działań wytwórniowych. Z racji tego, że dużo teledysków wykonujemy zupełnie bezpłatnie, ponieważ ma ktoś dobry pomysł i ja w to wchodzę, robię to ze zwykłej pasji. W wielu przypadkach dokładamy dużo pieniędzy nawet do niektórych produkcji, bo potrzeba więcej światła, kamer, kranów, makeupu, trzeba zatrudnić, wyjechać i tak dalej. Aby to wszystko dalej formalizować, założyłem fundację. Fundacja może produkować za darmo, ma cel wspierać i pozyskiwać na to środki – o tym mówi jej statut. My możemy angażować się tam jako wolontariusze. Stąd wiedziałem, że musi nastąpić ten moment, który to wszystko uporządkuje. Ukonstytuuje nasze działania. Bo to też są, prawa autorskie. To też są pomysły. To są koncepty wykorzystane, niewykorzystane. To też są prawa artystów. Wiele rzeczy. Więc fundacja 1025 powstała tak naprawdę w 2024. Jest jeszcze studio produkcyjne – agencja 1025 Sp. z o.o. Nazwa 1025 niech pozostanie tajemnicą.
Czyli dobrze zrobiłem, że nie zapytałem o to "dlaczego rap i skąd ksywa"?
- Nie ma tak naprawdę odpowiedzi na pytanie o nazwę. Wiesz, ja jestem osobą po przejściach, po ciężkim uzależnieniu. Teraz już jestem, powiedzmy, na tej dobrej drodze życiowej. I tę nazwę wymyśliłem podczas którejś z imprez i ona miała wtedy głębszy sens.
Nieznana geneza nazwy podbija trochę mistycyzmu czy aury tajemniczości?
- W 2023 roku kupiłem domeny. Trzydziestego pierwszego grudnia 2023 zrobiłem stronę internetową, wrzuciłem teledyski i tam: "Ale mam stronę". I tak nikt nie wszedł pierwszego stycznia na nią oczywiście, bo…
Kto by wszedł pierwszego stycznia?
- Tak, ale byłem zadowolony, że coś powstało. Pamiętam pierwszy layout tej strony. Gdzieś to zaczęło się pojawiać w sieci. Zacząłem to pokazywać. Rzeczą, która wpłynęła też fajnie na rozwój naszej wytwórni, był też grudzień 2023 roku. Do Grudziądza zaprosili nas Jakub Dejewski oraz Maciek Gburczyk. Jakub jest świetnym człowiekiem, działaczem i przedsiębiorcą, a Maciej jest muzyk, działaczem społecznym i radnym miasta Grudziądza, który był za projektem, który nazywał się Kolędowa Moc. Kolędowa Moc to jest projekt, do którego zaprosiłem też Maćka Matowskiego. To jest mój wspólnik w wytwórni, reżyser, doskonały operator, z którym pracujemy, praktycznie od tego momentu nieprzerwanie. Kolędowa moc polegała na tym, że ludzie z Grudziądza umawiają się z ludźmi, którzy są samotni, i idą do nich śpiewać kolędę do domu. I my do tego zrobiliśmy klip w 2023 roku w grudniu. Gdyby ten klip nie wyszedł wtedy, pewnie nie byłoby wytwórni. Od tego czasu zrobiłem szesnaście teledysków w samym Grudziądzu. Bardzo taka ciekawa, wyboista tematycznie droga, bo gatunków jest sporo. Kończąc ten przydługi wstęp zaczęło się w Bydgoszczy od Alheny i pierw była nieformalnie właśnie wytwórnia. W zasadzie jutro oddaję kolejną Alhhenę. Będzie to nasz piąty teledysk. To też nie nieprzypadkowo o tym mówię, bo zaczęło się wszystko wtedy od Alheny, od teledysku, o którym rozmawialiśmy, który kręciliśmy w Bydgoszczy…
I wciąż ta współpraca trwa.
- I każdy kolejny teledysk jest lepszy.
Twoim okiem, co jest w dzisiejszych czasach trudniejsze: prowadzenie niezależnego sklepu muzycznego czy promocja wschodzących artystów?
- Pytanie: co przez to wyzwanie chcemy osiągnąć? Bo jeżeli naszym celem jest biznes i zarabianie na sklepie muzycznym, no to generalnie możemy potraktować jako wyzwanie i cyfry będą się zgadzały za miesiąc lub nie. No i wyzwanie spełniliśmy lub nie spełniliśmy. A co do promocji artystów, jeżeli efektem jest to, że my się z tymi artystami od czasu do czasu spotykamy, pogadamy o starych karabinach, staniemy się kumplami, poznaliśmy się przez to, to jest to warte pracy. Na przykład mamy tutaj fajną historię. Prześwietnych ludzi spotkaliśmy. Chociażby zespół Runo. Wzięliśmy ten teledysk kompletnie w ciemno. Nie znaliśmy ich twórczości. Czasami Beata przyjdzie po pasek do nas do sklepu. Więc nie wiem, jak te dwie rzeczy rozdzielić. Czy promocja — sam fakt, że zaczynasz produkować i już zaczynasz promować. Oni poznają ciebie; ty poznajesz ich. I w gruncie rzeczy najważniejszą chyba rzeczą dla mnie jest to, że ja promuję ten zespół dla samego siebie, bo ja poznaję ich bardziej. Sprawia mi to przyjemność i każdy tu korzysta – artyści mają materiał do promocji, dla samych siebie. Okazuje się, że są w porządku ludzie. Każdy ma problemy….
Swoją historię.
- Tak i paradoksalnie, trudno jest porównywać te dwie sprawy, no bo tutaj mówimy o czymś takim, co jest niby po prostu sprzedawaniem produktów. Natomiast u nas też to w sklepie wygląda trochę inaczej, ponieważ wszyscy jesteśmy muzykami. Mamy dużo sprzętu, który możemy testować. Ludzie do nas do sklepu przychodzą i czasami siedzą po kilka dni, grają, kupią lub nie kupią. Natomiast stworzyliśmy miejsce, które na początku samej idei nazwaliśmy pracownią dźwięku. To nigdy nie miał być sklep, tak jak widzisz, gdzie my teraz jesteśmy. To miejsce spotkań dla ludzi. Nie lubie nazwy sklep. To jest studio, fundacja, pracownia dźwięku. Na dole lecą teledyski. Piętro niżej leci muzyka. Mamy studio dźwiękowe, więc to też się dzieje. Na dole też kręciliśmy teledyski. Łajka i kilka zespołów takich toruńskich już u nas nagrało na dole klip. Więc to nie jest sklep. Nigdy nie chciałem, żeby to był sklep. Mamy w nazwie sklep muzyczny, ponieważ ta nomenklatura i próba dotarcia do kogoś wynikają z jakichś uwarunkowań marketingowych. Musimy coś nazwać sklepem, żeby każdy zrozumiał, że to jest sklep i przychodził po coś – tak naprawdę naszym zadaniem jest rozwiązać jego problem, doradzić, wspomóc. Przy okazji, jeżeli jest zespół, mamy takie sytuacje. Kupili struny. Okazało się, że mogą nagrać klip. Kupili struny. Okazało się, że nie mają EPki. Muszą nagrać dźwięk. Dla ciekawego przykładu. Cela Numer Trzy to jeden z najbardziej znanych zespołów punkrockowych. Zrobiliśmy o nich dokument na ich czterdziestolecie. W zeszłym roku miał premierę. A teraz, jako jedyni w ogóle w historii świata (hehe), wyobraź sobie, że nagrywamy im teledysk do ich starego utworu H4 o GKM Grudziądz. To dla nas niewiarygodna rzecz. Więc zaprosiliśmy tu zespół, który nie ma problemu z przyjazdem do nas i nagraniem studyjnym u nas materiału. Więc, tak jesteśmy w sklepie, ale jednak, w jakiejś tam przestrzeni, którą tworzą artyści, tworzą ludzie. Wiesz, tutaj nie ma sklepikarza. Tutaj nie stoimy sztywno za ladą, no, tutaj gra muzyka cały dzień.
I możemy teraz bardzo płynnie przejść do kolejnego pytania. Jak sądzisz, dlaczego tak się stało, że muzyka jest tak ważna w twoim życiu? Na tyle, żeby stać się trochę takim spoiwem zarówno twojej zawodowej, jak i społecznej działalności?
- Jak słyszę muzykę, to ja widzę obrazy. I widzę obrazy złe, widzę obrazy dobre w zależności od tego, co słucham. Jeżeli słyszę muzykę jakiegoś artysty, to widzę coś. Widzę jakiś obraz, który mi się układa. Jestem w tym strasznym wizjonerem. Uświadomiłem sobie to, robiąc jeden z teledysków Exile. Był to teledysk "Z prochu w proch". Wiadomo, teoretycznie prosta narracja. Chodziło o wojnę. Trwała już wtedy wojna na Ukrainie. Zbiegło się w czasie wiele różnych rzeczy. I wtedy Kamil powiedział: "Słuchaj, jak będziesz tworzył ten teledysk, to masz pełną dowolność". Narracja nas niestety pociągnęła na wojnę, więc przez trzy tygodnie tworzenia tego klipu obejrzałem wojny, zabójstwa, głód, tyle tego, że przez dwa czy trzy miesiące miałem problem, żeby się z tego otrząsnąć. Wracając do twojego pytania. Muzyka spaja te obrazy, ponieważ te obrazy widzimy na co dzień. Z nimi są związane jakieś czynności, jakieś czyjeś cechy, jakieś zachowania, określone rzeczy. I paradoksalnie, jakbyśmy zobaczyli sobie dzisiaj czerwony obrazek bez muzyki, to będzie dla nas czerwonym obrazkiem. Ale jeżeli sobie włączymy jakąś uverturę Bacha, dodamy do niej kolor czerwony i to coś się zadzieje. Jechałem sobie gdzieś dzisiaj, słuchałem sobie utworu i coś sobie wyobrażałem. I generalnie, to tak jakoś przekładam na moje życie, że w każdej sytuacji, gdzie jestem, praktycznie jak dołożę do tego muzykę, to mogę w jakiś swój sposób interpretować to, co się dzieje, nie? Artyści, którzy wykonują muzykę, w jakiś sposób splatają swoje emocje z otaczającą ich rzeczywistością. To jest takie łączenie tego, co wewnątrz, z tym, co na zewnątrz.
Masz jakieś ulubione teledyski, o których możesz powiedzieć, że w jakiejś formie wpłynęły na to, jak postrzegasz sztukę tworzenia wideoklipów?
- Teledyskiem, który zawsze pamiętam, jest R.E.M."Losing My Religion". Natomiast wiesz, ja nie oglądam innych teledysków. Inspiracje daje mi muzyka danego artysty i wtedy widzę, jak mówiłem wyżej, obrazy, które potem wcielam w życie. W czasach młodości żyłem wersjami koncertowymi i oglądaniem muzyki na żywo. Miałem piętnaście, szesnaście lat. Często chodziłem na koncerty punkrockowe w Bydgoszczy. Wiesz co? Ja od drugiego lub trzeciego roku życia bez przerwy bywałem w operze. Moi rodzice są tancerzami baletu. I trochę mam wrażenie, że to właśnie oglądanie tych wszystkich sztuk, a było ich dziesiątki, setki, nie wiem, ile, wpłynęło na mnie. Dużo tej sztuki przyswoiłem w ten sposób; sam później też brałem udział w tych operach. Natomiast oglądanie cudzych teledysków nie istnieje w moim życiu. Obecnie inspirację czerpię bardziej z filmów, animacji, zabiegów kompozytorskich przy tworzeniu ścieżek dźwiękowych. Szukamy raczej własnego stylu, szukamy własnej metody oświetlania, opowiadania. Teraz zrobiliśmy fajny teledysk, który wymyśliłem w nocy. "Missed Dreams" zespołu Czarna Piżama. Wiesz, dzieciaki w wieku osiemnaście, dziewiętnaście lat napisali numer o Holokauście. Wymyśliłem to w nocy: trzeba jechać do Muzeum II Wojny Światowej i nakręcić to w tamtych miejscach. I ja od razu miałem w głowie Schindlera, bo pamiętam film i tak dalej. Pamiętam Pianistę. Ale poszliśmy na swój sposób. Jak to w 1025.rocks.
Jakie są twoje natychmiastowe skojarzenia ze sceną muzyczną Metropolii Toruńskiej? Czym oddycha obecnie ten region na mapie Polski dla ciebie?
- Niezależnością i taką świeżością, jeżeli chodzi o format muzyczny. Dla mnie ten rok i rok poprzedni to poznanie zespołów takich jak Łajka, Nietrzask, Narwana. Miałem okazję dokładnie szesnastego września w 2024 zostać poleconym przez zespół PanzerFlower tutaj koledze Robertowi Koralewskiemu. Robert jest basistą zespołu Narwana. Poproszono nas, abyśmy nagrali koncert zespołu reaktywowanego po trzydziestu latach. Do dzisiaj się spotykamy, do dzisiaj robimy wspólne projekty, do dzisiaj rozmawiamy z zespołem, poznaliśmy się. Kasia – wokalistka – przychodzi do nas do Brumi na koncerty. Okazuje się, że jest to bardzo fajny rodzaj punk rocka, w którym śpiewa kobieta, która ma takie teksty, że jest to coś pięknego. To mi pokazało Toruń. Co do zespołu Nietrzask. Poznałem Andrzeja Kilanowskiego. On jest wokalistą i twórcą ich tekstów. I dogadaliśmy się w związku z tym, że się przecięliśmy na jakichś koncertach, że on chciałby zrobić premierę płyty tutaj w Brumi. W związku z tym, że mamy sprzęt audiofilski. Zgasiliśmy światło. Andrzej włączył swoją płytę na winylu, przekrój ich twórczości. I zrobiliśmy tę premierę tutaj i po prostu oszalałem znowu z zwrotami. Więc tam było też dużo różnych gatunków.I znowu mówię ku***, Toruń oddycha jakoś inaczej. Przy tej okazji powstało wydarzenie "Brumi dla koneserów" – spotykamy się raz w miesiącu, aby posłuchać dobrej płyty. Po prostu. Trzecia rzecz: zespół Łajka. Nastąpiło u nich fajne przeobrażenie. Wyeliminowali z zespołu drugą gitarę. Jest tylko bas. "Kisiel" na wokalu. Chłopak od tych wszystkich takich dźwięków elektronicznych i perkusista. I zagrali u nas tu koncert. I nigdy czegoś takiego nie słyszałem, żeby z taką energią śpiewać w taki sposób przez Kiśla, wzbogacając to elektroniką. I się okazuje, że nagle na przełomie kwartału doświadczam różnych gatunków muzyki przedstawionych w zupełnie inny sposób.I na każdy mówię: wow, nie znałem tego. Mam czterdzieści trzy lata. Umówmy się, zrobiłem w życiu koncertów z blisko tysiąc koncertów na żywo, powiedzmy różnych, od muzyki poważnej przez punk na elektronice kończąc. I ja w tym roku mówię: ja takiego czegoś nie słyszałem. Dla takich chwil warto żyć. Wierz mi. Więc jeżeli miałbym podsumować Toruń, to ogromna indywidualność artystów, ogromna indywidualność.
Jakimi działaniami może pochwalić się Fundacja 1025? Chodzi mi tutaj o rzeczy związane z edukacją muzyczną i wsparciem technicznym instytucji kultury. Co robiliście ostatnio w tych tematach?
- W niedzielę skończyliśmy obsługę fotograficzną festiwalu, który się odbywał w Baju Pomorskim 40. Toruńskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora. Monodramy. Teraz robiłem cztery dni zdjęć. Jestem także fotografem – zatrzymuję obrazy, które zobaczę. To jest piękniejsze czasem niż wideo. Zakończyliśmy w niedzielę, więc pracowaliśmy z Bajem Pomorskim. Monodramy są specyficzne, więc akurat naprawdę to był dzień doświadczania zupełnie innych rzeczy z artystami na deskach teatru. Natomiast przy okazji tego, co Fundacja 1025 robiła przy instytucjach kultury. Jesteśmy wydawcą teraz czwartej płyty zespołów toruńskich. Wydajemy Half Light teraz. Wydaliśmy już Alfabet. Najprawdopodobniej wydamy Łubin. Jest to też projekt toruński Rafała Kołackiego. Więc tutaj też, jeżeli chodzi o wydawnictwa, to wspieramy to pod tym kątem, finansując częściowo produkcję, pomagamy w wydaniu tego wszystkiego. Mam ponad 15-letnie doświadczenie wydawnicze z pracy w mojej poprzedniej firmie, która mnie bardzo dużo nauczyła. Premiery odbywają się w Brumi Pod Krzywą Wieżą. Przy okazji, instytucji kultury, no, mamy w zeszłym roku za sobą zrealizowany razem z Bajem Pomorskim fajny festiwal młodzieżowy Młodość w Szafie Gra. Jest to wakacyjny cykl koncertów, w którym my co sobotę dzięki naszej wytwórni, dzięki naszym kontaktom zaprosiliśmy zespoły młodzieżowe. Warunkiem było to, że nikt z zespołu nie może mieć powyżej trzydziestu lat. Więc te zespoły grały w sobotę dwa koncerty, jeden po drugim, i mieliśmy w Baju Pomorskim pełną widownię, więc to była taka fajna rzecz też dla mnie, bo prowadziłem to wszystko. To była dosyć ciekawa przygoda. Przyznaliśmy też nagrody dla najlepszego zespołu, więc będziemy produkować klip dla zespołu jednego zdjęcia i jeden zespół w ramach nagrody zagra u nas koncert w pełni rejestrowany. Jesteśmy również sponsorem tegorocznego festiwalu Kontakt, który odbywa się w Horzycy. W zeszłym roku również dzięki dofinansowaniu Urzędu Marszałkowskiego udało nam się wesprzeć ten festiwal. Staliśmy się sponsorem i łączymy te dwa światy. Teatr jest fajną rzeczą i gdzieś generalnie możliwość wykorzystania funduszy publicznych, żeby wspierać takie inicjatywy, pomaga też nam poszerzać trochę horyzonty. My nie chcemy robić tylko muzykę. W teatrze też jesteśmy. Nagraliśmy bardzo dużo, sześć pełnowymiarowych, pełnometrażowych sztuk w Teatrze Baj Pomorski, całych na kilka kamer z montażem, więc to też nas rozwija filmowo. Z Kombinatem Kultury pracujemy. Była u mnie akurat wczoraj Ania Sztuczka z Marone’em, raperem toruńskim. I robimy mu klip. No bo co możemy robić prawda? Więc w maju rozpoczniemy produkcję nowego jego utworu i jakoś z Kombinatem również te drogi nam się przecinają w zakresie wspierania konkretnego artysty.
Jakich projektów muzycznych możemy oczekiwać od studia 1025.rocks w nadchodzących miesiącach? Pytam zarówno o teledyski, filmy koncertowe, dokumentalne i inne.
- Tak jak powiedziałem, zespół Alhena. Piąty teledysk, który się ukaże. Jest to pierwszy teledysk zespołu, który będzie w wersji polskiej. Zupełnie nowa, zupełnie nowa jakość. Bardzo fajna rzecz, więc tutaj mamy to na tapecie. To, co się ukaże w tym roku jeszcze, to Polirytmia. Polirytmia jest serią dokumentów, które wyprodukowaliśmy w zeszłym roku podczas festiwalu Drums Fusion w Bydgoszczy. Tak. Robimy to kolejny raz. Dzisiaj dogadaliśmy szczegóły dokładnie z dyrekcją Miejskiego Centrum Kultury. Polirytmia to jest jedenaście filmów o jedenastu perkusistach, którzy przyjechali do Bydgoszczy zagrać utwory w nieswoim gatunku. My przeprowadzamy z nimi przez te dwa dni sporo rozmów. Rozmawiamy o różnych rzeczach. Jedenaście odcinków, ostatni, Maciej Gołyźniak, premierę miał chyba miesiąc temu, bo tak mniej więcej od festiwalu nam zajęło to na jedenaście miesięcy. Powstanie po tej edycji nowa seria, więc kolejnych pewnie dziesięć albo dwanaście odcinków. Jeszcze nie wiem, ilu artystów będzie. Mam wrażenie, że dwunastu. W trakcie mamy produkcję filmu dokumentalnego o zespole Variete. Dostaliśmy dofinansowanie w zeszłym roku z Urzędu Marszałkowskiego na produkcję tego filmu. Premiera będzie miała miejsce na przyszłorocznym Millennium Docs Against Gravity. Film dokumentalny "Sieć Indry" o zespole Variete. Jest to film o tym, co się dzieje nie przed wydaniem płyty, tylko po. Więc płyta powstała i my zaczynamy teraz z tymi artystami spędzać więcej czasu. Oczywiście byliśmy też przed. Natomiast interesuje nas bardziej to, co się dzieje po wystrzale endorfin z organizmem ludzkim, z twórczością artystów i tak dalej. Więc generalnie mówiliśmy też o tym na antenie Radia Kultura w MCK-u. Ten dokument jest inny i ciekawy i nad nim pracujemy. To w sumie nasz czwarty pełnometrażowy dokument muzyczny. I tak jak mówiłem, premiera w przyszłym roku będzie, więc w tym nagramy pewnie jeszcze sporo rzeczy. To są artyści, którzy grają więcej lat niż ty żyjesz, prawda?
Dokładnie.
- Więc tych historii jest tryliard różnych. Więc to się dzieje. Nowy teledysk zespołu Cela Numer 3, czyli GKM, czyli jeden z najbardziej znanych punkrockowych zespołów, nam zaufał i gdzieś tutaj uda nam się to wszystko połączyć u nas. Natomiast z tych rzeczy, co się teraz będą, to przede wszystkim przygotowujemy się do Drums Fusion. To jest bardzo poważny festiwal. Robimy go już trzeci raz. Ta sztuka perkusyjna też rządzi się swoimi prawami i tam się fajnie pracuje. Więc to z rzeczy kulturalnych na pewno nas czeka. Dostaliśmy także z Urzędu Miasta dofinansowanie, Fundacja 1025, na stworzenie Piernikowej Kolekcji. Są to cztery płyty, które wydamy jako fundacja z utworami zespołów toruńskich, które już nie istnieją. Pierwsza płyta będzie miała premierę w czerwcu. I co miesiąc będziemy wypuszczać po jednej płycie. I na razie artystów organizujemy. Natomiast pozyskaliśmy już licencje i pozyskaliśmy utwory na to, żeby odświeżyć ludziom, że trzydzieści lat temu było coś takiego.
Na stronie Fundacji 1025 można zauważyć, że współpracujecie z instytucjami kultury zarówno w Bydgoszczy, jak i w Toruniu. Jest to postawa, która przez odwieczną rywalizację obu miast jest czymś zdecydowanie zbyt rzadkim. Czy powiedziałbyś, że muzyka ma potencjał, by budować mosty nawet wśród zwaśnionych społeczności? Jeśli tak, w jakiej formie to może przebiegać?
- Pierwszy teledysk "Exile", który robiłem. Przyjechałem tutaj z Bydgoszczy, bo mieszkałem w Bydgoszczy większość życia. Urodziłem się we Wrocławiu, ale jestem z Bydgoszczy. Przyjechałem i za teledysk dostałem Wódkę Toruńską. Trzy Wódki Toruńskie za pierwszy teledysk dostaliśmy i będziemy w tym roku podchodzić do kolejnego klipu. Więc może to jest ten niuans, który może pokazywać, że muzyka łączy mimo wszelkich podziałów. Miejskie Centrum Kultury, Teatr Baj Pomorski, Teatr imienia Wilama Horzycy, Kombinat Kultury, w Bydgoszczy mamy jeszcze Kino Orzeł, kilka innych instytucji i generalnie znowu nawiążemy do tego momentu, że jeżeli muzyka gdzieś wychodzi na zewnątrz, to ona skleja to wszystko. Tak jak mówiłem o moich emocjach, o tym, co mam w środku, co skleja to z rzeczywistością. Mam wrażenie, że tu akurat muzyka jest spoiwem, bez względu na barwy, bez względu na lokalizację czy kod pocztowy. I u nas, jak widzisz, jesteśmy w Toruniu. Fundację i wszystkie rzeczy robimy w Toruniu. Ja jestem z Bydgoszczy. Maciej jest z Bydgoszczy. On mieszka w Gdyni. Produkujemy dla zespołów z Torunia, z Grudziądza, z Bydgoszczy, z Warszawy, z Krakowa. I taką wisienką na torcie jest Wódka Toruńska, która trafiła do nas za teledysk "Exile". Bydgoszcz przyjechała do Torunia i wróciła z trzema flaszkami. Można? Można.
Jak widać, twórcy potrafią spojrzeć na siebie nawzajem przez pryzmat pierwotnej braterskości, a nie przez pryzmat tego, skąd pochodzą. Dziękujemy, że zostaliście z nami do końca tej rozmowy o sztuce tworzenia historii, o budowaniu swojego życia na nowo, o muzycznych powrotach i przyjaźniach na lata. Rafał Pyszka to zdecydowanie niezwykły twórca na muzycznej mapie Metropolii Toruńskiej. W swoim procesie kreatywnym jest obdarzony intuicyjną synestezją. Jeżeli jesteście niezależnym tudzież zaprawionym w bojach zespołem, który potrzebuje doświadczonych realizatorów dźwięków i obrazów, to niezaprzeczalnie znajdziecie ich w studiu 1025.rocks. Jeżeli szukacie koncertów, które pomogą wam odkryć nowe muzyczne krajobrazy, to znajdziecie je w sklepie muzycznym Brumi. Za jednym i drugim stoi ten sam człowiek, który skutecznie przekuł własne marzenia w coś więcej niż tylko w biznes. Zamienił je w przestrzeń, w której każdy może czuć się mile widziany, co nie jest wcale tak oczywiste dla gościa z Bydgoszczy działającego w Toruniu.