Aktywna metropoliaPierwszy maraton zostaje w pamięci na zawsze - na czym polega fenomen biegania?

Pierwszy maraton zostaje w pamięci na zawsze - na czym polega fenomen biegania?

Niezależnie od pogody – czy jest zimno, czy gorąco – w całej Metropolii Toruńskiej coraz częściej możemy spotkać pasjonatów biegania. Na czym polega fenomen tego sportu? Pytamy o to jednego z toruńskich miłośników tego sportu Damiana Wiśniewskiego.

Damian Wiśniewski po zakończonym biegu
Damian Wiśniewski po zakończonym biegu
Źródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | Archiwum prywatne

Jak dokładnie zaczęła się twoja przygoda z bieganiem? Zamiłowanie do tego sportu przyszło w jakimś konkretnym momencie?

- Myślę, że nie będę tutaj szczególnie oryginalny i odpowiem jak zdecydowana większość osób będących na moim miejscu. Pewnego dnia doszedłem do wniosku, że zwyczajnie brakuje mi ruchu. Obaj należymy do pokolenia wychowanego na placach zabaw i boiskach, gdzie za dzieciaka czy nastolatka spędzało się każdą wolną chwilę. Później jednak przyszedł okres, w którym ta aktywność zauważalnie spadła. Na jej miejsce pojawiły się nadmiarowe kilogramy, utrata kondycji i poczucie ogólnego rozleniwienia. Pomyślałem, że jeżeli nic z tym nie zrobię, to niedługo całkowicie pokryje się kurzem i patyną. Było to jakieś 10 lat temu i mniej więcej tyle trwa moja przygoda z aktywnym bieganiem.

Jak twój organizm reagował na pierwsze treningi?

- Po dłuższej przerwie i rozbracie z aktywnością sportową było ciężko. Moje pierwsze treningi kończyły się po kilkunastu, kilkudziesięciu minutach, kiedy mając na zegarku pojedyncze kilometry, zastanawiałem się, czy będę w stanie wrócić do domu o własnych siłach. To był dla organizmu spory szok, ale z czasem udawało się pokonywać coraz dłuższe dystanse. A nie ma nic bardziej dyscyplinującego i zachęcającego do ciągłości treningów niż właśnie rezultaty. Nie wszystko oczywiście przyszło łatwo i bezboleśnie, ale z perspektywy czasu jestem zadowolony z tego, co udało mi się dotychczas osiągnąć.

Kiedy był ten przełomowy moment, po którym wiedziałeś, że to jest to, co daje ci totalny luz?

- Z pewnością było kilka takich momentów, w których udawało się pokonać własne słabości. Pierwsze 10 km, pierwszy półmaraton czy w końcu pokonany dystans maratoński - każde z tych osiągnięć było elementem, który umacniał mnie w aktywnym bieganiu i poszukiwaniu coraz to nowych wyzwań. Dziś jestem w momencie, w którym brak treningów doskwiera mi dużo bardziej niż trud ich realizacji. Bardzo ciężko wytrzymać dwa, trzy dni bez ubrania biegówek, co można już nazwać formą uzależnienia.

Damian Wiśniewski podczas jednego z biegów
Damian Wiśniewski podczas jednego z biegów© Metropolia Toruńska .pl | Archiwum prywatne

Jak często i jak intensywnie biegasz? Udaje ci się uprawiać także jakiś inny sport?

- Mam dość wyważoną rutynę treningową. Staram się gospodarować czasem tak, by biegać 2-3 razy w tygodniu, z przerwami na regenerację. Poza bieganiem regularnie odwiedzam basen, gram w siatkówkę i sięgam po domowy zestaw do gimnastyki i ćwiczeń. Nie mniej ważna jest też odpowiednia dieta i dobrej jakości sen, ale to już temat na odrębną opowieść.

Z jakich startów i rezultatów jesteś szczególnie dumny? Jaki jest twój życiowy rekord?

- Pokonanie każdej ze wspomnianych wcześniej barier zagościło na stałe w mojej pamięci. Pierwsze 10 km poniżej godziny (a później 50 i 45 minut), złamanie 1:40h na półmaratonie czy debiut w maratonie, który udało mi się przebiec poniżej 4 godzin - to rezultaty, które przynoszą mi największą satysfakcję. Swoje wyniki wciąż traktuję oczywiście jako poziom czysto amatorski, wychodzę jednak z założenia, że największą nagrodą w bieganiu jest łamanie własnych ograniczeń. Myślę, że wielu biegaczy przyzna, że poprawa osobistych rekordów często smakuje lepiej, niż jakiekolwiek medal czy puchar zdobyty w rywalizacji z innymi zawodnikami.

Jakie jest twoje biegowe marzenie?

- Naturalnie w głowie pojawiają się imprezy, dystanse i rezultaty, które chciałoby się zrealizować i które stanowią pewien rodzaj motywacji. W zeszłym roku miałem okazję wziąć udział w największej imprezie maratońskiej na świecie - BMW Berlin Marathon. W sferze marzeń pozostaje Los Angeles, Tokio albo Sydney.

Damian Wiśniewski podczas biegu zimą
Damian Wiśniewski podczas biegu zimą© Metropolia Toruńska .pl | Archiwum prywatne

Kiedy najbliższe starty?

- Zasadniczy sezon rozpoczynam w marcu. Za miesiąc odbędzie się pierwszy start w ramach Trylogii Toruńskich Legend, później tradycyjne zawody regionalnego cyklu Grand Prix i imprezy ogólnopolskie. Rok jak zwykle będzie ciekawy.

Jakie rady dałbyś wszystkim, którzy chcą spróbować, ale jeszcze się wahają?

- Wolałbym, by przy udzielaniu rad pozostali profesjonaliści, jednak jeżeli miałbym podzielić się kilkoma wskazówkami z początkującymi biegaczami, powiedziałbym, że najważniejsze to nie tracić z oczu celu i nie przejawiać zniecierpliwienia w oczekiwaniu na rezultaty. Nie ma nic prostszego niż narzucenie sobie zbyt dużego reżimu treningowego, po którym szybko przychodzi rezygnacja i rozczarowanie. Druga rzecz to świadomość tego, że nie ma czegoś takiego jak słaby czas, czy niewarty trudu rezultat. Każdy trening i każde zawody, w których jesteśmy w stanie pokonać własne słabości, mają sens i są warte zainwestowanego wysiłku. Na koniec coś, czego sam nauczyłem się dopiero z czasem - niezwykle ważne w bieganiu jest urozmaicenie. Długie wybiegania przeplatane krótszymi, ale intensywniejszymi sesjami, trenowanie sprintów czy podbiegów pozwala maksymalizować efekty przy utrzymaniu motywacji do wykręcania kolejnych kilometrów. Oczywiście nie można zapominać o czasie potrzebnym na regenerację - bez niej zamiast poprawy rezultatów można liczyć wyłącznie na przemęczenie i kontuzje, o poważniejszych konsekwencjach zdrowotnych z grzeczności nie wspominają. Do zobaczenia na trasie! 

Adrian Aleksandrowicz, redaktor naczelny portalu Metropolia Toruńska .pl

Wybrane dla Ciebie