Niezwykła historia Malowanej Chatki w Złotorii – kawiarni idealnej na wiosenny wypad za miasto
W 170-letniej flisackiej chacie w Złotorii mieści się kawiarnia, która przyciąga gości nie tylko wyjątkowym wystrojem, domowymi wypiekami i sielskim widokiem na dolinę Drwęcy, ale też atmosferą i inicjatywami, które sprawiają, że chce się tu wracać.
Drugie życie flisackiej chaty
Niewiele kawiarni w naszym regionie ma taką historię jak Malowana Chatka w Złotorii. Flisacka chata od siedmiu pokoleń należy do rodziny Malwiny Kwiatkowskiej, właścicielki kawiarni. To właśnie ona tchnęła w nią nowe życie, przekształcając dawny dom dziadków w miejsce, które w krótkim czasie, od listopada 2024 roku, stało się ważnym punktem spotkań lokalnej społeczności.
Chatka z zewnątrz zachwyca prostotą i sielskością: bielone drewno, seledynowe okiennice, altanka i ogród z widokiem na dolinę Drwęcy. Wiosną i latem to właśnie tutaj toczy się życie kawiarni – wśród zieleni i leżaków – w spokojnej atmosferze, która pozwala choć na chwilę odetchnąć od miejskiego tempa.
Wnętrze to zupełnie inna opowieść – pełna kolorów, wzorów i detali. Kwiatowe tapety, porcelana i odrestaurowane meble w stylu rustykalnym, prowansalskim i shabby chic tworzą przestrzeń, która balansuje między przytulnością a artystycznym szaleństwem.
- Wyremontowanie i odrestaurowanie chatki było jedną z najpiękniejszych przygód mojego życia. Pracowaliśmy niemal codziennie przez prawie rok – nie tylko ekipa budowlana, ale także ja, mój tata i mój mąż. Wiele rzeczy robiliśmy własnymi rękami, ucząc się po drodze, jak obchodzić się z tak wiekowym domem – mówi Malwina Kwiatkowska. - Najbardziej ekscytujące w całym remoncie było odkrywanie kolejnych warstw – desek, tynków, podłóg. Każda z nich kryła w sobie ślady dawnych lat. Czułam się, jakbym cofała się w czasie, dotykając historii mojej rodziny. Wśród tych znalezisk trafiłam na prawdziwy skarb: zeszyty z pierwszej klasy należące do mojej babci. Pożółkłe kartki, dziecięce pismo, drobne rysunki… To było jak spotkanie z nią po latach.
W Malowanej Chatce królują domowe wypieki przygotowywane przez lokalne cukierniczki – Martę i Kingę ze Złotorii oraz Oksanę z Torunia. W witrynie niemal zawsze znajdzie się beza, o którą goście pytają najczęściej. Latem szybko znikają jagodzianki, cynamonki z kremem i kruche ciasta z rabarbarem lub śliwkami, przygotowywane z owoców kupowanych w lokalnym warzywniaku o wdzięcznej nazwie "Zdrówko".
Swoich wiernych fanów mają też pączki według przepisu babci Krysi, zwanej Bambochą – dla niektórych są wystarczającym powodem, by wsiąść w samochód i przyjechać do Złotorii. Do tego rzemieślnicze lody w typie włoskiego gelato od Pana Marcina Bociana i kawa, która najlepiej smakuje bez pośpiechu.
Dla wielu odwiedzających wizyta w Malowanej Chatce to dopiero początek aktywnego dnia – szczególnie w weekendy, gdy po kawie i deserze ruszają dalej, na spacer do ruin średniowiecznego zamku w Złotorii, malowniczo położonego nad Drwęcą i wzniesionego z inicjatywy Kazimierza Wielkiego. Inni planują tu przystanek podczas rowerowych wycieczek po okolicy – zdarza się, że do Chatki dojeżdżają nawet goście ze Świecia.
Kawiarnia, która żyje kulturą
Malowana Chatka to miejsce, w którym nie sposób się nudzić. Jej wystrój zmienia się wraz z porami roku i kolejnymi wydarzeniami. W styczniu goście trafili tu do świata "Opowieści z Narnii" – z dekoracjami inspirowanymi książki C.S. Lewisa. W lutym można było poczuć klimat lat 20. XX wieku, a w marcu poczuć się jak na planie serialu "Bridgertonowie". Za każdą z tych metamorfoz stoi Malwina – serce tego miejsca – z wykształcenia historyczka, ale przede wszystkim artystyczna dusza, od lat zajmująca się ręczną stylizacją mebli. To dzięki niej wnętrze Chatki potrafi w krótkim czasie przeobrazić się w przestrzeń inspirowaną literaturą, filmem czy konkretną epoką. Podczas tych wydarzeń zmienia się nie tylko wystrój, ale też menu, muzyka i stroje obsługi – dzięki czemu zwykłe wyjście na kawę staje się doświadczeniem, które na długo zapada w pamięć.
W kawiarni odbywają się także kameralne koncerty oraz spotkania autorskie, m.in. z Kamilą Cudnik – autorką kryminalno-historycznej trylogii osadzonej w Toruniu i jego okolicach, w tym również w Złotorii. Jej książki można kupić na miejscu, często z autografem, a sama autorka chętnie tu wraca.
- Chciałam, by to miejsce stało się małym centrum kultury – takim, które wyrasta z serca, a nie z urzędowych planów – dodaje Malwina.
Ważnym elementem działalności Chatki jest organizacja inicjatyw integrujących mieszkańców i przyciągających gości z regionu. Jedną z nich są Targi Rękodzieła, które Malwina organizowała jeszcze przed otwarciem kawiarni. Najbliższe odbędą się już 29 marca.
Na tym jednak nie koniec – w planach są kolejne wydarzenia, w tym majowa potańcówka inspirowana kultowym musicalem "Grease".
Twórcza przestrzeń dla kobiet
Choć Malowaną Chatkę odwiedzają osoby w różnym wieku – dorośli, młodzież i dzieci – a oferta wydarzeń skierowana jest do wszystkich, nie ulega wątpliwości, że kobiece inicjatywy odgrywają tu szczególnie ważną rolę. Widać to nie tylko w estetyce wnętrza, ale przede wszystkim w działaniach, tworzonych przez kobiety dla kobiet, łączących kreatywność z odpoczynkiem. Wśród nich znajdują się m.in. warsztaty plecenia wianków i tworzenia biżuterii z Gosią Kowalewską z Sielskich Kwiatów, warsztaty florystyczne i introligatorskie z Magdą Muchewicz oraz zajęcia z automasażu twarzy prowadzone przez Asię Szynkowską z Namaste.
Tym wszystkim przedsięwzięciom przygląda się z oprawionego w ramkę zdjęcia wcześniejsza właścicielka domu – babcia Mirka.
- Na tej fotografii ma zaledwie dziewięć lat. Siedzi w altance tego samego domu, w dwóch warkoczach, skupiona na ubijaniu masła. Patrzy z tego zdjęcia uważnie, ale jednocześnie z delikatnym uśmiechem – jakby cieszyła się, że dom znów tętni życiem. Goście często zatrzymują się przy tej fotografii. Mówią, że ma w sobie coś magicznego, że jej spojrzenie jest ciepłe i czujne. Dla mnie to symbol ciągłości – dowód na to, że historia tego domu naprawdę trwa – wyjaśnia Malwina. - Dziś chata moich dziadków jest znów pełna życia. Zachowała swój flisacki charakter, ale jest gotowa na kolejne dziesięciolecia. Włożyliśmy w nią serce, czas i ogrom pracy, ale wiem, że było warto. To hołd dla moich dziadków i dla wszystkich, którzy kiedyś tu mieszkali. Myślę, że byliby dumni – gwarantuje Malwina.