Polecamy w metropoliiKultowe Albumy Metropolii Toruńskiej - Republika "Republika" (2002)

Kultowe Albumy Metropolii Toruńskiej - Republika "Republika" (2002)

Torunianie i mieszkańcy naszego regionu celebrowali zakończone 14 grudnia XII edycję Dni Grzegorza Ciechowskiego. Pozostając w nastroju zadumy i tęsknoty za jednym z najważniejszych twórców związanych z naszym regionem.

Grafika z Ratuszem Staromiejskim i sceną w kolorach Republiki
Grafika z Ratuszem Staromiejskim i sceną w kolorach Republiki
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Metropolia Toruńska .pl

Oczywiście równie dobrze można by otworzyć ten cykl felietonów wspomnieniem: "Siódmej Pieczęci" (1993), lub "Masakry" (1998), tudzież albumem supergrupy Ciechowskiego, czyli "Obywatelem G.C." (1986), jednak odnoszę wrażenie, że są to płyty, o których powiedziano już wszystko, co było do powiedzenia. To samo nie tyczy się jednak ostatniego albumu w dyskografii Republiki, który przez bogactwo dyskografii tego zespołu często ginie w powszechnej świadomości. Zapraszam Państwa zatem w podróż po albumie koncertowym, który jest jednocześnie symbolicznym pożegnaniem i niezwykłą klamrą dla całego katalogu płyt toruńskiego kwartetu związanego z Akademia Centrum Kultury i Sztuki "Od Nowa".

"Republika" to dwupłytowy album będący zapisem kilku koncertów zespołu w Radiowej Trójce, nagranych w studiu Agnieszki Osieckiej w latach 1994-2001, jego czas trwania zamyka się w godzinie i 26 minutach. Pierwsze 15 utworów to przegląd najlepszych piosenek w dyskografii postpunkowej formacji z Torunia. Ostatnie 4 utwory to magiczna zapowiedź, tego co mogło się wydarzyć, gdyby nie tragiczna i nieoczekiwana śmierć Ciechowskiego na skutek tętniaka serca 22 grudnia 2001.

Aranżacje wybrane przez Republikę na koncerty w Radiowej Trójce, są znacznie bardziej agresywne, bezpośrednie i emocjonalne niż ich odpowiedniki ze studyjnych albumów. Słyszymy to już w drugim utworze czyli "Śmierć w bikini".

Faktem natomiast jest, że Ciechowski dotyka na "Śmierć na pięć" jakiejś metafizycznej prawdy o życiu i śmierci. To jest utwór, który przy każdym odsłuchu powoduje u słuchacza ciarki.

Ignacy Grześkowiak, dziennikarz muzycznyIgnacy GrześkowiakDziennikarz muzyczny portalu Metropolia Toruńska .pl

Zbigniew Krzywański szarpie struny gitary w niemalże wściekłym transie, znacząco podbijając w ten sposób niepokojący ton kultowego kawałka. Reakcje publiki na wstęp do następującego po nim " Tak długo czekam (ciało)" z repertuaru Obywatela G.C. są jednoznaczne. Na tym albumie mamy do czynienia z najbardziej dojrzałym i doszlifowanym wcieleniem zespołu. Jest to też ciekawe wykonanie ze względu na znaczące odejście od art rockowego klimatu jego oryginalnej wersji i zamienienie go na postpunkowy ton bliższy brzmieniu Republiki. Syntezatory w tej wersji tworzą wybitnie gęstą i mroczną atmosferę, a kończące utwór partie gitarowe Krzywańskiego po raz kolejny nadają znanej kompozycji zupełnie nowy, bardziej emocjonalny wydźwięk. To wykonanie doskonale też pokazuje, że Republika była zespołem pionierskim, bezkompromisowym, idącym z duchem czasu, a nie utopionym w tęsknocie za tym, co minione, w tym wypadku za latami osiemdziesiątymi. Oczywiście na krążku "Republika" (2002) znalazły się też utwory bardzo bliskie swoim studyjnym wersjom jak chociażby " Jestem w niebie" lub "Odchodząc" - nie jest to żaden zarzut bo, są to wspaniałe, uczuciowe kompozycje w swojej pierwotnej postaci. " Halucynacje" zagrane w Radiowej Trójce podobnie jak kilka utworów przed nimi porzucają wybitnie nowofalowy wydźwięk oryginału, zamieniając go na bardziej hipnotyzujący i melancholijny charakter bliższy gitarowym brzmieniom lat dziewięćdziesiątych. Wokal Ciechowskiego pozostaje tu przejmujący i ekspresyjny jak zawsze, jednak nowa aranżacja tego utworu pozwala mu lśnić jaśniej niż zwykle.

Podróż po najważniejszych utworach w dyskografii Republiki zamykają dwa największe przeboje zespołu: "Telefony" i "Biała Flaga". Rzekłbym, że wykonanie tego pierwszego jest najlepszym w całej historii zespołu, Ciechowski śpiewa tu z pewnością człowieka, który już nic nie musi nikomu udowadniać. Warunki nagraniowe studia Agnieszki Osieckiej pozwalają też usłyszeć uderzającą maestrię Sławomira Ciesielskiego w sekcji rytmicznej. Punkt ciężkości został znacząco zwiększony dla instrumentów klawiszowych w tym wykonaniu "Białej Flagi". Ten akcent pozwala wybrzmieć Ciechowskiemu nie tylko jako tekściarzowi i wokaliście, lecz także jako wirtuozowi instrumentów klawiszowych. Pożegnalny album Republiki powinien być wyznacznikiem dla całej branży w kwestii tego, jak podchodzić do wydawania albumów koncertowych, do tego, jak je miksować, jak je nagrywać, tak aby każdy element składowy zespołu został potraktowany z odpowiednią dla niego powagą. Jednak jest jeszcze jeden element tego wydawnictwa, nad którym musimy się tutaj pochylić.

Album koncertowy został wzbogacony o cztery premierowe kompozycje — dwie z nich, czyli "Noc wampira" i "Zielone usta" zostały skomponowane 1981 roku, obie są wybitnie chwytliwe, co jest bardzo osobliwe dla utworów tak długo przetrzymywanych w szufladzie. "Zielone usta" mają zaskakująco letni i wakacyjny wydźwięk, jest to klimat, który jest niemalże białym krukiem przy mówieniu o tym zespole. "Fast" to nieukończony instrumental do nowej piosenki, zakrawający przez swoje złowieszcze syntezatory i przesterowane efekty gitarowe o niemalże industrialne brzmienia rodem z Nine Inch Nails z lat 90. Jednak kompozycją, której chciałbym poświęcić tutaj trochę więcej czasu, jest " Śmierć na pięć" — ostatni singiel zespołu, mający być podstawą do nowego albumu, który przez śmierć Ciechowskiego nigdy nie ujrzał światła dziennego. Ciężko powiedzieć co sprawia, że jest to aż tak przejmujący utwór, może to jego chłodny tekstowy ton, może hipnotyzująca powtarzalna partia klawiszowa, może osobliwe i względnie nieoczywiste metrum 5/4. Faktem natomiast jest, że Ciechowski dotyka na "Śmierć na pięć" jakiejś metafizycznej prawdy o życiu i śmierci. To jest utwór, który przy każdym odsłuchu powoduje u słuchacza ciarki. Tu nie ma rockowej ekstazy, tu nie ma mamony, tu jest tylko chłodne stoickie epitafium, porównywalne tylko z tym, co zrobił David Bowie na swoim singlu "Lazarus" z 2016. Mam tutaj na myśli opowieść, którą mógł napisać tylko człowiek świadomy własnego końca, stwierdzający go w najbardziej prawdziwy, niemalże namacalny sposób. Łamiący się na dosłowny moment głos Ciechowskiego na 20 sekund przed końcem utworu cementuje przerażający charakter tej kompozycji.

Republika - Śmierć Na Pięć [Official Music Video]

Republika jest zespołem niezwykłym, którego ducha wciąż czuć na terenie Metropolii Toruńskiej i nie tylko. Zespołem, którego historię można opowiedzieć na nowo w zupełnie nowych wersjach i kontekstach, czego dowodem jest chociażby tegoroczny album Kasi Lins "Obywatelka K.L" lub dystopijny musical "Kombinat" Wojciecha Kościelniaka z 2021 roku. Natomiast koncertowy album "Republika" z 2002 jest chwytającym za gardło symbolicznym pożegnaniem Ciechowskiego ze światem. Gdyby nie "Śmierć na pięć" ten album miałby zupełnie inny wydźwięk, jednak uwzględnienie ostatniej skończonej kompozycji w dorobku Ciechowskiego i jego zespołu nadało temu wydawnictwu pewien konkretny egzystencjalny ton. To album jak żaden inny, taki który każdy musi usłyszeć choć jeden raz w swoim życiu. Zostawia on słuchacza w zadumie i tęsknocie za tą czarno- białą rewolucją w Polskiej muzyce oraz refleksją nad tym, co mógł nam jeszcze dać ten zespół, gdyby nie był mu pisany inny bardziej tragiczny los.

Ignacy Grześkowiak, dziennikarz muzyczny portalu Metropolia Toruńska .pl

Wybrane dla Ciebie