Polecamy w metropoliiKultowe Albumy Metropolii Toruńskiej - Małpa "Kilka numerów o czymś" (2009)

Kultowe Albumy Metropolii Toruńskiej - Małpa "Kilka numerów o czymś" (2009)

Metropolia Toruńska nie samą muzyką gitarową stoi!. Zabieram Was w podróż do roku 2009, kiedy to światło dzienne ujrzał pierwszy solowy Małpy zatytułowany po prostu "Kilka numerów o czymś".

Toruński raper Małpa
Toruński raper Małpa
Źródło zdjęć: © Kuba Jędryka | Kuba Jędryka

Z dzisiejszej perspektywy krążek absolutnie ikoniczny i legendarny, który wypchnął toruńskiego rapera z podziemia do ścisłego mainstreamu. Jest to album o tyle niezwykły, że oryginalnie ukazał się jako "nielegal" (w kulturze hip-hopowej albumy nagrane własnym sumptem, często z niepoczyszczonymi samplami nazywa się "nielagalami", krążki wydane z udziałem wytwórni z rozliczonymi samplami noszą z kolei miano "legali"), jednak z pomocą dobrych ludzi z Asfalt Records "Kilka numerów" zyskało legalną dystrybucję. I bardzo dobrze, bo solowy debiut Małpy to album będący jak powrót do domu po długiej podróży, krążek który przez dwudziestoparolatków wspominany jest z równym rozrzewnieniem, jak pożegnalny album Republiki. Co czyni "Kilka numerów o czymś" tak solidną pozycją?

Rok 2009 był ciekawym momentem dla polskiego hip-hopu. To końcówka epoki, kiedy wciąż była to muzyka blokowisk, czas, w którym jeszcze nikt nie patrzył na rap jak na "poważny biznes", młode chłopaki nagrywały wtedy, co im leży na duszy, za pożyczone sumy, na pożyczonych minimalistycznych konsolach do bitów. Większość pozycji z tamtego okresu oraz z wcześniejszych czasów ma ten unikalny lo-fi klimat nagrań, albumy takie jak: "Muzyka Poważna" duetu Pezet i NOON (2004), "Światła Miasta" Grammatika (2000) czy "Masz i pomyśl" WWO (2000) to idealne przykłady wspominanego brzmienia. W ten sam nurt wpisuje się debiutancki album Małpy.

W 2009 roku Łukasz Małkiewicz (tak naprawdę nazywa się toruński MC) wraca z Triestu, w którym był na Erasmusie i zamyka się w studiu, by nagrać teksty, które pisał przez ostatnie dwa lata. Pieniądze potrzebne na wydanie pierwszych 500 egzemplarzy debiutu pożycza od znajomego, płyty rozchodzą się praktycznie na pniu, co zaskakuje samego rapera. Jak wspominał Małpa w trakcie swojego wywiadu z okazji 15-lecia albumu w Radiowej Czwórce:

"Nie spodziewałem się, że rozejdą się tak szybko. Musiałem zamówić kolejne, ale tym razem pomagała mi już rodzina. Mama wysyłała paczki, a ja siedziałem z arkuszami zamówień".

Toruński raper Małpa
Toruński raper Małpa© Kuba Jędryka | Kuba Jędryka

Ta dynamicznie rozwijająca się popularność Małpy, przykuwa uwagę ludzi z Asfalt Records, który w tamtym czasie był wyznacznikiem wartościowego tekstowo rapu (ksywki takie jak: Fisz, O.S.T.R i Łona to twórcy, którzy między innymi w tamtym czasie tworzyli line-up tej kultowej wytwórni).

Pierwsze co zaskakuje w tym albumie już od pierwszego numeru, czyli "Intro" to to, jak dobrze zmiksowany jest to projekt jak na "nielegal". Debiuty raperów wydane w drugim obiegu często charakteryzują się amatorską jakością nagrania, wynikającym często z braku doświadczenia twórców. Tak nie jest w przypadku debiutu Małpy, tutaj mamy do czynienia z gościem, który pomimo pewnej młodzieńczej naiwności, wie doskonale, jak chce brzmieć. Kierunek w który celuje Małkiewicz to oldschool dla nowego pokolenia. "Kilka numerów o czymś" jest utopione w dziedzictwie polskiej kultury hip-hop (widzimy to, chociażby po samplach/cutach z takich twórców jak: Hemp Gru, Pih, Pezet Noon, Eldo czy Molesta), jednak nie jest zaślepione nostalgią za tym, co minione. Małpa nie próbuje tutaj przeskoczyć weteranów sceny tylko wykorzystać znajomą sobie poetykę rapu z całym jej kulturowym bogactwem. Wejście w dialog z całym panteonem zarówno krajowego, jak i amerykańskiego hip-hopu jest najlepiej widoczne na trzecim utworze, czyli "Pamiętaj kto", na którym to Małpa wrzuca w wersy praktycznie niezliczone ksywki i nawiązania.

Mówiąc o "Kilka numerów o czymś" warto też wspomnieć o udziale The Returners przy tworzeniu kilku z najbardziej rozpoznawalnych numerów z tego projektu. Producencki duet tworzony przez Michała Chwiałkowskiego z Torunia i Michała Harmacińskiego z Włocławka zapisał się przez lata jako absolutny wyznacznik jakości w kwestii beatmaking’u. Wystarczy tutaj tylko wrzucić pseudonimy kilku twórców, dla których mieli okazję produkowa, do których zalicza się: Pezet i Małolat, Taco Hemingway, Molesta Ewenement, Gruby Mielzky, Kosi i Łajzol, Eldo czy O.S.T.R. Produkcja dwóch bitów z debiutu Małpy, czyli funkowo-jazzowego "Wszyscy kłamią" oraz blues-rockowego "Nie byłem nigdy" był dla tego duetu jednym z pierwszych poważnych sukcesów komercyjnych. Ten drugi brzmi jak coś żywcem wyrwanego z "My Beautiful Dark Twisted Fantasy" Kanye Westa, sęk w tym… że ten album wychodzi dopiero w 2010 roku, więc można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z rzadkim scenariuszem, w którym krajowy rap jest znacząco przed falą. "Nie byłem nigdy" wraz z utworem "Paznokcie" stały się z miejsca jednymi z definiujących dla Małpy numerów, po dziś dzień to pierwsze skojarzenie, kiedy myślimy o tej postaci.

MAŁPA - Nie byłem nigdy (teledysk)

Wydaje mi się, że poza genialną warstwą instrumentalno producencką, na którą złożył się duet The Returners oraz w jeszcze większej części toruński DJ Ike (właściwie Piotr Zawałkiewicz), jest jeszcze jeden czynnik, który sprawia, że nie mówimy tutaj zaledwie o solidnym debiucie, a o absolutnie legendarnym albumie. Czynnikiem tym jest bezpretensjonalna oraz bezpardonowa szczerość i bezpośredniość Małpy jako tekściarza. Zachrypnięte, lekko krzyczące flow Małkiewicza praktycznie na każdym utworze brzmi jakby, właśnie miał duszę na ramieniu. Ta bezpośrednia szczera maniera dostarczana w wersach jest widoczna praktycznie przez cały projekt, niezależnie od tego, czy Małpa nostalgicznie wspomina powroty na tereny, które go wychowały na "Wyjeżdżam by wrócić" czy snuje refleksje nad tym, co niedopowiedziane w relacjach romantycznych na "Pozwól mi nie mówić nic". Na "Kilka numerów o czymś" słyszymy młodzieńczą impulsywność zderzającą się czołowo z nieubłaganym upływem czasu przy akompaniamencie krajowej starej szkoły, w wydaniu tak chwytliwym, jak i z automatu charakterystycznym.

Debiut Małpy przetarł także szlaki innym twórcom, którzy nad komercyjne zasięgi cenią szczerość i bezpośredniość, takich, którzy piszą muzykę z dala od trendów, na przekór wszystkiemu i wszystkim. Jednym z rapowych przykładów na potwierdzenie tej tezy, jest, chociażby album Rasmentalism "Za Młodzi na Heroda" z 2013 (na którym to Małpa pojawia się zresztą gościnnie z fenomenalną zwrotką na utworze "Niebomby"). Trzeci album studyjny Rasmentów nie mógłby się pojawić, gdyby Małpa nie przetarł wcześniej szlaku dla brzmienia retro, które pomimo pewnej nostalgii, jest brzmieniem nader współczesnym - starą szkołą dla nowego pokolenia.

Być może to produkcja, być może to wokale Małpy, a być może to osobiste, acz łatwe do utożsamienia się teksty przyczyniły się do sukcesu "Kilka numerów o czymś". Niezależnie od wszystkiego historia kultury hip-hop została nierozerwalna związana z Metropolią Toruńską tym jednym kultowym albumem, projektem gościa, który nie próbował nikogo grać, tylko po prostu był sobą. "Kilka numerów o czymś" to płyta introspektywna, w kilku momentach mocno emocjonalna, ale przede wszystkim do bólu szczera. Album, który nie ma chybionego bitu, flow czy tekstu. Perfekcyjny krążek rapowy, od początku do końca. Piękny ponadczasowy pomnik dla końcówki epoki poprzedzającej przebicie się rapu do radiowego mainstreamu. Ach, aż chciałoby się wyciągnąć za dużą bluzę i słuchawki na kablu, by magicznie przenieść się do Torunia roku 2009.

Ignacy Grześkowiak, redaktor portalu Metropolia Toruńska .pl

Wybrane dla Ciebie