Przedsiębiorcza metropolia"Książka powinna kosztować tyle co trzy piwa i to duże!"

"Książka powinna kosztować tyle co trzy piwa i to duże!"

Małżeństwo z Torunia - Katarzyna i Tomasz Klejnowie - od 15 lat wydaje na polskim rynku książki dla dzieci z całego świata. Tomasz Klejna z wydawnictwa TAKO, zdradza jak przez te lata ewoluowała branża i jak teraz wygląda czytelnictwo wśród dzieci i młodzieży.

Katarzyna i Tomasz Klejnowie z córką
Katarzyna i Tomasz Klejnowie z córką
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne | Archiwum prywatne

Skąd się wziął pomysł na wydawanie książek dla dzieci?

- W 2008 roku mieszkaliśmy z rodziną w Hiszpanii. Mieliśmy wtedy trzyletnią córkę i pewnie gdyby nie ona, to nie zainteresowałyby nas książki dla dzieci. Czytaliśmy jej bardzo dużo książek, a będąc w Hiszpanii czytaliśmy je po hiszpańsku, ucząc się przy okazji tego języka. To było dla nas bardzo ciekawe doświadczenie. Nie znaliśmy wtedy za dobrze języka hiszpańskiego (śmiech). Zobaczyliśmy, że w Hiszpanii jest bardzo dużo literatury dla najmłodszych i zwróciliśmy uwagę, że dostępne publikacje są świetne, lepsze niż w Polsce, pomyśleliśmy, że dobrze byłoby je wydawać w naszym kraju.

Co wtedy wyróżniało hiszpańskie książki na tle rodzimych?

- Na pewno warstwa ilustracyjna była na o wiele wyższym poziomie. To nie były książki z kolorowymi obrazkami, ale z ilustracjami artystów. Każda rozkładówka to było niemal dzieło sztuki. Dziś w Polsce już takie książki są i nie odstępują swoim poziomem tym z zachodu Europy. Myślę, że to się stało m.in. przez naszą obecność na rynku. Pojawiło się nasze – bardzo małe wydawnictwo – i wiele podobnych. Zaczęliśmy wydawać książki z całego świata, świetnie przygotowane, z doskonałymi ilustracjami, to zadziałało.

Wasze małe wydawnictwo to biznes rodzinny?

- Tak. Moja żona Kasia wybiera tytuły, szuka interesujących pozycji na rynku, sprawdza, co dobrego wydano i to ona jest redaktorem naczelnym w naszym wydawnictwie. Ona też zajmuje się redakcją, kontaktuje się z tłumaczami, z redaktorami, zajmuje się promocją, a ja odpowiadam za sprawy bardziej techniczne, czyli przygotowanie do druku tych książek, nadzorowanie produkcji. Do moich obowiązków należy też sprzedaż. Nasze córki są z kolei recenzentkami. Starsza nawet przełożyła nam jedną książkę z hiszpańskiego na język polski.

Ale nie ograniczacie się do wydawania książek wyłącznie hiszpańskich?

- Absolutnie nie. Zaczęliśmy od nich, ale później zaczęliśmy wydawać również pozycje napisane w oryginale w innych językach, np. po japońsku. Też odkrywaliśmy je będąc w Hiszpanii. Teraz wydajemy tytuły dla dzieci przekładane z różnych języków, z niemieckiego, francuskiego, włoskiego, angielskiego. Obecnie po 15 latach zgromadziliśmy około 130 tytułów z całego świata.

Okładka książki "Oto jest Dyktatura"
Okładka książki "Oto jest Dyktatura"© Wydawnictwo TAKO | Wydawnictwo TAKO

Czy unikacie książek, które dotykają tematów społecznie i historycznie trudnych?.

- Nie, nie unikamy. Mamy w swoim portfolio sporo takich tytułów. Na przykład wprowadziliśmy na polski rynek książki o Holokauście czy o demokracji i dyktaturze. To są książki niszowe, niekomercyjne. Trudno jest je wydawać w Polsce bez zewnętrznego dofinansowania. Dlatego, jeśli się pojawiają na naszym rynku, to zazwyczaj w małych nakładach, a sprzedaż nie jest satysfakcjonująca z ekonomicznego punktu widzenia. Kiedy zaczęliśmy je wydawać, 15 lat temu, czytelnicy nie byli przygotowani ani przyzwyczajeni do takich ilustracji czy treści, bardzo ambitnych i trudnych.

Co to za tytuły?

- Chodzi o publikacje Equipo Plantel z serii "Książki Jutra". To są cztery książki: "Co to właściwie jest demokracja", "Oto jest dyktatura", "Kobiety i mężczyźni" i "Klasy społeczne istnieją". Każda jest bardzo zaangażowane społecznie. Powstały w latach 70. XX wieku w Hiszpanii, zaraz po śmierci generała Franco. Były wtedy przełomowe i innowacyjne. Napisano je w taki sposób, że zrozumieją je zarówno umiejący czytać siedmiolatkowie, jak i starsze dzieci – dziesięcio i pietnastoletnie. Książka o demokracji porównuje ją do zabawy. Każdy się bawi tak naprawdę w co chce, ale obowiązują pewne reguły, których łamać nie wolno. Na czym ta zabawa polega? Na czym polegają wybory? Jaki jest mechanizm tworzenia partii politycznych? Co ciekawe, można w tej książce znaleźć także informację, o której my dorośli często zapominamy - że bardzo ważnym elementem demokracji są dziennikarze i media. Bo tylko i wyłącznie przez media możemy się dowiadywać tak naprawdę, co robią rządzący i mamy wtedy podstawy do tego, żeby ich albo wymienić na innych, albo dalej powierzyć im kierowanie naszym krajem, rejonem, miastem.

Jak rodzice zareagowali na tak angażujące książki?

- Bardzo dobrze. Dostawaliśmy w Polsce nagrody za wydanie tych pozycji, zatem one zostały docenione. Oczywiście zawsze żartuję, że nagroda dla książki dla dzieci w Polsce to jest często wyrok śmierci. Bo to oznacza, że książka jest dobra, ale trudna i nie będzie to hit, bestseller. Rzadko spotykaliśmy się z krytyką.

A książka o Holokauście? Jak została przyjęła?

- "Dym", bo o niej mówisz, to też jest tekst napisany przez Hiszpana Antóna Fortesa, ale z ilustracjami znakomitej polskiej ilustratorki, bardzo znanej i cenionej Joanny Concejo. To była książka bardzo trudna, którą czyta się z zaciśniętym gardłem. Jest ona już raczej dla starszych dzieci, dla młodzieży, która zaczyna rozumieć, czym był Holokaust. Wydaliśmy tę książkę w niewielkim nakładzie i on dawno się wyczerpał. Ale nawet dzisiaj uważam, że to bardzo ważna pozycja w naszym wydawnictwie. Jest to historia opowiedziana z punktu widzenia kilkuletniego chłopca, który jest w obozie śmierci. To opowieść chwilami wstrząsająca, bardzo bezpośrednia, w języku potocznym powiedzieli byśmy o niej, że "nie bierze jeńców". Rodzice brali tę książkę do ręki, czytali ją i mówili ze łzami w oczach, że jest piękna, wspaniale opowiada o tak trudnym temacie. Gdy próbowaliśmy zdobyć dofinansowanie na wydanie tej książki, to spotkaliśmy się z blokadą, również ze stron instytucji, które zajmują się kultywowaniem pamięci o ofiarach Holokaustu. Mimo wszystko wydaliśmy ją, bo uznaliśmy, że to bardzo ważne, aby dotarła do jak największej liczby odbiorców. Był to jeden z naszych mocniejszych tytułów. Wydaliśmy ją na samym początku działania.

Wydaliście też książkę o Robinsonie Crusoe, która bardzo różni się od innych opowieści o znanych rozbitku. Co w tej wersji takiego nietypowego?

- Nie ma w tej książce ani jednego słowa. Cała historia, opowiedziana jest przez kubańskiego artystę Ajubela tylko za pomocą obrazów i przedstawiona w niezwykły sposób. To była książka, która także została zauważona na rynku przez krytykę. Wydawaliśmy również inne książki bez słów, np. Kasi Boguckiej "Spacer", która też była wyróżniającą się pozycją na rynku. Teraz już takich książek jest u nas na szczęście więcej. Dla starszych czytelników, ciekawą pozycją w katalogu może być "Warszawa". Zestaw dwudziestu kilku opowiadań, każde napisane przez innego autora, zilustrowanych przez Grażkę Lange.

Okładka książki "Robinson Crusoe"
Okładka książki "Robinson Crusoe"© Wydawnictwo TAKO | Wydawnictwo TAKO

W waszej ofercie wyróżnia się cykl książek o różnych częściach ciała, które napisał japoński autor. Dlaczego są one tak wyjątkowe?

- To są książki z cyklu "Moje Ciało" i z tej serii wydaliśmy już 9 tytułów. Zilustrował i napisał je Genichiro Yagyu. Autor w bardzo zabawny sposób przedstawia dzieciom różne elementy czy aspekty ludzkiego ciała. Z tego cyklu wydaliśmy m.in: "Zęby", "Strupek", "Piersi", "Dziurki w nosie", "Pępek". To są bardzo zabawne tytuły, a mimo to, mamy do czynienia z książkami edukacyjnymi, bo każda przemyca dużo informacji o naszym ciele. Są one przekazane w sposób przystępny dla pięciolatków. W naszej historii wydawniczej książki z tej serii były hitami, budziły duże zainteresowanie i bardzo optymistycznie czytelnicy do nich podchodzili.

W opinii publicznej panuje przekonanie, że coraz mniej osób czyta książki. Ale z książkami dla dzieci jest chyba inaczej?

- I tak, i nie. To jest ciekawe, że sprzedaż książek dla dzieci rośnie zawsze w okresie świąt. W czwartym kwartale roku - listopadzie, grudniu, bardzo wzrasta sprzedaż i to nie tylko książek dla dzieci. Pokazuje to, że książki traktujemy często jako prezent. To dobrze. Jednak książka powinna być z nami przez cały rok, nie tylko od święta. Dzieci powinny dostawać i czytać książki cały czas. Książki dzieciom kupuje się częściej niż dorosłym, zgadzam się z tym, ale niestety coraz mniej, bo i tych dzieci jest też coraz mniej.

Jak bardzo niska demografia wpływa na twoje wydawnictwo?

- Hasło, że Polaków jest coraz mniej a przyrost naturalny jest ujemny, wszyscy znamy. Kiedy zaczynaliśmy naszą przygodą z książkami dla dzieci, rodziło się w Polsce około 450 tysięcy dzieci rocznie, a obecnie rodzi się ich mniej niż 250 tysięcy. To jest zapaść. Jeżeli mamy 40% mniej dzieci niż mieliśmy 15 lat temu, no to powinniśmy nakłady także zmniejszyć o 40%, i tak niestety się dzieje. Rentowność biznesu książkowego jest mała i tutaj każdy procent możną traktować jako być albo nie być dla wydawcy. Oprócz tego konkurencja rośnie. Ludzie kupują mniej książek, mniej czytają… Dodajmy do tego mniejszą ilość urodzeń, czyli mamy mniej potencjalnych czytelników.

I w takiej sytuacji książki naturalnie muszą drożeć?

- Bardzo często spotykamy się z opinią, że książki są w Polsce drogie. Ale w Polsce książka powinna być, moim zdaniem, jeszcze droższa, żeby ten biznes wydawcom i autorom się opłacał, a co za tym idzie, żebyśmy mogli mieć różnorodną, atrakcyjną literaturę. Książka nie powinna kosztować tyle co dwa piwa w barze, tylko powiedzmy tyle co trzy piwa i to duże! W Hiszpanii obowiązuje ustawa o stałej cenie książki. Obojętnie, czy kupuje się książkę w internecie, czy w jakiejś sieci, czy w lokalnej księgarni pod domem, cena jest ta sama. W Polsce nie mamy takich przepisów. Wydając książkę gdzie na okładce jest napisane 39,90 zł, oddajemy ją do dystrybucji za 20 zł, a czytelnik może ją kupić za 30 zł, czyli od razu powiedzmy z 25-30% rabatem. Rynek książki w Polsce jest nieunormowany, księgarnie niestety znikają z miast – i to jest bardzo duży problem.

Rodzice brali tę książkę do ręki, czytali ją i mówili ze łzami w oczach, że jest piękna, wspaniale opowiada o tak trudnym temacie. Gdy próbowaliśmy zdobyć dofinansowanie na wydanie tej książki, to spotkaliśmy się z blokadą, również ze stron instytucji, które zajmują się kultywowaniem pamięci o ofiarach Holokaustu

Małe sklepiki z książkami przegrywają z wielkimi internetowymi molochami, gdzie książki są tańsze i łatwiej dostepne. W mniejszych miejscowościach nie ma już prawie księgarń. Ja pochodzę z miejscowości, która ma 15 tysięcy mieszkańców i pamiętam, że księgarnia była za czasów mojego dzieciństwa głównym punktem w mieście. Kupowałem tam płyty winylowe, oglądałem książki i je kupowałem. A teraz tam jest tylko jakiś punkt papierniczy. I tak jest w całej Polsce, to jest naprawdę bardzo duży problem. A w Hiszpanii jednak sklepiki, małe księgarnie istnieją, funkcjonują i mają ciekawy asortyment.

Ale jak zachęcić rodziców do kupowania książek, skoro mówisz, że powinny być one jeszcze droższe?

- Książka ma wartość niemierzalną, można ją czytać wielokrotnie, dziecko obcuje ze sztuką, z literaturą, z ilustracją i rozwija się. Czytanie dziecku wzmacnia więzi! To się opłaca. Opłaca się, bo to jest element edukacji i ich rozwoju – o tym nie możemy zapominać.

Maciej Wasilewski, dziennikarz portalu Metropolia Toruńska .pl

Wybrane dla Ciebie