Polecamy w metropoliiPerfect + Łukasz Drapała w Auli UMK - Wszystko ma swój czas?

Perfect + Łukasz Drapała w Auli UMK - Wszystko ma swój czas?

Zespół Perfect może być na tym etapie traktowany jako legendy polskiej muzyki rockowej. Warszawska grupa w swoich różnych erach i składach balansowała gdzieś pomiędzy bluesem, hard rockiem i popem. Ma w swojej dyskografii niezliczone hity takie jak "Nie płacz Ewka", "Autobiografia", czy "Ale Wkoło Jest Wesoło". Dla części fanów Perfect skończył się definitywnym odejściem wybitnego gitarzysty i tekściarza Zbigniewa Hołdysa w 1992 r., dla innych odejściem ikonicznego wokalisty i frontmana Grzegorza Markowskiego w 2023. Faktem jest, że obecnie w 2026 mamy do czynienia z bliźniaczą sytuacją do grupy Kombi i Kombii, czyli scenariuszem gdzie istnieją symultanicznie dwa odłamy odwołujące się do tego samego zespołu. Mowa tutaj oczywiście o Perfect Gold i Perfect & Łukasz Drapała. Na koncert tego drugiego wybrałem się do Auli Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Czy muzyka Perfectu wytrzymuje wciąż nieubłagany upływ czasu? Czy wybór tego gościa z finału The Voice of Poland i zespołu Chemia na następcę Markowskiego to była na pewno słuszna decyzja? Sprawdźmy, jak wybrzmiały kultowe brzmienia lat osiemdziesiątych w 2026 w murach grodu Kopernika.

Koncert Perfect i Łukasz Drapały w auli UMK
Koncert Perfect i Łukasz Drapały w auli UMK
Źródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | Ignacy Grześkowiak

Wkraczając w ten mglisty, deszczowy niedzielny wieczór na teren kampusu UMK zwracam uwagę na niezwykłą rozbieżność wiekową przybyłych tu słuchaczy. Na widowni mamy rodziny z dziećmi w bluzach z logo zespołu, pokolenie ludzi 70+, dwudziestoparolatków i ludzi w średnim wieku. Nie panuje tutaj jakiś przeważający odzieżowy trend, część ludzi ubrana jest jak do filharmonii, w czasie gdy inna ma na sobie glany i czarne koszulki. Myślę, że ta różnorodność w wieku i wyglądzie wśród fanów jest najlepszym świadectwem tego, jak duży wpływ miał Perfect na rozwój polskiej muzyki rozrywkowej. Zawieszam wzrok na ochroniarzu, który w ramach promocji organizatora wyrzuca piłkę, do której przytwierdzone są zaproszenia na sowitą kolację. Ta konkretna scena ma znaczenie tylko z jednego prostego powodu, w czasie rzutu ochroniarz delikatnie niszczy przepiękne podświetlane stopnie Auli UMK. Koncentrując się na pękniętej listwie tych schodków, mówię sobie w głowie "Zły omen i to kilka minut przed wejściem zespołu na scenę, mogą być jakieś pęknięcia w tym fresku".

Otwierający riff "Lokomotywy z Ogłoszenia", który uderza w twarz niczym "Good Times Bad Times" Led Zeppelin, wybija mnie ze skupiania wzroku na pękniętym stopniu. Pierwsze wrażenia? Aula UMK jest obiektem europejskiej klasy pod kątem potencjalnego nagłośnienia, żaden nawet najdrobniejszy detal otwierającego numeru z debiutu Perfectu nie ginie tego wieczoru w miksie, wyczekane i równie imponujące zabiegi oświetleniowe tworzą zaskakująco przyjemne warunki do obcowania z muzyką warszawskiej grupy. Po tym solidnym wstępie otrzymujemy chwytliwe refreny "Raz po raz" i hipnotyzującą linię basu "Nie Patrz Jak Ja Tańczę" w wykonaniu Piotra Urbanka, który przez cały koncert deklasuje swoich kolegów energią sugerującą, jakby grał właśnie najlepszy koncert swojego życia. Laserowa precyzja w sekcji rytmicznej prezentowana przez Krzysztofa Potockiego również wybija się zarówno w minimalistycznym "Nie Patrz Jak Ja Tańczę" jak i stadionowym "Raz po raz". Jest on najmłodszym po nowym wokaliście członkiem obecnego składu Perfectu i być może największym powiewem świeżej krwi w ostatnich latach grupy. Ma on w sobie coś żywszego względem jego poprzedników w tej roli, coś mniej wykalkulowanego, a bardziej autorskiego w tym, jak podchodzi do tych utworów. Być może najjaśniejszym punktem całego koncertu jest elektryzująca chemia pomiędzy Jackiem Krzaklewskim (ważnym elementem w historii zespołu, szczególnie w latach dziewięćdziesiątych) a Dariuszem Kozakiewiczem, który swoje rzemiosło szlifował w formacji Breakout, gdzie był jednym z kluczowych czynników stojących za charakterystycznych blues-rockowym brzmieniem grupy. Panowie przerzucają się nawzajem zadziornymi lickami, bezkompromisowymi rockowymi akordami barowymi i rozbudowanymi solówkami. Dariusz Kozakiewicz wciąż reprezentuje poziom ścisłej czołówki legend krajowej rockowej sceny, porównywalny z wirtuozerską maestrią Jana Borysewicza i Adama Nowaka.

Koncert Perfect i Łukasza Drapały w auli UMK
Koncert Perfect i Łukasza Drapały w auli UMK© Metropolia Toruńska .pl | Ignacy Grześkowiak

Po tych wszystkich zachwytach nad bardzo solidną sekcją instrumentalną można by założyć, że obecny skład Perfectu idealnie wytrzymuje próbę czasu pomimo braku Markowskiego. Niewątpliwym dużym różowym słoniem w pisaniu na temat tego koncertu jest nowy wokalista, czyli Łukasz Drapała. I tu… no właśnie wychodzi to wcześniej zapowiadane symboliczne pęknięcie. Nie mogę odebrać nowemu frontmanowi wysokiego poziomu technicznego, przez cały koncert śpiewa czysto, radośnie pląsa po scenie z tamburynem i nie posiłkuje się za bardzo spoglądaniem na prompter z tekstem. Jednakże, w muzyce rockowej zdolności techniczne to tylko część składowa całości, drugim ważnym elementem jest sceniczna charyzma i wizerunek. No i właśnie, jest w Drapale coś takiego, użyję modnego ostatnio terminu "performatywnego", coś wyuczonego tylko po to, by zwrócić naszą uwagę. Przez cały koncert nowy frontman nie może się do końca zdecydować czy chce być Mickiem Jaggerem, Freddiem Mercurym (mamy na pewnym etapie Wembley’owe "ee oo") czy po prostu skutecznym naśladowcą Grzegorza Markowskiego. Cała ta pretensjonalna szarada widoczna jest najbardziej w jedynym jak na razie, wydanym wspólnie z Drapałą singlem Perfectu, czyli "Liczba Pi". Być może ten utwór marginalnie zyskuje na żywo, kiedy nie jest skompresowany boleśnie do platform cyfrowych, czyniąc z niego jakąś bezduszną wydmuszkę, jednak na koniec dnia jest to do bólu bezpieczny, czerstwy, tekstowo infantylny numer w metrum na 4/4, napisany na progresji akordów, którą słyszeliśmy w muzyce rozrywkowej już tysiące razy. Po tym bolesnym przypomnieniu, że to już nie jest ten sam Perfect co dawniej, zespół całościowo wraca na właściwe tory, serwując przegląd szlagierów takich jak "Niewiele ci mogę dać", "Autobiografia" lub "Kołysanka dla nieznajomej", a także swojego cięższego mroczniejszego oblicza w formie "Adrenaliny" i "Nie daj się zabić", w którym Urbanek, Kozakiewicz i Krzaklewski grają z werwą godnej pierwszej fali brytyjskiego punku.

Koncert Perfect i Łukasza Drapały w auli UMK
Koncert Perfect i Łukasza Drapały w auli UMK© Metropolia Toruńska .pl | Ignacy Grześkowiak

Mocnym fragmentem koncertu, który odczarował mi trochę Drapałę, było wykonane z samym Kozakiewiczem ortodoksyjnie wręcz bluesowe "Tylko mnie kołysz". Przez kameralny charakter utworu nowy wokalista nie za bardzo ma okazję zakopać się w swoich pozach, a jego solidne warunki wokalne ładnie dopełniają rozbudowane względem wersji albumowej partie gitary akustycznej w wykonaniu Kozakiewicza.

Pod koniec setu w momencie wykonywania "Ale Wkoło Jest Wesoło" zespół podnosi zróżnicowaną wiekowo publikę do powstania ze swoich wygodnych miejsc siedzących i radosnego pląsania w lewo i w prawo. Wstaje praktycznie cała publika i pozostaje już w tej pozycji do samego końca koncertu. Utwór "Niepokonani" zadedykowany zostaje wszystkim tym, którzy przez lata tworzyli skład zespołu, z imienia wymienieni zostają wielcy nieobecni, czyli Markowski i Hołdys.

Główna część koncertu zamyka się ponadczasowym bezpardonowym przekazem "Chcemy być sobą", po którym zespół trzyma słuchaczy przez chwilę w niepewności, by przy żywiołowych owacjach powrócić ostatecznie na bis w formie niemalże nieubłaganie domaganego się z tłumu "Nie płacz Ewka". Całościowo set Perfectu w Auli UMK zamyka się w okolicach godziny i dwudziestu minut, co mając na uwadze wiek większości muzyków, którzy lata studenckie mają już dawno za sobą, jest absolutnie solidnym wynikiem.

Podsumowując obecna inkarnacja Perfectu, tworzy we mnie mieszane wrażenia. Z jednej strony mamy Krzysztofa Potockiego, który autentycznie pchnął grupę w XXI wiek, a jego szalone solo na bębnach przed bisem niemalże zaparło publice dech w piersiach, a z drugiej mamy nowego frontmana w formie Łukasza Drapały, któremu pomimo wysokiego poziomu brakuje szczerej autentycznej scenicznej charyzmy. Jego wokal nie ma też tego symultanicznego ciepła i pazura, jakim obdarzony był głos Markowskiego, co tworzy ostatecznie klimat jak z odcinka "Jaka to melodia". Pomimo tego mankamentu, jakiego bolesnym przypomnieniem jest okrutnie wręcz nijaka "Liczba Pi", która niezaprzeczalnie była najmniej oklaskiwanym utworem wieczoru, myślę, że należy się cieszyć, że weterani sceny są dalej na scenie i dalej chce im się grać takie koncerty jak ten w Auli UMK. Jeżeli już jesteś fanem Perfectu, to raczej dostaniesz godzinę i dwadzieścia minut dokładnie tego, czego oczekujesz. Jeżeli natomiast, znasz ten zespół tylko z opowieści swoich rodziców i chcesz go odkryć, to nowy frontman nie będzie w stanie cię kupić w takiej samej formie jak obejrzenie archiwalnych występów z udziałem Markowskiego lub Hołdysa. Możliwe, że Perfect nie starzeje się z taką gracją, z jaką robi to opisywane to przez nasz portal kilka tygodni temu KSU. Jednakże sam fakt, że warszawskie ikony hard rocka i popu dalej występują i są w stanie dalej zainteresować przynajmniej jakąś część młodego pokolenia, świadczy na pewno o żywotności tej legendarnej już grupy.

Ignacy Grześkowiak, redaktor portalu Metropolia Toruńska .pl

Wybrane dla Ciebie