Czy ja mogę coś jeszcze dać Toruniowi? Felieton
Kilka dni temu napisałam felieton o tym, czy Toruń może mi jeszcze coś dać. Pojawiło się wówczas jedno pytanie, co my, jako mieszkańcy, możemy dać Toruniowi? I właśnie ono na cały tydzień zostało mi w głowie. Zwiedzając Toruń na nowo, kiedy ganiałam na materiały, nie mogłam przestać go sobie zadawać.
Przez osiem lat mieszkania w Toruniu bardzo często zastanawiałam się, co mogę tutaj znaleźć. Lepszą pracę? Lepsze mieszkanie? Większe możliwości? Ciekawszych ludzi? Nowe doświadczenia? Nigdy natomiast nie zastanawiałam się, co sama zostawiam po sobie.
A przecież od ośmiu lat korzystam z tego miasta niemal codziennie. To tu szukam inspiracji. To tu narzekam na remonty, chwalę nowe inwestycje. Chodzę na koncerty, wydarzenia, festiwale… Korzystam z tego wszystkiego, co ktoś kiedyś stworzył, wymyślił albo o co zawalczył.
I zaczęłam się zastanawiać, czy przez ten czas zrobiłam cokolwiek podobnego. Bo bardzo łatwo jest być mieszkańcem. Trudniej być częścią miasta.
Zwłaszcza w Toruniu. To specyficzne miejsce. Pełne ludzi przyjezdnych. Takich, którzy są tu od pięciu, dziesięciu, piętnastu lat i nadal mówią, że jadą do domu, kiedy odwiedzają rodzinne miejscowości. Sama jestem jedną z nich.
Może właśnie dlatego tak często postrzegamy to miasto. To trochę jak z wynajmowanym mieszkaniem. Sprawdzamy, czy nadal spełnia nasze oczekiwania, czy nadal nam się opłaca, szukamy dalej, gdzie może będzie lepiej. Zdecydowanie rzadziej zadajemy sobie pytanie, czy my jesteśmy coś winni temu miejscu.
Nie chodzi o wielkie rzeczy. Nie zamierzam ratować zabytków, budować mostów ani kandydować do Rady Miasta. Ale może miasto buduje się właśnie z małych rzeczy?
Może mogę dać Toruniowi swoją pracę. Opowiadać historie ludzi, których codziennie mijamy na ulicach. Pokazywać wydarzenia, o których nikt by nie usłyszał. Zadawać pytania, czasem niewygodne. Patrzeć władzom na ręce. Pisać o sukcesach i porażkach. Może mogę dać Toruniowi trochę uwagi.
Może mogę dać Toruniowi swoje zaangażowanie. Kupować kawę w lokalnej kawiarni zamiast w sieciówce. Przyjść na wydarzenie organizowane przez ludzi z pasją. Wspierać małe inicjatywy. I przede wszystkim zostać, kiedy najłatwiej byłoby wyjechać.
I może pytanie nie powinno brzmieć: czy Toruń może mi coś jeszcze dać?. Może po ośmiu latach uczciwiej byłoby zapytać:
czy ja dałam temu miastu tyle, ile od niego oczekiwałam?