Lokalny festiwal budowany przez lokalnych ludzi
Festiwal NADA zadebiutował plenerową edycją w 2024 roku. Pomysł narodził się z przekonania, że Toruń potrzebuje własnego dużego festiwalu muzycznego. Sam festiwal istnieje od 2014, jednak pierwsze edycje wyglądały zupełnie inaczej niż to, do czego przywykliśmy teraz. Zaproszeni artyści występowali m.in. w NRD, Tumult, w CKK Jordanki czy w Dworze Artusa Teatr Horzyca. Dopiero w 2024 roku muzyczne wydarzenie zmieniło się – opuściło wszelkie budynki i zagarnęło tereny Centrum Targowego PARK. Dlaczego?
– Od piętnastu lat jeżdżę po najróżniejszych festiwalach, od mniejszych do tych dużych i najbardziej znanych. Widzę, ile osób to przyciąga, jakie społeczności się tworzą wokół takich wydarzeń. W naszym regionie przez wiele lat nie było festiwalu, takiego z prawdziwego zdarzenia, który rozgrywałby się pod gołym niebem i byłby skierowany do odbiorców typowo artystów popowo-rockowych. A ja, jako osoba mieszkająca tutaj, zawsze miałem poczucie, że mieszkańcy Torunia zasługują na to, żeby takie wydarzenie rozgrywało się właśnie u nas, żeby nie musieli koniecznie wyjeżdżać, chcąc posłuchać muzyki na żywo. Dlatego zaczęliśmy tworzyć festiwal odpowiadający na potrzeby lokalnej publiczności, ale jednocześnie otwarty na gości z całego województwa czy z Polski – podkreśla Krzysztof "Kriz" Wachowiak, organizator festiwalu NADA. – Kilka lat temu udzielałem wywiadu do lokalnej prasy i tam właśnie padło pytanie, czemu Toruń nie ma własnego festiwalu, tak jak ma Poznań, Kraków, Warszawa, Gdańsk. Jesteśmy przecież świetnie usytuowani na mapie, pomiędzy właśnie dużymi aglomeracjami, nasze miasto ma do zaoferowania bardzo dużo innych też atrakcji. Czemu więc wciąż musieliśmy jeździć do innych miast, by tego doświadczyć? Małymi krokami zaczęliśmy wypełniać tę lukę.
Już od pierwszej edycji organizatorzy postawili na połączenie koncertów popularnych artystów z atmosferą wydarzenia tworzonego przez lokalną społeczność.
– Korzystamy z usług lokalnych firm, współpracujemy z ludźmi stąd i zatrudniamy mieszkańców regionu. Podczas ostatniej edycji festiwalu każdego dnia pracowało około 180 osób, zaczynając od sprzedawców w kasach biletowych, ochronie, kończąc na oświetleniowcach. To duże przedsięwzięcie logistyczne, ale chcemy, żeby korzyści płynące z organizacji wydarzenia zostawały tutaj. Oczywiście moglibyśmy zatrudnić ekipy z Warszawy, Poznania czy Gdańska, które mają ogromne doświadczenie w organizacji takich wydarzeń, ale wtedy mijalibyśmy się z celem, wypieralibyśmy tę lokalność, na której tak nam zależy – mówi Wachowiak. – I tak naprawdę wychodzimy z tym festiwalem także poza jego teren. Chcemy, aby miasto żyło NADA przez przed festiwalem. W tym roku nawiązaliśmy na przykład współpracę z kawiarnią NANO, w zeszłym roku współpracowaliśmy z kawiarnią Przywiśle. Teraz będziemy obecni na przykład na Dniach Torunia, na śniadadaniu na trawie i wielu innych miejscach. Jedziemy z nasza scenografia do Bydgoszczy, gdzie na Wyspie Młyńskiej organizujemy kolejne muzyczne wydarzenia. Mimo że oficjalny festiwal trwa tylko przez weekend, my pracujemy nad nim i nad tym, aby był widoczny przez cały czas.
Przygotowanie festiwalu to nie tylko rezerwacja artystów. Równolegle prowadzone są działania związane z bezpieczeństwem, sprzedażą biletów, pozyskiwaniem partnerów, budową infrastruktury i koordynacją pracy setek osób.
– Uczestnicy widzą gotowe wydarzenie. Za tym stoją miesiące przygotowań, dziesiątki spotkań, godziny rozmów i wiele osób odpowiedzialnych za każdy element festiwalu.
Wyzwania organizacji wydarzenia w Toruniu
Choć NADA stale się rozwija, organizatorzy zwracają uwagę na specyfikę lokalnego rynku. W Toruniu konkurują nie tylko z innymi festiwalami, ale również z licznymi bezpłatnymi wydarzeniami organizowanymi przez samorządy.
– W Polsce są festiwale dysponujące znacznie większymi budżetami. My funkcjonujemy w innych realiach. W Toruniu dodatkowo konkurujemy z wieloma darmowymi wydarzeniami organizowanymi przez miasto czy województwo. Oczywiście trzeba tu podkreślić, że nie chodzi o to, że teraz takich wydarzeń nie ma być wcale, bo jeśli powstają i przyciągają tłumy, to oznacza, że są potrzebne. Ale zmieniając perspektywę i patrząc na to, że żeby wejść na nasze wydarzenie, trzeba zapłacić, to nawet ten stosunkowo niedrogi karnet festiwalowy może stanowić dla części mieszkańców istotny wydatek. Dla wielu osób ponad 300 złotych za dwudniowy karnet to wciąż znacząca kwota i trzeba mieć tego świadomość – podkreśla Krzysztof "Kriz" Wachowiak.
Mimo to zainteresowanie wydarzeniem rośnie. Widać to szczególnie po sprzedaży najtańszej puli biletów.
– Trzy lata temu bilety Early Birds, czyli bilety w ciemno, kupiły dwie osoby. Dwa lata temu było ich 47, a rok temu już około 500. To pokazuje, że uczestnicy zaczynają nam ufać i są gotowi kupować wejściówki jeszcze przed ogłoszeniem programu. To cieszy i motywuje.
Line-up tworzony przez cały rok
Jednym z najważniejszych elementów przygotowań jest budowanie programu muzycznego. Jak przyznaje Krzysztof "Kriz" Wachowiak, pozyskanie popularnych wykonawców wymaga wielu miesięcy rozmów.
– W Polsce jest ograniczona liczba artystów, którzy regularnie pojawiają się na największych festiwalach. Ich kalendarze są zapełnione z dużym wyprzedzeniem, dlatego praca nad line-upem praktycznie nigdy się nie kończy. Kiedy domykamy jeden festiwal, rozpoczynamy rozmowy dotyczące następnego. To ciągły proces. Trzeba rozważyć wszelkie za i przeciw, przeanalizować budżet, oczekiwania ludzi, sprawdzić, kogo możemy zaprosić i z kim połączyć, żeby program był ciekawy i różnorodny – opowiada organizator. – W zeszłym roku zdecydowanie ludzi przyciągnęły nazwiska Kaśki Sochackiej, Krzysztofa Zalewskiego czy Korteza. W tym roku to bracia Kacperczyk, Igo, Myslovitz. No i COMA. To zdecydowanie jego z najgłośniejszych ogłoszeń tegorocznej edycji. Czemu? Bo grają obecnie zaledwie kilka koncertów rocznie. Występ na NADA będzie jedynym koncertem COMY w województwie kujawsko-pomorskim. Rozmowy trwały około dwóch miesięcy i nie były proste, ale udało się – mówi Wachowiak. – Mam nadzieję, że dzięki temu uda nam się przyciągnąć jeszcze więcej osób spoza Torunia i województwa, to piewszy od 7 lat koncert tego zespoły w Naszym województwie. Obecnie około jedna czwarta uczestników festiwalu przyjeżdża spoza regionu, więc nie jest źle, ale chcemy przyciągać ich jeszcze więcej.
NADA nie opiera się wyłącznie na popularnych wykonawcach. W programie regularnie pojawiają się mniej znani artyści z Polski i zagranicy, nie brakuje też muzyków typowo lokalnych.
– Często słyszę od uczestników, że przyszli na koncert dużej gwiazdy, a przy okazji odkryli zespół, którego wcześniej nie znali. To jeden z celów festiwalu – mówi Wachowiak. – Mamy dwie sceny. Koncerty odbywają się na zakładkę. W tym roku ktoś przyjdzie dla COMY, ale pozna też na przykład jazzowy zespół Nene Heroin. To jest misja festiwalu i ostatnie z miejsc gdzie można poznać na zywo nowe zespołu. Dlatego też zapraszamy lokalnych artystów czy mniej znanych twórców z zagranicy. No i jeśli nie będziemy wspierać lokalnej sceny, trudno będzie mówić o jej rozwoju.
Muzyka, ale nie tylko
NADA rozwija również strefy towarzyszące. Na terenie festiwalu pojawiają się lokalni twórcy, strefy wypoczynku, punkty gastronomiczne oraz dodatkowe atrakcje pozwalające uczestnikom spędzić na miejscu cały dzień.
– Okej, głównym punktem festiwalu jest muzyka, ale nie da się słuchać muzyki przez cały dzień. Potrzeba przerwy, uspokojenia emocji. Właśnie dlatego stworzyliśmy strefy, w których wystawiają się lokalni twórcy, miejskie spółki, kluby sportowe… W zeszłym roku gościliśmy choćby toruńskie MPO i super było zobaczyć, jak ono działa tak mniej formalnie. Uczestnicy mogli pogadać z przedstawicielami, zapytać, co i jak. Fajne to było – wspomina Wachowiak. – Mamy też piłkarzyki, ping pong, strefy chillu z leżakami, rękodzieło, malowanki dla dzieci. Jest co robić, i to dla całych rodzin
Krzysztof "Kriz" Wachowiak zwracają także uwagę na dostępność wydarzenia. Seniorzy oraz dzieci do lat pięciu mogą uczestniczyć w festiwalu bezpłatnie.
– Seniorzy są często wykluczeni z uczestnictwa w kulturze. Wielu z nich po prostu nie stać na bilety. Dla niektórych koszt wejściówki na wydarzenie kulturalne to za duzy koszt. Dlatego u nas mogą wejść za darmo, pobawić się, spotkać ludzi i zobaczyć świat, którego być może wcześniej nie mieli okazji poznać. Dzięki temu tworzy się też rodzinne wydarzenie. Ktoś zobaczy, że seniorzy wchodzą za darmo i zabierze mamę, tatę, babcię, dziadka. Wszyscy wygrani.
"Tu nie mamy póki co nic, a będzie szczęście"
A nazwa? Skąd się wzięła? Czy to pierwsze litery jakiegoś tajemniczego hasła, które ma ważne znaczenie, na przykład dla organizatorów lub toruńskiej społeczności?
– Bardzo lubię historię nazwy NADA. W języku hiszpańskim oznacza "nic". Z kolei w języku bałkańskim oznacza "nadzieję" lub "szczęście". I gdzieś pomiędzy tymi znaczeniami znaleźliśmy nasze własne hasło: "Tu nie mamy póki co nic (festiwalu) a będzie szczęście".
To zdanie organizatorzy powtarzają pół żartem, pół serio. Dobrze oddaje ono charakter wydarzenia, które od początku miało być czymś więcej niż tylko serią koncertów.
– Festiwale są potrzebne ludziom. Polacy po prostu je kochają. Chcą się spotykać, przeżywać emocje, odkrywać muzykę i spędzać czas razem. My staramy się stworzyć przestrzeń, w której to wszystko może się wydarzyć.
Tegoroczna edycja NADA odbędzie w pierwszy weekend września w Centrum Targowym PARK. Na scenie zobaczymy takich artystów jak KACPERCZYK, Myslovitz, Kasia Lins, Waluś Kraksa Kryzys, Daniel Godson, Nene Heroine, COMA, IGO, Kerala Dust, Kasia Sienkiewicz, Livka, Omasta, Jakub Jan Bryndal, Łajka, Sklejam Słowa. Bilety dostępne są w serwisach biletyna.pl oraz goingapp.pl.
– Oby tylko dopisała pogoda, bo w zeszłym roku przez większość czasu lało. A jeśli nie dopisze, to też będzie fajnie – śmieje się Kriz. – Zapraszamy do udziału w NADZIE.