Mówi się, że dla beniaminków drugi sezon w wyższej klasie bywa trudniejszy niż pierwszy. Zgadza się pan z tą teorią?
- Rzeczywiście, jest w tym dużo racji. Zespół bezpośrednio po awansie bazuje na pozytywnych emocjach, wynikających z sukcesu. Jest też bardziej nieprzewidywalny, rywale dopiero uczą się gry beniaminka. W drugim sezonie jest trudniej, liga staje się codziennością, przeciwnicy znają już nasze mocne i słabsze strony. Jestem jednak przekonany, że w przypadku Drwęcy w tym drugim sezonie nie będzie żadnego problemu z motywacją.
Dołączył pan do Drwęcy w trakcie poprzednich rozgrywek, które ostatecznie zakończyliście na 7. miejscu. To solidna podstawa do czegoś więcej na przyszłość?
- W rundzie rewanżowej przegraliśmy tylko dwa mecze. Przekonaliśmy się, że przy odpowiedniej pracy i zaangażowaniu, możemy w tej lidze wygrać z każdym. Oczywiście, chcielibyśmy w nowym sezonie poprawić to 7. miejsce, być w czołówce, ale mam takie założenie, że musimy po prostu myśleć o kolejnym meczu. Tabela będzie tylko odzwierciedleniem naszego podejścia i szacunku do każdego przeciwnika.
Jest pan zadowolony z okresu przygotowawczego do nowego sezonu?
- Tak, choć mamy za sobą dużo zmian. Przyszli nowi zawodnicy, a moim głównym celem było jak najlepsze wprowadzenie ich w nasz sposób gry. Tym bardziej, że charakterystyki nowych graczy nieco różnią od tych, którzy odeszli. Mamy za sobą pięć sparingów z silnymi rywalami. Wyniki były różne. Wiadomo, że zawsze chcemy wygrać, jednak traktowaliśmy te mecze jako szansę na sprawdzenie pewnych założeń. Mam nadzieję, że zaprocentuje to w spotkaniach o stawkę.
Wspomniał pan o podejściu taktycznym. Jak ma grać Drwęca?
- Całą poprzednią rundę chcieliśmy grać poprzez posiadanie piłki, wysokim pressingiem i to wychodziło dobrze. Piłka nożna jest dla kibiców, dlatego Drwęca ma grać futbol, który dobrze się ogląda. Nie chcemy z gruntu dostosowywać się do przeciwników, choć wiem, że będą mecze, gdy to podejście trzeba będzie nieco zmienić, poszukać słabości. Dlatego też cieszę się, że dołączyli do nas zawodnicy, którzy umożliwią nam grę szybkim atakiem. Mam nadzieję, że dzięki temu staniemy się bardziej nieprzewidywalni. Ostatecznie, nadal wolę wygrać 1:0 niż przegrać 3:4.
Lokalna piłka nożna jest w dużej mierze oparta na finansowaniu z samorządu. Dlatego też nie brakuje opinii mieszkańców, że kluby takie jak Drwęca powinny odważnie stawiać na swoją młodzież. Jaką ma pan opinię na ten temat?
- Zgadzam się z tym podejściem. Jestem wręcz pewien, że 90 proc. ludzi związanych z kujawsko-pomorską piłką powie to samo, bo to pięknie brzmi. Ale życie często weryfikuje te opinie, co widzimy po kadrach niektórych klubów. Ja mogę mówić o tym, na co sam mam wpływ, czyli o kadrze Drwęcy. W ubiegłym sezonie mieliśmy w drużynie trzech obcokrajowców, bardzo fajnych ludzi i dobrych zawodników. Uznaliśmy jednak, że to nie jest nasz kierunek, dlatego zrezygnowaliśmy z tych piłkarzy. Jeszcze w rundzie wiosennej wprowadziliśmy trzech 16-latków, teraz mamy w pierwszym zespole trzech graczy z rocznika 2011 i czterech z rocznika 2010. Oprócz tego, namówiliśmy do powrotu piłkarzy pochodzących z Golubia-Dobrzynia, którzy rozwijali się w ostatnich latach w innych klubach. Zapraszamy też wyróżniających się juniorów na treningi pierwszego zespołu. Oczywiście, chcąc walczyć o pewne cele, kadrę trzeba uzupełniać też doświadczeniem, ale wydaje mi się, że u nas te proporcje są na zadowalającym poziomie.
W Golubiu-Dobrzyniu jest klimat do piłki?
- Frekwencja w poprzednim sezonie była naprawdę dobra, trybuny się zapełniały. Mamy też młodych kibiców i zalążki zorganizowanego dopingu. Fani Drwęcy są z nami także na wyjazdach. Bardzo to doceniamy i staramy się, jako klub, odwdzięczać profesjonalnie przygotowanym dniem meczowym. Dlatego jest u nas ciekawa oprawa, grill, sklepik z gadżetami. Chcemy, żeby każdy czuł się dobrze na stadionie.