Łódzka Moto Arena okazała się wyjątkowo szczęśliwa dla żużlowców toruńskiego klubu. Robert Lambert i Patryk Dudek zajęli dwa najwyższe stopnie podium rundy indywidualnych mistrzostw świata. Trzeci był Brady Kurtz, a czwarty Duńczyk Michael Jepsen Jensen. Jako ciekawostkę dodajmy, że i Kurtz, i Jensen w przeszłości też byli zawodnikami toruńskiego zespołu.
Dla Lamberta było to drugie zwycięstwo w turnieju Grand Prix w karierze i pierwsze od niemal dwóch lat. Poprzednio triumfował 14 września 2024 roku w duńskim Vojens.
Dudek dominował, Lambert zaatakował w decydującym momencie
Patryk Dudek od początku należał do najlepszych zawodników zawodów. W pięciu biegach zasadniczych odniósł aż cztery zwycięstwa. Dzięki temu bezpośrednio awansował do finału. Lambert musiał natomiast przebijać się przez bieg ostatniej szansy. Brytyjczyk wygrał swoją serię barażową, a najlepszy start zachował na najważniejszy moment wieczoru.
W finale Lambert objął prowadzenie po pierwszym wirażu i nie oddał go już do mety. Dudek przyjechał drugi, broniąc się przed atakami Kurtza.
– Nasz cel trochę się zmienił. Teraz chcemy walczyć o medal – przyznał po zawodach Lambert, który dzięki zwycięstwu włączył się do walki o najważniejsze trofeum w światowym żużlu.
Lambert traci tylko osiem punktów
Na trzy rundy przed zakończeniem sezonu sytuacja w czołówce jest niezwykle wyrównana. Brady Kurtz i Bartosz Zmarzlik mają po 109 punktów. Lambert traci do prowadzącej dwójki już tylko osiem. Punktów. Przy tak niewielkich różnicach może rmyśleć nawet o tytule indywidualnego mistrza świata.
Drugie miejsce ma również ogromne znaczenie dla Patryka Dudka. Reprezentant Polski po dwóch sezonach przerwy powrócił w 2026 roku do Grand Prix jako stały uczestnik. W Łodzi po raz pierwszy od tego powrotu zakwalifikował się do finału i od razu stanął na drugim stopniu podium.
Nie oznacza to, że Dudek czekał na podium od zakończenia sezonu 2023. W 2025 roku wystąpił z "dziką kartą" w Grand Prix Polski w Warszawie i zajął trzecie miejsce. Łódzki sukces jest jednak jego pierwszym podium po odzyskaniu stałego miejsca w cyklu.
Dzięki zdobyciu 18 punktów zawodnik PRES Grupy Deweloperskiej awansował z dziewiątej na piątą pozycję w klasyfikacji generalnej. To bardzo ważne, ponieważ miejsca w czołowej siódemce na koniec sezonu dają automatyczne prawo startu w przyszłorocznym cyklu.
Pierwszy taki sukces Torunia od 2013 roku
Poprzedni przypadek, kiedy dwóch zawodników toruńskiego klubu znalazło się na podium tej samej rundy Grand Prix, miał miejsce 29 czerwca 2013 roku w Kopenhadze. Zawody na stadionie Parken wygrał wówczas Darcy Ward, trzeci był Chris Holder, a czwarte miejsce zajął kolejny przedstawiciel Unibaksu Toruń – Tomasz Gollob.
Z kolei ostatni raz zawodnicy reprezentujący toruński klub dwa najwyższe miejsca w turnieju Grand Prix zajęli 6 września 2003 roku w Pradze. Zawody na stadionie Markéta wygrał wówczas Australijczyk Jason Crump, a drugi był Szwed Tony Rickardsson. Trzecie miejsce zajął Nicki Pedersen. Crump i Rickardsson byli wtedy zawodnikami Apatora Adriany Toruń. Co ciekawe, w sezonie 2003 trzy miesiące wcześniej, 28 czerwca w Kopenhadze, również zwyciężył Crump przed Rickardssonem. Trzeci był wówczas Greg Hancock.
Na kolejny toruński dublet na dwóch najwyższych stopniach podium trzeba było zatem czekać niemal 23 lata.
Do zakończenia sezonu pozostały trzy turnieje. Już 8 sierpnia najlepsi żużlowcy świata wystartują w Rydze. Następnie 12 września odbędzie się runda w Vojens. Wielki finał sezonu zaplanowano na 26 września w Toruniu.
To właśnie na Motoarenie mogą rozstrzygnąć się losy złotego medalu. Istnieje realna szansa, że przed toruńską rundą zarówno Lambert, jak i Dudek nadal będą walczyli o najwyższe miejsca w klasyfikacji. Dla miejscowych kibiców byłby to wymarzony scenariusz: decydujący turniej mistrzostw świata i zawodnicy toruńskiego klubu w gronie najważniejszych bohaterów sezonu.
Trzy ostrzeżenia Kawczyńskiego
Znacznie mniej powodów do zadowolenia miał w piątkowej rundzie SGP2 Antoni Kawczyński. Młodzieżowiec toruńskiego klubu, startujący w Łodzi z "dziką kartą", zaliczył kuriozalny występ – aż trzykrotnie został ukarany za poruszanie się przed zwolnieniem taśmy, przez co dwa razy był wykluczony z wyścigów. Kawczyński zdobył tylko dwa punkty biegowe i został sklasyfikowany na 16. pozycji, otrzymując jeden punkt do klasyfikacji generalnej SGP2.