Wrocławski duet BSK przypomniał, że nie bez przyczyny uznawany jest za ikonę matcha rapu porównywalną z Hubertem. Pomimo tego, że ich set otwierał dużą scenę o 17:40, publika zdawała się organicznie powiększać z każdym kolejnym wpadającym w ucho letniaczkiem płynącym ze sceny.
Omasta na drugiej scenie musiała się zmierzyć z najcięższą ulewą jaka miała miejsce na tegorocznej NADZie. Pomimo tych niedogodności fani młodego polskiego jazzu przybyli dość liczebnie. Krakowski kwintet przypomniał swój świetny zeszłoroczny materiał z płyty "Jazz Report from the Hood", jednocześnie zapowiadając nowy materiał zaprezentowanym singlem "In Your Face" pochodzącym z ich kolejnego projektu.
Bez stresu, słodkiego życia
Livka w magiczny sposób pomimo początkowego deszczu sprawiła swoją mieszanką indie popu, RnB i hip-hopu, że nad terenem festiwalu znów wzeszło słońce. Oczywiście nie zabrakło w setliście znanych zeszłorocznych współprac takich jak "Bez Stresu" z ostatniej płyty Taco Hemingway’a, czy "Obejmuję noce" nagranego z Pezetem. Jednocześnie Livka swoim autorskim materiałem udowodniła, że te głośne wydarzenia zeszłego roku to zaledwie początek jej drogi i ma do zaprezentowania o wiele więcej.
Kasia Sienkiewicz również pokazała, że jest nie tylko połówką Kwiatu Jabłoni, ale również broniącą się solową artystką. Widowiskowy występ z bogatym instrumentarium i pięknymi harmoniami wokalnymi przyciągnął na drugą scenę bardzo liczebny tłum. Niezaprzeczalnie pamiętnym momentem był cover "Słodkiego, miłego życia" z repertuaru Kombi przygotowany specjalnie na tą trasę.
Poszukiwanie brzmień
Coma niezaprzeczalnie zgromadziła największy i najbardziej rozśpiewany tłum tegorocznej edycji festiwalu. Kończąc swój sezon koncertowy w wielkim stylu. Piotr Rogucki wraz z jego zespołem z ciężkim sercem żegnał się z toruńską publiką, która od pierwszych do ostatnich taktów definitywnie czuła te utwory całymi sobą.
Dość dużym zaskoczeniem okazał się występ Kerala Dust zamykający line-up na drugiej scenie. Unikalne połączenie techno z elementami art-rocka i amerykańskiego bluesa w wydaniu londyńskiego zespołu przyciągnęło tłumy roztańczonych słuchaczy, którzy byli wciąż głodni muzycznych wrażeń pomimo późnej pory.
Koncert Kerala Dust pokazał, jak ważnym komponentem całości NADY jest poszukiwanie muzycznych obiecujących brzmień także poza granicami naszego kraju.
To była naprawdę treściwa edycja. Ciekawe co Krzysztof "Kriz" Wachowiak szykuje na kolejny festiwal NADA, który odbędzie się 3-4 września 2027 r.? Wydaje się, że potencjał tego toruńskiego muzycznego święta jest praktycznie niewyczerpany, a każda kolejna odsłona jest coraz bardziej doszlifowana i widowiskowa.