Połączyła ich miłość do... jedzenia. Polsko-hinduskie małżeństwo edukuje i gotuje!
Rodowita Torunianka i przybysz z dalekich Indii poznali się przez przypadek. Ich związek od samego początku był pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji. Różnice kulturowe, inne doświadczenia i oczekiwania wzbudzały w małżonkach szereg wątpliwości, ale Alicja i Rishi nie pozwolili, aby złe emocje wzięły górę. Do dzisiaj są szczęśliwym małżeństwem. W samym centrum Torunia powadzą wspólnie restaurację Indieat. Od kilku tygodni przeżywają kolejną życiową rewolucję i przyzwyczajają się do ról mamy i taty niespełna dwumiesięcznej Nadziei.
Indieat przy Małych Garbarach to miejsce oferujące tradycyjny hinduski street food i kuchnię pandżabską – bo właściciele przykładają dużą wagę do tego, aby podkreślać regionalność serwowanych potraw. Mały lokal pachnący aromatycznymi przyprawami, w którym słychać tradycyjną muzykę z różnych rejonów Indii był spełnieniem marzeń Alicji Szostkiewicz, wykładowczyni, pedagożki związanej z jedną organizacją pozarządową działającą w regionie oraz Rohita Rishiego, nazywanego przez znajomych "Rishim", który przyjechał do grodu Kopernika rozpocząć drugi kierunek studiów (pierwsze ukończone studia inżynierskie). W tym roku mija 9 lat od kiedy zaczęli być parą.
- Poznaliśmy się w nieistniejącym już pubie w centrum Torunia. Zapoznali nas ze sobą wspólni znajomi. Fascynację sobą poczuliśmy od razu. Stosunkowo szybko podjęliśmy decyzję o tym, że chcemy być razem i założyć rodzinę – wspomina Alicja Szostkiewicz. - Nasze wesele było totalną mieszkanką polskich i hinduskich tradycji. Oboje nie jesteśmy zbyt religijni dlatego zdecydowaliśmy się na ślub cywilny. Na naszym weselu bawili się najbliższa rodzina i bardzo dużo naszych przyjaciół. Podczas uroczystości pojawił się motyw rodem z Pandżabu – swój wieczór panieński spędzałam w Łodzi. Wstąpiłam do jednego z hinduskich sklepów i okazało się, że właściciele znali bębniarza Fruttiego – występ bębniarza jest bardzo ważną tradycją oczepinową w rodzinnych stronach mojego męża – bardzo oboje się cieszyliśmy że Frutti dołączył do naszego weselnego zespołu, który składał się z 10 osób.
Alicja zdradza, że podczas wesela rzucała welonem, żeby wybrać kolejną Pannę Młodą, a Rishi oddał krawat następnemu kawalerowi, który zgodnie z tradycją rychło miał stanąć na ślubnym kobiercu. Goście obserwowali także jak małżonkowie zakładają sobie wieńce na głowy i są podrzucani przez weselników – to obrzęd obecny na większości wesel w Indiach.
Rishi jest bardzo przywiązany do swojej kultury i tradycji. Jednak Polskę traktuje jak swój drugi dom. Mówi o sobie, że jest pół hindusem i pół Polakiem. Są jednak rzeczy, które ciągle bardzo go zaskakują.
- Jest tu bardzo zimno i to jest moje zaskoczenie "wyjątkowo na plus". Alicja zawsze powtarza, że ją oszukuje że pochodzę z Indii bo mi jest zawsze ciepło. Na plus oceniam także to, jak w Toruniu jest czysto i jak zielono – przyznaje Rohit Rishi. - Zaskoczyło mnie także, że członkowie najbliższych rodzin mieszkają osobno. W Indiach ewentualnie po ślubie, żona zmienia miejsce zamieszkania i rozpoczyna życie w domu męża.
Małżonkowie już kilka razy odwiedzili Indie. Dla Alicji, która całe życie dużo podróżowała, są to zawsze szczególne wyprawy.
- Hindusi są bardzo otwarci i gościnni – zapraszają nawet nieznajomych do swoich domów i częstują ich wszystkim, co mają. Mówimy, że święta czy spotkania rodzinne w Polsce obfitują w nadmiar dobrego jedzenia, ale po każdej wizycie w Indiach zawsze wracam przynajmniej 3 kg cięższa – żartuje małżonka Rishiego. - Na początku spotkania gospodarze częstują gości wodą, suszonymi owocami i orzechami. Potem jest pora na herbatę z mlekiem i korzennymi przyprawami, która w zależności od regionu nazywa się masala chay, albo masala tea. Do napoju serwowana jest samosa (indyjski odpowiednik pieroga – red.) albo herbatnik. Główne danie składa się z ryżu, domowego chleba – roti czy naan – oraz sosów i domowych pikli. Posiłek w Indiach się celebruje, rozmawia się, dzieli jedzeniem, próbuje różnych rzeczy. Oni stawiają na świeżość. Mięso kupuje się w specjalnych sklepach, w którym wybrany przez nas kurczak jest ubijany i sprawiany na miejscu. Od momentu wyboru do otrzymania mięsa mija maksymalnie 10 minut.
Torunianka zaznacza, że w Indiach jest bardzo dużo ludzi i pojazdów, zatem jest głośno. To też kraj wielokulturowy i wieloreligijny, cały czas słychać więc nawoływania do wspólnej modlitwy, mantry czy inne widowiskowe obrzędy sakralne. Ponieważ jedzenie i w Polsce i w Indiach odgrywa szczególną rolę, a oboje mieli doświadczenie w gastronomii i zamiłowanie do gotowania to zdecydowali się otworzyć w Toruniu restaurację z tradycyjnym indyjskim street-foodem.
- Kiedy przyjechałem do Torunia na studia to chciałem dorobić sobie do stypendium. Kocham śpiewać i występować, dlatego poszedłem do jednej z istniejących w mieście hinduskich restauracji i zapytałem, czy nie potrzebują kogoś, kto zapewni gościom rozrywkę. Potem pracowałem w jednej z kebabowni, aż w końcu otworzyłem dwa swoje punkty z kebabem – jeden w Brodnicy, drugi w Chełmży. Zdecydowałem się je zamknąć bo te miasta były wówczas trudnym rynkiem. Potem przyszła pandemia i podczas przymusowej izolacji mogliśmy z Alą zastanowić się, co dalej – opowiada Rishi.
Alicja przez wiele prowadziła w Toruniu rodzinny lokal. Dlatego kiedy mąż powiedział, że chciałby spróbować otworzyć restaurację z tradycyjnym indyjskim jedzeniem, to wiedziała, że musi go wesprzeć.
- Rishi bardzo chciał pokazać mieszkańcom i mieszkankom Torunia swoją kulturę, a najłatwiej to czynić poprzez jedzenie. Pomysł od razu mi się spodobał. Kiedy pandemia się skończyła to znaleźliśmy lokal niemalże w centrum starówki. Jako edukatorka wiedziałam, że chcę także edukować naszych gości i wszystkich, którzy są ciekawi, jak naprawdę smakują Indie a także chcę opowiadać i pokazywać jak wygląda tam życie społeczne - dodaje.
Małżonkowie prowadzą także warsztaty dla grup zorganizowanych (na miejscu oraz wyjazdowe), co roku zapraszają Torunian i mieszkańców regionu do wspólnego obchodzenia głównych hinduskich świąt m.in. Divali (święto ku czci bogini Lashmi, upamiętniające powrót Ramy do Ayodhya – red.) celebrowane w listopadzie lub na początku grudnia. Koncept stworzony w Indieat wyróżnia się autentycznością i pokazuje różnorodność kuchni rodem z Indii - w menu znajdują się nie tylko potrawy ostre i nie ma w nich barwników. Lokal prowadzony jest w nurcie zero waste, Gościom oferowana jest bezpłatna woda ( jeśli maja takie życzenie), O tym, jak gotuje Rishi oraz Ganesh (drugi kucharz) może przekonać się odwiedzając to klimatyczne miejsce przy Małych Garbarach 21. Menu można znaleźć na oficjalnym fanpeg'u restauracji na Facebooku lub Instagramie.
Od kilku miesięcy właściciele dzielą swój czas pomiędzy obowiązki zawodowe i opiekę nad niespełna dwumiesięczną Nadzieją Szostkiewicz-Rishi – bycie rodzicami to najważniejsza rola w życiu tej polsko-hinduskiej pary.
Adrian Aleksandrowicz, redaktor naczelny portalu Metropolia Toruńska .pl