Łączy świat dźwięku ze światem ciszy. Jest jedną z niewielu tłumaczek PJM w regionie
Sonia Rosa to CODA, słyszące dziecko, niesłyszących rodziców. Polskim językiem migowym (PJM) włada praktycznie od urodzenia i dlatego postanowiła uczynić z tego swój sposób na życie. Poza działalnością edukacyjną przyjmuje coraz więcej zleceń translatorskich, z czego zdecydowana większość dotyczy spektakli, happeningów i innych przedsięwzięć artystycznych.
Wychowała się w domu, gdzie cisza była codziennością. Nauczyła się czerpać z niej wartość i podejmować szereg działań, które zbliżają do siebie światy ludzi słyszących i niesłyszących.
- Od urodzenia funkcjonowałam w tych dwóch światach jednocześnie. Polski język migowy był moim pierwszym językiem i naturalnym sposobem komunikacji w domu, a świat dźwięków i języka fonicznego poznawałam równolegle – głównie poza nim: w przedszkolu, szkole, wśród rówieśników – wspomina Sonia. - Moje dzieciństwo różniło się znacząco od dzieciństwa moich rodziców. Oni dorastali w rodzinach słyszących, często bez dostępu do pełnej, naturalnej komunikacji. Nierzadko doświadczali niezrozumienia, samotności i konieczności dostosowywania się do świata, który nie był projektowany z myślą o nich. Ja natomiast dorastałam w domu, w którym komunikacja była pełna, emocjonalna i dostępna – język migowy dawał mi poczucie bezpieczeństwa, bliskości i sprawczości. Z drugiej strony bardzo wcześnie weszłam w role "dorosłe": tłumaczyłam, pośredniczyłam. Jako dziecko CODA często brałam na siebie odpowiedzialność, której rówieśnicy nie znali – i to również mnie ukształtowało. Dało mi ogromną wrażliwość społeczną, empatię i uważność na dostępność, ale bywało też obciążające.
Dorastając w domu ciszy Sonia zrozumiała, że jej niesłyszący rodzice musieli walczyć o bycie rozumianymi. Sama przekonała się, jak krucha bywa komunikacja i jak łatwo przez to skazać drugą osobę na wykluczenie społeczne. Te doświadczenia do dziś wpływają na jej wybory zawodowe i społeczne oraz na zrozumienie sensu relacji, języka i tożsamości.
Jako dziecko CODA często brałam na siebie odpowiedzialność, której rówieśnicy nie znali – i to również mnie ukształtowało. Dało mi ogromną wrażliwość społeczną, empatię i uważność na dostępność, ale bywało też obciążające
Sonia zawodowo zajmuje się m.in. tłumaczeniem na PJM. Mimo ogromnego doświadczenia bardzo wzbraniała się przed podjęciem się takiej roli.
- Od dziecka mówiłam sobie, że nigdy nie zostanę tłumaczką, ponieważ znałam tylko jeden aspekt tłumaczeń - w urzędach i u lekarza. Nie wiem jak, ale wybitna liderka dostępności, która pracowała w Teatrze Wilama Horzycy Katarzyna Peplinska-Pietrzak, napisała do mnie z prośbą o przetłumaczenie spektaklu na PJM. Było to ogromne wyzwanie, zwłaszcza dla osoby, która nie miała wcześniej doświadczenia w tego typu tłumaczeniach. Podjęłam się tego zadania. Na scenie poczułam, że to jest droga dla mnie, zebrałam opinię od g/Głuchych będących na tym spektaklu i zdecydowałam się rozwijać w tym kierunku. Miałam szczęście trafić na wyrozumiałą publikę, wspaniałą koordynatorkę dostępności, przekochane aktorki i reżysera, którzy byli otwarci na moje pomysły, jak sprawić, aby odbiór w PJM był najbardziej zbliżony do odbioru w języku polskim. Jestem im za to ogromnie wdzięczna! - przyznaje tłumaczka.
Sonia współpracuje również z Wojewódzkim Ośrodkiem Animacji Kultury, z zespołem, który ze całych sił walczy o dostęp do kultury dla osób wykluczonych – w tej misji jedna z niewielu tłumaczek PJM z doświadczeniem w realizacji przedsięwzięć artystycznych jest niezwykle cenną sojuszniczką.
- Sonia Rosa jako tłumaczka PJM jest dla mnie kimś, bez kogo trudno wyobrazić sobie pracę nad dostępnością. Jej obecność sprawia, że osoby g/Głuche są naprawdę widziane, a nie tylko "dopisane" do wydarzeń. Zawsze mogę liczyć na jej uważność i konsultacje, które pomagają mi robić rzeczy związane z dostępnością lepiej i sensowniej – zapewnia Patrycja Gancarczyk koordynatorka dostępności w WOAK-u.
Praca tłumaczki przy spektaklach, happeningach i performance każdorazowo jest nowym, cennym doświadczeniem, chociaż zupełnie innym niż nieco bardziej standardowe "zlecenia".
- Mam osobowość empatyczną, dlatego zachowanie pełnej etyki tłumaczeń wymaga ode mnie dystansu do sytuacji. Tłumaczenia artystyczne, w mojej opinii, są dla osób, które kochają kulturę i potrafią ją zrozumieć. W tłumaczeniach kieruję się zasadą: zawsze muszę rozumieć co tłumaczę. W niektórych mogę też pokazać swoją artystyczną stronę, którą odkryłam dopiero podczas pracy. Cieszę się, że instytucje powoli stają się miejscem w którym chce się przeżywać, a nie tylko patrzeć na eksponaty. Ogromną przyjemność czerpię także z pracy dydaktycznej. Często spotykam się z osobami, które na temat PJM i g/Głuchych nie wiedzą absolutnie nic i są przerażone konceptem nauki języka przestrzenno-wizualnego. Zawsze cieszy mnie, kiedy ci najbardziej przestraszeni już na następne zajęcia przychodzą z pytaniami i z chęcią nauki. Bardzo zależy mi aby być najlepszą edukatorką, bo widziałam nie raz reakcje głuchych, jak ktoś potrafił zamigać zwykłe "dzień dobry". Mam wielu chętnych i wspaniałych uczniów, a zaangażowanie w naukę jest obustronne. – opowiada tłumaczka PJM.
Według Sonii postęp w dziedzinie dostępności, jaki dokonał się w ciągu ostatnich lat, jest ogromny. Ale skala potrzeb i brak ich zrozumienia są niestety jeszcze większe.
- W mojej opinii dostępność profesjonalnych tłumaczeń w PJM, nadal w niektórych miejscach jest walką, a nie prawem. Brakuje mi też dialogu, ponieważ ja mogę myśleć jedno (zwłaszcza będąc głównie w kulturze), a g/Głusi mają inną perspektywę i chciałabym najbardziej zadać to pytanie im, zgodnie z zasadą "nic o nas bez nas". Bo kto lepiej wie, czego potrzebują g/Głusi, niż oni sami? Mam wiele pomysłów na kolejne działania, ale myślę, że trzeba przed ich realizacją rozpocząć dialog. Chciałabym skończyć ze schematem gdzie słyszący - nawet CODA jak ja – wymyślają, co jest najlepsze. Chciałabym, aby w naszym regionie powstało miejsce, w którym można się spotkać i zapytać: "Jakiej oferty oczekujecie? Co Was interesuje?". Większość miejsc, w których pracuję jest na to bardzo otwarta, jednak otwieranie drzwi, które tak długo były zamknięte jest bardzo trudne. Mam nadzieję że taki moment nastanie i g/Głusi poczują się w instytucjach kultury jak w drugim domu – dodaje.
Zapytana o literaturę, która pozwoli osobom słyszącym zrozumieć świat ciszy, Sonia poleca przede wszystkim książkę "Głusza" Anny Goc, bo uznaje są jako lekturę obowiązkową i bardzo uświadamiającą.
Adrian Aleksandrowicz, redaktor naczelny portalu Metropolia Toruńska .pl