Ambasadorzy metropoliiMężczyźni o tym nie mówią, a powinni! Jak swoją walkę z nowotworem jądra wspomina Marcin?

Mężczyźni o tym nie mówią, a powinni! Jak swoją walkę z nowotworem jądra wspomina Marcin?

Marcin Ostajewski kilka lat temu zmagał się z nowotworem jądra. Swoje leczenie i powrót do zdrowia relacjonował online, aby uświadomić wszystkich, a zwłaszcza bardzo młodych mężczyzn, jak ważne są profilaktyka i świadomość. Nadal jest w kontakcie z kilkoma osobami, które przekonał do odwiedzić u urologa, a zapytany o to, jak można zburzyć tabu, które narosło wokół chorób nowotworowych przyznaje: "Edukacji zawsze jest za mało!"

Marcin Ostajewski
Marcin Ostajewski
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne | Archiwum prywatne

Jak dowiedziałeś się o chorobie? Co cię zaniepokoiła i skłoniło do pójścia do lekarza?

- Dowiedziałem się dzięki żonie oraz szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Skręt jądra wskutek delikatnej zmiany kształtu zdecydowanie zwrócił moją uwagę z uwagi na silny ból, ale gdyby moja obecna żona nie wygoniła mnie tego samego dnia na prywatną wizytę u urologa, to bym pewnie trafił na stół zdecydowanie za późno.

Jak wyglądało twoje leczenie od momentu postawienia diagnozy?

- Od razu od urologa (którego USG zaniepokoiło na tyle, że nie przyjął płatności za wizytę) trafiłem na SOR z poleceniem symulowania skrętu w celu szybkiej diagnozy. Dwa dni później byłem już po orchidektomii (chirurgiczne usunięcie jądra – red.). Mimo braku naciekania i wykrycia w badaniu histopatologicznym najmniej złośliwego nasieniaka, po pół roku wróciłem do leczenia po wykryciu przerzutu do węzłów zaotrzewnowych. Chemioterapia w schemacie BEP składała się z 3 cykli po 3 tygodnie, z czego w normalnych warunkach spędza się w szpitalu pierwszy tydzień każdego cyklu. U mnie przy drugim cyklu przypałętała się infekcja, co skutkowało pełnym miesiącem w szpitalu. Po wszystkim pozostały już jedynie regularne kontrole.

Czego się nie spodziewałeś będąc w procesie leczenia? Czy po chemioterapii np. twój organizm reagował na pewne bodźce tak skrajnie inaczej?

- Każdy kojarzy chemioterapię z utratą owłosienia, co owszem jest dość częstym skutkiem ubocznym, jednak bardziej dokuczliwe były zaburzenia smaku - metaliczny posmak w ustach i niemal brak odczuwania smaku jedzenia w początkowych dniach każdego cyklu. Parę lekkich zadrapań skóry skutkowało dermografią (delikatne czerwone blizny wskutek słabszej odbudowy naskórka – red.), ale to właściwie tyle.

Marcin w trakcie leczenia
Marcin w trakcie leczenia© Archiwum prywatne | Archiwum prywatne

O czym muszą pamiętać wszyscy młodzi mężczyźni?

- O regularnym samobadaniu i monitorowaniu zmian twardości czy wielkości jąder.

Kto był dla ciebie największym oparciem?

- Moja partnerka (później żona) Irmina. Oczywiście bardzo pomagali i odwiedzali mnie regularnie także rodzice, siostra, kuzynostwo, wujostwo, ciężko wymienić wszystkich. Na swój sposób terapeutycznie zadziałał też nasz kotek Fenol, który, po chwilowym zdziwieniu po moim powrocie do domu, rozpoznał w łysym i dziwnie pachnącym mężczyźnie swojego opiekuna.

O swoich doświadczeniach z chorobą mówiłeś otwarcie od samego początku, czy to sprawiło, że inni mężczyźni odzywali się do ciebie i zadawali pytania, szukali rady?

- Na wykopie (#atencyjnyrak), Facebooku i innymi kanałami starałem się przekazywać na bieżąco jak najwięcej z mojego leczenia, po to, by innym było potem łatwiej oswoić się z tym, czego mogą doświadczyć. Nieco przy okazji pomogło to też w popularyzacji samej wiedzy o nowotworach jąder u młodych mężczyzn i samobadaniu. Najważniejsze jednak, że w toku rozmów online udało mi się wysłać na badania kilku facetów, którym faktycznie wykryto nowotwory jąder. Kiedy ostatni raz się słyszeliśmy, byli po leczeniu. Z częścią zresztą wciąż utrzymuję kontakt.

Marcin Ostajewski tuż po zakończeniu leczenia
Marcin Ostajewski tuż po zakończeniu leczenia© Archiwum prywatne | Archiwum prywatne

Jak oceniasz wszystkie działania profilaktyczne i edukacyjne, słynną akcję "Movember" zwaną też "Wąsopad"? One przynoszą określony efekt, czy to ciągle za mało?

- Edukacji jest zawsze za mało. Przede wszystkim w szkole, bo choroby układu płciowego są tematem trudnym, wywołującym zakłopotanie lub ucieczkę w śmiech. Nadal niska jest także świadomość tego, że na nowotwór jądra może zachorować trzynastolatek. Myślimy o nowotworach męskich przez pryzmat raka prostaty, kojarząc je z mężczyznami po 50 roku życia. Każda akcja edukacyjna, zwłaszcza robiąca szum online, to świetna rzecz, jeśli tylko udaje się trafić do młodych. Jeszcze kilka lat temu odwiedzałem szkoły średnie w Toruniu razem z twórcami akcji "Odważni Wygrywają", służyłem też radą punktom badań w ramach akcji "Movember". Wiem, że to niewiele w skali kraju, ale każdy świadomy facet się liczy.

Adrian Aleksandrowicz, redaktor naczelny portalu Metropolia Toruńska .pl

Wybrane dla Ciebie