- Metropolia Toruńska jest przyszłością – mówi wójt gminy Obrowo Andrzej Wieczyński

Z wójtem gminy Obrowo Andrzejem Wieczyńskim rozmawiamy o rozwoju gminy Obrowo, inwestycjach i planach na przyszłość.

Wójt Andrzej WieczyńskiWójt Andrzej Wieczyński
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | FB
Marcin Zawadzki

Jak się żyje w Metropolii Toruńskiej? Jak gmina Obrowo odnajduje się w tej nowej strukturze?

Jeżeli chodzi o gminę Obrowo, jestem spokojny. Realizujemy programy i inwestycje, na które wcześniej pozyskaliśmy środki w ramach Miejskiego Obszaru Funkcjonalnego Torunia. Byłem wówczas członkiem zarządu i udało się wpisać do programu inwestycyjnego wiele ważnych przedsięwzięć na terenie naszej gminy.

Nazywam je inwestycjami w przyszłość. Są realizowane przede wszystkim z myślą o młodym pokoleniu, ale również o zwiększaniu dochodów gminy. To bardzo ważne, szczególnie w kontekście coraz częściej poruszanego problemu niżu demograficznego.

Jakie konkretnie inwestycje ma pan na myśli?

We wrześniu planujemy oddać do użytku nowe przedszkole ze żłobkiem w Obrowie. To bardzo ważna inwestycja i również spełnienie mojego marzenia. Do tej pory przedszkole działało w prywatnym obiekcie, który z czasem przestał odpowiadać naszym potrzebom. Dzieci przybywało, natomiast możliwości lokalowe budynku pozostawały ograniczone.

Na realizację tej inwestycji otrzymaliśmy ponad osiem milionów złotych. Dzięki temu od 1 września dzieci będą mieć do dyspozycji nowoczesny i dobrze przygotowany obiekt.

Muszę jednocześnie przyznać, że zarówno w ubiegłym, jak i w tym roku spadek liczby urodzeń jest już bardzo widoczny. Myślę, że przez najbliższe dwa lub trzy lata gmina Obrowo nie odczuje jeszcze poważnie skutków niżu demograficznego, ale później może się to zmienić. Dlatego również tę inwestycję traktuję jako przedsięwzięcie przyszłościowe, które być może przyczyni się do tego, by ten narastający problem trochę zahamować.

Jakie inne zadania udało się wpisać do programu?

Ważnym przedsięwzięciem jest rewitalizacja stawu w Obrowie i stworzenie wokół niego miejsca rekreacji oraz wypoczynku. Bardzo zależało mi na tym, aby ten staw uporządkować i zagospodarować jego otoczenie.

Nie będzie to typowe kąpielisko, ale miejsce przeznaczone zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Będzie można tam usiąść, odpocząć, a w przyszłości być może również łowić ryby. Ma to być teren typowo rekreacyjny. Koszt inwestycji wynosi ponad 1,2 miliona złotych.

Kolejne zadanie dotyczy zagospodarowania terenu w centrum Osieka nad Wisłą. Kupiliśmy tam działkę, na której powstanie miejsce wypoczynku. Będą również miejsca parkingowe. W pobliżu znajduje się kościół i remiza, odbywają się uroczystości kościelne i świeckie, dlatego potrzebna jest przestrzeń, w której mieszkańcy będą mogli się spotkać, usiąść i odpocząć. Będzie to teren, jak ja to nazywam, do refleksji nad życiem.

Wójt Andrzej Wieczyński
Wójt Andrzej Wieczyński © Licencjodawca | FB

Brzmi to jak miejsce jak najbardziej przyjazne seniorom.

Sam jestem już blisko wieku senioralnego, jestem dziadkiem, więc być może również dlatego tak to odbieram. Chciałbym jednak, żeby była to przestrzeń dla wszystkich mieszkańców.

Ważnym miejscem w gminie jest także dworzec kolejowy w Obrowie.

Tak. Kiedyś PKP chciały sprzedać ten budynek i się go pozbyć. Gmina wystosowała wiele pism i próśb do dyrekcji kolei. Cała procedura trwała bardzo długo.

Z mojej strony padła wtedy gwarancja, że przejmiemy teren i budynek, ponieważ chcemy przygotować je z myślą o przyszłości transportu kolejowego. Niektórzy się z tego śmiali, bo w tamtym czasie pociągi pasażerskie tam nie jeździły. Po siedmiu czy ośmiu latach temat kolei jednak powrócił.

Gmina Obrowo przejęła obiekt aktem notarialnym. Pozyskaliśmy środki zewnętrzne, a dworzec został pięknie wyremontowany i zmodernizowany. Uporządkowaliśmy również teren wokół niego.

Teraz realizujemy drugi etap, czyli budowę parkingów z prawdziwego zdarzenia. Mają one służyć pasażerom korzystającym z transportu kolejowego, ale również pozostałym mieszkańcom. Na to przedsięwzięcie także udało się zdobyć ponad milion złotych.

Wśród planowanych inwestycji znalazły się również świetlice i remizy. Czy rzeczywiście istnieje potrzeba ich dalszego rozbudowywania?

Taka potrzeba istnieje. Ustawa o ochronie ludności nakłada na samorządy wiele nowych obowiązków. Dlatego świetlica w Zębowie, na której modernizację otrzymaliśmy ponad 500 tysięcy złotych, zostanie rozbudowana i oddana do dyspozycji mieszkańców, ale będzie miała również znaczenie w systemie ochrony ludności.

W razie potrzeby mogłaby służyć jako miejsce schronienia albo tymczasowej ewakuacji. Nie będzie to schron w ścisłym znaczeniu tego słowa, ale obiekt odpowiednio zabezpieczony, wyposażony w kuchnię i podstawowe zaplecze potrzebne w sytuacji kryzysowej.

Obyśmy nigdy nie musieli wykorzystywać go w taki sposób. Klimat jednak się zmienia i musimy być przygotowani na niespodziewane wydarzenia. W 2015 roku przeżyłem trąbę powietrzną w Zawałach. Wtedy uświadomiłem sobie, jak mały jest człowiek wobec sił natury. Pojawia się później pytanie, co można było wcześniej zrobić i jak lepiej przygotować się na podobne zdarzenia.

Od tamtej pory moja polityka inwestycyjna stała się jeszcze bardziej nastawiona na przyszłość. Każdy, kto zarządza samorządem, powinien patrzeć do przodu i zastanawiać się, co pozostawi młodemu pokoleniu.

Podobne prace są prowadzone także w remizach?

Tak. Trwa generalny remont i rozbudowa remizy w Zawałach. Obiekt ma służyć nie tylko mieszkańcom podczas spotkań i uroczystości, ale także zapewniać odpowiednie zabezpieczenie przeciwpożarowe. Ponad 20 lat temu, kiedy mówiłem, że ochotnicze straże pożarne będą bardzo ważnym elementem systemu bezpieczeństwa, niektórzy również się ze mnie śmiali. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Jeżeli chodzi o samochody i wyposażenie jednostek, jesteśmy na wysokim poziomie i możemy być z tego dumni.

Pozostały nam jeszcze dwa obiekty wymagające kompleksowej modernizacji: remizy w Zawałach i Osieku nad Wisłą. W Zawałach prace już trwają, natomiast w przypadku Osieka mamy podpisaną umowę z wykonawcą.

Wspomniał pan również o koncepcji "schronu rodzinnego". Na czym miałaby ona polegać?

To pomysł, którego prawdopodobnie nie uda mi się już w pełni zrealizować, ponieważ jest to moja ostatnia kadencja. Opracowałem jednak dwie dokumentacje i nazwałem ten projekt "schronem rodzinnym".

Coraz głośniej mówi się o tym, że nie jesteśmy odpowiednio przygotowani do ochrony ludności zarówno w przypadku konfliktu zbrojnego, jak i gwałtownych zjawisk klimatycznych.

Taki obiekt mógłby mieć dwie funkcje. W czasie pokoju służyłby na przykład do przechowywania produktów rolnych, zapraw czy zapasów. Natomiast w sytuacji zagrożenia mógłby zostać wykorzystany jako miejsce schronienia. Takie schrony rodzinne mogłyby powstać przy każdym domu, dopiero budowanym czy też istniejącym. Na pewno jest to pomysł, który warto rozważyć.

To oczywiście nie jest zadanie, które można zrealizować w ciągu jednego roku. Potrzebny byłby program rozpisany przynajmniej na 15 lub 20 lat, realizowany przy wsparciu środków samorządowych, rządowych, a w niektórych przypadkach również prywatnych.

Pamiętam, że jako dziecko jeździłem do dziadków, którzy mieli gospodarstwo. Babcia miała ziemiankę, którą nazywaliśmy piwnicą. Była znakomicie wykonana: miała ceglane sklepienie, była przykryta ziemią i porośnięta trawą. Przechowywano tam ziemniaki i inne produkty rolne.

Można więc w pewien sposób wrócić do dawnych, sprawdzonych rozwiązań, oczywiście wykorzystując dzisiejszą wiedzę i technologię. To element mojej filozofii przygotowywania się na różnego rodzaju zagrożenia.

Wójt Andrzej Wieczyński w Urzędzie Gminy
Wójt Andrzej Wieczyński w Urzędzie Gminy © Licencjodawca | FB

Gmina Obrowo w ciągu ostatnich dwóch dekad zmieniła się bardzo wyraźnie. Od czego zaczynał pan jej przebudowę?

Gmina dynamicznie się rozwija i bardzo się zmieniła, oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Wiem, że zawsze znajdą się osoby, które będą narzekały, ale nikt nie odbierze nam tego, jak ogromna zmiana nastąpiła w ciągu ponad 20 lat. Kiedy w 2002 roku rozpocząłem swoją pracę jako Wójt Gminy Obrowo, koncentrowałem się na inwestycjach podstawowych. Najważniejsze były dla mnie edukacja, kanalizacja, uporządkowanie całego systemu infrastruktury i rozwój bezpieczeństwa, szczególnie w postaci wspomnianej Ochotniczej Straży Pożarnej .

Rozbudowaliśmy i zmodernizowaliśmy szkoły oraz sale gimnastyczne. Kiedy zaczynałem, mieliśmy tylko jedną salę gimnastyczną. Dzisiaj dysponujemy obiektami między innymi w Brzozówce, Dobrzejewicach i Osieku nad Wisłą. Powstały też mniejsze obiekty sportowe i boiska, orliki.

Teraz oddajemy nowe przedszkole ze żłobkiem. Mogę więc powiedzieć, że jeżeli chodzi o warunki edukacyjne sytuacja w gminie jest bardzo dobra.

Drugim filarem była infrastruktura wodociągowa i kanalizacyjna?

Tak. Starsi mieszkańcy pamiętają, jak duże problemy z wodą występowały jeszcze w 2002 roku. Wody po prostu brakowało. Dzisiaj system wygląda zupełnie inaczej. Zmodernizowaliśmy stacje uzdatniania wody i rozbudowaliśmy sieć. Przygotowujemy również dokumentację kolejnej stacji, która ma zabezpieczyć potrzeby mieszkańców w przyszłości. Podczas wysokich temperatur pojawiały się miejscowe problemy ze spadkiem ciśnienia, szczególnie w wyżej położonych budynkach. To pokazuje, że nadal musimy inwestować. Wybudowaliśmy także zbiornik retencyjny w Obrowie, a kolejny chcemy stworzyć w Silnie. To również inwestycje przyszłościowe, ponieważ mieszkańców jest coraz więcej, a wraz z ich liczbą rośnie zapotrzebowanie na wodę.

Wróćmy do demografii. Z jednej strony realizujecie inwestycje z myślą o przyszłości, z drugiej – w całej Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Czy nie obawia się pan, że w pewnym momencie zabraknie osób korzystających z nowych obiektów?

Gmina Obrowo jest jedną z młodszych gmin w województwie, a być może również w Polsce. Wynika to przede wszystkim z osiedlania się tutaj młodych ludzi i budowania nowych domów.

Dane pokazują, że mamy duży udział osób w wieku produkcyjnym oraz młodych rodzin. Dzięki temu gmina nadal dynamicznie się rozwija i, moim zdaniem, ma przed sobą dobrą przyszłość.

Niż demograficzny oczywiście do nas dotrze, ale jesteśmy na niego przygotowani lepiej niż niewielkie gminy liczące pięć lub sześć tysięcy mieszkańców.

Obecnie na terenie gminy mieszka ponad 21 tysięcy osób, a liczba zameldowanych zbliża się do 20 tysięcy. Tymczasem w 2002 roku mieliśmy około dziewięciu tysięcy mieszkańców.

Liczba mieszkańców wzrosła więc ponad dwukrotnie.

Tak, a to spowodowało ogromny wzrost potrzeb inwestycyjnych. Trzeba było przyjąć określoną filozofię zarządzania i w pewnym sensie zostać wizjonerem – próbować zobaczyć gminę taką, jaka powinna być za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat. Pamiętam, jak po wyborze na wójta długo zastanawiałem się, co chciałbym w tej gminie zrobić i co rzeczywiście jest możliwe.

Oczywiście niczego nie realizuje się samodzielnie. Potrzebna jest rada gminy, pracownicy urzędu, mieszkańcy i grupa ludzi, którzy wspierają określony kierunek rozwoju. Niezbędne są również środki zewnętrzne.

W jaki sposób na początku pozyskiwaliście pieniądze na inwestycje?

Korzystaliśmy między innymi ze wsparcia Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Dostępne były wtedy pożyczki, których część można było później umorzyć. Opowiadam czasami młodszym kolegom, wójtom, w jaki sposób podchodziłem do finansowania. Zauważyłem, że kiedy pojawiały się środki unijne, ceny inwestycji często rosły. Analizowałem więc, jak prowadzić zadania, żeby wykonać ich możliwie najwięcej. Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska pozwalał niekiedy umorzyć około 30 procent pożyczki. Dzięki temu mogliśmy budować wcześniej i szybciej. Oczywiście pojawiały się głosy, że gmina się zadłuża, ale po latach okazało się, że był to dobry sposób myślenia i zarządzania majątkiem gminy.

Udało nam się wybudować około 180 kilometrów kanalizacji. Kiedy zaczynaliśmy, było jej nieporównywalnie mniej – 20 kilometrów. Rozbudowaliśmy również sieć wodociągową – z około 100 kilometrów do ponad 400 kilometrów.

To są inwestycje podstawowe, często prowadzone pod ziemią i przez to niewidoczne. Łatwiej pokazać nową drogę, chodnik albo budynek. Tymczasem prawdziwy rozwój musi się zaczynać od podstaw: edukacji, wody, kanalizacji i pozostałej infrastruktury.

Obecnie trwają również prace nad rozwojem światłowód. W ramach programu rządowego dostęp do niego ma docelowo otrzymać około 85 procent budynków. Dzisiaj trudno funkcjonować bez internetu. W części gminy mamy także dostęp do gazu. To właśnie odpowiednia infrastruktura sprawiła, że takie miejscowości jak Brzozówka czy Głogowo mogły zacząć się tak dynamicznie rozwijać.

Wójt Andrzej Wieczyński podczas Festiwalu Wisły
Wójt Andrzej Wieczyński podczas Festiwalu Wisły © Licencjodawca | FB

Czy obecna Metropolia Toruńska będzie kontynuowała finansowanie podobnych inwestycji?

W ramach Metropolii Toruńskiej realizowane są programy dotyczące między innymi bezpieczeństwa i reagowania na zagrożenia. Gmina Obrowo uczestniczy w jednym z takich przedsięwzięć koordynowanych przez starostwo.

Nie jest to klasyczna inwestycja budowlana, ale można powiedzieć, że jest to inwestycja w człowieka i jego bezpieczeństwo.

Kiedy jednak mówię o inwestycjach przyszłościowych, mam przede wszystkim na myśli przedsięwzięcia, które przyczyniają się do wzrostu dochodów gminy. Dopiero dzięki silniejszemu budżetowi możemy w dalszej kolejności realizować również działania integracyjne.

Wszyscy wiemy, że znaczna część środków unijnych jest przeznaczana na spotkania, aktywizację i integrację mieszkańców. Takie programy są potrzebne, ale zawsze zadaję pytanie: co po nich pozostanie?

Porównuję to do sytuacji rodziny z dziećmi. Czy najpierw kupuje się dziecku buciki, czy proponuje mu rekreację? Najpierw trzeba kupić buty. Dopiero później można myśleć o kolejnych potrzebach.

Niektórzy śmieją się z takiego podejścia, ale jestem otwarty i mówię głośno, jak to widzę. Integracja jest potrzebna, lecz dzięki środkom zewnętrznym powinny również powstawać trwałe, dobrze przemyślane inwestycje.

Jestem dumny z tego, co udało się zrealizować. Cieszę się też, że na swojej samorządowej drodze spotkałem wielu wartościowych ludzi, z którymi mogłem urzeczywistniać te plany.

Przejdźmy do dróg. Czy nowy przebieg drogi ekspresowej S10 może wpłynąć na sytuację gminy Obrowo i zmniejszyć ruch na obecnej drodze krajowej nr 10?

Na pewno będzie miał jakiś wpływ. Od 18, a może nawet 20 lat spotykam się z dyrektorami Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Przez te wszystkie lata odbywały się dyskusje o przebiegu trasy, przygotowywano dokumentacje i przedstawiano kolejne warianty.

Wielokrotnie wydawało się, że jesteśmy już na dobrej drodze i że wąskie gardło zostanie zlikwidowane. Później jednak wszystko się przesuwało. Podczas jednego z ostatnich spotkań powiedziałem nawet dyrektorowi, że być może jest to już moje ostatnie takie spotkanie, ponieważ od wielu lat słyszę te same zapowiedzi. Pojawiło się jednak zielone światło dla modernizacji odcinka znajdującego się na terenie gminy Lubicz. To bardzo ważne również dla mieszkańców gminy Obrowo, ponieważ może poprawić płynność ruchu.

Kluczowym problemem jest most w Lubiczu?

Tak. Początkowo mówiono przede wszystkim o budowie rond, natomiast nie uwzględniano modernizacji i rozbudowy mostu. Powiedziałem wtedy, że gmina nie będzie dokładała się do inwestycji związanych z rondami, jeżeli nie zajmiemy się najważniejszym problemem, czyli mostem w Lubiczu. Ten most powstawał w czasach, kiedy ruch wyglądał zupełnie inaczej i w znacznej mierze opierał się jeszcze na komunikacji konnej. Dzisiaj rzeczywistość transportowa całkowicie się zmieniła. Moje stanowisko poparli również przedstawiciele gminy Lubicz i miasta Torunia. Padła deklaracja, że most oraz odcinek drogi na terenie gminy Lubicz zostaną zmodernizowane. Jeżeli rzeczywiście uda się to zrealizować, będziemy bardzo zadowoleni.

Problem korków na trasie Toruń–Lubicz–Obrowo–Czernikowo pozostaje jednak bardzo poważny. Czy przeniesienie ruchu tranzytowego na nową S10 może go rozwiązać?

Część ruchu tranzytowego powinna zniknąć z obecnej drogi. Trudno jednak dzisiaj powiedzieć, jaki będzie rzeczywisty efekt i kiedy inwestycja zostanie zakończona. Moje wątpliwości wynikają z wieloletnich doświadczeń. Różne ekipy zapowiadały rozwiązanie tego problemu, ale kolejne terminy się przesuwały. Od 2002 roku starałem się zachowywać około 50-metrowy pas terenu wzdłuż drogi krajowej, między Dobrzejewicami a granicą z gminą Lubicz. Robiliśmy to na wszelki wypadek, z myślą o przyszłej rozbudowie drogi.

W Lubiczu mamy jednak bardzo poważne wąskie gardło. Gdybyśmy chcieli naprawdę uporządkować ten odcinek i stworzyć drogę odpowiadającą obecnemu natężeniu ruchu, potrzebne byłyby ogromne środki. Konieczne mogłyby być również wyburzenia budynków publicznych i prywatnych.

Marzę o tym, aby zrealizowano inwestycję objętą porozumieniem podpisanym z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad. Dzięki niej mieszkańcom byłoby znacznie łatwiej dojeżdżać do Torunia. Rozmawiamy również o budowie dwóch rond – w Brzozówce i Dobrzejewicach. To ważne, ponieważ z drogą krajową nr 10 łączą się trasy z różnych miejscowości, w tym z sąsiednich gmin i powiatów. Obrowo oraz Lubicz leżą w takim miejscu, przez które przejeżdża bardzo wielu mieszkańców całego wschodniego obszaru toruńskiego.

Wójt Andrzej Wieczyński (z prawej)
Wójt Andrzej Wieczyński (z prawej) © Licencjodawca | FB

Duża część mieszkańców gminy dojeżdża codziennie do pracy w Toruniu. Czy ma to negatywny wpływ na finanse samorządu?

Nie. Jeżeli mieszkańcy są tutaj zameldowani albo wskazują gminę Obrowo jako miejsce zamieszkania w rozliczeniu podatkowym, ich dojazdy do pracy w Toruniu nie są dla budżetu problemem. Problemem jest przede wszystkim sama komunikacja. Analizowałem ruch na odcinku od granicy gminy Czernikowo do Lubicza. Największe natężenie występuje oczywiście rano i po południu. Trzeba jednak zauważyć, że bardzo dużą część ruchu stanowią samochody ciężarowe. Jest to tranzyt zmierzający do Torunia albo dalej w kierunku innych dróg krajowych. W końcu mówimy o dawnej głównej trasie Toruń–Warszawa. Dlatego nawet budowa rond i przebudowa poszczególnych skrzyżowań będą tylko częściowym rozwiązaniem. Mogą poprawić sytuację i będą początkiem porządkowania ruchu, ale nie zlikwidują całego problemu.

Jednym ze sposobów ograniczenia liczby samochodów mogłoby być rozwijanie komunikacji podmiejskiej. Czy autobusy toruńskiej komunikacji powinny częściej docierać do gminy Obrowo?

Mamy podpisane porozumienie z miastem Toruń dotyczące komunikacji. Potrzeby oczywiście są. Rozmawiamy przede wszystkim o zwiększeniu liczby kursów. Podobnie wygląda sytuacja z koleją. Pociągi wróciły na tę trasę i powinniśmy zachęcać mieszkańców, żeby częściej wybierali dojazd pociągiem zamiast samochodem. Gmina Obrowo przygotowywała się do tego wcześniej. Wyremontowaliśmy dworzec, mimo że pociągi pasażerskie jeszcze wtedy nie kursowały.

Przedstawiliśmy również trzy koncepcje nowych przystanków kolejowych. Zrobiliśmy to pięć lub sześć lat temu. Ostatnio odbyło się kilka ważnych spotkań w Warszawie dotyczących ich lokalizacji. Pojawiły się pewne deklaracje i wstępne uzgodnienia dotyczące miejscowości oraz działek, które mogłyby zostać przeznaczone pod parkingi. Parkingi mają ogromne znaczenie, ponieważ bez nich trudno stworzyć sprawny system przesiadkowy. Jeżeli uda się zrealizować te plany, będę bardzo szczęśliwy. Pociągi już jeżdżą, więc część naszych zamierzeń została spełniona. Trzeba jednak pamiętać również o rozwijających się miejscowościach, takich jak Brzozówka, Głogowo, Kawęczyn czy Zawały.

Współpraca z sąsiednimi samorządami układa się dobrze. Rozmawiamy z innymi wójtami o przyszłości i wspólnym rozwiązywaniu problemów. Wszystko zmierza w dobrym kierunku, potrzebne są tylko odpowiednie środki.

Metropolia Toruńska zrzesza już 37 samorządów. Czy dla gminy Obrowo członkostwo w stowarzyszeniu jest jednoznacznie korzystne?

Myślę, że tak. Nawet zanim formalnie powstało stowarzyszenie, w praktyce już funkcjonowaliśmy w obszarze metropolitalnym. Łączy nas z Toruniem transport publiczny i gospodarka wodno-ściekowa. Mamy dwa kolektory połączone z Toruniem, a toruńska oczyszczalnia przyjmuje część naszych ścieków. Jesteśmy też w dużej mierze zapleczem mieszkaniowym Torunia.

Dlatego uważam, że Metropolia Toruńska jest dla gminy Obrowo przyszłością.

Nie było więc wątpliwości, czy warto przystępować do stowarzyszenia?

Nie było takich wątpliwości i po ponad roku funkcjonowania stowarzyszenia nadal ich nie mam. Metropolia jest przyszłością. Musimy pamiętać o problemach, które będą się pojawiały. Należy zadać pytanie, czy bardzo małe gminy będą w przyszłości w stanie samodzielnie funkcjonować, szczególnie w obliczu niżu demograficznego i rosnących kosztów realizacji zadań publicznych.

Nie wiemy również, czy kiedyś nie nastąpi kolejna zmiana podziału terytorialnego. Być może coraz więcej zadań, takich jak transport, ochrona ludności czy infrastruktura, trzeba będzie realizować wspólnie.

Gmina Obrowo znajduje się obecnie w dobrej sytuacji. Jesteśmy dużą i stosunkowo młodą gminą. Myślę też, że jesteśmy dobrze przygotowani do różnych zmian, nawet ewentualnych zmian terytorialnych.

Czy Metropolia Toruńska może być szczególnie dużą szansą dla gmin bardziej oddalonych od Torunia?

Tak. Jest szansą dla samorządów, które nie są jeszcze bezpośrednio połączone z Toruniem wspólnymi inwestycjami i systemami infrastrukturalnymi. Dotyczy to na przykład Chełmna oraz innych bardziej oddalonych miejscowości. Potrzebne są jednak środki oraz dobre, przemyślane projekty. Powinny to być przedsięwzięcia przyszłościowe, a nie inwestycje realizowane wyłącznie na pokaz. To, co powstaje na pokaz, zazwyczaj ma znaczenie tylko przez krótki czas. Myśląc o przyszłości, trzeba przygotowywać inwestycje naprawdę przemyślane i realizować je w trosce o następne pokolenia. Jeżeli osoby zarządzające samorządami będą miały taką świadomość i będą myślały o tym, co pozostawią młodszym, będziemy zmierzali we właściwym kierunku.

Wybrane dla Ciebie