Kultowe Albumy Metropolii Toruńskiej - Jerzy Mazzoll "Być" (2022)
Obecność jakościowego jazzu na muzycznej mapie Metropolii Toruńskiej jest tematem kontrowersyjnym od wielu lat. Krytycy twierdzą, że sąsiadująca Bydgoszcz ma więcej do zaoferowania na tym polu (głównie dzięki lokalom takim jak Mózg lub Eljazz). Ośmielę się z tą opinią nie zgodzić, wszak Torunianie nie gęsi i swoją scenę jazzową mają, w formie inicjatyw takich jak, chociażby Jazz Od Nowa Festival lub debiutujący w tym roku z dość dużym rozmachem Metropolis Jazz Festival. O obecności tego gatunku w tkance miasta świadczy jeszcze jeden fakt. Po latach działalności w Trójmieście, Warszawie i Bydgoszczy, to właśnie tutaj, na terenie Metropolii Toruńskiej zadomowił się jeden z najciekawszych i najbardziej nieszablonowych jazzowych wizjonerów ostatnich 30 lat, i to właśnie o jego płycie opowiemy.
Jerzy "Mazzoll" Mazolewski urodził się w 1968 roku w Gdańsku. Jego życie i twórczość od zawsze związane były z szeroko rozumianą awangardą. Ilość projektów, w jakie zaangażowany był gdański klarnecista, jest naprawdę niezwykła, kilka ważniejszych epizodów w jego życiu to chociażby: współtworzenie yassowej rewolucji wraz ze Sławomirem Janickim oraz Tomaszem Gwincińskim w latach dziewięćdziesiątych w bydgoskim Mózgu, udział wraz z Tymonem Tymańskim w pierwszej erze jednego z najbardziej unikalnych i chaotycznych zespołów w polskiej muzyce, jakim są Kury lub współpraca z Kazikiem w ramach Mazzoll, Kazik & Arhythmic Perfection na albumie "Rozmowy s catem". Pomimo gigantycznych różnic gatunkowych w tych projektach punktem wspólnym jest jedno słowo klucz, które stanowi również esencję jazzu jako takiego, słowem tym jest improwizacja. Z ową improwizacją związana jest także autorska koncepcja muzyczna Mazzolla, jaką jest "arhythmic perfection" (od której nazwę wziął też jeden z jego zespołów), w dużym skrócie zakłada ona odrzucenie sztywnego metrum, poleganie na intuicji, akceptację błędu i przypadku jako integralnych elementów kompozycji, a także zastępowanie nut rysunkami, które mają za zadanie nadawać ton utworowi. Dla współczesnego jazzu jest koncepcją tak przełomową, jak przełomowa była "teoria czystej formy" Witkacego dla teatru, lub amerykański ruch beatników dla literatury.
I właśnie w kontekście tego momentami szaleńczego wręcz pędu za odrzuceniem tego, co wtórne i skostniałe w muzyce jazzowej, skierowaniem jej na nowe tory "Być" maluje się jako swoisty biały kruk w dyskografii tego artysty. Projekt mistrzowsko harmonijny i stylistycznie uporządkowany, w wielu momentach emocjonalny i kameralny, odważny i wierny awangardzie, ale zarazem być może najbardziej osobisty i spójny album w dyskografii Mazzolla. Pozwolę sobie wtrącić w tym miejscu nutkę prywaty, kiedy przed rokiem wprowadzałem się na teren Metropolii Toruńskiej to właśnie ten album, pomógł mi najlepiej zrozumieć atmosferę otaczającej mnie przestrzeni. Spacerując ulicami Bydgoskiego Przedmieścia w swobodny rytm "Być" introspektywnie zagłębiałem się zarówno w siebie jak i w to, co Toruń ma do zaoferowania w kwestii nastroju. Ten album tworzy też idealne warunki, by zatrzymać się, złapać oddech i we własnym tempie graniczącym z medytacją notować otaczające nas drobne detale, które unikają wielu zabieganym śmiertelnikom.
"Być" to także pierwszy od wielu lat album solowy Jerzego Mazzolla, zmieniający ton na mniej buntowniczy względem jego solowego debiutu, czyli "a" z 1995 na bardziej refleksyjny. Oczywiście centralnym punktem nadal jest tutaj klarnet w wielu rejestrach zarówno w ten najczęściej utożsamiany z Mazzollem czyli basowy, jak i klarnety a, b, c oraz metalowy, to właśnie te dęte instrumenty są tutaj głównym narratorem prezentowanych opowieści. Bardzo ważnym elementem całości jest też kontrast pomiędzy nowoczesnymi cyfrowymi instrumentami perkusyjnymi, które zderzają się ponadczasową czystą harmonią fortepianu na utworach takich jak "Pani bycia i śmierci" lub "Książę Tego Świata i nic", momentami te dwa utwory zbliżają się nawet do offowej klubowej muzyki elektronicznej, dosłownie podrywając słuchacza z krzesła w lekko melancholijny, ale jednak taniec.
Otwierające album "Na szarej ziemi drobinki kurzu" sugeruje trochę swoją interpretację poprzez tytuł, pierwsze partie klarnetu malują pejzaż po jakiejś przegranej bitwie, jednak tam, gdzie coś umiera, rodzi się zawsze coś nowego, subtelne partie perkusyjne i wznosząca się początkowo w oddali linia fortepianu tylko podbijają to wrażenie egzystencjalnej przemiany. Ten utwór nadaje też koncepcyjny ton dla całego albumu, na koniec dnia to album o cyklach w naturze, egzystencji, pragnieniu poszukiwania piękna i tych różnych nieprzewidywalnych rytmach, które nadają ton naszemu życiu.
Rozedrgane partie perkusyjne na utworach "Niebo ziemia słońce" i "Milcząca mowa ciała" nasuwają lekko nieoczywiste skojarzenie z tym, jak z tą sekcją obchodziło się Radiohead na utworze "Sit Down. Stand Up", w znaczący sposób nadaje to tym kompozycjom aurę tajemniczości. Na "Milczącej mowie ciała" ta tajemniczość lekko ocieplona zostaje przez partie klarnetowe rodem ze starego kryminału noir, a głęboka linia basu wraz z dołączającym się na późniejszym etapie rytmicznym fortepianem tworzy całościowo bardzo ciekawy jazzowy dialog.
Innym aspektem, który zasługuje na uwagę jest udział Marcina Gajko, który odpowiadał za miks i mastering, a także Michała Szturomskiego, którego ostatecznie dopełnił ten projekt, współtworząc materiał, formując zespół oraz dodając swoje produkcyjne smaczki, jak chociażby nagrania terenowe, sampling i syntezatory. To także dzięki zaangażowaniu tych dwóch Panów album jest wybitnie wręcz zmiksowany, a nagrania terenowe i sample tworzą wrażenie przenikania się muzycznej przestrzeni z otaczającym nas światem (jako przykład tego zabiegu można tu podać śpiew ptaków kończący dynamiczny muzyczny dialog "Milczącej mowa ciała"). To właśnie wierność improwizacyjnej tradycji ze strony Mazzolla połączona z nowoczesnymi zabiegami produkcyjnymi Szturomskiego czyni ten projekt tak szczególnym zarówno w kontekście jazzu, jak i krajowej muzyki ogólnie.
Bardzo ciekawym punktem "Być" jest kompozycja "Nawiedzeni przez sen", która dzięki udziałowi retro-futurystycznych syntezatorów oraz cyfrowej sekcji perkusyjnej powoduje wrażenie, jak gdyby ten utwór był żywcem wyrwany z soundtracku gry komputerowej "Hotline Miami". Przepiękna solowa partia Mazzolla na klarnecie otoczona w pewnym momencie przez ambientową ciszę i powracający uderzający komputerowy riff, by ostatecznie ponownie nakierować dźwiękowy reflektor na Mazzolla w formie solowego outro na klarnecie, czyni tę kompozycję jedną z najbardziej zapadających w pamięć z całego albumu.
Pojawiające się pod koniec albumu "Trzecie życie" to być może najbardziej emocjonalny fragment całości. Dialog między bardzo ekspresyjną dźwiękową narracją Mazzolla połączony z dramatycznymi liniami fortepianu i nowoczesną sekcją perkusyjną prezentuje wszystko, co najlepsze i unikalne w tym albumie, w zasadzie każdy kluczowy element "Być" jest tutaj widoczny, a zanikające ostatecznie w przejmującym transie pianino zostawia słuchacza z wrażeniem wybudzenia się z transformacyjnego snu.
Choć "Być" może wydawać się mniej "rewolucyjne" niż wcześniejsze projekty Mazzolla, jest ważnym krokiem w jego dyskursie artystycznym — pokazuje dojrzałość, refleksję i poszukiwanie nowego tonu w improwizacji. Ostatecznie album pokazuje, że improwizacja nie musi koniecznie być buntownicza, ale może też być kontemplacyjna, autorefleksyjna i piękna. To świadectwo autorskiej filozofii życiowej i muzycznej, przepiękne enigmatyczne pejzaże, które garściami czerpią z ponadgatunkowego doświadczenia Mazzolla na krajowej estradzie. W wybitnie czarujący sposób produkcyjnie zespalające ze sobą to, co znane z tym, co nowe. To album, który tworzy dla słuchacza nieprzeniknione, otaczające wrażenie przestrzeni być może jak żaden inny wydany na krajowej scenie. To album, który w bardzo organiczny sposób dotyka metafizycznego aspektu ludzkiej egzystencji. I na koniec jest to album, który pokazuje, że po wielu dekadach na scenie Mazzoll jest w stanie wciąż zaskoczyć nowym otwarciem, zarówno dla własnej twórczości, jak i całościowo dla jazzu. Właśnie to wszystko, pomimo względnie niedawnej premiery czyni "Być" Kultowym Albumem Metropolii Toruńskiej.
Ignacy Grześkowiak, redaktor portalu Metropolia Toruńska .pl