Z perspektywy mieszkańców województwa kujawsko-pomorskiego może brzmieć to zaskakująco. Relacje między Bydgoszczą a Toruniem rzadko przedstawiane są jako przykład harmonijnej współpracy. Znacznie częściej mówi się o rywalizacji, wzajemnych pretensjach i sporach o lokalizację regionalnych instytucji.
Dr Łukasz Zaborowski, geograf i ekspert Instytutu Sobieskiego, proponuje jednak spojrzeć na ten układ inaczej. Nie jako na model pozbawiony konfliktów, lecz jako system, w którym żadne z dwóch największych miast nie może całkowicie zdominować drugiego.
W rozmowie z Business Insider Polska ekspert ocenił obecny podział administracyjny kraju jako "patologiczny". Nie postuluje jednak powrotu do 49 województw ani przeprowadzania kolejnej wielkiej rewolucji. Jego zdaniem korekty wymagają przede wszystkim regiony skupione wokół kilku dużych miast, które po 1999 r. utraciły status wojewódzki.
Reforma stworzyła wygranych i przegranych
Reforma administracyjna z 1999 r. zmniejszyła liczbę województw z 49 do 16. Miała stworzyć silne regiony zdolne do prowadzenia samodzielnej polityki rozwojowej i skutecznego wykorzystywania europejskich funduszy.
Zdaniem Zaborowskiego efekt uboczny był jednak poważny. W największych miastach zaczęły koncentrować się urzędy, uczelnie, instytucje kultury, infrastruktura transportowa i środowiska decydujące o podziale publicznych pieniędzy. Mniejsze ośrodki, nawet te liczące ponad 100 lub 200 tys. mieszkańców, zostały sprowadzone do roli administracyjnych peryferii.
Na liście najbardziej poszkodowanych ekspert wymienia przede wszystkim Bielsko-Białą, Częstochowę i Radom, a także Tarnów, Kalisz, Płock oraz Koszalin ze Słupskiem. To mniej niż dziesięć przypadków. Nie chodzi więc o wywrócenie mapy Polski, ale o punktową korektę miejsc, w których obecne granice nie odpowiadają rzeczywistym powiązaniom społecznym i gospodarczym.
Administracyjny status nie jest wyłącznie kwestią prestiżu. Za nim podążają miejsca pracy, inwestycje publiczne, połączenia transportowe, instytucje kultury, szkoły wyższe i regionalne centrale. Decyzja podjęta przy stole politycznych negocjacji może wpływać na pozycję miasta przez kolejne dekady.
Bydgoszcz i Toruń rywalizują, ale na równych zasadach
Województwo kujawsko-pomorskie jest jednym z dwóch regionów w Polsce posiadających dwie stolice. W Bydgoszczy znajduje się siedziba wojewody i urzędu wojewódzkiego, natomiast w Toruniu funkcjonują sejmik, zarząd województwa i urząd marszałkowski.
Zaborowski nie twierdzi, że taki podział eliminuje lokalne animozje. Jego przewaga polega na czymś innym - konflikt odbywa się między ośrodkami posiadającymi porównywalne narzędzia i podobną pozycję administracyjną.
Gdyby tylko jedno z tych miast otrzymało pełny status stolicy, spór prawdopodobnie nie zniknąłby. Stałby się jedynie nierówny. Jedno miasto koncentrowałoby funkcje administracyjne, a drugie przez lata próbowałoby odzyskać utracone znaczenie. Dwa centra tworzą natomiast mechanizm równowagi, który ogranicza możliwość całkowitego podporządkowania regionu jednemu ośrodkowi.
Dopiero w tym kontekście łatwiej przyznać, że wspólne województwo Bydgoszczy i Torunia ma swoją logikę. Bez niego Toruń mógłby znaleźć się w regionie zdominowanym przez znacznie większy Gdańsk, a Bydgoszcz funkcjonować w cieniu Poznania. Oba miasta miałyby w takich układach mniejszą siłę przebicia niż dzisiaj.
Bydgoszcz i Toruń nie muszą się lubić, aby skuteczniej bronić swoich interesów w ramach jednego regionu. Z punktu widzenia rozwoju ważniejsze od braku sporów jest to, czy jedna strona nie posiada trwałego monopolu na pieniądze, instytucje i decyzje.
Model do zastosowania w innych regionach
Instytut Sobieskiego proponuje rozszerzenie układów wielobiegunowych. Koszalin mógłby tworzyć regionalny duet ze Słupskiem, wzmacniając Pomorze Środkowe. Częstochowa odzyskałaby funkcje wojewódzkie jako jeden z ośrodków większego regionu. Podobną rolę mogłyby odgrywać Kalisz i Ostrów Wielkopolski, a także Kielce i Radom.
W programie minimum wskazano również na potrzebę przywrócenia znaczenia Płockowi, Tarnowowi, Bielsko-Białej, Wałbrzychowi i Siedlcom. Część z tych zmian mogłaby zostać przeprowadzona bez zwiększania liczby województw - poprzez korektę granic oraz podział funkcji między kilka ośrodków.
Nie byłaby to gwarancja gospodarczego sukcesu. Nowa siedziba urzędu nie zastąpi inwestorów, dobrego transportu ani sprawnie zarządzanej uczelni. Może jednak zmienić kierunek przepływu publicznych środków i wymusić bardziej równomierne traktowanie regionu.
Warszawa jako osobne województwo
Najpilniejszej zmiany wymaga, zdaniem Zaborowskiego, Mazowsze. Obecne województwo łączy największą polską metropolię z rozległymi obszarami o zupełnie innej strukturze gospodarczej, demograficznej i transportowej.
Warszawa konkuruje z największymi europejskimi metropoliami. Płock, Siedlce, Radom czy Ostrołęka potrzebują natomiast klasycznej polityki regionalnej - inwestycji w dostępność transportową, szkolnictwo, ochronę zdrowia i lokalne instytucje. Umieszczenie tych obszarów w jednym województwie tworzy statystyczny obraz, który nie oddaje rzeczywistych różnic między stolicą a peryferiami.
Instytut Sobieskiego zaproponował wydzielenie województwa warszawskiego oraz utworzenie województwa płocko-siedleckiego. Region radomski miałby zostać powiązany z województwem świętokrzyskim. Warszawa stałaby się samodzielnym regionem metropolitalnym, natomiast pozostałe obszary otrzymałyby własne centra decyzyjne, lepiej dopasowane do ich potrzeb.
Największą zaletą jest brak monopolu
Kujawsko-pomorskie nie jest dowodem na to, że dwie stolice zawsze współpracują zgodnie. Jest dowodem na coś bardziej praktycznego - że regionalne funkcje można podzielić bez wskazywania jednego zwycięzcy i jednego przegranego.
Model Bydgoszcz-Toruń bywa niewygodny, kosztowny politycznie i pełen napięć. Jednocześnie chroni oba miasta przed trwałą degradacją do roli prowincjonalnego zaplecza silniejszej metropolii.
Być może największą wartością tego rozwiązania nie jest więc zgoda między stolicami. Jest nią równowaga. A w państwie, w którym administracja, infrastruktura i publiczne pieniądze wciąż mają ogromny wpływ na rozwój miast, równowaga może być aktywem cenniejszym niż lokalny święty spokój.
Tekst powstał na podstawie rozmowy Grzegorza Kowalczyka z dr. Łukaszem Zaborowskim opublikowanej w Business Insider Polska oraz raportu Instytutu Sobieskiego "Korekta układu województw - ku równowadze rozwoju".