Wakacje last minute? Super. Ale zdrowie nie lubi oszczędności

Wielkimi krokami nadchodzi czas wakacji. Czas polowania na oferty last minute, czas polowania z aparatem na idealne zdjęcia na Instagram i Facebooka, czas polowania na perfekcyjną opaleniznę. I właśnie ta opalenizna bywa pierwszym wakacyjnym zagrożeniem. O jakich aspektach medycznych warto jeszcze pomyśleć podczas urlopu?

W podróży warto zadbać o zdrowie.W podróży warto zadbać o zdrowie.
Źródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | AdobeStock, licencja dla Metropolia Toruńska .pl

Po pierwsze: słońce i ochrona przed poparzeniami

Numer jeden w walizce turysty lecącego do ciepłych krajów to nie nowy kapelusz, nie selfie stick i nie kolejna sukienka. To krem z filtrem SPF 50. Bez dyskusji. Drugim wakacyjnym "must have" są klapki oraz buty do chodzenia po wodzie. Bo rajska plaża nie zawsze oznacza raj dla naszych stóp. Na Zanzibarze, w Tanzanii czy w innych tropikalnych rejonach możemy spotkać między innymi larwę skórną wędrującą — pasożyta, który potrafi wniknąć przez skórę podczas chodzenia boso po piasku. W wodzie również nie wszystko, co piękne, jest przyjazne. Zagrożeniem nie muszą być wcale rekiny czy barakudy. Często bardziej niebezpieczne okazują się stworzenia mniej widowiskowe: jeżowce, płaszczki, skrzydlice, skorpeny czy szkaradnice ukryte w piasku lub między skałami.

Dlatego zasada jest prosta: Nie chodzimy boso tam, gdzie nie znamy dna. Nie dotykamy zwierząt wyrzuconych na brzeg. Nie łapiemy "ślicznych muszelek", jeśli coś w nich mieszka. I nie głaszczemy małpek tylko dlatego, że wyglądają słodko na TikToku.

Po drugie: replanty czyli odstraszacze owadów

Ale jest jeszcze jeden absolutny wakacyjny "must have". Repelenty. I tutaj naprawdę nie chodzi o pachnący spray z drogerii, który "ładnie pachnie cytruskami". W tropikach repelent ma działać, a nie być perfumą. Jeżeli lecimy w rejony występowania dengi, malarii, ziki czy chikungunyi — repelent staje się praktycznie elementem wyposażenia medycznego. Najskuteczniejsze preparaty zawierają DEET albo ikarydynę. DEET działa bardzo skutecznie, szczególnie w wyższych stężeniach, i od lat jest jednym z podstawowych środków ochrony przed owadami w tropikach. Ikarydyna również zapewnia bardzo dobrą ochronę, często jest lepiej tolerowana przez skórę, mniej drażni i nie niszczy plastiku, okularów czy zegarków. I tutaj ważna rzecz. Komary przenoszące malarię najczęściej "pracują na nocnej zmianie". Natomiast komary przenoszące dengę, zikę czy chikungunyę potrafią gryźć również w ciągu dnia. Czyli spray "tylko wieczorem" może skończyć się bardzo egzotyczną pamiątką z wakacji.

Dlatego repelenty stosujemy regularnie, zgodnie z zaleceniami producenta, szczególnie na odkryte części ciała, rano, w ciągu dnia, wieczorem i po kąpieli. A jeżeli ktoś myśli, że "komary mnie nie lubią", to niestety mam złą wiadomość. Tropikalne komary bardzo często lubią wszystkich po równo. Niektóre nawet z wyjątkowym zaangażowaniem. I tu dochodzimy do rzeczy bardzo ważnej. Denga czy chikungunya przestają być wyłącznie "chorobami tropików". Zmiany klimatyczne powodują, że komary będące ich wektorami coraz lepiej czują się również w Europie.

Według raportów epidemiologicznych z 2025 roku we Francji odnotowano: ponad 1000 przypadków importowanych chikungunyi oraz 788 zakażeń lokalnych, ponad 900 przypadków importowanej dengi i 29 zakażeń lokalnych.

Komary to nie tylko problem dalekiej egzotyki

Komary wraz z ociepleniem klimatu zaczynają urządzać sobie wakacje również w Europie. Nie wszystkie egzotyczne kierunki popularne latem wśród Polaków oznaczają wyłącznie słońce i folderowe błękitne niebo. Tanzania, Zanzibar, Madagaskar, Bali, Indonezja, Seszele, Reunion, Peru, Boliwia czy część Ameryki Południowej potrafią latem zaoferować piękny, ciepły i bardzo egzotyczny klimat.

Egzotyka... czyli to co w Europie plus jeszcze więcej

Natomiast Tajlandia, Wietnam, Indie, Malediwy czy część Ameryki Środkowej w okresie wakacyjnym mogą oznaczać porę deszczową, wysoką wilgotność i pogodę bardziej "tropikalną" niż "instagramową". Czy będzie ciepło? Będzie. Czy będzie egzotycznie? Bardzo. Czy fryzura przetrwa wilgotność 95 proc.? Absolutnie nie. I właśnie tutaj dochodzimy do rzeczy najważniejszej. Egzotyka to nie tylko piękne zdjęcia. To również choroby, których w Polsce praktycznie nie widujemy. Jeżeli wspominamy o Tanzanii, Zanzibarze czy Madagaskarze — musimy pamiętać, że są to rejony zagrożenia malarią.

Malaria to nie choroba znana wyłącznie z "W pustyni i w puszczy". To realne, współczesne zagrożenie. Choroba wywoływana przez pierwotniaki rodzaju Plasmodium, które wnikają do erytrocytów i prowadzą do ich rozpadu. Choroba ciężka, potencjalnie śmiertelna.

Dodatkowo niektóre odmiany, jak Plasmodium vivax czy Plasmodium ovale, potrafią ujawnić się nawet wiele miesięcy po powrocie z egzotycznej podróży — wtedy, kiedy wakacje dawno już przestaliśmy kojarzyć z gorączką czy złym samopoczuciem. Dlatego obowiązuje zasada: Profilaktyka. Profilaktyka. I jeszcze raz profilaktyka. Czyli odpowiednio dobrane leki przeciwmalaryczne przed wyjazdem, w trakcie pobytu i po powrocie. Madagaskar kojarzy nam się głównie z lemurami i tekstem "wyginam śmiało ciało". Rzeczywistość wygląda jednak trochę inaczej. To piękne miejsce, ale również region, gdzie warunki sanitarno-higieniczne często znacząco odbiegają od standardów europejskich.

I właśnie dlatego przed wyjazdem warto pamiętać o szczepieniach przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A oraz durowi brzusznemu. To szczepienia, których nie znajdziemy w obowiązkowym kalendarzu szczepień ochronnych. A skoro opuszczamy Afrykę i kierujemy się w stronę Ameryki Południowej oraz Środkowej — tam głównymi bohaterami tropików stają się:denga, zika oraz chikungunya. Nazwy brzmią trochę jak egzotyczne drinki pite na plaży. Niestety — drinkami nie są. Denga bardzo często przebiega jak zwykła infekcja grypopodobna: gorączka, bóle mięśni, osłabienie, bóle głowy. Problem zaczyna się wtedy, kiedy rozwija się ciężka postać choroby — wtedy denga może być chorobą zagrażającą życiu. Można wykonać badania przeciwciał przeciwko dendze i skonsultować możliwość szczepienia w poradni medycyny podróży.

Jeżeli chodzi o wirusa Zika — szczepionki obecnie nie ma. Zika może przebiegać praktycznie bezobjawowo albo wyglądać jak zwykłe przeziębienie. Problem pojawia się wtedy, kiedy egzotyczna podróż jest jednocześnie podróżą poślubną i planujemy ciążę.Bo można wrócić z wakacji z piękną opalenizną, dwoma kreskami na teście ciążowym… i ogromnym dramatem związanym z ciężkimi wadami płodu, między innymi mikrocefalią. Dlatego Zika jest szczególnie ważnym tematem dla przyszłych rodziców oraz osób planujących ciążę.

Jeżeli natomiast chodzi o chikungunyę — również może początkowo wyglądać jak zwykła infekcja grypopodobna. Natomiast później potrafi zostawić po sobie bardzo długotrwałe i bardzo silne bóle stawowe. Czyli człowiek wraca z wakacji opalony, z magnesem na lodówkę i nagle przez pół roku zastanawia się, dlaczego bolą go wszystkie stawy. Dlatego nawet jeśli po powrocie z tropików "tylko bolą nas stawy", "jesteśmy osłabieni" albo "coś nas łamie" - Lekarz musi wiedzieć, że byliśmy w tropikach. Naprawdę.

Lekarz przed wyjazdem, a nie tylko po

I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Do certyfikowanego lekarza medycyny podróży najlepiej zgłosić się minimum 4-6 tygodni przed wyjazdem. Dlaczego? Bo część szczepień wymaga czasu, aby organizm zdążył wytworzyć odporność. Część wymaga kilku dawek. Próba ogarnięcia profilaktyki kilka dni przed wylotem często przypomina trochę próbę nauczenia się całego semestru dzień przed egzaminem. Teoretycznie można próbować. Praktycznie bywa różnie.

A skoro jesteśmy już przy malarii, dendze, zice, chikungunyi i pasożytach - zatrzymajmy się jeszcze przy żółtej gorączce. Tu uwaga. W niektórych krajach szczepienie przeciwko żółtej gorączce jest obowiązkowe i bez niego po prostu nie zostaniemy wpuszczeni do danego państwa. I dotyczy to również lotów transferowych. Czasami wystarczy przesiadka na lotnisku w kraju endemicznym, aby kolejne państwo wymagało od nas międzynarodowej książeczki szczepień. To szczepienie dla osób dużo podróżujących jest jednym z najważniejszych elementów przygotowań do egzotyki. Dlaczego warto pomyśleć o nim wcześniej? Ponieważ po 60.-65. roku życia częściej analizujemy ryzyko działań niepożądanych i kwalifikacja do szczepienia wymaga większej ostrożności. Ale - jak wiemy - PESEL nie zawsze oznacza wiek biologiczny. Czasami bardziej "zużyty" zdrowotnie bywa 40-latek niż aktywny i zdrowy 70-latek.

Szczepienia... ciekawostka

Drugim szczepieniem obowiązkowym przy wjeździe do określonych miejsc świata może być szczepienie przeciw meningokokom. Dotyczy ono przede wszystkim pielgrzymów udających się do Mekki w Arabii Saudyjskiej. Raczej większość z nas nie planuje w tym roku pielgrzymki do Mekki, ale warto wiedzieć, że takie wymagania istnieją. Natomiast szczepieniem, które powinien sprawdzić praktycznie każdy podróżnik, jest błonica, tężec i krztusiec. I tutaj uwaga skierowana jest szczególnie na tężec. Bo egzotyka egzotyką, malaria malarią, ale przewrócić się na skuterze w Tajlandii albo rozciąć nogę o kamień można równie dobrze obok swojego domu jak i na wakacjach.

A skoro już przy skuterach jesteśmy…

Pamiętajmy o ubezpieczeniu. Podstawowe ubezpieczenie turystyczne naprawdę nie wystarczy. Ono zwykle pokryje wizytę u lekarza albo kroplówkę po zatruciu pokarmowym. Ale może już nie pokryć poważniejszego leczenia szpitalnego, operacji czy transportu medycznego po wypadku komunikacyjnym. A o wypadek komunikacyjny w wielu krajach naprawdę nietrudno. Zwłaszcza tam, gdzie obowiązuje ruch lewostronny albo przepisy ruchu drogowego są bardziej "luźną sugestią" niż realnym systemem.

Wścieklizna... są miejsce, gdzie to olbrzymi problem

I na koniec choroba, która większości osób z tropikami kompletnie się nie kojarzy. Wścieklizna. W Afryce czy Azji liczba bezpańskich psów, kotów czy swobodnie żyjących małp bywa ogromna. Jeżeli zaszczepimy się przeciwko wściekliźnie przed wyjazdem i zostaniemy pokąsani lub podrapani przez zwierzę — po ekspozycji zwykle potrzebujemy jedynie dwóch dawek przypominających szczepionki.

Natomiast w przypadku braku szczepienia przedekspozycyjnego konieczne może być pełne szczepienie poekspozycyjne oraz podanie immunoglobuliny przeciwko wściekliźnie. Problem polega na tym, że w wielu biedniejszych rejonach świata jej dostępność jest dramatycznie mała, a koszt bardzo wysoki. Często trzeba ją sprowadzać z innych regionów, co w praktyce potrafi zamienić wakacje w bardzo stresującą walkę z czasem. I jeszcze jedno. Każdy kontakt z nietoperzem traktujemy jako ekspozycję wysokiego ryzyka. Nawet wtedy, gdy nie widzimy wyraźnego pogryzienia. Bo z tropików najlepiej przywieźć wspomnienia, zdjęcia i opaleniznę. A nie egzotyczną diagnozę.

Wybrane dla Ciebie