Torunianka zaraziła Polskę miłością do szydełkowania. Dziś jej warsztaty przyciągają uczestników z całego kraju!
Zaczęło się od nieudanej lekcji u babci, kilku sprutych rzędów włóczki i przekonania, że szydełkowanie jest zbyt trudne. Dziś Szydełkarnia.pl to marka znana w całej Polsce, a prowadzone przez Olę Siudowską warsztaty odbywają się regularnie w kilku miastach. To opowieść o pasji, która nie tylko zmieniła życie jednej osoby, ale także stworzyła społeczność kobiet szukających odpoczynku, rozmowy i nowych umiejętności.
Od niechęci do… prekursorki
Najpierw było zniechęcenie. Babcia pokazała szydełko, kilka podstawowych ruchów i oczekiwała, że wnuczka po prostu je powtórzy. Problem w tym, że kilkuletnia Ola nie miała pojęcia, co właściwie dzieje się przed jej oczami. Patrzyła na to jak na czarną magię. Niewiele wskazywało wtedy na to, że po latach stanie się jedną z najbardziej rozpoznawalnych popularyzatorek szydełkowania w Polsce, a na jej warsztaty będą przyjeżdżać uczestnicy z różnych zakątków kraju.
Do szydełka wróciła przypadkiem po wielu latach. Podczas urlopu macierzyńskiego oglądała telewizję śniadaniową. W pewnym momencie zauważyła prezenterkę, która szydełkowała niemal bez patrzenia na swoje dłonie. Pomyślała wtedy, że to nie może być aż tak trudne. Kupiła zatem włóczkę, znalazła poradniki i próbowała. Początki nie należały do łatwych. Jako osoba leworęczna musiała odnaleźć się w świecie instrukcji przygotowywanych głównie dla osób praworęcznych.
Do tego doszedł jeszcze błąd początkującej. Po dziesięciu rzędach stwierdziła, że ci, którzy szydełkują, mają nie po kolei w głowie. Bolały ją palce, nic nie wychodziło i miała ochotę to rzucić. Dopiero później odkryła, że od początku używała niewłaściwego ściegu. Kiedy zaczęła od nowa, coś zaskoczyło. Aż nagle w domu zaczęły pojawiać się pierwsze szydełkowe maskotki, a Ola coraz bardziej zagłębiała się w świat włóczek, ściegów i nowych projektów.
– To wszystko działo się w pandemii. Wówczas wiele osób szukało nowych hobby. Wszyscy siedzieliśmy zamknięci, szukaliśmy siebie na nowo. W końcu wpadłam w wir tworzenia maskotek – wspomina Ola Siudowska.
W pewnym momencie było ich już tak dużo, że zaczęła wykonywać je na zamówienie. Sprzedaż produktów tak naprawdę ruszyła z kopyta. Chętnych na zakup było jeszcze więcej. Klienci pytali też o wzory. I tak zaczął rodzić się pomysł na stworzenie nie produktu, a miejsca, gdzie miłośnicy szydełkowania znajdą to, czego potrzebują. I tak też powstała Szydełkarnia.pl, jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek rękodzielniczych w Polsce. Ola założyła kanał na YouTube, stworzyła Facebooka i Instagrama, powstała też specjalna strona, gdzie dzieliła się wskazówkami.
Prawdziwy przełom nastąpił jednak wtedy, gdy kończył się urlop macierzyński. Trafiła na projekt realizowany przez Urząd Pracy. Początkowo planowała rozwijać wyłącznie sprzedaż rękodzieła, ale szybko zrozumiała, że aby utrzymać się wyłącznie z tworzenia maskotek, musiałaby pracować niemal bez przerwy. Pojawił się więc inny pomysł – warsztaty. Pierwsze z nich odbyły się w Toruniu.
– Mimo że otrzymałam ogrom wsparcia od wielu osób, wciąż brakowało mi trochę wiary. Głowiłam się, co zrobię, jeśli nikt nie przyjdzie. Nie miałam też pojęcia, jak to się robi. Nigdy nie prowadziłam warsztatów. Musiałam więc pójść na żywioł. Stwierdziłam, że najwyżej się nie uda i trudno – wspomina. – Przez pierwsze piętnaście minut miałam kamień w gardle. Szybko okazało się jednak, że umiejętność tłumaczenia przychodzi mi równie naturalnie jak samo szydełkowanie. Drugie warsztatu postanowiłam zorganizować już w Poznaniu. Grupa była pełna.
Dziś warsztaty prowadzone przez Szydełkarnię odbywają się regularnie nie tylko w Toruniu. Uczestnicy spotykają się także w Łodzi i Gdańsku, a także w Lublinie. Po rocznej przerwie Ola wraca także do Poznania. A każde miasto od siebie się też różni.
– Zdecydowanie! Toruń jest taki wyważony. Jest trochę rozmów i śmiechu, ale jest też dużo skupienia na pracy. Lublin jest zwariowany, dziki, szalony, trudno przewidzieć, co się wydarzy. Jednocześnie tam jest bardzo dużo luzu. W Łodzi spotykam takie Zosie-samosie, czyli podpowiedzi mile widziane, ale wolą samodzielnie. Są też bardzo otwarci i pomocni. Gdańsk też ma w sobie trochę szaleństwa, są rozgadani niesamowicie. Dla kontrastu, kiedy jeszcze prowadziłam warsztaty w Gdyni, to tam było najciszej… A w Poznaniu, jak to w Poznaniu, poznańskie przekupki. Tam jest najgłośniej!
Szydełkowanie nie ma wieku
– Praca z ludźmi jest wspaniała, niezależnie od ich wieku. Teraz prowadzę zarówno warsztaty dla dzieci od dziesiątego roku życia, które trwają dwie godziny, jak i dla dorosłych, które są już dłuższe. Z uczestnikami siedzimy przy stole cztery godziny. Na początku wydaje się to bardzo długo, ale nagle okazuje się, że zostało pół godziny i nikt nie chce wychodzić. Poziom zaawansowania nie jest najważniejszy. Nie trzeba umieć tak naprawdę nic, aby spróbować. Niektórzy potrzebują raz spojrzeć na szydełko i wzór i już mniej więcej łapią, a inni potrzebują przynajmniej kilku podejść. Nikt nie jest lepszy czy gorszy, bo wszyscy mają jeden cel – nauczyć się czegoś nowego i… odpocząć. A ja jestem na warsztatach od tego, aby podpowiadać, nauczyć, wskazać łatwiejsze rozwiązania. Wpadają do mnie kobiety, które szydełkują dłużej ode mnie, a ja i tak mogę im coś podpowiedzieć. To bardzo budujące.
Czy przy początkach szydełkowania naprawdę da się odpocząć? Wymaga to przecież ogromnego skupienia, cierpliwości, zaangażowania wielu zmysłów. Okazuje się, że… tak.
– W dzisiejszym świecie, kiedy jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do korzystania z urządzeń mobilnych, mało pracujemy manualnie. Mało nawet piszemy długopisem, wiele rzeczy zapisujemy od razu w telefonie. A szydełko to właśnie trochę jak długopis. Ćwiczymy sprawność rąk, ćwiczymy też naszą uwagę i cierpliwość, cały nasz umysł mocno pracuje. Odrywamy się od swoich codziennych problemów – wyjaśnia Ola. – Jedna z dziewczyn, które uczęszczają na moje warsztaty, od razu przyznała, że ona przyszła tutaj po to, aby oderwać się od codzienności, nie myśleć o problemach, poznać też nowych ludzi.
Założycielka Szydełkarni.pl przyznaje, że niemal podczas każdych warsztatów rodzą się nowe przyjaźnie. Trudno tego uniknąć, jeśli spędza się ze sobą tak wiele godzin.
– Na początku wszyscy są odrobinę spięci i nieśmiali, ale wystarczy godzina, a już plotkujemy, wymieniamy się doświadczeniami, zacieśniamy więzi. Po niektórych spotkaniach czuję się, jakbym wracała do domu po niezłej imprezie z przyjaciółkami. Aż trudno uwierzyć, że takie uczucia dzieją się przez osoby, które dopiero co spotkałam. Zauważam też, że takie spotkania na wielu ludzi działają terapeutycznie. Na przykład raz trafiła mi się grupa dorosłych kobiet, w większości po rozwodzie. Wymieniały się swoimi doświadczeniami, historiami. Wszystkie wyszły radosne, podbudowanie i z poczuciem, że nie są same. Właśnie w takich chwilach widzę, że ta praca naprawdę ma sens i że to nie są już wyłącznie warsztaty.
Kanał Oli na YouTube obserwuje już ponad 70 tysięcy osób. To właśnie stamtąd wiele uczestniczek trafia później na warsztaty. Wszystkie informacje odnośnie do spotkań regularnie umieszczane są na stronie internetowej szydelkarnia.pl oraz w social mediach pod nazwą Szydełkarnia pl.