Toruń stawia na młodzież, a czego młodzież oczekuje?
Hubert Maciejewski, student stosunków międzynarodowych na UMK od roku jest pełnomocnikiem prezydenta Torunia ds. młodzieży. Czy z jego perspektywy władze Torunia właściwie dbają o potrzeby najmłodszej grupy mieszkańców?
Od roku jesteś pełnomocnikiem prezydenta Torunia do spraw młodzieży. Jak ważne jest to stanowisko w twojej opinii i opinii twoich rówieśników? Co pojawienie się w strukturach samorządowych takiej osoby może zmienić w dialogu między dorastającą czy wchodzącą w dorosłość grupy Torunian a władzą?
- To stanowisko jest bardzo istotne z perspektywy młodych mieszkańców naszego miasta i studentów. Moim zadaniem jest polepszanie jakości życia młodych Torunian. Swoją rolę traktuję jako rolę pośredniczenie w kontaktach między dziećmi i młodzieżą a prezydentem czy całym urzędem miasta. Ja tak postrzegam tę funkcję i wiem, że młodzi mieszkańcy też to tak na to patrzą.
"Polepszanie jakości" to bardzo ogólne wyrażenie, jak dokładnie to rozumiesz? Co konkretnie może się złożyć na to, aby młodym ludziom w tym mieście żyło się lepiej?
- Te rzeczy już się dzieją. Przede wszystkim trzeba brać pod uwagę głosy młodzieży przy projektowaniu rozwiązań dla miasta. Bardzo istotny jest rynek pracy. Młodzi ludzie zwracają na jego kondycję uwagę. Jestem przekonany, że dzięki promowaniu pewnych rozwiązań w tym zakresie Toruń będzie się zmieniać na lepsze.
Jakie to działania? Co przełoży się na tę lepszą jakość?
- Lepsza jakość czyli: więcej wydarzeń kulturalnych kierowanych do młodych osób. To fakt, że oferta kulturalno-artystyczna w tym mieście jest bardzo bogata. Ale instytucje, twórcy czy artyści oferują niewiele dla młodego odbiorcy. Mamy mnóstwo propozycji dla rodzin, czy dla seniorów. Ale ta oferta nie jest dostosowana do potrzeb pokolenia dzisiejszych 20-latków. Oferta szkół średnich i uczelni wyższych musi być konstruowana w oparciu o bardziej holistyczne podejście. Dyrektorzy szkół średnich powinni współpracować czy wchodzić w dialog z młodymi ludźmi. Rozmowa jest lepszym rozwiązaniem niż narzucanie swojej wizji.
Czy to nie jest tak, że jako strona społeczna jak i jako samorząd możecie tylko sugerować i proponować pewne rozwiązania, ale nie macie narzędzi, aby je egzekwować?
- Ja na pewno nie jestem osobą decyzyjną w wielu aspektach, którymi się zajmuję. W wielu przypadkach potrzebna jest decyzja Rady Miasta czy Prezydenta. Aby zmienić sytuację na lepszą musimy rozmawiać. Dialog i rzeczowa rozmowa na argumenty pozwala przekonać strony do zmiany. Doskonałym przykładem takiej sprawczości jest to, że podczas kampanii do Rady Miasta obecny Prezydent wraz ze mną zaproponował powołanie Toruńskiego Rzecznika Praw Ucznia. Taka funkcja od tego roku szkolnego została wprowadzona. To też potwierdza, że cele czy Prezydenta czy środowiska młodzieżowego są często zbieżne.
Przez ten rok miałeś na pewno wiele okazji, aby porozmawiać ze swoimi rówieśnikami oraz osobami młodszymi i nieznacznie starszymi. Co im się najbardziej nie podoba w tym mieście, jakie zmiany powinny być dla władz priorytetem?
- Wyróżniam trzy działania, które powinny stanowić priorytet, Komunikacja miejska to jeden z nich. Młodzi ludzie bardzo często zaznaczają, że rozkłady często nie są dostosowane do planów lekcji. Często jest tak, że kończąc lekcję np. o godz. 15:00 nie udaje się zdążyć na autobus, który przyjeżdża o 14:57. Trzeba czekać na kolejny autobus godzinę. Młodzież zwraca uwagę także na częstotliwość kursowania tramwajów. Ważne dla nich są także kultura i rynek pracy, który nie spełnił ich oczekiwań. Ze względu chociażby na niższe niż w większych miastach wynagrodzenia. Także dostępność pracy stanowi problem. Kiedy jest się w moim wieku, ma się ok. 20 lat, zaczyna się studia lub kończy szkołę średnią, to najprościej znaleźć pracę w infrastrukturze turystycznej. Poza turystyką bardzo trudno jest znaleźć sensowne zajęcie – to według mnie najbardziej bolący problem toruńskiej młodzieży.
Rozwiązaniem tego problemu jest według ciebie rozmowa i wypracowanie rozwiązań. Jakich?
- To bardzo dobre pytanie. Mamy pomysł na to, jak to rozwiązać. W tym momencie mamy w szkołach średnich różne profile kierunkowe. Ale to nie pomaga młodym mieszkańcom zdobyć zawód w swojej dziedzinie. Zależałoby mi na tym, żeby Gmina Miasta Torunia weszła we współpracę z toruńskimi przedsiębiorcami. Środowisko biznesu tworzyłoby lub wspierało kierunkowe rozwijanie młodych mieszkańców, a następnie, korzystając z obecności na rynku wykształconych specjalistów, zatrudniało ich. Ta symbioza miasta i biznesu będzie na pewno korzystna na dla obu stron.
Na co jeszcze narzekają młodzi ludzie, którzy nie decydują się zostać w swoim mieście kończąc szkołę średnią czy rozpoczynając studia?
- Myślę, że to jest ogólnopolski trend, a nawet ogólnoeuropejski. Kiedy młodzi ludzie decydują się na wybór miejsca, gdzie będą kontynuować edukację, wybierają te największe ośrodki. Nie dotyczy to wyłącznie Torunia. Absolwenci najlepszych szkół średnich: Liceum Uniwersyteckiego, I LO czy IV LO wybierają Gdańsk, Poznań czy Warszawę. Większe miasta tworzą większe możliwości, więc ten wybór jest w jakimś stopniu zrozumiały. Mi bardzo zależy na tym, żeby stworzyć młodym ludziom w Toruniu taką perspektywę rozwoju, która będzie na tyle atrakcyjna, że zdecydują się tutaj pozostać. Bardzo ważny jest tutaj także patriotyzm lokalny i wykształcenie pewnego poczucia misji, że warto w mieście zostać i dołożyć swoją cegiełkę do jego rozwoju.
Mówimy cały czas o młodych mieszkańcach Torunia, którzy z różnych przyczyn nie decydują się pozostać w mieście i założyć tutaj rodzinę. Jak przekonać do zamieszkania w mieście tych, którzy przyjechali do Torunia na studia i nie decydują się w nim pozostać po zakończeniu edukacji?
- Osoby przyjezdne do pozostania w tym mieście przekonać może to, że jest to miasto stosunkowo przystępne cenowo. Ceny mieszkania w Toruniu są przecież niższe niż w dużych ośrodkach. To jest argument, który powinniśmy podnosić i przekonywać potencjalnych mieszkańców, aby zostali tu na dłużej. Doskonałym przykładem działania, które zatrzymuje między innymi takie osoby jest program, w ramach którego mogą wynająć mieszkanie na atrakcyjnych warunkach.
Przygotowane są rozwiązania. Teraz etap najważniejszy – realizacja. Na jakim etapie jest wprowadzanie tych zmian i kiedy możemy oczekiwać początków realnej zmiany?
- Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. W tym momencie jesteśmy na etapie opracowywania strategii rozwoju miasta. Ja bardzo głośno podnoszę pewną kwestię, może nawet niepopularną w pewnych kręgach. Duża część decydentów uważa, że Toruń powinien być miastem wygodnym do życia. Ja patrzę na to trochę inaczej.
Moje pokolenie chce, żeby Toruń był miastem możliwości
Dlaczego?
- Bo chciałbym, aby Toruń był miastem, które stwarza możliwości, a to się niestety w pewnym sensie wzajemnie wyklucza. Możliwość rozwoju osobistego i zawodowego jest bardzo ważna. To pokazuje jak bardzo różni się podejście osób z różnych generacji. Moje pokolenie chce, żeby Toruń był miastem możliwości – my nie mamy kompleksu, żeby rozmawiać np. o wynagrodzeniu, starając się o zatrudnienie. W wygodnym mieście nie będziemy mieli najlepszych rozwiązań. Wygoda nie zawsze oznacza rozwój, a on dla młodego mieszkańca jest najważniejszy. Życie w Toruniu w tym momencie jest w mojej opinii wygodne. Można znaleźć jakąś pracę, chociażby w branży turystycznej, mieszkania są w porównaniu do największych ośrodków, na dobrym poziome cenowym i są dostępne. Można nazwać nasze miasto miastem 15-minutowym, czyli omijają nas problemy przemieszczania się. A jednak młodzi ludzie z tego miasta uciekają. Właśnie dlatego, że to miasto nie stwarza możliwości rozwoju. Myślę, że pierwszym etapem, który teraz się dokonuje, jest zmiana sposobu myślenia o Toruniu.
Wspominasz, że teraz opracowywana jest strategia rozwoju i że ważne, aby w nią wpisać postulaty o jakie, jako pełnomocnik zabiegasz. Kiedy te postulaty będą realizowane?
- Mam nadzieję, że jak najszybciej. Ostatnio rozmawiałem z dyrektorem Centrum Wsparcia Biznesu, która odpowiada za dialog między miastem a biznesem. Nasze postulaty są bardzo zbieżne. Dyrektor Łukasz Szarszewski od dawna mówi głośno o tym, że potrzebujemy pomagać młodzieży w ścieżce rozwoju zawodowego. No bo jeśli ktoś wybierze jakiś profil kształcenia, a później nie znajdzie zatrudnienia w Toruniu to także wina władzy. Kształcimy ludzi, którzy będą musieli z tego miasta wyjechać, dlatego że nie ma tu pracy w ich zawodzie. Ja też czuję się odpowiedzialny za stwarzanie młodym Torunianom możliwości.
Co przez rok od kiedy jesteś pełnomocnikiem ds. młodzieży zmieniło się w tym mieście?
- Zdołaliśmy włączyć młodych ludzi w życie miejskie. Do tej pory młodzież bardzo niechętnie głosowała na wybrane projekty w Budżecie Obywatelskim. W czasie głosowania i bezpośrednio przed nim odwiedziłem toruńskie szkoły średnie i podstawowe i opowiedziałem uczniom o tym, dlaczego ta forma partycypacji jest tak istotna, dlaczego ważne jest głosowanie i zgłaszanie swoich projektów. We współpracy z Toruńskim Laboratorium Miejskim zorganizowaliśmy szkolenie dla młodych ludzi, podczas którego pokazaliśmy im jak napisać projekt, który dzięki wsparciu odpowiednich urzędników poddany jest pod głosowanie. To zaowocowało rekordowym udziałem w głosowaniu właśnie tej grupy mieszkańców. Wierzę, że to zaprocentuje w przyszłości, bo takie działania budują społeczeństwo obywatelskie. Jest duża szansa, że uczestnicy tych warsztatów będą już regularne głosować, zgłaszać swoje inicjatywy i przekonywać innych do ich wspierania. Wspomnę też o bogatej ofercie Toruńskiego Laboratorium Miejskiego – dzięki szeregowi warsztatów i zajęć udaje się zaangażować młodzież w życie miasta. Młodzież w porównaniu do seniorów ma znacznie mniej zdefiniowane potrzeby. Oczekiwania najstarszych mieszkańców są zdecydowanie łatwiejsze do przewidzenia niż potrzeby młodzieży. Każdy ma swoje indywidualne postulaty i pogodzenie wszystkich jest szalenie trudne. Dlatego tak ważny jest dialog z młodzieżą.
Jak wygląda wizja Torunia jako twojego wymarzonego miasta?
- Myślę, że nie zmieniłby się bardzo od tego Torunia, w którym teraz mieszkam. Chciałbym, aby każdy mógł realizować się zawodowo i prywatnie, ale to jest szczerze mówiąc wizja utopijna. W moim wymarzonym Toruniu rynek pracy wyglądałby zupełnie inaczej, a uczelnia powróciłaby do czasów swoje świetności – w tym momencie mamy dwukrotnie mniej studentów niż chociażby 20 lat temu, UMK spada w rankingach, stawiamy na badawczość, ale to niestety odbija się na jakości kształcenia i ogranicza aktywność studencką – nawet zakładając koło naukowe ciężko jest znaleźć opiekuna, bo każdy członek kadry stawia na działalność naukową. Przez to nie wykorzystujemy potencjału. W moim wymarzonym Toruniu komunikacja miejska jeździłaby częściej. Za to na pewno nie zmieniłby się dostęp do terenów zielonych, obecnie w tym aspekcie jest naprawdę dobrze. Mamy też dobre szkoły średnie, które tworzą społeczności. Ten duch miasta w moim wymarzonym Toruniu byłby nadal żywy.