staah "Origami" - to nie jest kolejny rapowy debiut [recenzja]

Debiutancki album staaha zatytułowany "Origami" został zaprezentowany przedpremierowo podczas specjalnego kameralnego odsłuchu w klubie NRD 8 października br. W rozmowie o tym krążku nie da się zignorować kontekstu tego miejsca, ponieważ album został nagrany na piętrze lokalu przy Browarnej 6, a sam staah w swoim czasie działał w tym klubie w barze. Toruńskie podziemie rapowe jest w ostatnich latach bardzo konkurencyjne i jednym słowem sporo się w nim dzieje.

Premierowy odsłuch "Origami" w NRDPremierowy odsłuch "Origami" w NRD
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Patryk Wróblewski
Ignacy Grześkowiak

Jak więc wypada na tym tle debiutancki krążek staaha, poskładany niczym żuraw z papieru z wielu wątków i przemyśleń, spleciony narracyjnie ogromną miłością do lokalnej kultury klubowej? Nie traćmy czasu i zweryfikujmy to.

Analogowy szelest

Otwierające album "intro" wprowadza nas w klimat tego krążka: szelest na tle potężnych, lekko złowieszczych współczesnych syntezatorów, zamknięty analogowym, gramofonowym trzeszczeniem, sugeruje to, co usłyszymy później, czyli zderzenie staroszkolnego boombapu z tym, co teraźniejsze. Tak jak drugi numer "Sentymenstaah" błyszczy bardziej autentyzmem tekstowym w takich linijkach jak "byłem Uberem, barmanem, studentem, twoim ziomkiem", tak "Przed siebie" prezentuje już autentycznie świeże podejście zarówno w kwestii nieszablonowego flow lokalnego rapera, jak i kreatywnego bitu wykorzystującego dźwięk przypominający brzęk butelek w celu rytmizacji. Wspominany utwór kończy się klasyczną skitową rozmową na temat medytacji oświecenia i używek, wiejącą na kilometr późną godziną na palarni NRD.

Premierowy odsłuch "Origami" w NRD
Premierowy odsłuch "Origami" w NRD © Licencjodawca | Patryk Wróblewski

Łapa chodzi sama

Wątek substancji legalnych i nielegalnych jest eksplorowany w dwóch kolejnych numerach. Boombapowe "Chore jazdy" kontrastują introspektywną gorycz narracji o słodko-gorzkiej relacji z marihuaną z ciężką perkusją i leciutkimi dzwonkami. To wszystko jest bardzo mocno w kierunku późnego Maca Millera. Z kolei "Anomalia jak hvvj" to fenomenalna, mroczna współpraca, na której zarówno staah, jak i koless prezentują po prostu czysty ogień w swoich zwrotkach. Na tym numerze dosłownie łapa chodzi sama nawet w domowych warunkach.

Następna na trackliście jest przewrotnie zatytułowana "Burda", jeden z bardziej poruszających utworów projektu, w którym gitarowe pętle przepełnione echem i efektem reverb, nasuwające skojarzenia z pierwszymi nielegalami Lil Peepa w stylu "LIVE FOREVER", znakomicie dźwiękowo współgrają z tekstem, który nieustannie żongluje między dysocjacją a nadzieją na lepsze jutro. Chęć ucieczki od sztampy przewijająca się przez całe "Origami" widoczna jest chociażby w refrenie "Burdy" w wersie "Myślę, jak temat ugryźć, bo o tym każdy rapował".

Premierowy odsłuch "Origami" w NRD
Premierowy odsłuch "Origami" w NRD © Licencjodawca | Patryk Wróblewski

"Balast" dalej eksploruje mrok i ciężar własnej duszy na bicie, nasuwającym skojarzenia z takimi tytanami krajowego offu jak 2K88, TONFA czy Hałastra. Gościnnie występujący Versus MVP ładnie podbija uliczny sznyt tego numeru. "Chłopak zza lady" ze swoim świdrującym basem nieprzytłaczającym nawijającego z laserową precyzją staaha przypomina słuchaczom, jak fenomenalnie zmiksowany jest ten projekt. Ten utwór eksploruje wieczorową codzienność pracowników NRD w sposób tak niezwykle namacalny i barwny, że można to tylko przyrównać do tego, jak Taco Hemingway opisywał swoją podróż metrem ponad 10 lat temu. Gościnnie towarzyszący staahowi domino wjeżdża swoją zwrotką w ten potężny bit z takim impetem jak Oskar z PRO8L3Mu. Końcowy cudny 10-sekundowy skit na temat smaków drinków perfekcyjnie zamyka tę barową opowieść.

"Garnishh" pojawiający się w połowie krążka, to bodajże najsłabszy numer całego albumu; flow w stylu Ghostemane’a lub $uicideboy$ pomimo swojej solidności technicznej staje się nieco męczące przez nadmierny teatralny dramatyzm kompozycji. Problemem tej piosenki jest również próba upchnięcia zbyt wielu tematów tekstowych w zaledwie 4 minuty. Wszystko wraca na właściwe tory w następującym po "Garnishhu" "Przymulonym". Stylistycznie pozostajemy w obrębie mrocznych odłamów pierwszej fali cloudrapu, tym razem jednak bardziej w kierunku nihilistycznego świata Bonesa. Gęsty bas, ciężka sekcja perkusyjna i pamiętny refren — wszystko tutaj jest na swoim miejscu.

Premierowy odsłuch "Origami" w NRD
Premierowy odsłuch "Origami" w NRD © Licencjodawca | Patryk Wróblewski

Ostatni rozdział tej wielowątkowej i wielogatunkowej opowieści otwiera śpiewany "Samolot Origami". W nasz podmiot liryczny wkrada się ostatecznie wiszący w powietrzu od samego początku fatalizm. Po tym utworze można dojść do wniosku, że staah nie będzie w stanie już wyjść z tego mroku. W tej końcowej sekcji "Origami" kluczową rolę grają gitary, które jednocześnie bardzo wyróżniają ten album na tle toruńskiego podziemia. Zarówno "Mogę posiedzieć", jak i "Zaparzcie" instrumentalnie prowadzone są przez subtelnie rozstrojoną zawieszoną w powietrzu gitarę akustyczną. Gościnny wokal Oli K. przypomina trochę to, co prezentowała Kacha z Coalsów na pierwszych płytach.

"Mogę posiedzieć", pomimo mocnego analogowego rzężenia, jawi się jako przemyślana kompozycja poprzez bardzo ciekawe nakładanie na siebie ścieżek wokalnych w końcówce utworu. "Mogę posiedzieć" i "Zaparzcie" są trochę jak dwie strony jednej relacji miłosnej, którą poznajemy od końca tym pierwszym utworem, by poznać jej genezę chwilę później w optymistycznym, niewinnym, przepełnionym limerencją "Zaparzcie" nieświadomym mroku "Mogę posiedzieć".

Miodne solo gitarowe

Kolejny numer "Dojrzałem" to chyba najbardziej kreatywny fragment "Origami". Staah w tym numerze nie jest tylko raperem, lecz wokalistą bawiącym się rockowym bravado. Instrumental napisany przez Janasa bawi się tutaj gitarowymi kliszami, mistrzowsko wplatając je w tracklistę "Origami". Staah tekstowo orientuje się w tym utworze, że od pewnych spraw nie da się uciec i trzeba ostatecznie stanąć w prawdzie. Do tego utworu nie jestem w stanie wskazać jakiegoś podobieństwa lub inspiracji, to po prostu czysta, nieskrępowana autorska energia staaha połączona z rockową balladowością instrumentalu Janasa. Nie przesadzam, mówiąc, że to jeden z najciekawszych numerów toruńskiego podziemia, w sensie: kiedy ostatni raz słyszeliście na projekcie rapowym elektryzujące miodne solo gitarowe? W czasach Run-D.M.C.?

Po tym prawie godzinnym klubowym tańcu z własnym jungowskim cieniem i toruńskim nocnym życiem "Origami" zamyka się optymistyczną nutą. "Pogoda na bluzę" to akustyczny, ujmujący pogodny letniaczek. Dokumentująca młodzieńcze perypetie narracja przypomina trochę pierwsze numery Szczyla lub Adiego Nowaka, a połowicznie śpiewane flow wieje na kilometr płytą "F3" z dyskografii Fisz Emade Tworzywo. Swobodny blues-rockowy instrumental z bardzo ogniskowym biciem gitarowym pięknie dopełnia wyczilowany klimat "Pogody na bluzę". Na koniec mamy nieco zbędne "Origami (outro)", ale wiadomo, było intro, musi być też outro.

Premierowy odsłuch "Origami" w NRD
Premierowy odsłuch "Origami" w NRD © Licencjodawca | Patryk Wróblewski

"Origami" nie jest albumem idealnym. Zdarzają się momenty, w których staah próbuje zmieścić w jednym kawałku więcej niż udźwignie kompozycja, a chwilami mrok staje się nie tyle środkiem wyrazu, ile wygodną estetyczną kryjówką. Tyle że pod tymi niedoskonałościami pulsuje coś znacznie ciekawszego niż kolejny sprawnie skrojony rapowy debiut: autorska osobowość. Staah nie tyle składa papierowe formy z cudzych inspiracji, ile rozrywa je, zgniata i skleja na własnych zasadach. Z tej pozornej destrukcji wyłania się Toruń nocny, lepki od klubowego potu, dymu i niespełnionych ambicji, ale wciąż zdolny do czułości.

NRD nie jest tu jedynie adresem w książeczce płytowej ani nostalgicznym rekwizytem w lokalnej mitologii. To krwiobieg tego albumu, jego nieformalna sala prób, konfesjonał i bar jednocześnie. Staah przekuwa lata spędzone przy Browarnej 6 w opowieść, w której klubowy gwar płynnie przechodzi w egzystencjalny kac, a nocne rozmowy zostawiają ślady głębsze niż niejedna wielka życiowa deklaracja.

"Origami" brzmi jak Toruń po zamknięciu lokalu — kiedy gasną światła, ale nikt jeszcze nie ma ochoty wracać do domu. I właśnie dlatego ten debiut ma znaczenie: bo zamiast udawać, że pochodzi skądkolwiek, doskonale wie, skąd wyrasta.
Wybrane dla Ciebie