Przegląd toruńskiego podziemia w ramach Pikniku Wiślanego: Nie bez przeszkód, ale dalej w formie [fotogaleria]

Dni Torunia trwają w najlepsze. W ostatnich tygodniach dużo pisaliśmy tutaj o rozpoznawalnych artystach i markach festiwalowych. Tym razem postanowiliśmy zboczyć z utartych szlaków i wybrać się na niepozorny początek Pikniku Wiślanego, w ramach którego na scenie można było zobaczyć absolutne ikony toruńskiego podziemia, czyli zespół Parno, a także nieco młodszą stażem heavy metalową formację Jack Friday, kończąc ten przegląd koncertem cenionej wokalistki i animatorki kultury Sary Pach. Koncerty odbywały się od godzin wczesnopopołudniowych i być może to właśnie stworzyło dla artystów największe wyzwanie, ale nie uprzedzajmy faktów.

Jack FridayJack Friday
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Ignacy Grześkowiak
Ignacy Grześkowiak

Na miejsce docieram w trakcie próby Parno. To, co od razu uderza prosto w twarz, to… trudne warunki pogodowe. Niemalże bezchmurne niebo oraz temperatura sięgająca blisko 31 stopni Celsjusza sprawiają, że wraz z innymi obecnymi na Bulwarze Filadelfijskim czujemy się jak partia ziemniaczanych kuleczek kończących właśnie swój pobyt we frytkownicy i czekająca na kucharza, który łaskawie wyciągnie je z tego gorąca. Cysterna z wodą pitną zapewniona przez Toruńskie Wodociągi jest od samego początku wydarzenia najbardziej rozchwytywanym elementem programu. Wydaje się, że z każdą sekundą przestrzeń pozwalająca na złapanie oddechu w cieniu kurczy się.

Parno wkracza na scenę w zasadzie punktualnie, mając na uwadze, że każdy z wymienionych we wstępie artystów otrzymał jednogodzinny slot koncertowy, ekipa Grzegorza Giedrysa postanawia nie bawić się w półśrodki i od samego początku wjeżdża ze swoimi szlagierami. Koncert rozpoczynają od klimatycznego, enigmatycznego i pustynnego w swoim klimacie "Ani mru mru", które otwiera także ich długogrający krążek z zeszłego roku. Po tym gęstym, acz spokojnym wstępie duszna atmosfera zostaje przecięta przez elektryzujący riff największego hitu zespołu, czyli "Coraz Głębiej". To, co rzuca się w uszy przy tym wykonaniu, to fakt, że ewidentnie ten materiał dalej dobrze się gra ekipie braci Giedrys. Widać to po radośnie bujającym się Wojciechu wraz z jego gitarą basową, po Marcinie "Yahu" Jaskulskim, który w swoim ruchu scenicznym bawi się wszystkimi ogranymi kliszami niepokornego wokalisty, lub po Jacku Leśniewskim i jego perkusji, który zerka zza niej co rusz w stronę swoich pozostałych kolegów z zespołu, jakby chciał telepatycznie powiedzieć "to wciąż jest dobra płyta".

  • Parno
  • Parno
  • Parno
  • Parno
  • Parno
  • Parno
  • Parno
  • Parno
  • Parno
  • Parno
  • Parno
  • Parno
  • Parno
  • Parno
[1/14] Parno Źródło zdjęć: Metropolia Toruńska .pl | Ignacy Grześkowiak

Oczywiście nie zabrakło tu pozostałych solidnych singli zespołu, jak chociażby "Smutne dziewczęta", w przeciwieństwie do wersji albumowej, tym razem bez żeńskich chórków, ale z równie czarującym i chwytliwym refrenem jak w swoim studyjnym wydaniu. Muzycznie absolutnie nie mam się tu do czego przyczepić, nawet gdybym chciał. Chłopaki wydają się być bardziej zgrani niż kiedykolwiek wcześniej. Zaprezentowali oni nawet przedpremierowo numer zatytułowany "Wszystko jedno", który być może nie jest jakąś wywrotową rewolucją w brzmieniu zespołu, ale jednocześnie pokazuje, że Parno nie ma zamiaru zapętlić się na tym, co znamy z ich debiutu. "Wszystko jedno" stoi gdzieś między polską muzyką gitarową lat 90. a współczesnym post-punkiem z Wielkiej Brytanii dzięki zastosowanym w tym utworze efektom gitarowym oraz być może najszybszemu tempu w całym dotychczasowym dorobku zespołu.

Tak jak muzycznie Parno po raz kolejny dowiozło, tak zawiodła tym razem… frekwencja. W piku zespół grał dla kilkunastu osób i absurdalnie wczesna godzina koncertu (13:20), jak na ten niepodrabialny klimat opowieści z wieczornych eskapad prezentowany przez grupę, zagrała tu absolutnie na niekorzyść.

Toruń domem dla obcokrajowca

Sytuacja minimalnie poprawiła się w trakcie kolejnego koncertu, czyli metalowego Jack Friday. Nie znaczy to jednak, że szeroka przestrzeń Bulwaru Filadelfijskiego wypełniła się po brzegi słuchaczami. Tym razem mówimy o publice rzędu 25–30 osób, która i tak była najliczniejszą spośród opisywanych w tym tekście. Niemniej jednak zespół Jack Friday okazał się dla zebranych dużym zaskoczeniem pod kątem prezentowanego rzemiosła.

Oczekiwałem tutaj jednowymiarowego metalowego growlowania, które szybko się wypali w trakcie godzinnego koncertu. Zamiast tego otrzymałem ciekawą fuzję gatunkową utylizującą elementy funku, punku i metalu, znaną także jako crossover thrash. Brzmienie to spopularyzowało w latach osiemdziesiątych kalifornijskie Suicidal Tendencies i właśnie takiego klimatu muzyki skejtów zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych mogli zasmakować szczęśliwcy, którzy pofatygowali się na scenę plenerową Bulwaru Filadelfijskiego. Meksykański wokalista toruńskiego Jack Friday co rusz podkreślał swoje latynoskie korzenie, czy to za pomocą okazjonalnych hiszpańskich tekstów, czy poprzez jakże tożsame z tym regionem geograficznym i jakże przydatne przy obecnych warunkach pogodowych tradycyjne sombrero obecne wraz z nim na scenie. Jednocześnie bardzo miło było posłuchać w okolicznościach takich jak Dni Torunia monologu obcokrajowca mieszkającego od 5 lat w Toruniu, który czuje się tu na tyle dobrze, by nazywać to miejsce domem.

Kameralna scena Pikniku Wiślanego niemalże nie mogła pomieścić tego dynamicznego ruchu wszystkich członków Jack Friday, którzy wpadli na nią z energią godną otwarcia małej sceny Pol and Rock Festivalu, a nie grania dla garstki szczęśliwych słuchaczy o 14:25. Pamiętne riffy w dużej mierze oparte na ślizgach po gitarowym gryfie i skrajnie wyrazistych i gęstych efektach godnych największych tuzów amerykańskiego thrashu takich jak Anthrax lub Megadeath, oraz magnetyczna charyzma wokalisty znanego wyłącznie pod aliasem "Oz", tak najlepiej można podsumować ten koncert.

  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
  • Jack Friday
[1/16] Jack Friday Źródło zdjęć: Metropolia Toruńska .pl | Ignacy Grześkowiak

Szeroka skala i mocny warsztat

No i na koniec otrzymaliśmy występ, który był na papierze idealny na piknikowe okoliczności sobotnich obchodów Dni Torunia, czyli Sara Pach w repertuarze coverowym. Wydawało się, że piosenki znane i lubiane przyciągną w końcu liczniejszą publikę na Bulwar Filadelfijski. Tak się jednak nie stało i Sara Pach grała dla publiczności oscylującej gdzieś między 12 osobami w piku a 3 osobami w najgorszym momencie.

Kameralny koncert odbył się w formacie — wokalistka i klawiszowiec. Duet zaprezentował szeroki wachlarz popowych zachodnich hitów, takich jak otwierające występ "Shallow" Lady Gagi z filmu "Narodziny Gwiazdy", "Rolling in the Deep" Adele oraz "Halo" Beyoncé. Nie zabrakło także krajowej muzyki w formie "Dmuchawce, latawce, wiatr" Urszuli, a także być może najmocniejszego wykonania całego koncertu, czyli bardzo teatralnej, emocjonalnej i autorskiej wersji "Tak... Tak... To ja" z repertuaru Obywatela G.C. Gdzieniegdzie pojawił się także autorski materiał toruńskiej artystki chociażby w formie napisanego w tak zwanym strumieniu świadomości utworu "Nie ma nas". W trakcie swojego występu Sara Pach dała się poznać jako wokalistka o szerokiej skali i mocnym warsztacie, jednakże być może jako postać zbyt zachowawcza i bezpieczna, by odnieść szerszy komercyjny sukces.

  • USara Pach
  • Sara Pach
  • Sara Pach
  • Sara Pach
  • Sara Pach
  • Sara Pach
  • Sara Pach
  • Sara Pach
  • Sara Pach
  • Sara Pach
  • Sara Pach
  • Sara Pach
  • Sara Pach
[1/13] Sara Pach Źródło zdjęć: Metropolia Toruńska .pl | Ignacy Grześkowiak

Udany przegląd

Podsumowując, pomimo trudnych warunków pogodowych i znikomej frekwencji, przegląd toruńskiego podziemia w ramach Pikniku Wiślanego możemy uznać za udany. Akustyka była na poziomie bez większych potknięć, co przy tak zróżnicowanym gatunkowo zestawie artystów jest czymś absolutnie godnym podziwu. Parno brzmiało wiernie swojemu studyjnemu wcieleniu. Jack Friday zaskoczył ogromnymi pokładami koncertowego brawado, wściekłą punkową energią i interesującą fuzją klimatów toruńskich z meksykańskimi i kalifornijskimi aromatami. Sara Pach z kolei zaprezentowała występ na warsztatowo wysokim poziomie, jednak bez tego elementu "wow", który dowieźli poprzedzający ją artyści.

Przed nami wciąż wiele wydarzeń w ramach Dni Torunia, jak chociażby budzący zainteresowanie piątkowy Plebiscyt Toruńskie Gwiazdy połączony z koncertem Lordofonu lub sobotnia Gala otwarcia 24. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego BellaTOFIFEST. Wydaje się, że w trakcie tego tygodnia muzyka celebrująca tegoroczne święto miasta jest praktycznie wszędzie, nawet na przystankach tramwajowych, na których chwilę grają jedni z najlepszych artystów Metropolii Toruńskiej. Słowem, jak tu się nie cieszyć, chociaż jakby nie patrzeć, mogłoby być ciut chłodniej.

Wybrane dla Ciebie