Od Emirates do Blondies on Board. Historia dwóch byłych stewardes, które podbijają internet

Jeszcze niedawno witały pasażerów na pokładach samolotów Emirates. Dziś witają przed kamerą tysiące internautów. W rozmowie z Metropolią Toruńską Wiktoria i Alicja opowiadają o pracy w jednej z najbardziej prestiżowych linii lotniczych świata i o tym, jak narodziło się Blondies on Board.

Od Emirates do Blondies on Board.Od Emirates do Blondies on Board.
Źródło zdjęć: © Blondies on Board | Blondies on Board
Katarzyna Kucharczyk

Przyjaźń na wysokości 10 tysięcy metrów

Ich codziennością były loty do Nowego Jorku, Tokio, Sydney czy Hongkongu. Każdy tydzień wyglądał inaczej, każdy dzień oznaczał nową załogę, nowych pasażerów i kolejne tysiące kilometrów do pokonania. Tak przez kilka lat wyglądało życie Wiktorii z Torunia i Alicji z Olsztyna, które pracowały dla Emirates.

Dziś charakterystyczne czerwone kapelusze i beżowe mundury zamieniły na kamerę oraz media społecznościowe. Jako Blondies on Board opowiadają o świecie, którego większość pasażerów nigdy nie ma okazji poznać. Pokazują kulisy pracy personelu pokładowego, obalają mity dotyczące zawodu stewardesy i szczerze mówią o wyzwaniach, które kryją się za uśmiechem.

Patrząc na nie dzisiaj, trudno uwierzyć, że ich przyjaźń zaczęła się całkiem niedawno. Łączy je podobne poczucie humoru, sposób patrzenia na świat i zdolność kończenia za siebie zdań. A wszystko zaczęło się... podczas jednego wspólnego lotu.

Choć przez Emirates przewijają się tysiące członków personelu pokładowego z całego świata, one trafiły na siebie właśnie wtedy. Kilkanaście godzin spędzonych razem na pokładzie wystarczyło, by po wylądowaniu nie stracić kontaktu. Z czasem znajomość przerodziła się w przyjaźń, a później we wspólny projekt.

– Miałyśmy ten sam vibe. To samo poczucie humoru. Bardzo szybko złapałyśmy wspólny język – wspominają nasze rozmówczynie. – W Emirates pracują tysiące ludzi z całego świata. Polacy również nie należą tam do rzadkości, ale przez to, że każdy lot to inna załoga, bardzo trudno jest nawiązać trwałe relacje. To też normalne, że nie dogadujemy się z każdym i łączą nas głównie obowiązki zawodowe. Ale u nas coś zaskoczyło. I mimo że poleciałyśmy razem tylko raz, kontakt trwał i wciąż trwa.

Po wylądowaniu kontakt się nie urwał. Wręcz przeciwnie. Zaczęły rozmawiać coraz częściej, spotykać się poza pracą i odkrywać, że podobnie patrzą nie tylko na codzienność w lotnictwie, ale również na życie. Nie przypuszczały wtedy, że niedługo później wspólnie stworzą projekt, który przyciągnie przed ekrany telefonów tysiące osób.

Marzenie, które wydawało się nieosiągalne

Zanim jednak pojawiły się media społecznościowe, był zupełnie inny cel. Emirates. Dla wielu młodych ludzi to synonim prestiżu. Elegancki mundur, loty do najdalszych zakątków świata, międzynarodowe środowisko i możliwość zamieszkania w Dubaju sprawiają, że rekrutacje do linii od lat cieszą się ogromnym zainteresowaniem.

Droga do pracy na pokładzie wcale nie jest jednak prosta. Najpierw zgłoszenie przez internet. Później udział w tzw. Open Day, podczas którego kandydaci przechodzą kolejne etapy selekcji. Rozmowy kwalifikacyjne, testy sprawdzające znajomość języka angielskiego, zadania grupowe, a na końcu oczekiwanie na telefon z decyzją.

Wiktoria i Alicja przeszły tę drogę pomyślnie, choć i tam nie brakowało trudności, z którymi trzeba było się zmierzyć. Pierwsze wyzwania, pierwsze zetknięcie z tym, jak wygląda ta praca, pierwsze dostosowywanie się do sztywnych reguł. Żadnej z nich to jednak nie przestraszyło. Chęć spełnienia zawodowych marzeń była silniejsza. Kiedy nadeszła odpowiedź, że mogą wsiąść na pokład Emirates, spakowały całe swoje życie i przeprowadziły się do Dubaju, gdzie rozpoczęły intensywne szkolenia przygotowujące do pracy w załodze pokładowej.

– Człowiek myśli wtedy głównie o podróżach, jest trochę zaślepiony pięknem świata, możliwościami, które dopiero się otwierają. Poniekąd trafia się do światowej elity i wydaje się, że to będzie jedno wielkie spełnienie marzeń – przyznają.

I rzeczywiście tak było. Nowe kraje, nowe kultury, mejsca, które wcześniej znały jedynie z internetu. Hotele z widokiem na panoramy największych miast świata. Możliwość odwiedzenia miejsc, o których wcześniej mogły tylko marzyć. To właśnie tę stronę pracy stewardesy najczęściej oglądamy w mediach społecznościowych. Ale za eleganckim mundurem kryje się również świat, którego pasażerowie nigdy nie widzą.

– Obowiązki zawodowe ma każdy, ale kiedy ograniczają cię bardzo sztywne zasady, po jakimś czasie pojawia się potrzeba buntu. Brakowało nam po prostu... siebie – mówi Alicja. – W Emirates niemal każdy szczegół podlega regulaminowi. Makijaż musi być wykonany zgodnie z wytycznymi. Włosy powinny wyglądać perfekcyjnie, także pod względem koloru. Widoczne odrosty nie wchodzą w grę. Paznokcie mają określony odcień, a mundur musi prezentować się nienagannie. To po pewnym czasie zaczynało frustrować – wspomina.

Dla podróżnych był to niemal niezauważalny element lotu. Dla nich – codzienna rutyna. Każdy dzień oznaczał także kontakt z setkami osób w różnych humorach, z różnymi oczekiwaniami.

– Bywały momenty, kiedy z przemęczenia nie chciało nam się nawet otworzyć oczu. Człowiek leci do miejsca, które od zawsze chciał zobaczyć, a jedyne, o czym marzy po wylądowaniu, to położyć się spać. Na zwiedzanie też nie ma nie wiadomo jak wiele czasu. Trzeba wypocząć, odświeżyć się, przygotować do kolejnej podróży, dojechać na lotnisko… – opowiadają.

Jet lag, wielogodzinne loty, zmiany stref czasowych i nieregularny rytm dnia sprawiają, że organizm nie ma szans przyzwyczaić się do jednego trybu życia. Czasem na zwiedzanie zostawało kilka godzin. Innym razem nawet wymarzona lokalizacja nie dawała już żadnej satysfakcji.

– Z perspektywy czasu te wspomnienia są trochę inne. Mogłyśmy pospełniać marzenia, na przykład ja zawsze chciałam zwiedzić USA. To się udało. I to jest piękne. Zobaczyłyśmy miejsca, do których być może nigdy nie dotarłybyśmy jako turystki. Ale z czasem to przestaje cieszyć. Staje się rutyną, może nawet czymś, czego ma się dość.

Takie słowa mogą dziwić widzów, którzy spotykają się z Blondies on Board w mediach społecznościowych. Tak samo, jak ciekawostki zza kulis pracy w najbardziej prestiżowych liniach lotniczych. Jednym z zaskoczeń było choćby to, jak wiele odpowiedzialności spoczywa na personelu pokładowym. Stewardesa nie jest wyłącznie osobą, która podaje posiłki i wita pasażerów z uśmiechem. Przede wszystkim odpowiada za bezpieczeństwo.

Dlatego przed niemal każdym lotem członkowie załogi przechodzą krótki sprawdzian wiedzy. Pytania losowane są z ogromnej bazy procedur bezpieczeństwa. Mogą dotyczyć dosłownie wszystkiego, na przykład tego, których drzwi nie wolno otworzyć podczas awaryjnego lądowania na wodzie. Każdego dnia należało być gotowym na kolejne pytania, bo w sytuacji zagrożenia nie ma czasu na zastanawianie się. Wszystko musiało być poniekąd wyuczonym odruchem.

Praca w Emirates oznaczała również ogromną odpowiedzialność za przestrzeganie procedur. Każde odstępstwo od zasad mogło skończyć się tzw. reportem, czyli służbową uwagą wpisywaną do dokumentacji pracownika. I wbrew temu, co mogłoby się wydawać, nie dotyczyło to wyłącznie poważnych sytuacji.

– Report można było otrzymać między innymi za niewłaściwe wykonanie procedur bezpieczeństwa, nieprawidłowo zabezpieczone drzwi, źle schowaną zjeżdżalnię ratunkową czy zachowanie niezgodne z obowiązującymi standardami. Takie wpisy miały wpływ na rozwój kariery. Mogły utrudnić awans, a w poważniejszych przypadkach kończyły się pisemnym upomnieniem. Trzeba było naprawdę bardzo uważać – wspominają rozmówczynie.

Kontroli podlegały jednak nie tylko procedury. Równie ważny był wygląd. Kolor paznokci, fryzura, widoczne odrosty czy sposób wykonania makijażu również musiały odpowiadać obowiązującym standardom. To właśnie ta ciągła świadomość, że każdy szczegół może zostać oceniony, z czasem zaczęła coraz bardziej męczyć.

Mimo wszystkich trudności żadna z nich nie żałuje czasu spędzonego w Emirates. Wręcz przeciwnie. Obie zgodnie przyznają, że właśnie tam zdobyły doświadczenia, których nie zamieniłyby na żadne inne. Z czasem jednak coraz wyraźniej czuły, że ten rozdział dobiega końca.

W przypadku Alicji decyzję przyspieszyły problemy zdrowotne. Organizm coraz gorzej znosił intensywne tempo pracy, a kolejne reporty i związany z nimi stres tylko pogłębiały zmęczenie. Coraz bardziej męczyło ją także życie podporządkowane regulaminom, nieustanna kontrola, sztywne zasady czy codzienne funkcjonowanie według narzuconych standardów. Wiktoria stwierdziła natomiast, że nadszedł czas na rozpoczęcie nowego rozdziału. Dubaj nigdy nie był dla niej "na zawsze".

– Po prostu przyszedł nowy etap – wspominają.

Odchodząc, chyba nie do końca wiedziały jeszcze, że wszystko, czego doświadczyły przez lata pracy w Emirates, za chwilę stanie się fundamentem czegoś zupełnie nowego.

Kamera, telefon i… żadnego planu

Po odejściu z linii lotniczych nie usiadły z biznesplanem ani listą celów do zrealizowania. Nie analizowały algorytmów, nie zastanawiały się, jak zdobyć obserwatorów i nie planowały internetowej kariery. Pomysł dojrzewał znacznie wcześniej. To właśnie Wiktoria od dawna nosiła się z zamiarem nagrywania materiałów o pracy stewardesy. Chciała pokazać kulisy zawodu, o którym mówi się głównie przez pryzmat egzotycznych podróży i pięknych zdjęć z całego świata. Brakowało jej jednak odrobiny odwagi, by robić to samodzielnie.

– Wiedziałam, że internet potrafi być brutalny. Ludzie oceniają wszystko. Bałam się, że sama sobie z tym nie poradzę. We dwie jest po prostu łatwiej. Nawet jeśli pojawia się hejt, można o tym porozmawiać, pośmiać się i iść dalej.

Tak narodziło się Blondies on Board. Bez wielkich przygotowań, bez konkretnego scenariusza. Po prostu usiadły przed kamerą i zaczęły rozmawiać, jak przyjaciółka z przyjaciółką. Nie dotyczyło to konkretnej obsługi samolotu czy procedur bezpieczeństwa. Postawiły na coś, co od lat rozpala wyobraźnię internautów. Życie w Dubaju. A konkretniej… randkowanie.

– To był chyba nasz trzeci filmik. I on naprawdę bardzo mocno się wybił, bo był trochę kontrowersyjny. Po nim wskoczyła fala obserwatorów, pytających, ludzi ciekawych tej pracy. Razem z nimi pojawiły się jednak komentarze. I nie wszystkie były przychylne – wspominają. – Jedna została skrytykowana za to, że randkowała za mało, drugą krytykowano, że randkowała za dużo. Poleciały wyzwiska z każdej strony – śmieją się dzisiaj. – Takie komentarze mogłyby nas zniechęcić, ale machnęłyśmy ręką i powiedziałyśmy sobie: dobra, jedziemy dalej, i tak zawsze będą gadać i krytykować.

Po pierwszych filmach szybko zrozumiały, że widzowie oczekują czegoś zupełnie innego niż kolejnych nagrań pokazujących luksusowe hotele czy zachody słońca oglądane z okna samolotu. Ludzie chcieli dowiedzieć się więcej o kulisach. Pojawiały się pytania o rekrutację, życie w Dubaju, szkolenia czy codzienność stewardes. Internauci chcieli wiedzieć, od czego zacząć, jak przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej i czy praca w jednej z najbardziej prestiżowych linii lotniczych świata rzeczywiście jest w ich zasięgu.

Nie brakowało jednak także bardziej szczegółowych pytań, choćby o to, jaki konkretnie odcień szminki noszą stewardesy, gdzie śpią podczas długich lotów, jaki lot był marzeniem, a jaki koszmarem, jacy pasażerowie byli najlepsi, a jacy najgorsi… Tematów nie brakowało i wciąż nie brakuje, a one nie zamierzają przestawać na nie odpowiadać. Często bez żadnego bez upiększania, bez udawania i przede wszystkim bez tworzenia wizerunku idealnej stewardesy.

– Chciałyśmy pokazać tę pracę taką, jaka naprawdę jest. Doskonale pamiętały, jak same kilka lat wcześniej same szukałyśmy informacji o Emirates. W internecie dominowały piękne zdjęcia, egzotyczne plaże, luksusowe hotele, wszędzie uśmiechnięte stewardesy. Znacznie mniej mówiło się o odpowiedzialności, zmęczeniu i wyrzeczeniach. I nam oczywiście nie chodzi wciąż o to, żeby kogoś zniechęcać, bo wciąż uważamy, że to naprawdę dobra praca, która daje wiele możliwości. Ale chcemy tylko pokazać pełny obraz.

Dzisiaj zamiast witać pasażerów na pokładzie samolotu, witają przed kamerą ludzi marzących o tej samej drodze, którą same przeszły. Różnica jest tylko jedna. Tym razem nikt nie mówi im, jak mają wyglądać. Jak mają się uśmiechać. I co mogą powiedzieć. Opowiadają tę historię już wyłącznie na własnych zasadach.

Coś więcej niż kanał w mediach społecznościowych

Popularność w internecie szybko pokazała Wiktorii i Alicji, że ich obserwatorzy nie szukają wyłącznie ciekawostek z pokładu samolotu. Dziś chcą być dla innych wsparciem, którego same kiedyś szukały. Na stronie www.blondies.store gromadzą praktyczne informacje dla osób marzących o pracy w lotnictwie. Można tam znaleźć konsultacje, a wkrótce także odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania oraz materiały przygotowujące do procesu rekrutacji. W przygotowaniu jest kompleksowy poradnik dla przyszłych stewardes i stewardów. Nie będzie to jednak kolejny przewodnik pokazujący wyłącznie piękną stronę tego zawodu.

– Chcemy, żeby ludzie wiedzieli, na co naprawdę się piszą. Ta praca daje niesamowite możliwości, ale niesie też ogromną odpowiedzialność i wiele wyrzeczeń. Im wcześniej ktoś będzie tego świadomy, tym łatwiej będzie mu podjąć decyzję.

Za internetową popularnością przyszły także nowe możliwości. Wiktoria była już gościem jednego z najpopularniejszych podcastów w Polsce – "7 metrów pod ziemią", gdzie opowiedziała o pracy w Emirates i kulisach życia personelu pokładowego. Premiera odcinka zaplanowana jest na początek lipca.

Dziewczyny podkreślają jednak, że największą satysfakcję daje im coś zupełnie innego niż liczby. Pod każdym filmem pojawiają się dziesiątki wiadomości od osób, które marzą o pracy w lotnictwie i szukają rzetelnych informacji o tym zawodzie.

– To chyba najbardziej nas cieszy. Wiemy, że dzięki naszym materiałom ktoś może podjąć bardziej świadomą decyzję i lepiej przygotować się do rekrutacji.

Wokół Blondies on Board powstaje społeczność, którą łączy nie tylko ciekawość świata lotnictwa. Dla wielu obserwatorów to pierwszy krok do spełnienia marzeń o pracy w przestworzach, a dla założycielek profilu dowód na to, że warto jest opowiadać historię, której same kiedyś chciały wysłuchać. Można to zrobić choćby na TikToku @blondies.on.board.

Wybrane dla Ciebie