Gołąb spędził kilka dni w szybie wentylacyjnym
O sprawie Fundacja Zalatani - Na ratunek ptakom poinformowała w czwartek, 9 lipca. Do organizacji trafiło zgłoszenie dotyczące gołębia, który wpadł do szybu wentylacyjnego w mieszkaniu znajdującym się na najwyższym piętrze jednego z toruńskich wieżowców.
Po zdjęciu kratki wentylacyjnej wolontariusze zobaczyli ptaka znajdującego się niemal dwa metry poniżej otworu. Szyb miał około 12 na 10 centymetrów szerokości, przez co gołąb nie był w stanie rozprostować skrzydeł ani samodzielnie wydostać się na powierzchnię. Przez kilka godzin podejmowano kolejne próby jego wyciągnięcia.
– Szukam konkretnego, możliwego do wykonania rozwiązania, które pozwoli wydostać gołębia z tak wąskiego szybu bez niszczenia ścian – napisali przedstawiciele fundacji w mediach społecznościowych.
Rozważano skucie ściany, za którą krył się otwór, jednak właścicielka mieszkania nie wyraziła na to zgody. Fundacja rozpoczęła zatem kontakt z kominiarzami, firmami zajmującymi się wentylacją i czyszczeniem szybów, Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska oraz służbami ratunkowymi. Mimo chęci pomocy i prób, ptaka nie udało się wydostać. Poszukiwania innego sposobu trwały...
Blisko 200 komentarzy pod jednym wpisem
Pod apelem w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się komentarze. Użytkownicy proponowali własne rozwiązania, opisywali podobne sytuacje i dzielili się doświadczeniami z ratowania ptaków. Pomysłów nie brakowało, ale wąski szyb niestety utrudniał ich realizację.
Jednym z najczęściej powtarzających się pomysłów było opuszczenie do szybu niewielkiej platformy wykonanej z deseczki lub kilku warstw sklejonego kartonu. Miała ona posłużyć jako prowizoryczna winda.
"Deseczka o wymiarach nieco mniejszych od szybu, zawieszona na czterech linkach. Opuścić ją pionowo, manewrować tak, żeby ptak wszedł na platformę, a następnie powoli wyciągnąć do góry" – proponował jeden z mieszkańców.
Inni sugerowali wykorzystanie grubego sznura żeglarskiego, który stopniowo wypełniałby dno szybu i unosił gołębia coraz wyżej.
Pojawiły się także pomysły użycia siatek, teleskopowych podbieraków, drabinek dla ptaków czy specjalnych pętli wykonanych z cienkich linek. Kilka osób opisywało własne doświadczenia z ratowania kawek i kanarków uwięzionych w podobnych miejscach. Fundacja odpowiadała na kolejne propozycje, informując, które rozwiązania zostały już sprawdzone i dlaczego nie udało się ich zastosować.
Kolejne godziny przyniosły brak rozwiązania
Kolejne godziny upływały na telefonach do specjalistów i służb. Fundacja spotkała się jednak z oporem.
– Od 95 procent osób słyszałam jedno: "Nie da się" – napisała później przedstawicielka fundacji. – Wiedziałam, że on tam jest. Wiedziałam, że żyje. Wiedziałam, że z każdą godziną jest coraz słabszy. A ja nie mogłam zrobić absolutnie nic – relacjonowała.
Mimo kolejnych pomysłów pojawił się jeszcze jeden problem. Nie było kontaktu z właścicielką mieszkania, do którego trzeba było ponownie wejść, aby podjąć kolejną próbę ratunku. Ostatecznie z właścicielką skontaktowała się policja. Kobieta wyjaśniła, że wcześniej nie było jej w domu i nie miała dostępu do telefonu. Dzięki temu możliwe było ponowne wejście do mieszkania.
Mieszkaniec skonstruował specjalny podnośnik
Przełom przyniósł pomysł jednego z mieszkańców, pana Andrzeja Lewandowskiego. Mężczyzna przerobił spiralę do udrażniania rur, montując na jej końcu specjalną pętlę oraz niewielką kamerkę z oświetleniem. Dzięki obrazowi z kamery można było obserwować wnętrze szybu i precyzyjnie manewrować urządzeniem. Po kilku próbach gołębia udało się bezpiecznie wyciągnąć.
– Wyciągnęliśmy gołębia bez szwanku. Bez żadnych lepów. Bez utraty nawet jednego piórka – poinformowała fundacja.
Pięć dni w szybie
Jak poinformowała Fundacja Zalatani, gołąb był uwięziony w szybie co najmniej od niedzieli. Przez pięć dni pozostawał bez dostępu do jedzenia, wody i światła. Po wydostaniu był mocno wychudzony i odwodniony. Trafił pod opiekę fundacji, gdzie otrzymał pierwsze kroplówki i dalszą pomoc.
– Po nocy jest dużo lepiej. Kroplówki zrobiły swoje i chłopak wyraźnie nabrał sił. Z wczorajszą kolacją musieliśmy mu jeszcze pomóc, ale śniadanie wciąga już sam – przekazali wolontariusze. – Zaczęliśmy od karmy dietetycznej, żeby nie obciążać układu pokarmowego, który przez pięć dni praktycznie nie pracował. Także powoli, krok po kroku, dochodzimy do siebie – dodaje fundacja.
Organizacja zapowiedziała również, że będzie zabiegać o odpowiednie zabezpieczenie kratek wentylacyjnych w budynku, aby podobna sytuacja nie powtórzyła się w przyszłości. Kilka godzin po zakończeniu akcji pod wpisem fundacji pojawiło się kolejne pytanie skierowane do internautów. Tym razem nie dotyczyło już sposobu ratowania ptaka.
Przy okazji organizacja przypomniała również o prowadzonej zbiórce na budowę nowego domu dla swoich podopiecznych, którą można wesprzeć pod linkiem: https://www.ratujemyzwierzaki.pl.