"Ekolodzy" zaangażowani w referendum niszczyli ciechocińskie tężnie! [śledztwo dziennikarskie]
W nagonce prowadzonej od kilku tygodni na Ciechocinek i jego władze przekroczono nie tylko granice przyzwoitości, ale również złamano prawo. Przedstawiciele Fundacji Grand Agro - chcąc udowodnić, że stan solankowych tężni jest bardzo zły - nagrali wideo, na którym odłamują fragmenty ponad 200-letniego zabytku! To nie jedyne problemy prawne, które ściągnęli na siebie "ekolodzy" zaangażowani w proces referendalny w Ciechocinku. Wątpliwości budzą też ich powiązania z jedną z ciechocińskich fundacji.
Zgodnie z art. 108 ust. 1 Ustawy o ochronie zabytków, niszczenie lub uszkadzanie obiektu wpisanego do rejestru zabytków jest przestępstwem zagrożonym karą od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Sąd może nakazać sprawcy zniszczenia - wpłacenia nawiązki nawet w wysokości równej wartości przywrócenia zabytku do stanu poprzedniego. W Ciechocinku w grę mogą wchodzić setki tysięcy złotych. Jak widać, chęć zbudowania sensacyjnej narracji wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem i co najgorsze, negatywnie wpłynęła na stan największej atrakcji uzdrowiska.
Uszkadzanie obiektu wpisanego do rejestru zabytków jest przestępstwem zagrożonym karą od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
Przedstawiciele właściciela tężni – Uzdrowiska Ciechocinek S.A. - poinformowali, że o sprawie odłamania fragmentu zabytku zawiadomią biuro Kujawsko-Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Toruniu. Jednocześnie nie wykluczają złożenia zawiadomienia do prokuratury w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa polegającego na uszkodzeniu obiektu wpisanego do rejestru zabytków.
Organizatorzy referendum również poruszali ten temat
O rzekomo złym stanie ciechocińskich tężni wielokrotnie alarmowali członkowie grupy zaangażowanej w organizację referendum. Na swoje sensacyjne doniesienia nie przedstawili jednak żadnych dowodów. Tymczasem ekspertyzy naukowców z UMK pokazują co innego. - Pobraliśmy ponad 20 próbek z tężni, z różnych elementów konstrukcyjnych, podestów i z koryt zraszających. Potwierdziliśmy, że są to nawarstwienia pochodzenia mikrobiologicznego. Nie zidentyfikowaliśmy mikroorganizmów, które wpływałyby potencjalnie szkodliwie na zdrowie człowieka - podkreśliła dr Marta Chylińska z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, która kierowała badaniami tężni.
Niejasne powiązania, haracze i "grupa przestępcza"
Nad prezesem Fundacji Grand Agro od pewnego czasu zbierają się czarne chmury. Śledztwo przeprowadzone przez dziennikarza Radia Wrocław Andrzeja Andrzejewskiego dotyczy sprawy haraczu, którego miał zażądać właściciel fundacji od jednego z inwestorów. Wójt Gminy Miłkowice Dawid Stachura idzie nawet krok dalej i mówi, iż "możemy mieć do czynienia z grupą przestępczą". Doniesienia medialne dotyczące warszawskiej Fundacji i jej prezesa w podobnym tonie dotyczą wielu innych miejsc w Polsce: Kielc, Lublina czy Mielca. W Miłkowicach Fundacja domagała się nawet od Sejmu RP rozwiązania Rady Gminy.
Kazimierz Mroczkowski – prezes Fundacji Grand Agro, która od kilku miesięcy nieoczekiwanie zaangażowała się w politykę w Ciechocinku – poinformował, że jest fundatorem innej ciechocińskiej fundacji - "W Solankowej Dolinie". Jej członkowie – Teresa Kudyba (prezes), Małgorzata Szwajkowska (skarbnik) i Tadeusz Kofel (fundator) – od początku zaangażowani są w proces referendalny w Ciechocinku. Na pytanie, dlaczego warszawska fundacja zdecydowała się wspierać finansowo osoby zaangażowane w proces referendalny, odpowiedzi udzieliła wczoraj na Facebooku sama Fundacja: Czekamy na przelew 400 tysięcy od Burmistrza. Kontekstów, w których sprawą - zamiast komisarza wyborczego - zająć powinna się prokuratura jest zatem coraz więcej.
Krystyna Czubówna, Ciechocinek i kradzież praw autorskich
Podczas prowadzonego przez nas śledztwa dziennikarskiego trafiliśmy na ślad innej fundacji Kazimierza Mroczkowskiego - Verde Vita, która w ostatnich dniach również zaczęła zabierać głos w sprawach Ciechocinka. Na stronie tejże fundacji wykorzystany był głos znanej lektorki – Krystyny Czubówny. Wyrwane z kontekstu i zmanipulowane nagranie miało budować wiarygodność "ekologów", jak się okazało bez zgody samej zainteresowanej. - Potwierdzam, że wskazany materiał wykorzystywał głos pani Krystyny Czubówny bez jej wiedzy i zgody. Po uzyskaniu informacji podjęliśmy niezwłoczne działania, w wyniku których materiał został usunięty. Na tym etapie nie udzielamy dalszych informacji w sprawie – poinformował Konrad Ganzke, manager znanej lektorki.
Prywatna wojna, a nie interes Ciechocinka
Wszystkie tropy związane z referendum prowadzą do prezes świeżo powstałej Fundacji "W Solankowej Dolinie" Teresy Kudyby.
Warto tutaj zauważyć, że od ponad dekady w Ciechocinku funkcjonuje podmiot o niemal identycznej nazwie - Fundacja "Solankowa Dolina", publikująca materiały o charakterze historyczno-regionalnym.
Jej konflikt z władzami Uzdrowisko Ciechocinek S.A., a następnie z burmistrzem Ciechocinka, rozpoczął się kilkanaście miesięcy wcześniej. Znana w podtoruńskiej miejscowości dokumentalistka i fotografka weszła w spór prawny ze spółką na tle praw majątkowych.
Wieści o nieuczciwym postępowaniu Teresy Kudyby szybko rozeszły się po Ciechocinku, dlatego z jej usług – foto i wideo – przestało korzystać również miasto. Według naszych ustaleń zainteresowana straciła na tym ogromne pieniądze: w ciągu ostatnich kilku lat na kontraktach z samorządem miała zarobić około 200 tys. złotych. Ile na kontraktach z uzdrowiskiem straciła Kudyba nie udało nam się ustalić – Uzdrowisko Ciechocinek S.A. zasłania się tajemnicą handlową.
Pewne jest jednak, że cały proces szkalowania wizerunku Ciechocinka rozpoczął się od utraty korzyści majątkowych przez Teresę Kudybę. Do jej prywatnego konfliktu, który zapoczątkowało jej nieuczciwe zachowanie, wciągnęła szereg aktywistów i społeczników. Czy zdają sobie oni sprawę, jakie jest prawdziwe tło tej sytuacji?