Żyje muzyką i doświadcza jej całym sobą. Jak zaczynał muzyk Krystian "Krystek" Wierzchowski?
Zaczęło się od marzenia o organach i zafascynowaniem instrumentami ze sklepu muzycznego. Bardzo szybko zrozumiał, że ma ogromne serce do muzyki, ale nie chce zajmować się nią zawodowo. Dlaczego?
Kiedy pojawił się pomysł, aby z muzyki uczynić swój pomysł na życie?
- Nie do końca jestem pewien czy to był świadomy pomysł na życie czy po prostu wewnętrzna potrzeba wyrażania tego co czuję w dźwiękach. Jedni na pierwszą komunie marzyli o zegarku, rowerze, a ja już wiedziałem że chce organy. W pierwszym przełomie lat 90' słowo keybord było bardzo egzotyczne i instrument klawiszowy z przyciskami, który podziwiałem z ogromną fascynacją na wystawie sklepu muzycznego w Grudziądzu jako młodego chłopca wprawiał w świat fantazji jak układanie klocków Lego. Do szkoły muzycznej nigdy nie dane mi było uczęszczać, a lekcje muzyki w szkole podstawowej sprawiały, że coraz bardziej czułem jak przesiąka mnie dźwięk i emocje z tym związane. Wówczas gra na pianinie nauczyciela Ryszarda Piaseckiego była punktem zapalnym. Czasem zdarzało mu się zagrać nadprogramowo coś z muzyki rozrywkowej. Kolejnym mocnym impulsem utwierdzającym mnie w tej muzycznej drodze było pierwsze granie z tzw. żywym składem znajomych ojca, którzy spotykali się pod pretekstem prób w pewnej zakładowej świetlicy na ostatnim piętrze. Ich opowieści z muzycznych podbojów jeszcze bardziej rozpalały ambicje młodego adepta sztuki. Zawsze starałem się iść do przodu nie oglądając się na zdanie czy opinie innych. Stawiałem sobie coraz większe wyzwania podnosząc poprzeczkę. Od pierwszego autorskiego utworu napisanego z Mateuszem Gałczyńskim, po totalnie amatorską płytę z zespołem Provokacja coraz bardziej czułem, ile to daje radości i satysfakcji. Kiedy stajesz na scenie i w jednej chwili zamykasz się w swoim świecie, czasem spoglądasz jak ludzie śpiewają z tobą twój tekst, jak po koncercie podczas wspólnych rozmów zupełnie inaczej interpretują tekst, odnajdują swoje odczucia w zupełnie inny sposób. Przez ten cały czas jedni muzycy się pojawiali inni odchodzili w przeróżnych okolicznościach, a ja nie potrafię i nie chce się zatrzymać. Życie na szczęście zawsze mnie pcha w artystów z pasją oddanych i nadających na tych samych falach. Mając w sobie bardzo dużo pokory uczę się od tych lepszych, od wyrażania emocji w utworach, otwierania się na ogólny artyzm. Marzenia to chyba jest główny napęd. Jednego dnia jako młodziak grasz sobie w zaciszu domowym do utworów legendarnej Zdrowej Wody, a parę lat później odbierasz telefon od Sławka Małeckiego z pytaniem czy zagrałbyś na klawiszach koncert ze Zdrową?. Wówczas zapytałem czy to żart, koncert i emocje z nim związane był niesamowity. Kolejna artystyczna dusza, z którą spotkałem się przez przypadek, a może to było przeznaczenie? Chodzi o Weronikę Dawiec - mamy niesamowite flow do wspólnego muzykowania. Śpiewamy wspólnie w zaciszu domowego studia utwór Renaty Przemyk - "Kochana" na dwa głosy, a za chwilę dziewczyna jedzie do studia w Warszawie nagrywać razem z legendą Januszem Stokłosą. To jakiś kosmos! Ona ma niesamowity wokal, warsztat i było dla mnie ogromną przyjemność akompaniowanie tak pięknie uzdolnionej dziewczynie. Trochę się rozgadałem, ale... ja dalej nie wiem czy to mój pomysł na życie. Jestem zachłanny kolejnych dźwięków, smuci mnie, że coraz mniej ludzi docenia muzykę tworzoną na żywo ambitne teksty. Ważne, że mogę tym oddychać i unosić się w świat fantazji tworząc kolejne nowe utwory. Bardzo doceniam koncerty w małych ośrodkach kultury czy wiejskich świetlicach - ta cisza, zasłuchanie i pragnienie właśnie takiej twórczości z serca pokazuje, że to jest dobra droga, sposób na odreagowanie pracy, której się nie lubi, frustracji czy innych sytuacji, które w życiu nam nie zawsze wychodzą. Boje się, że gdyby muzyka była moim główny źródłem dochodu to nie sprawiałaby mi aż tyle radości. Człowiek musiałby wtedy grać do kotleta, bo trzeba spłacać kredyt i wsadzić coś do brzuszka, żeby nie burczał. Ale w sumie to też jakiś dźwięk (śmiech).
Co najbardziej gra ci w sercu?
- Każdy dźwięk wszystko co mnie otacza uruchamia we mnie nowe pomysły, skojarzenia. Od piszczącej bujaczki u sąsiada, gdzie doszukuje się, jaka to częstotliwość po spojrzenie kłosa na wietrze z taką myślą: "fajnie by to wyglądało na teledysku". Muzycznie chyba najbardziej lubię balladowe dźwięki, bo taka ze mnie typowa romantyczna dusza. Często czytając wiersz mam w głowie pomysł na cały utwór z tym tekstem. Mimo, że sam pisze muzykę jak i teksty to w takich chwilach nie potrafię się oprzeć przyjemności stworzenia kolejnego utworu, który podyktuje mi serducho do tekstu poety. I jakby nie patrzył część takich utworów powstała do poezji Toruńskich Artystów Poetów wraz z obrazem. Można to nawet zobaczyć posłuchać na YouTube
Anioł - Krystian KRYSTEK Wierzchowski
Jak wykorzystujesz czas przerwy między koncertami? Oddajesz się twórczym zajęciom?
- Czas jest dzisiaj dla każdego z nas cennym dobrem. Potrzeba odkrywania kolejnych nowych pasji, które zawsze obracają się około dźwięku sprawia, że ta chwila oddechu to potrzeba samorealizacji, szkoleń z dźwięku, mojej kolejnej pasji czyli realizacji dźwięku i techniki scenicznej. Oczywiście, że nie usiedzę bez zajęcia dłużej jak 90 minut i nawet w tym czasie w głowie tworzę kolejne projekcje: "Co bym mógł jeszcze zrobić żeby lepiej wykorzystać ten czas?". Cały czas piszę nowe utwory do szuflady. Ostatnio natchniony wierszem "Naznaczenie" popełniłem utwór, w którym kompletnie oddałem się fantazji dźwięku, z każdym kolejnym taktem dusza podpowiadała coraz to odważniejsze rozwiązania takie jak operowy wokal w stylu Nightwish. Odważnie, ale jak się czegoś bardzo pragnie to nie ma rzeczy niemożliwych. Zaprosiłem do studia wspomnianą wcześniej Weronikę Dawiec mieszkankę Chełmży, tego co poczułem w studio nie da się opisać słowami, jak zwykle z jej strony mogłem liczyć na wielki profesjonalizm, pierwszy wokal schematyczny czy widzę to w takich dźwiękach i drugie podejście czyli właściwe nagranie stawia każdy włosek na moim ciele na baczność. Ciary miałm nie do opisania, piękny sopranowy wokal. Co jeszcze mogę robić w tym nie koncertowym czasie? A! O teledysku nie wspomniałem. Zawsze chciałem stworzyć klip swojego autorstwa nie korzystając z gotowych ujęć wolnych licencji, a całkowicie zależny od moich odczuć obraz i to właśnie się teraz dzieje. Mimo mrozów, niesprzyjających warunków małymi krokami pojawiają się kolejne sceny z niezwykle skromną, ale dobrze rokującą aktorką młodego pokolenia Alicją Bukowską.
Czekasz już na wiosnę? Jakie koncerty zostały już zaplanowane?
- Oj wiosna to moja ulubiona pora roku, a od czasu przeprowadzenia się na wieś jeszcze bardziej potęguj zmysłowe odczucia. Pierwsze koncerty w kalendarzu już zaplanowałem. Będę grać z takimi zespołami jak Skołowani czy Coffee Time, wspólnie z Weroniką Dawiec planujemy w duecie cykl kilku koncertów no i musimy zrealizować nasz plan muzycznych uniesień przy słynnym Toruńskim Fortepianie nieopodal Parku Etnograficznego. Jak nie deszcz to inne obowiązki w zeszłym roku skutecznie nie pozwoliły nam się spotkać w tym miejscu. Może Urząd Miasta Torunia wyciągnie pomocną dłoń ze świnką z prądem? (śmiech). Nagłośnimy ten wyjątkowy wokal dziewczyny! Wszystko przed nami. Jestem bardzo otwarty na propozycje wszelakie, tam gdzie ludzie pragną muzyki na żywo czy to od autorskich utworów po muzykę rozrywkową gdzie wspólnie tworzymy interakcję ze słuchaczem – zróbmy w końcu niezapomniany koncert bez sztywnej ramowej atmosfery!
W roku 2024 wymyśliłeś formułę koncertu, która stanowi hołd dla wszystkich muzyków, którzy odeszli. Jak powstał pomysł na taki recital?
- Chodziło o to, żeby połączyć te utwory za którymi najbardziej przepadam, artystów, którzy jakby nie patrzeć, też stali się ikonami w muzyce rozrywkowej. Artystów, których dźwięki przez pokolenia będą jeszcze wybrzmiewać w odróżnieniu do niektórych współczesnych produkcji. Nie wiem czy to przez sentyment, niesamowity warsztat czy wychowanie mnie w klimacie takich utworów, gdzie przechodziłem przez wiele nurtów muzycznych i nie ograniczam się do jednego stylu. Koncert jak koncert, jest dużo takich inicjatyw, gdzie wspomina się artystów. Mi zależało na zrobieniu czegoś więcej, czegoś co pozostanie w pamięci jak Ci wyjątkowi muzycy. I tutaj kolejna fantazje żeby zagrać koncert w otoczeniu świec. Od lat ta wizja czekała na realizację abym w końcu w 2024 roku otoczył się 200 małymi świeczkami, zazwyczaj stosowanych przy podgrzewaczach i w bardzo kameralnym gronie zrealizował ten koncert. W 2025 roku powtórzyłem tą samą ideę powiększając nie tylko publikę, ale i zapraszając muzyków do wspólnego projektu. Tomasz Kończal oraz Kuba Szczerbiński akustyczne trio powróciło nie tyko z wyjątkowymi aranżami. ale i atmosferą oraz opowieściami związanymi z prezentowanymi artystami. Kto wie czy w tym roku ten projekt nie sięgnie kolejnej wyższej formy zwiększając instrumentarium, wokalistów ale i klimat wyjątkowo gościnnego Zamku Bierzgłowskiego, by dodatkowo podkreślił atmosferę listopadowego koncertu.
Jakie jest twoje największe muzyczne marzenie?
- Zawsze mam jakieś do którego dążę, później je realizuję, po czym pojawia się jeszcze bardziej ambitne marzenie. Myślę, że takim szczytem spełnienia był by koncert moich utworów z orkiestrą symfoniczną. Może to trochę gwiazdorskie czy wygórowane marzenie, ale jednak po coś są te marzenia i pamiętam chwilę kiedy nagrywałem kwartet smyczkowy do utworów na mojej debiutanckiej akustycznej płycie pt. "Niemy krzyk" drobne sugestię, które podsyłałem do osoby koordynującej ten kwartet drogą elektroniczną i tak naprawdę efekt finalny gry tych zawodowych muzyków ujrzałem w studio. Kiedy się wszyscy spotkaliśmy. Od pierwszego dźwięku miałem łzy w oczach i zapierające dech w piersiach, emocje. To są chwile kiedy muzyk czuje, że te wszystkie fantazje muzyczne to nie sen wariata, a realna opowieść życia w muzyce. Może choć jeden kawałek uda się kiedyś zaśpiewać i zagrać z takim gronem symfoników. Na myśl przychodzą mi chwilę z poprzedniej pracy gdzie podczas doręczania materiałów biurowych do sekretariatu Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej jeszcze w starej lokalizacji koczowałem na schodach wsłuchując się w te wyjątkowe dźwięki próby orkiestry. Myślę, że wówczas mój przełożony czuł, że tak szybko z centrum nie wrócę kiedy jednym z punktów doręczeń jest orkiestra w Dworze Artusa. Te chwile też pozwalały mi budować moje kompozycje słysząc na żywo symfoników.
Muzyka towarzyszyła ci także podczas własnego ślubu… jak to jest możliwe, że jednocześnie tańczyłeś z małżonką i śpiewałeś utwór idealny do waszego pierwszego tańca?
- Faktycznie tak było, z racji że trochę tych imprez weselnych z pełnym składem zagrałem to nie chciałem, aby moje wesele było typowe. Nie mogło być u nas tak szaro i zwyczajnie. Wówczas skomponowałem utwór pt. "370" opisujący moment od poznania po datę ślubu. Dokładnie wtedy minęło 370 dni. Szalone? Może po prostu nie ma co marnować czasu? Mam wyjątkowych teściów, na których zawsze mogę liczyć i w tym przypadku również wspomogli mnie w moich dziwnych pomysłach. Bardzo cenię muzykę na żywo i tej nie mogło zabraknąć podczas tej wyjątkowej dla każdych nowożeńców chwili. To nie było wesele, a dwa koncerty mojego składu z którym wówczas koncertowałem czyli Krystek Band oraz zespołu w którym grał teściu Michał – czyli inowrocławskiej grupy Stara Szkoła. Niezapomniany czas i bardzo miłe wspomnienia. Wracając do utworu na pierwszy taniec to był jedyny raz kiedy jedynym wyjściem był półplayback, czyli muzyka na żywo, a wokal i klawisz z playbacku. Czy się udało? Już w pierwszych taktach wszystko się posypało, a ja zamiast skupić się na układzie tanecznym - kobietom zawsze na tym bardzo zależy - to przeżywałem w nerwach że dźwięki są w przeciwtakcie. Dzisiaj chociaż mam się z czego śmiać. Bo przecież życie nie jest idealne tak jak sobie zaplanujemy to niekończące się pasmo kompromisów. A jeszcze jak się ma w domu muzyka to bardziej przypomina ono drogę krzyżową niż sielankę.
Kołysanka - sł.muz. Krystian KRYSTEK Wierzchowski
Robisz muzykę po swojemu, nie idziesz na skróty. Myślałeś kiedyś, żeby zgłosić się do jakiegoś talent show?
- Przez jakiś czas chodziło mi po głowie spróbowanie sił w tego typu programach, rozmawiałem ze znajomymi, którzy brali udział z lepszym lub mniejszym powodzeniem i stwierdziłem, że nie chciałbym być produktem. Marionetką, która teraz ma wejść, później wyjść teraz ukłonić się itp. Przypomniałeś mi sytuację z pewnej produkcji telewizyjnej gdzie miałem przyjemność wziąć udział jako muzyk. Program nazywał się Ekipa na swoim - drużyna toruńska walczyła o swoją piwiarnie. Wówczas poznałem znaczenie słów "magia telewizji" i może dobrze, że od paru lat jej nie oglądam. Robisz muzykę po swojemu - zgadza się, tak jak czuje, ale też chyba nie zawsze moje ambicje i chęć tworzenia nowego nie idzie w parze ze znajomymi muzykami i ideą działania non-profit. Dzisiaj ciężko o bezinteresowną pomoc. Dla mnie jest bardzo ważne słowność. I tym sposobem przez moją zawziętość coraz więcej utworów powstaje w domowym studio. Bębny przez program, w którym sam czuję jak powinny budować emocje, gitarę basową oraz instrumenty klawiszowe, wokale również nagrywam sam, a do ostatniego utworu wykorzystałem gitarę elektroakustyczną z odpowiednimi efektami, żeby jak najbardziej przybliżyć się do brzmienia przesterowanej gitary elektrycznej. Gdyby nieplanowany serwis samochodu to w tej desperacji bym już zamówił gitarę elektryczną, aby na niej już nagrać właściwe dźwięki. Studio w domu to bardzo duży komfort, gdzie w zaadoptowanych warunkach akustycznych można usiąść o każdej porze i w przypływie weny oddać się przyjemności tworzenia. Co do skrótów, nie bardzo rozumiem ostatnie działania za pomocą AI. To muzyk tworzy obraz swojej duszy czy bezduszny algorytm, który widzi tylko liczbę odsłuchanych dźwięków i na tej podstawie tworzy dźwięki które wpadają w ucho? Patrząc na to z drugiej strony jako twórca, aranżer, to większość dźwięków już jest zagranie i nie sposób, żeby fragment właśnie stworzonego utworu nie kojarzył się z jakąś wcześniej skomponowaną piosenką. Tak miałem z utworem, który zmieniałem co chwilę aż w końcu byłem zadowolony, że ta linia melodyczna niesie ten numer i buduje emocje. Po dwóch dniach stojąc na czerwonym świetle idealnie ten sam numer słyszę w radio wykonywany przez zespół IRA. Często podświadomie wciskamy dźwięki, które nam odpowiadają emocjami w danej chwili.
Czego mogę ci życzyć na rok 2026?
- Na pewno zdrowia bo to każdy z nas ma najcenniejsze, cierpliwości i samych życzliwych ludzi w około siebie. Telefonów, które same będą dzwonić z chęcią zaproszenia nawet na najbardziej kameralny koncert z moim udziałem i niekończących się pomysłów na kolejne utwory, instrumenty czy zaangażowanie większej liczby zakręconych ludzi na punkcie muzyki, którzy podobnie jak ja nie będą mieli ograniczeń w głowie tylko coraz większe ambicje.
Adrian Aleksandrowicz, redaktor naczelny portalu Metropolia Toruńska .pl