To był mistrzowski finisz w prawdziwie mistrzowskim stylu. Torunianie jechali do Wrocławia z solidną dwudziestopunktową zaliczką po zwycięstwie 55:35 na Motoarenie, ale nie ograniczyli się do pilnowania przewagi. Od początku walczyli o wygraną i dopięli swego. PRES Grupa Deweloperska zwyciężyła na Stadionie Olimpijskim 46:44, a cały finał wygrała aż 101:79. Złoto było pewne już po dziesiątym wyścigu, ale walka o zwycięstwo w meczu trwała do ostatniego biegu.
Siła drużyny
Choć po pierwszym finale przewaga była bardzo duża, w toruńskim obozie nikt nie traktował rewanżu jak formalności. Menedżer Piotr Baron przyznał po spotkaniu, że były to wbrew pozorom dwa nerwowe tygodnie. Torunianie skrupulatnie przygotowywali się do decydującego meczu, szukając odpowiednich warunków treningowych m.in. na torach w Lesznie i Ostrowie Wielkopolskim.
Kluczem do mistrzostwa była przede wszystkim siła całej drużyny. Punkty regularnie zdobywali Robert Lambert, Emil Sajfutdinow, Patryk Dudek, Mikkel Michelsen i Norick Blödorn, a ogromną wartością okazali się juniorzy. Antoni Kawczyński wygrał swoje dwa pierwsze wyścigi, a Mikołaj Duchiński dołożył niezwykle ważne punkty. W 12. biegu Duchiński pojechał razem z Lambertem na 5:1. Toruń prowadził wtedy już 39:33.
Wisienka na torcie na koniec
Przed piętnastym biegiem Toruń prowadził 43:41. Sparta wystawiła swoich dwóch najlepszych zawodników – Brady'ego Kurtza i Artioma Łagutę. Łaguta wygrał wcześniej pięć swoich wyścigów i wydawało się, że tego wieczoru jest nie do pokonania. Naprzeciw nich stanęli Robert Lambert i Emil Sajfutdinow.
Mistrz świata pojechał jak mistrz. Wygrał ostatni wyścig przed Kurtzem, Łagutą i Sajfutdinowem. Remis 3:3 dał Toruniowi zwycięstwo 46:44 i efektowne zakończenie sezonu.
Dzięki temu Torunianie wygrali wszystkie cztery spotkania w rundzie play off. W półfinale dwukrotnie pokonali Orlen Oil Motor Lublin – najpierw 48:42 na wyjeździe, później 58:32 na Motoarenie. W finale nie dali szans Sparcie: 55:35 w Toruniu i 46:44 we Wrocławiu.
Szczególne znaczenie mają dwa zwycięstwa wyjazdowe. Wygrana w Lublinie przełamała wieloletnią passę porażek, a zwycięstwo na Stadionie Olimpijskim, na torze najlepszej drużyny rundy zasadniczej, podkreśliło skalę tegorocznego sukcesu Torunian.
Klasę toruńskich żużlowców docenili także kibice Sparty. Podczas dekoracji medalowej, w której uczestniczyli m.in. prezydenci obu miast – Paweł Gulewski i Jacek Sutryk, wrocławscy kibice, mimo porażki swoich zawodników, nagrodzili mistrzów Polski brawami. To był godny podkreślenia przykład sportowej klasy, jakże odmienny od tego sprzed roku i zachowania kibiców w Lublinie podczas podobnej dekoracji.
Arena Toruń jak Motoarena
Tysiące Torunian przeżywały finał również na miejscu. W Arenia Toruń przygotowano wielką strefę kibica. Wejściówki rozeszły się błyskawicznie i hala była wypełniona przez około pięć tysięcy osób. Mecz pokazywano na ogromnym ekranie, a doping i reakcje publiczności przypominały atmosferę stadionową.
Kiedy stało się jasne, że złoto zostaje w Toruniu, hala eksplodowała z radości. Już po dziesiątym wyścigu stało się jasne, że złoto pozostaje w Toruniu.
Taki był dorobek drużyny mistrzów Polski: Robert Lambert zdobył 11 punktów i bonus, Emil Sajfutdinow 9+1, Antoni Kawczyński 7+1, Mikkel Michelsen 7, Norick Blödorn 6, Patryk Dudek 4+1, a Mikołaj Duchiński 3+1. Medal odebrał także Bartosz Derek, który na swój debiut ligowy wciąż czeka.
To szósty tytuł mistrzowski w historii toruńskiego żużla – po złotych medalach z lat 1986, 1990, 2001, 2008 i 2025. Po raz pierwszy jednak Torunianie obronili tytuł i... mają apetyty na kolejne.