Wie, co to ciężka praca i jak ważny jest samorząd. Dla Renaty Gołębiewskiej, burmistrz Kikoła, człowiek jest najważniejszy
Chociaż burmistrzem jest raptem od kilku lat, to samorząd zna od podszewki. W ciągu ponad 20 lat pracy dla lokalnej społeczności zasłynęła jako osoba kompetentna, empatyczna i zarażająca dobrą energią. Renata Gołębiewska to pierwsza w historii miasta i gminy Kikół burmistrz. Jak ocenia pierwszą połowę swojej kadencji?
Czy mieszkańcy gminy i miasta Kikół nazywają panią burmistrzynią, czy zwracają się "pani burmistrz"?
- Mieszkańcy mówią do mnie pani burmistrz, gdyż ja od początku chciałam, aby tak do mnie się zwracano. Nie mam problemu z tym, że jestem kobietą burmistrzem i nie czuję się w żaden sposób z tego tytułu dyskryminowana. Jeżeli ktoś oczywiście chce, to jak najbardziej może nazywać mnie burmistrzynią, ale większość jednak zwraca się do mnie po prostu "pani burmistrz".
Jest pani pierwszą kobietą na stanowisku burmistrza i pierwszym burmistrzem, który nie mieszka w mieście. No, a poza tym pierwszym burmistrzem wybranym w demokratycznych wyborach. To duża presja?
- Od stycznia 2024 roku jesteśmy gminą miejsko-wiejską, gdyż Kikół po wielu latach odzyskał prawa miejskie. Wcześniej była to gmina wiejska, którą zarządzał wójt. Obecnie miastem i gminą zarządza burmistrz i tak się złożyło, że to ja zostałam wybrana w pierwszych wyborach bezpośrednich. Niełatwo jest wszystkim pogodzić się z tym, że jestem kobietą, bo zawsze stanowisko wójta zajmowali mężczyźni. Mieszkam na terenie sołectwa Walentowo i to jest moja rodzinna miejscowość, gdzie się wychowałam, mocno jestem związana z gminą, w której mieszkam.
Jako burmistrz gminy wiejsko-miejskiej musi pani rozwiązywać problemy "miejskie" i "wiejskie" jednocześnie. Czy pani przywiązanie do polskiej wsi daje lepszą perspektywę?
- Tak, w Kikole mamy zupełnie inne problemy niż mają burmistrzowie w miastach. Moja gmina składa się z 18 sołectw oraz miasta Kikół. To jest dość rozległy teren i zajmujemy się wieloma zadaniami. W swoich kompetencjach mamy inwestycje drogowe, inwestycje w gospodarkę wodno-kanalizacyjną, odpady komunalne. Dbamy o szkoły, oświatę, o kulturę i sport, więc jesteśmy wielozadaniowi. To nie jest tak, że my możemy działać jednokierunkowo. Śmieję się, że gdy zaczyna się sezon zimowy, to ja spoglądam tylko przez okno, czy pada śnieg, bo rozpoczynamy odśnieżanie. Mieszkańcy do nas dzwonią z informacją, gdzie należy odśnieżyć drogi. Jak zaczyna padać, martwimy się, że zaczynają się roztopy i możliwe, że zdarzą się zalania. Latem martwię się o braki w dostawie wody spowodowane suszą. Pogoda odgrywa dużą rolę naszej pracy i życiu na co dzień. Nie mamy wpływu na warunki meteorologiczne, możemy tylko reagować i oczekiwać od naszych mieszkańców zrozumienia.
Wspomniała pani, że nie wszystkim było łatwo pogodzić z tym, że to kobieta pełni najwyższą funkcję w gminie. Czy doświadczyła pani bezpośredniej dyskryminacji, hejtu, przejawów lekceważenia?
- Kiedy podjęłam decyzję, że będę ubiegała się o ten urząd, usłyszałam, że nikt na mnie nie zagłosuje, może tylko rodzina, a w ogóle to mi wydaje się, że jestem inteligentna – powiedział mi to w twarz mężczyzna. Zwrócono mi uwagę, że powinnam zająć się rodziną, a nie polityką.
Jak zareagowała pani na takie komentarze, które nigdy nie powinny paść w stosunku do drugiego człowieka?
- Powiem szczerze, że one mnie bardzo zmotywowały do działania. To był taki bodziec, który, sprawił, że zaczęłam myśleć, że jeżeli na niczym się nie znam i nikt mnie nie wybierze, no to spróbuję wystartować z przekory. Teraz nie żałuję tej decyzji. Bardzo lubię swoją pracę. Mam ponad dwudziestoletnie doświadczenie w pracy w samorządzie. Zawsze byłam związana z ludźmi, z mieszkańcami. Pracowałam i udzielałam się w różnego rodzaju stowarzyszeniach, przez wiele lat byłam wiceprezesem Karmelickiej Ochotniczej Straży Pożarnej w Woli. To też nietypowa rola dla kobiety, bo przeważnie prezesami i wiceprezesami są najczęściej w jednostkach OSP mężczyźni. W momencie objęcia funkcji burmistrza zrezygnowałam z tej zaszczytnej roli, ale dalszym ciągu jestem członkiem Karmelickiej Ochotniczej Straży Pożarnej w Woli.
Dobrze się pani czuje w środowisku zdominowanym jednak przez mężczyzn?
- Nigdy nie miałam problemu w kontakcie z mężczyznami, gdyż wychowałam się w domu z trzema starszymi braćmi. Żadne prace typowe dla mężczyzn nie są mi obce. Zawodowo lubię w pracować z mężczyznami. Nigdy wcześniej nie czułam się w jakiś sposób dyskryminowana, dopiero przy tych wyborach pokazano mi, że jednak kobieta na takim stanowisku nie przez wszystkich będzie akceptowana, docierały do mnie głosy, że powinnam zając się domem, a ja miałam inną wizję siebie.
Najbliżsi okazywali wsparcie w tych trudnych momentach?
- Tak, bardzo. Mój mąż i trójka dzieci okazali mi ogrom wsparcia. Zanim podjęłam decyzję o starcie w wyborach, rozmawiałam z nimi i wyjaśniłam, że nasze życie rodzinne może ulec zmianie, jeśli zostanę wybrana. Bez ich aprobaty nie wystartowałabym. Moja rodzina jest dla mnie najważniejsza. Nigdy w czasie kampanii wyborczej nie wykorzystywałam rodziny ani wizerunku swoich dzieci. Nie chciałam, aby brali w tym udział i też uprzedziłam ich, że muszą liczyć się z dużym hejtem, że będą mogli usłyszeć lub przeczytać o mamie jakieś nieprawdziwe informacje. Oczywiście nie ukrywam, że było wiele ataków z fikcyjnych kont w mediach społecznościowych, krzywdzących wpisów, ale byliśmy na to przygotowani.
Jak małżonek czuje się z tym, że jest właściwie w gminie i mieście Kikół pierwszym gentlemanem?
- On zastanawia się właśnie, jak do niego się powinno zwracać. Do żony burmistrza mówi się: burmistrzowo, tak? A jak powinno się zwracać do męża pani burmistrz?
Czyli język nasz polski jeszcze nie jest doskonały?
- Jeszcze nie, jeszcze nie jest na tyle elastyczny, aby dopasować się do obecnej sytuacji politycznej. Mam taką refleksję, że kobiety poszły do wyborów i w wielu miejscach wystartowały. Moje koleżanki również uzyskały ten mandat społeczny i zaufanie wyborców. Natomiast uważam, że w dalszym ciągu nas jest za mało.
Żeby zapalać innych do działania, samemu trzeba płonąć. To jest moja dewiza
Na terenie Metropolii Toruńskiej mamy aż trzy kobiety na stanowisku burmistrza – to połowa wszystkich burmistrzyń w regionie - poza tym są i trzy panie na stanowisku wójta. Kontaktujecie się ze sobą? Nawiązałyście jakąś relację?
- Najbliższy kontakt mam z panią Katarzyną Kukielską, wójtem gminy Zbójno. Często do siebie dzwonimy, rozmawiamy, dzielimy się doświadczeniami. Mogę też liczyć na wsparcie kolegów wójtów czy burmistrzów z innych samorządów. Najwięcej współpracuję jednak z wójtem gminy Czernikowo Tomaszem Krasickim, gdyż jesteśmy samorządowymi sąsiadami. Wspólnie założyliśmy Spółdzielnię Socjalną "Perspektywa". Chciałabym w przyszłości połączyć nasze gminy ścieżką rowerową.
Do jakiej wizji samorządu jest pani burmistrz bliżej? Nastawionej na człowieka, czy kładącej nacisk na twardej inwestowanie?
- Dla mnie zawsze człowiek jest najważniejszy i współpraca, słuchanie tego, co nasi mieszkańcy mają do powiedzenia. Biorę udział we wszystkich zebraniach sołeckich. To właśnie tam konkretyzują się nasze plany inwestycyjne i kierunki rozwoju. Również nasi mieszkańcy mają możliwość gospodarowania i wydawania środków w ramach Funduszu Sołeckiego czy budżetu obywatelskiego dla miasta Kikół. Ja bez ludzi nic nie znaczę. Może mi się wydawać, że trzeba zrobić to czy tamto, ale to mieszkańcy kierunkują moje działania. Staram się traktować sprawiedliwie i planuję oraz realizuję zadania w mieście oraz w każdym z sołectw w mojej gminie. To nie jest oczywiście łatwe, gdyż mieszkańcy chcieliby, aby inwestycje realizowane były od razu i wszystkie naraz. Informując o budowie drogi i dzieląc się tą informacją, od razu dostajemy pytania o to, kiedy naprawimy kolejną. To jest bardzo trudne. Moim głównym głównym hasłem wyborczym była sentencja, którą usłyszałam, chyba podczas kongresu oświatowego: "Żeby zapalać innych do działania, samemu trzeba płonąć". To jest moja dewiza. Wiem doskonale, że to ja muszę być motorem napędowym, ja muszę powiedzieć, że się to uda. Przedstawiam wizję działania i muszę za sobą pociągać innych. Od kiedy jestem burmistrzem, to pewne miejscowości obudziły się i mieszkańcy zaczęli aktywnie działać! Ludzie wyszli z domu, niekiedy pierwszy raz po pandemii COVID-19. Mieszkańcy gminy Kikół wiedzą, że jestem otwarta na różnego rodzaju inicjatywy społeczne - spotkania, koncerty czy zawody - i chętnie przychodzą ze swoimi propozycjami. Ja na dobrą sprawę jedynie tylko pomagam im w ich realizacji, wspieram finansowo. Bardzo prężnie działa nasz Dom Kultury, który jest współorganizatorem bądź organizatorem tych wydarzeń. W pierwszym roku mojej kadencji od maja do sierpnia w gminie zorganizowano 33 wydarzenia kulturalno-sportowe. Bywały weekendy, że równolegle odbywały się trzy imprezy jednocześnie. Teraz nasz kalendarz imprez już powoli zapełnia się na nowy sezon.
Kikół jako pierwszy samorząd spoza czterech powiatów dołączył do Metropolii Toruńskiej. Czym ta decyzja była spowodowana?
- Ja idę zawsze tam, gdzie drzwi się przede mną otwierają, a nie zamykają. To właśnie w Metropolii Toruńskiej widziałam możliwość rozwoju dla naszej gminy. Przystąpienie do metropolii może ułatwić współpracę między gminami czy powiatami wchodzącymi w jej skład. Może to prowadzić w przyszłości do lepszej koordynacji inwestycji czy projektów. Przed przystąpieniem do metropolii miałam okazję przysłuchiwania się rozmowom samorządowców zrzeszonych w niej i widziałam, że to właśnie tu jest miejsce dla naszej gminy. My nie działamy w ramach tego samorządowego stowarzyszenia jako gminy czy powiaty osobno. Wszystkie działania są skoordynowane i obejmują całą Metropolię Toruńską. Odległość Kikoła od Torunia nie jest duża. Wielu naszych mieszkańców pracuje w Toruniu. Wielu uczniów uczy się w szkołach toruńskich czy studiuje na toruńskich uczelniach. Chciałam, abyśmy stali się jednym ciałem. Marzy mi się połączenie z Toruniem ciągiem pieszo-rowerowym. Ta inwestycja jest realizowała w gminach: Lubicz, Obrowo czy Czernikowo, brakuje jeszcze tutaj Kikoła. Jako gmina jesteśmy bardzo dobrze zlokalizowani. To położenie i nasze walory przyrodnicze mogą przyciągać nowych mieszkańców. Na terenie gminy Kikół mamy bardzo dużo jezior i ten potencjał turystyczny nigdy nie był wykorzystany. Obecnie w miejscowości Konotopie powstaje największa figura Matki Boskiej. Dla nas mieszkańców gminy wybór lokalizacji figury nie był przypadkowy. W Konotopiu znajduje się Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej. Każdego roku we wrześniu odbywają się tam uroczystości odpustowe ku czci Matki Boskiej. Wyświęcenie nowej figury planowane jest na 15 sierpnia tego roku. Ta inwestycja to wielka szansa na rozwój turystyki w naszej gminie, a nawet i całym regionie. Korzystając z wsparcia i doświadczenia metropolii, mam nadzieję, że uda mi się wypromować naszą gminę.
Ma pani szczęście do ludzi?
- Mam szczęście do ludzi. Staram się otaczać ludźmi pozytywnymi, bo sama taka jestem. Mam bardzo dobrą załogę w pracy. Na pewno nie było mi łatwo wejść pierwszego dnia pracy do urzędu. Pracownicy też się obawiali, jak nowa burmistrz zareaguje na zespół "starego" burmistrza. Natomiast ja od razu im zakomunikowałam, że każdy ma czystą kartę, że ja nie mam zamiaru nikogo zwalniać, że to wszystko zależy od nich, jak oni tę kartę zapiszą. W urzędzie nie było żadnych zmian kadrowych, nie było redukcji etatów czy zwolnień. Pracownicy nauczyli się mojego tempa pracy, gdyż ja mam bardzo dużo energii i moi współpracownicy wiedzą doskonale, że dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych do zrealizowania. Gdy urzędnicy przychodzą i mówią, że jest jakiś problem, zawsze siadamy i próbujemy wspólnie znaleźć rozwiązanie. Nie lubię i często nie akceptuję zwrotu "nie da się". Zawsze kiedy to słyszę z ust urzędnika, proszę go, aby przemyślał sprawę i wrócił z propozycją rozwiązania. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby jakaś sytuacja nas przerosła. A wspomnę, że przez pierwszy rok mojej kadencji nasza gmina przeszła 21 kontroli. Żadna nie wykazała żadnych uchybień.
Jakiego kierunku inwestycyjnego oczekują mieszkańcy gminy i miasta Kikół?
- W pierwszej kolejności zmuszeni byliśmy wykonać szereg zadań w obszarze gospodarki wodno-kanalizacyjnej. W ciągu dwóch lat wykonaliśmy ponad 130 oczyszczalni przydomowych i trzy oczyszczalnie przy budynkach użyteczności publicznej. Zmodernizowaliśmy SUW w Konotopiu, oczyszczalnie ścieków w Lubinie, a obecnie budujemy oczyszczalnię w Suminie. Na te zadania przeznaczyliśmy duże środki finansowe. Efekty naszych działań są jednak niewidoczne dla mieszkańców, bo wszystkie te inwestycje zlokalizowane są głównie pod ziemią. Każdy widzi inwestycje, które są na zewnątrz, prawda? Każdy zobaczy wyremontowaną drogę czy wybudowany budynek, natomiast trudno jest mieszkańcom zidentyfikować coś, czego nie widzą. Bardzo dużo budujemy dróg, bo dla mieszkańców drogi są najważniejsze. Inwestujemy również w poprawę bezpieczeństwa, jeśli chodzi o doświetlenie ulic, chodników. Nasza gmina nie posiadała zakładu komunalnego. Dlatego też dla mnie na początku ważne było stworzenie parku maszynowego. Pierwsze co zrobiłam, to zakupiłam teren wraz z budynkami, w których otworzyliśmy Spółdzielnię Socjalną Perspektywa. Otrzymaliśmy na ten cel dotację, która pozwoliła nam zakupić nowy sprzęt i zatrudnić pracowników. W tym momencie spółdzielnia zatrudnia siedem osób. Stworzyliśmy miejsca pracy osobom wykluczonym, długotrwale bezrobotnym. Pracownicy dbają o porządek, o zieleń i zajmują się stadionem miejskim. Remontujemy obecnie urząd, wyposażamy go w nowe meble i sprzęt komputerowy. W tym roku planujemy odświeżyć elewację oraz przeprowadzić remont parkingu. Ja jestem córką rolnika, od dziecka, tak jak wszyscy moi rówieśnicy pracowaliśmy w gospodarstwie, pomagaliśmy rodzicom, więc wiem, na czym polega ciężka praca. Mój tata zawsze tłumaczył mi, że warto inwestować w sprzęt i w ziemię. W naszej gminie nie mieliśmy żadnego sprzętu, dlatego zakupiłam m.in. równiarkę i koparko-ładowarkę, pług do odśnieżania, rębak i nowe auto. Dlaczego? Żebyśmy mogli sami naprawić i realizować wszystkie remonty, żebyśmy mogli naprawić drogi. Oprócz tych inwestycji typowo wodno-kanalizacyjnych i drogowych cały czas inwestujemy w sport, kulturę oraz szkoły. W pierwszym roku mojego urzędowania dotację z budżetu gminy na działalność klubów i stowarzyszeń zwiększyliśmy o 100 procent. Inwestujemy w oświatę, remontujemy budynki, budujemy nowe boiska, place zabaw oraz realizujemy projekty edukacyjne. Kolejna inwestycja czeka nas nad Jeziorem Kikolskim. Rozpoczęliśmy też budowę parku kieszonkowego przy stadionie, a w planach mamy budowę tam pumptracku dla rowerów. We wrześniu ubiegłego roku oddaliśmy do użytku stadion sportowy. Dzieci i młodzież mogą trenować na nowym boisku. Reaktywował się dawny klub sportowy. Bardzo dużo osób starszych zaczęło wychodzić z domu, ćwiczyć i to jest dla nas bardzo ważne, aby tę grupę społeczną aktywizować. A w naszej gminie seniorzy są bardzo aktywni. Największą organizacją społeczną licząca ponad 90 członków jest Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów Gminy Kikół. Ja zazdroszczę moim seniorom energii do działania i pomysłów. Niektórzy młodzi powinni się od nich uczyć, jak występować po dotacje i zarządzać tak dużą grupą członków. Można powiedzieć, że mieszkańcy naszej gminy mogą czuć się zaopiekowania - od najmłodszego do najstarszego. Na terenie naszej gminy otworzyliśmy Klub Malucha Poziomka dla naszych najmłodszych mieszkańców. Funkcjonuje u nas także dom opieki dla osób starszych. Działa on w budynku dawnego przedszkola. Obecnie mamy ponad 30 podopiecznych. Na wsi szczególnie wyraźnie widać, jak społeczeństwo się starzeje. W dużych, pustych domach pozostają pozbawieni opieki seniorzy. My tę opiekę świadczymy w różnej formie: stacjonarnie – do domu seniorów przyjeżdżają opiekunki, które zatrudnione są w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej i jednocześnie przewozimy też mieszkańców do Dziennego Domu Pomocy w Kikole, gdzie mają zapewnione zajęcia zorganizowane w większej grupie. Mogą tam liczyć na opiekę psychologa, pielęgniarki, rehabilitanta oraz fryzjera i kosmetyczki. Nasi seniorzy są bardzo zadowoleni z opieki w DDP, dla niektórych to nowy dom w którym nie czują się samotni. Jednocześnie też świadczymy usługi transportu dla osób starszych i osób z niepełnosprawnościami do szpitali, do lekarza. W ramach programu Dor2Dor zakupiliśmy busa i każda osoba bez możliwości samodzielnego dojazdu do lekarza, na przykład do Torunia czy Bydgoszczy, może z takiej opcji transportu skorzystać. W dalszym ciągu składamy wnioski i pozyskujemy kolejne nowe dofinansowania. Ubiegły rok zakończyliśmy 24 milionami złotych, które przeznaczyliśmy na inwestycje. Jak na taką małą gminę jak nasza, to duża kwota. Ja jednak nie zwalniam tempa i idę po więcej.
Pani burmistrz, za nami prawie połowa kadencji? Czego mogę Pani życzyć na dalsze lata pracy samorządowej?
- Żeby mi nigdy nie zabrakło zapału do dalszej pracy, żebym w dalszym ciągu miała czas dla ludzi i o tych ludziach nigdy nie zapominała, bo to jest najważniejsze. Zawsze tłumaczę moim pracownikom, żeby pamiętali, aby mieszkańców obsługiwać tak, jak sami chcieliby zostać obsłużeni.
Adrian Aleksandrowicz, redaktor naczelny portalu Metropolia Toruńska .pl