To coś więcej niż kawiarnia... ZAZ na Bydgoskim Przedmieściu żyje i się rozwija!
Katarzyna Gucajtis, pełniąca obowiązki dyrektorki Zakładu Aktywności Zawodowej w Toruniu zapraszam do tego unikatowego miejsca na mapie Torunia.
Pierwszy w Toruniu Zakład Aktywizacji Zawodowej to kawiarnia w urokliwym budynku na Bydgoskim Przedmieściu. Działa już kilkanaście tygodni obok parku więc te piękne okoliczności przyrody powinny zachęcić wszystkich mieszkańców do odwiedzenia was, a co jeszcze może zdecydować o tym, że mieszkanki i mieszkańcy Torunia przybędą tu na aromatyczną kawę i coś słodkiego?
Oficjalne otwarcie ZAZ-u odbyło się w połowie grudnia, natomiast pełną działalność rozpoczęliśmy w połowie stycznia. To miejsce wyjątkowe. Poza kawiarnią, prowadzoną przez niezwykłe osoby – osoby z niepełnosprawnościami – zatrudniamy aż 37 osób zagrożonych wykluczeniem społecznym. W obiekcie znajduje się również hostel, składający się z sześciu pięknych pokoi, których nazwy nawiązują do osób, które niegdyś zamieszkiwały tę zabytkową kamienicę. Dodatkowo oferujemy wynajem sali konferencyjnej oraz organizację kameralnych cateringów na różnego rodzaju spotkania.
Jak odnaleźli się członkowie zespołu, pracownicy, którzy pewnie na komercyjnym rynku pracy mieliby trudności ze znalezieniem zatrudnienia?
- Z informacji zwrotnych, które do mnie docierają, wynika, że wszyscy dobrze odnaleźli się w nowym miejscu pracy. Przed zatrudnieniem uczestnicy wzięli udział w warsztatach organizowanych przez toruńskie ZDZ-y, które przygotowały ich do pracy na różnych stanowiskach. Obecnie zatrudniamy osoby jako pomoce kuchenne, recepcjonistów, kelnerów oraz pokojowych, a zdobyte wcześniej umiejętności pozwoliły im wejść w te role z większą pewnością i samodzielnością. To środowisko jest w Toruniu dość dobrze znane – część osób pochodzi z jednej organizacji, część z innej – dzięki czemu tworzy spójną i współpracującą społeczność. Jak dotąd nie pojawiły się żadne konflikty, co tylko potwierdza, że współpraca układa się bardzo dobrze. Widać to zarówno w relacjach między osobami z niepełnosprawnościami, które znalazły u nas zatrudnienie, jak i w ich współpracy z trenerami pracy oraz kadrą administracyjną. Niezwykle ważna jest także ogromna radość z samego faktu posiadania pracy – czego wcześniej w Toruniu w takiej skali brakowało. To miejsce daje realną szansę zatrudnienia dużej liczbie osób, a jednocześnie budzi nadzieję na dalszy rozwój, ponieważ zainteresowanie jest bardzo duże, a liczba napływających CV wciąż rośnie.
Dla ciebie jako osoby, która całe swoje dorosłe życie związała z trzecim sektorem, to jest pewien pomost między nowymi wyzwaniami, a doświadczeniami, jakie nabyłaś pracując między innymi również z osobami z niepełnosprawnością?
- To zdecydowanie dobre miejsce dla mnie. Uważam, że ZAZ to świetna propozycja dla osób, które nie czują się jeszcze gotowe, by wejść na otwarty rynek pracy. To przestrzeń, która ma im dać odwagę, konkretne umiejętności oraz wzmocnić poczucie własnej wartości – często znacznie bardziej niż wcześniej. Dzięki temu mogą nabrać pewności siebie i zrobić kolejny krok – wejść na wyższy poziom rozwoju zawodowego. Chodzi o to, by mogli sami powiedzieć: "zrobiłem kawał dobrej roboty, nauczyłem się tego, czego teraz potrzebuję".
Powinniśmy być bardziej otwarci na pracowników z niepełnosprawnością?
- Absolutnie tak. To osoby, które często potrzebują jedynie zachęty i odpowiednich warunków, by w pełni pokazać swój potencjał. Są bardzo dobrymi pracownikami – nie wymagają ciągłego powtarzania czy tłumaczenia. Wystarczy jasno pokazać, na czym polega dane zadanie, a potrafią wykonywać je samodzielnie i z zaangażowaniem, czerpiąc z tego satysfakcję. To szczególnie ważne, bo – nie ukrywajmy – wiele osób pełnosprawnych ma dziś problem z odnalezieniem zadowolenia w pracy. W przypadku naszych pracowników jest wręcz przeciwnie. Widzę u nich ogromną radość z wykonywanych obowiązków, a ta radość motywuje również mnie do tego, by stale tworzyć dla nich jeszcze lepsze warunki pracy.
To jest pewna rewolucja w Toruniu, bo do tej pory za Zakładu Aktywności Zawodowej w mieście nie było?
- Tak, zdecydowanie. Uważam, że to prawdziwa rewolucja. Cieszę się, że władze miasta zdecydowały się na utworzenie Zakładu Aktywności Zawodowej w Toruniu. To miejsce nie tylko przyciąga osoby o dużej wrażliwości społecznej, ale przede wszystkim pokazuje, jak ważne jest tworzenie przestrzeni, w których mogą pracować osoby z niepełnosprawnościami. Daje im to realną szansę na niezależność, samodzielność oraz rozwój w kierunku aktywizacji zawodowej.
Wspomniałeś o tej dobrej energii, jaka się rodzi między członkami zespołu, którzy tutaj właściwie uczą się bycie pracownikiem, a normatywną kadrą. Jak myślisz, czego uczycie się od swoich współpracowników, którzy są osobami z niepełnosprawności?-
– Zawsze powtarzałam i nadal będę powtarzać: cierpliwość, radość oraz bycie tu i teraz – to jest najważniejsze. Uczą nas także dostrzegania i doceniania małych rzeczy, zamiast szukania szczęścia w wielkich, często odległych celach.
Jak wasz biznes się rozwija?
- Powoli zaczynamy być zauważalni w Toruniu, choć wciąż potrzebujemy wsparcia. Serdecznie zachęcamy do odwiedzin – wierzę, że osoby, które już do nas trafiły, chętnie będą wracać. Stopniowo zaczynamy też generować dochody, choć jeszcze nie są one na poziomie, do którego dążymy. Obecność gości ma jednak ogromne znaczenie – nie tylko dla rozwoju miejsca, ale przede wszystkim dla naszych pracowników. Im więcej odwiedzających, tym większa radość i satysfakcja całego zespołu.
Jak wygląda codzienny dzień w kawiarni przy ul. Bydgoskiej?
- Kawiarnia otwiera się w godzinie 9:00. Pracownicy już są gotowi do przyjęcia pierwszych gości. Pracujemy do godziny 18:00. Codziennie przygotowane są słodkości przez kuchnie, które są zawsze świeże i są różne, bo to zależy od inwencji kucharzy i pomocy kucharek, które są na wydawce. Jest pyszna kawa, która nie odbiega jakością tym serwowanym w innych kawiarniach i oczywiście najważniejsza – słyniemy z miłej obsługi
Poza tym, że prowadzicie Kawiarnię to w w strukturach ZAZ-u funkcjonuje ktoś hostel. On już się zakorzenił w świadomości społecznej?
- Rzeczywiście, liczba gości systematycznie rośnie. Hostel dysponuje 21 miejscami noclegowymi. Składa się z sześciu pokoi, w tym dwóch większych, przeznaczonych dla grup.
-Działacie w samym serce Bydgoskiego Przedmieścia, czyli jednej z najbardziej urokliwych części miasta. To też wpływa na budowanie waszej tożsamości?
- Myślę, że tak. Mieszkańcy Bydgoskiego Przedmieścia sami nam mówili, że brakowało tu takiego miejsca – kawiarni, w której można usiąść, porozmawiać i po prostu się spotkać. Odwiedzają nas również byli mieszkańcy tej kamienicy. Zaglądają do poszczególnych pomieszczeń, wspominają, kto gdzie mieszkał, mówią: "tu był mój pokój", "tu mieszkał ktoś obok". To bardzo poruszające i pokazuje, jak silna jest więź z tym miejscem. Planujemy także zorganizować dzień otwarty dla mieszkańców Bydgoskiego Przedmieścia. Chcemy zaprosić przewodnika, który opowie historię tego miejsca. Szczególnie serdecznie zaprosimy osoby, które są z nim najmocniej związane – byłych mieszkańców tej starej kamienicy.