Przez dwie godziny świat może na mnie poczekać [felieton]

Najpiękniejsze w Tofifeście jest to, że przez kilka dni nikt nie oczekuje prostych odpowiedzi. Żyjemy w świecie, który wszystko chce skrócić. Film do minutowego zwiastuna. Książkę do recenzji na TikToku. Opinię do jednego komentarza. Tymczasem kino festiwalowe robi coś dokładnie odwrotnego. Zmusza do siedzenia z myślami. Nie podaje odpowiedzi. Czasem nawet nie zadaje właściwych pytań.

--
Źródło zdjęć: © BellaTOFIFEST | Ada Sanger
Katarzyna Kucharczyk

Co roku obiecuję sobie, że tym razem będzie inaczej. Zaznaczę dwa filmy, może jedno spotkanie z twórcami i na tym zakończę swoją przygodę z Tofifestem. Przecież obowiązki same się nie zrobią, maile same się nie odpiszą, a teksty same nie napiszą.

Potem przychodzi pierwszy seans, a po nim drugi. I trzeci, i czwarty, i piąty. I nagle okazuje się, że najważniejszą decyzją dnia nie jest to, co zjem na obiad, ale czy zdążę przebiec z jednego kina do drugiego.

Lubię ten stan. W świecie, który od rana do wieczora każe nam być produktywnymi, odpowiadać natychmiast i mieć opinię na każdy temat, festiwal filmowy pozwala przez dwie godziny... po prostu siedzieć. W ciemnej sali. Bez konieczności komentowania, oceniania, przewijania ekranu.

To wcale nie jest takie oczywiste. Na co dzień mamy dostęp do niemal wszystkiego. Platformy streamingowe podsuwają kolejne tytuły, media społecznościowe polecają seriale, algorytmy wiedzą lepiej od nas, co powinniśmy obejrzeć wieczorem.

A jednak to właśnie podczas Tofifestu oglądam filmy, których sama nigdy bym nie wybrała. I bardzo często to one zostają ze mną najdłużej.

Może dlatego, że nie są stworzone po to, by podobać się wszystkim. Nie kończą się zawsze szczęśliwie. Nie wszystko tłumaczą. Czasem bardziej stawiają pytania, niż udzielają odpowiedzi.

Podobnie jest ze spotkaniami po projekcjach. To chyba moja ulubiona część festiwalu.

Lubię słuchać, jak twórcy opowiadają o swoich filmach. Jak jeden szczegół scenariusza okazuje się mieć historię dłuższą niż sam film. Jak widzowie zadają pytania, których sama nigdy bym nie wymyśliła.

I nagle wychodzę z kina nie tylko z obejrzanym filmem. Wychodzę z nowym spojrzeniem.

Tofifest ma jeszcze jedną niezwykłą cechę. Na kilka dni budzi nie tylko Toruń, ale i cały region. Do miasta przyjeżdżają ludzie z różnych miejsc, kina żyją od rana do wieczora, a rozmowy o filmach przenoszą się do kawiarni, tramwajów i domów.

I choć co roku festiwal się kończy, ze mną zawsze zostaje coś jeszcze. Myśl, że za rok znowu znajdę te dwie godziny, w których świat spokojnie może na mnie poczekać.

Wybrane dla Ciebie