Piernikowa Kolekcja ruszyła. Byliśmy na premierowym odsłuchu zremasterowanej płyty Doktor C. "Na peryferiach normalności"
Piernikowa Kolekcja ruszyła. Byliśmy na premierowym odsłuchu zremasterowanej płyty Doktor C. "Na peryferiach normalności"
W pogodny, lekko chłodnawy czwartkowy wieczór zawitaliśmy do dawno nieodwiedzanego przez nas, acz jak zawsze urokliwego sklepu muzycznego Brumi. Rafał Pyszka i jego ekipa z Fundacji 1025 przygotowali dla odwiedzających nielichy, nietuzinkowy event - premierowy odsłuch pierwszego wydawnictwa z cyklu Piernikowa Kolekcja. W zamierzeniu ma to być seria kolekcjonerskich wersji wpływowych, lecz z różnych powodów nieistniejących już toruńskich kapel.
Na pierwszy ogień trafił Doktor C. i ich absolutnie szalony debiut "Na peryferiach normalności". Gatunkowo można to opisać jako ciężki gitarowy rock, unikający jednowymiarowych hardrockowych sztamp i dorzucający do swoich wyrazistych riffów funkowy groove, ska, jazzową ruchliwość, elementy raczkującego wtedy nu-metalu i groteskową teatralność zarówno w kwestii wokalu, jak i ogólnego wizerunku. W momencie publikacji "Na peryferiach normalności" w ekstremalnie znikomym nakładzie na umierających powolną śmiercią kasetach to była muzyka jak żadna inna w tym kraju. Jak więc wypadła zremasterowana wersja tego nagranego w 1996 roku, a opublikowanego w 1998 r. materiału niemalże 30 lat po jego pierwotnej premierze? Sprawdźmy.
Plącząc się po sklepie, Brumi zauważam pewną zaskakującą anomalię w kwestii zebranej tu publiczności. Można by oczekiwać po tego typu wydarzeniu widowni, która doskonale pamięta debiut Doktora C. i wiekowo dorównuje samym członkom zespołu. I jasne, mamy tutaj gagatków z oryginalną kasetą, ale ku mojemu zaskoczeniu tego wieczoru w Brumi są też osoby, które dopiero się rodziły, gdy toruńska kapela rejestrowała swój album. W rozmowach poprzedzających odsłuch dużo słychać tutaj jakże właściwego dla tego miejsca technicznego żargonu "humbuckery", "skala jońska", te sprawy. Na piętrze sklepu redaktor Składanowski przeprowadza wywiad z obecnymi tutaj członkami zespołu, tym samym opóźniając sam odsłuch płyty. Mając jednak na uwadze, że muzykom Doktora C. uśmiech praktycznie nie schodzi z ust, jest to absolutnie do wybaczenia.
A jednak coś po nas zostało...
Wśród zgromadzonych w sklepie Brumi jest jeszcze jeden ważny, by nie powiedzieć kluczowy, element układanki - radny Rady Miasta Torunia Piotr Lenkiewicz. Jego wydana w 2017 roku książka "A jednak coś po nas zostało… (nie)zapomniane historie toruńskich zespołów okresu przełomu" była katalizatorem do utworzenia projektu Piernikowa Kolekcja, co zostało dobitnie zaznaczone już na samym starcie wydarzenia. Gratulacje ze strony Rafała Pyszki, Piotra Lenkiewicza, zespołu Doktor C połączone z zachętą, by sięgnąć po wystawione na stoliku z tyłu sali kieliszki wina. Cytując wokalistę grupy, czyli Krzysztofa Cristobala Janiszewskiego: "Jest na tej płycie taki utwór Luminal i on po tym kieliszku będzie Państwu lepiej wchodzić". Zespół dumnie obwieścił wrócenie do działalności słowami: "The Eagles też się tak naprawdę nigdy nie rozpadli; mieli tylko dłuższą przerwę w próbach". Głośne owacje i możemy ruszać.
Już od pierwszych dźwięków otwierającej "Trutki" w uszy rzucają się dwie rzeczy, po pierwsze, materiał "Na peryferiach normalności" został odrestaurowany z niezaprzeczalną miłością i pieczołowitością; po drugie, Brumi jest perfekcyjnie przygotowane technicznie na tego typu wydarzenia. Przy przygaszonych czerwonych światłach podziemi sklepu można się maksymalnie zatopić w tych tłustych gitarowych riffach dosłownie pływających wokół wszystkich zgromadzonych. To nie jest słuchanie płytki z adaptera w aucie, to obcowanie z nią w miejscu tworzonym przez gitarowych nerdów dla gitarowych nerdów.
Remasterem albumu zajął się klawiszowiec Doktora C. Waldemar Batman Bata. Obsadzenie w tej roli człowieka, który uczestniczył w tworzeniu oryginału oraz był całkowicie świadomy mankamentów płyty w wersji pierwotnej, było jedynym słusznym wyborem. Wśród tych mankamentów największym z grzechów było znaczące przycięcie basu, bowiem, słowami pierwotnego realizatora, "on za bardzo nie lubi basu". Była to absolutna zbrodnia, bowiem partie gitary basowej Jarosława Szajby Szajerskiego to jeden z najbardziej wyrazistych, technicznych i zapadających w pamięć elementów "Na peryferiach normalności". Szajerski, jako wybitnie wygadany gość, był doceniony przez resztę zespołu za swoje pamiętne one-linery, wliczając refren "Ja jej dałem kompakt". Z kolei pomysłodawcą tytułu płyty był Waldemar Bata, który w odpowiedzi na "kontrolowany chaos" sesji nagraniowych miał powiedzieć: "Panowie, ja pie***** my działamy na peryferiach normalności".
To idzie samo
Po odsłuchaniu "Programu działania" niesamowicie rozbroiła mnie skromność perkusisty Piotra Viktora Wituszyńskiego, który nie mógł powstrzymać swojego zachwytu nad współtworzeniem zespołu z Szajerskim i wskazywał właśnie go jako główny motor napędowy tej uderzającej sekcji rytmicznej utworu, jednocześnie poddając pod wątpliwość własne rzemiosło. Z tej nadmiernej, acz autentycznej skromności wybił go sam Szajerski słowami: "Piotruś, to nie zagrałoby, gdyby właśnie nie ta interakcja między nami", "No tak, ale to jest ewidentny przykład tego, co ty wyprawiałeś na basie", odparł Wituszyński. I po odsłuchaniu jednego z najbardziej pamiętnych numerów albumu trudno się tutaj nie zgodzić z tym komentarzem członków zespołu, Panowie mają tutaj całkowitą rację. "Jak grasz z Jarkiem w sekcji, to nic się nie narobisz, to idzie samo" — zkwitował wymianę zdań Wituszyński.
Kolejną ciekawą trivią dotyczącą powstawania "Na peryferiach normalności" jest to, że "Brudna Świadomość" pierwotnie była piosenką anglojęzyczną zatytułowaną "Dirty Consciousness". Przy nagrywaniu demówki Doktora C. przed debiutującym zespołem pojawiła się zagwozdka jakże częsta w tamtych czasach, czyli "czy wmontować w ten projekt utwór z angielskim tekstem". Polski wariant tekstu pisany był po powrocie z nagrań w Gdańsku na trasie do Torunia. Wokalista Krzysztof Janiszewski przyznał się do, jak to ujął, "takiej niefajnej rzeczy, bo generalnie śpiewam na trzeźwo", ale nagranie świeżo napisanego tekstu "Brudnej Świadomości" nastąpiło na "totalnej bombie" do tego stopnia, że sam Janiszewski złapał na pewnym etapie wątpliwość, czy wejście w piosenkę w ogóle dojdzie do skutku. Mając na uwadze, że jest to jeden z najmocniejszych wokalnie numerów na płycie, dzięki przeszywającym wysokim partiom można dojść do wniosku, że pomimo zawirowań wszystko znalazło swój szczęśliwy koniec.
Nagranie tego było prawdziwym koszmarem
Ostatnie ważne uwagi dotyczą utworu "Luminal" zamykającego pierwotne wydanie debiutu Doktora C. Odnosząc się do swojej pamiętnej partii klawiszowej w tej piosence, Waldemar Batman Bata powiedział: "Nagranie tego było prawdziwym koszmarem dla mnie, oczywiście, złośliwi mogą powiedzieć, że dynamiczne i rytmiczne ruchy ręką dla dziewiętnastolatka nie powinny być problemem i generalnie nie są. Dziewiętnastolatek nie potrzebuje czterech minut, tylko mniej". Ciekawostką jest też fakt, że geneza tytułu wzięła się z vademecum podwędzonego od ojca Baty, z którego to Janiszewski wyszukiwał możliwie najbardziej pokręcone terminy i słowa. Bata zwrócił uwagę, że w dzisiejszych czasach wrzucenie nazwy leku w tekst piosenki jest co najmniej ryzykowną zagrywką, przywołując kazus Taco Hemingway’a i Solpadeiny.
Na płycie znalazły się dwa dodatkowe utwory "Nie ma piwa na wynos" i "Narko-stres", które brzmią tak, jakby od zawsze tam były, a nie jak zbędne b-side’y i godnie zamykają ten obłąkany psychiatryczny rajd. Wisienką na tym torcie jest ponad półgodzinny wywiad przeprowadzony z członkami grupy przy okazji wydania pierwszej płyty w ramach Piernikowej Kolekcji. Jest on naprawdę treściwy i nie zamierzam tutaj wyjawiać z niego nic, a zamiast tego zachęcam do zaopatrzenia się w płytkę, by poznać rozbudowaną perspektywę muzyków Doktora C. na ich wywrotowy debiut sprzed prawie trzech dekad.
Toruńska scena muzyczna potrafi być awangardowa
Podsumowując, Piernikowa Kolekcja ruszyła w naprawdę wybornym stylu. Nietuzinkowe, zaawansowane technicznie brzmienie Doktora C. w połączeniu z jego ówczesnym bezpardonowym wizerunkiem scenicznym to był kapitalny wybór na pierwsze wydanie w ramach tego cyklu. Słuchając młodzieńczych opowieści muzyków z kulis powstawania tej płyty, trudno było zignorować wszechobecną radość panującą tego wieczora w Brumi. Dla starszych było to obcowanie z dziedzictwem ich wspomnień lat dziewięćdziesiątych, dla młodszych odkrycie, jak bardzo nieprzewidywalna i awangardowa potrafi być toruńska scena muzyczna.
Jeżeli znajdziecie czas koniecznie wpadnijcie na kolejne premiery Piernikowej Kolekcji, nawet jeżeli nie znacie zespołu, którego archiwum będzie danego wieczoru na tapecie. Mając na uwadze wyczucie i techniczny know-how ludzi z Fundacji 1025, jestem przekonany, że kolejne odsłuchy będą równie mocnym doświadczeniem jak ten pierwszy. Myślę, że mieszkańcy Metropolii Toruńskiej mogą być dumni, że na jej terenie są tak oddani muzyczni kronikarze jak ci stojący za tym cyklem wydawniczym.