Metropolia na co dzieńO jeden list za daleko?

O jeden list za daleko?

Prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski zarzucił marszałkowi województwa kujawsko-pomorskiego Piotrowi Całbeckiemu kłamstwo i manipulacje, które pozwalają niesłusznie stawiać – zdaniem włodarza miasta znad Brdy – znak równości między Bydgoszczą a Toruniem.

Pomnik Mikołaja Kopernika i posąg Łuczniczki
Pomnik Mikołaja Kopernika i posąg Łuczniczki
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Metropolia Toruńska .pl

Nie milkną echa listu otwartego, który Bruski 10 grudnia skierował do "Szanownego Pana Marszałka Torunia". O ile różnice zdań pomiędzy dwoma politykami od dawna były widoczne, to ostatnia aktywność niedyplomatyczna prezydenta może otworzyć jej kolejny etap. Co pchnęło prezydenta Bydgoszczy do użycia tak kategorycznych słów? Wszak w działalności publicznej tylko kradzież jest gorszym i poważniejszym oskarżeniem od "kłamania i manipulowania".

Bruskiemu nie spodobało się stwierdzenie, jakie padło w konsultacjach projektu Strategii Rozwoju Polski do 2035 roku. Ze stanowiska Urzędu Marszałkowskiego jasno wynika, że Bydgoszcz i Toruń mają taki sam potencjał społeczno-gospodarczy. Nad Brdą uważają jednak, że to nieprawda i że to miasto, którego symbolem jest Łuczniczka, powinno być "równiejsze" i takiego zapisu oczekują po marszałkowskim zaopiniowaniu strategii.

Od jednego z samorządowców związanych z ziemią toruńską przez wiele lat usłyszałem kiedyś, że "dobry gospodarz musi sprawiać, aby mieszkańcy czuli się bezpiecznie".

Adrian Aleksandrowicz, Redaktor NaczelnyAdrian Aleksandrowiczredaktor naczelny Metropolia Toruńska .pl

O ile nie czuję się kompetentny, aby ocenić czy oba samorządy i stworzone także z ich inicjatywy obszary metropolitarne rzeczywiście mają takie same szanse na globalny sukces, to sam fakt stworzenia takiego listu otwartego jako mieszkaniec naszego regionu odbieram z dużym zdziwieniem. Co prawda rozumiem, że można się nie zgadzać w każdej kwestii, to jednak od osób, które od przynajmniej kilkunastu lat obecne są na lokalnej scenie politycznej, można według mnie oczekiwać powściągnięcia emocji. Od jednego z samorządowców związanych z ziemią toruńską przez wiele lat usłyszałem kiedyś, że "dobry gospodarz musi sprawiać, aby mieszkańcy czuli się bezpiecznie". Zrozumiałe jest zatem dla mnie, że Bydgoszcz – jako największe miasto w województwie – rości sobie prawa do bycia jego hegemonem, a jej włodarz ma pełne prawo do bronienia interesów swojej małej ojczyzny. Nasuwa mi się jednak pytanie, czy takiego samego prawa nie ma marszałek Całbecki? Bo chyba w emocjonalnej korespondencji z bydgoskiego ratusza zabrakło refleksji, że małą ojczyzną marszałka jest 167 jednostek samorządu terytorialnego – w tym cztery miasta na prawach powiatu. Mieszkańcy zdecydowanej większości z nich oczekują od niego, że obroni ich tak jak bohatersko ukochanej Bydgoszczy broni jej prezydent.

A co do tego ma telewizyjny koncert sylwestrowy, który w tym roku po raz drugi odbędzie się w samym centrum Torunia? Rafał Bruski w swoim liście wskazuje wprost, że takie inicjatywy nie zmienią "olbrzymiej przepaści w potencjale rozwojowym Torunia i Bydgoszczy', nawet jeśli miałby odbywać się codziennie. Nie wiem, czy nawet najwytrwalsi wielbiciele imprez wytrzymaliby 356 dni z Beatą Kozidrak, Edytą Górniak czy zespołem Lady Punk, skacząc i tańcząc przy scenie plenerowej. Proponuję zatem zostawić artystom śpiewanie, a strategom i rządzącym w obu kujawsko-pomorskich metropoliach dbanie o rozwój swoich samorządów. I chyba zamiast słać listy warto rozmawiać – myślę, że od kogo, jak od kogo ale od Pana Prezydenta Pan Marszałek zawsze telefon odbierze i mimo ogromu obowiązków znajdzie czas na wspólną kawę oraz obowiązkowo toruńskie pierniki i rogaliki z bydgoskiej "Sowy".

Adrian Aleksandrowicz, redaktor naczelny Metropolia Toruńska .pl

Wybrane dla Ciebie