Nowi właściciele "NRD" o nowym rozdziale historii klubu i jego przyszłości

Minął niespełna rok od powrotu dobrze rozpoznawalnego lokalu na muzycznej mapie Metropolii Toruńskiej. Przez kilka miesięcy po zamknięciu klubu przez Krzysztofa "Kriza" Wachowiaka losy klubu "NRD" były niepewne. Na ratunek przybyli nowi właściciele, czyli Dawid Połujan i Kuba Kroc, którzy znają klimat tego miejsca nie od wczoraj. Spotkaliśmy się z nimi w słoneczne poniedziałkowe popołudnie na patio "NRD", aby porozmawiać o ich planach związanych z klubem.

Właściciele klubu "NRD" Fot. Patryk WróblewskiWłaściciele klubu "NRD" Fot. Patryk Wróblewski
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Nadesłana
Ignacy Grześkowiak

Zacznijmy od punktu znacznie poprzedzającego Wasze przywrócenie klubu na mapę Torunia. Jakie są Wasze pierwsze wspomnienia związane z klubem NRD?

Kuba Kroc: Kiedyś mieliśmy z Marcinem Szawłowskim taki skład — Feel Like Jumping — i robiliśmy reggae’owe imprezy. Ja wtedy mieszkałem w Łodzi, więc tam ogarnialiśmy większość rzeczy, a że Marcin był w Toruniu, to stwierdziliśmy, że zrobimy też imprezę tutaj, w klubie "Salvador", który był wtedy przy Placu Teatralnym. Pamiętam jeszcze, że menedżerem był tam Kuba Konieczka. No i zrobiliśmy tam tę imprezę… totalna wtopa. Kompletnie nie wyszło. Była dopiero pierwsza w nocy, a chłopaki, których zaprosiliśmy, mieli pociąg do Poznania dopiero o drugiej, więc nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić. Marcin powiedział, że "NRD" na pewno będzie otwarte, więc tu przyszliśmy. Ja wtedy pierwszy raz w życiu wszedłem do tego klubu. Pierwsze wrażenie? Totalny freak show. Nie wiedzieliśmy, o co chodzi. Zagadaliśmy z ludźmi, czy możemy pograć — wpuścili nas na scenę. Graliśmy chwilę, a tu nagle podchodzi jakiś gość w czapce ze śmigiełkiem i daje nam tort. Okazało się, że to był Tomek Cebo. Potem Marcin, czyli Freedom, chciał robić tu imprezy. Dla mnie to był dramat, bo tu była taka wyluzka, że aż za bardzo jak na mnie. Ale zrobiliśmy pierwszą imprezę. Wyszło super. Zaraz potem dołączył Marek Lipiński, bo to była końcówka okresu, kiedy była tu jeszcze Monika Waluszko. Ona odeszła, Marek przejął klub i zaczęliśmy robić tu regularnie. Freedom ogarniał reklamę. Ja też jakoś przypadkiem tu trafiłem — za Dominika Smużnego, który był kierownikiem sali, ale się nie dogadali i odszedł. No i tak przypadkiem tu zostałem… już chyba z 17 lat. A ja nawet nie jestem z Torunia, żeby było jasne. To było jakoś 2007–2008, raczej 2007.

A ty, Dawid? Kiedy pierwszy raz pojawiłeś się w NRD?

Dawid Połujan: Żeby było śmieszniej, mój tata przez całe życie robi koszulki, w sensie sitodruk, i na dziesięciolecie "NRD" były takie koszulki z napisem "cała Polska zazdrości nam NRD". To ja wtedy miałem, jak dobrze liczę, 12 lat chyba. I przyjechałem z tatą przywieźć te koszulki, właśnie Tomkowi Cebo, tak swoją drogą. I to jest takie moje pierwsze wspomnienie, no a potem, jak miałem 15–16 lat, już przychodziłem na koncerty rapowe. Wtedy jeszcze mieszkałem w Anglii. Bywałem tu zawsze, jak zjeżdżałem, a potem, jak wróciłem do Polski w wieku 18 albo 19 lat, to akurat napisał do mnie Krzychu Wachowiak, czyli wcześniejszy właściciel. To był chyba pierwszy albo drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Napisał, że potrzebują pomocy w "NRD" i że słyszał, że wróciłem, i spytał, czy nie chcę przyjść pomóc na szkle. No i tak przyszedłem i już zostałem. Parę ładnych lat pracowałem jako barman, na barbacku i gdzie trzeba było, czasami na biletach. Raz mi się zdarzyło zrobić dyżur nagłośnieniowca. No także obskoczyłem wszystkie możliwe pozycje w "NRD" chociaż raz. No i teraz tak siedzimy sobie tutaj.

Co się zmieniło w lokalu po tym, jak odkupiliście go od Krzysztofa "Kriza" Wachowiaka, a jakie rzeczy pozostały niezmienne?

Kuba Kroc: Z takich rewolucji, to to, że na górze nie ma już TKFS czyli piłkarzyków. I bardziej w wynajmy tam idziemy i de facto jest plan, żeby to była galeria, ale no, plany a rzeczywistość.

Dawid Połujan: Polecamy się na wynajmy.

Kuba Kroc: Tak, polecamy się na wynajmy, wiadomo. Docelowo ma tam też być galeria. Na patio zdarliśmy wszystkie stare warstwy i mamy już jakiś pomysł na to miejsce na wakacje. Tylko że remont dalej trwa, więc trochę nas to przyblokowało. Toalety są całkowicie zmienione. Użytkowo jest teraz lepiej — może przestrzeni jako takiej jest trochę mniej, ale za to jest więcej pisuarów, a u dziewczyn są trzy kabiny i ogólnie wszystko jest bardziej funkcjonalne. Przenieśliśmy też szatnię — teraz jest na samym końcu.

Dawid Połujan: Dlatego też sala się zwiększyła, bo została tam wyburzona ścianka, przez co na koncerty wchodzi teraz więcej ludzi.

Kuba Kroc: I tę budę akustyczną też zburzyliśmy, więc pojemność zwiększyła się o jakieś 30–40 osób. A co się nie zmieniło? Wydaje mi się, że klimat został taki sam. Programowo też działamy bardzo podobnie — chcieliśmy to kontynuować, bo to jednak małe miasto i trochę ludzie wyznaczają kierunek. Teraz, na przykład, kierunek jest taki, że masa osób słucha techno. A miejsc w Toruniu, gdzie można robić techno, nie ma dużo. Są "Dwa Światy", jest "NRD" i właściwie tyle. Kiedyś była "KoNcówa", było "Desperado", był "PILON" i tak dalej, więc tych undergroundowych miejsc jest… mniej.

(trzask zamykanych drzwi do patio...)

Kuba Kroc: ... z rzeczy, które musimy zmienić jeszcze, to zaczep na drzwi. Wracając, staramy się robić imprezy, które się sprzedają no i z undergroundowych rzeczy obecnie to jest techno.

Dawid Połujan: Też to, że ten klimat się nie zmienił, wynika z tego, że znamy ten klub od podszewki, nie przyszliśmy tutaj z zewnątrz, tylko tak samoistnie…

Kuba Kroc: …zostaliśmy.

Dawid Połujan: Tak, zostaliśmy, dobre słowo.

  • Właściciele klubu "NRD"
  • Właściciele klubu "NRD"
  • Właściciele klubu "NRD" Fot. Patryk Wróblewski
  • Właściciele klubu "NRD"
[1/4] Właściciele klubu "NRD" Fot. Patryk Wróblewski Źródło zdjęć: Licencjodawca | Nadesłana

Jednymi z pierwszych imprez, jakie odbyły się po nowym otwarciu klubu, były aftery festiwali NADA oraz Camerimage. Jak duże znaczenie miało dla powrotu "NRD" nawiązanie współpracy z tymi bodajże najważniejszymi wydarzeniami na kulturalnej mapie Torunia?

Kuba Kroc: NADA była technicznie rzecz biorąc jeszcze przed oficjalnym otwarciem — to było 12 września. I w ogóle NADA to bardziej kontynuacja niż jakaś nowa współpraca. Krzychu jest przecież producentem i głównym szefem NADY, pomysłodawcą całej akcji. Ja od lat z nim przy tym działam — ogarniam sprawy techniczne, jestem dyrektorem sceny na festiwalu i tak dalej… no i po prostu dobrze się znamy. Krzychu ma też firmę Eko Goods i z nimi też współpracujemy na różnych polach, więc to wszystko było takie naturalne, oczywiste. Camerimage podobnie — przez wiele lat odbywało się tutaj, wszystkim pasował klimat "NRD", więc to też przyszło w pakiecie dzięki Krzysiowi. I za NADĘ, i za Camerimage jesteśmy mu mega wdzięczni. Kontynuujemy to po prostu. Jedyne, co było na początku, to jakieś pytania od ludzi z Camerimage, czy my na pewno utrzymamy ten klimat, który tu był. Staraliśmy się to pokazać i myślę, że się udało. Mam nadzieję, że przy kolejnej edycji też będziemy współpracować.

Dawid Połujan: Jak to wspominamy? Straszny zajazd. NADA straszny stres, przynajmniej dla mnie. Ja to siedziałem u góry i tak się stresowałem, czy wszystko będzie dobrze, nawet nie chciałem schodzić na dół pogadać. Camerimage przerobiłem wcześniejsze edycje za barem, więc wiedziałem, z czym to się je. NADA to był taki pierwszy weekend, że otwarcie i było dużo pytań, jakiegoś strachu, ale… finalnie było dobrze. Chyba nam zaplecze lekko zalało pierwszego dnia. Coś tam się stało, ale to jedyny mały fuck-up.

Kuba Kroc: Ciężko było się nie stresować NADĄ, gdzie robiliśmy cały remont sumptem takim przyjacielskim, bo nie mieliśmy pieniędzy tak naprawdę na to, żeby zrobić nawet połowę tego, co chcieliśmy zrobić. Tutaj klub festiwalowy się otwierał o 20:00, a o 18:00 jeszcze szatnia nie stała. Kiedy myślę o tym czasie, to ulgę też na pewno pamiętam, że to się udało, że to już ruszyło i że to działa.

Dawid Połujan: Ostatnie dwie, trzy doby przed tym były naprawdę intensywne.

  • Festiwal NADA w "NRD"
  • Festiwal NADA w "NRD"
  • Festiwal NADA w "NRD"
  • Festiwal NADA w "NRD"
  • Festiwal NADA w "NRD"
  • Festiwal NADA w "NRD"
[1/6] Festiwal NADA w "NRD" Źródło zdjęć: Licencjodawca | Julia Marszewska

Co było dla was największym wyzwaniem, przygotowując się do tego nowego otwarcia "NRD" — presja związana z oczekiwaniami publiczności? Wyrobienie się z remontem? Czy coś zupełnie innego?

Dawid Połujan: Wszystko to. Chyba przez presję związaną z tym, czy się wyrobimy z remontem, nawet trochę nie miałem czasu myśleć o czym innym w ogóle. Dopiero jak już się otworzyły te drzwi, to… To dopiero wtedy gdzieś poczułem taką presję, czy na pewno właśnie wszystko będzie git i tak dalej, ale do momentu otwarcia nie miałem czasu o tym w ogóle myśleć.

Kuba Kroc: Mieliśmy taką kampanię reklamową, że wiedzieliśmy, że będzie dużo ludzi. I na otwarciu i na tej NADZIE. Jakby klub festiwalowy to był taki trochę eksperyment, jak będzie na głównym otwarciu. Jak to będzie, kiedy połowa tych rzeczy, które zaplanowaliśmy, odpadnie? Ostatecznie odpadła maksymalnie jedna trzecia.

Pamiętam, że przy okazji wieści o zamknięciu klubu przez Kriza pojawiły się w komentarzach takie głosy w stylu "i bardzo dobrze, wylęgarnia młodych ćpunów". Uważam, że to krzywdzący stereotyp najpewniej pisany przez osobę, która tu nigdy nie była. Jak wy patrzycie na bywalców waszego lokalu? Czy przewija się jakiś dominujący profil osób wśród waszych odbiorców? Do kogo chcielibyście trafiać?

Dawid Połujan: Zdecydowanie chyba nie ma jednego profilu. Są naprawdę przeróżni ludzie z przeróżnymi zajawkami, słuchający przeróżnej muzyki. Do tego raczej dążymy. Nie ograniczamy się do jednego gatunku. Wiadomo, nie robimy disco polo, ale generalnie robimy naprawdę dużo różnych imprez.

Kuba Kroc: Mało tego — to jest w ogóle ciekawe — kiedyś ludzie, którzy przychodzili na techno, to była jedna i ta sama ekipa. A teraz mamy dwa najmocniejsze nurty, czyli Nocturnę, która jest takim trochę Boiler Roomem, i imprezy Diablo — też techno, ale przychodzą na nie zupełnie inni ludzie. I to jest naprawdę ciekawe.

Na imprezy typu Hity z Satelity, czyli Baywatch Parties, albo na Szpule też przychodzi zupełnie inna grupa. Do tego robimy koncerty rapowe — tam wiadomo, głównie młodzież. A koncerty punkowe i metalowe to raczej ludzie po czterdziestce. Więc, jak widzisz, przekrój jest naprawdę szeroki.

Dawid Połujan: Wracając jeszcze do tego pytania o tę krzywdzącą opinię. Mieliśmy imprezę "Za Starzy na Techno" jakiś czas temu. To była impreza od 16:00. No i była też targetowana, powiedzmy, nawet niekoniecznie do starszych ludzi, ale do ludzi, którzy są "za starzy na kaca". Do takich, którzy nie mogą sobie pozwolić, żeby do rana balować. No i mieliśmy sold out i było przepełnione to "NRD". Tak jak na Camerimage to wyglądało. Większość ludzi była taka, że widać było, że nie bywają raczej w "NRD". Potem mieliśmy kilka opinii, takich jak: fajnie, że w ogóle są pierwszy raz i zawsze myśleli, że to jest jakaś speluna czy coś. I że byli zdziwieni, że to jest spoko klub i że tak tu wygląda.

  • Camerimage w "NRD"
  • Camerimage w "NRD"
  • Camerimage w "NRD"
  • Camerimage w "NRD"
  • Camerimage w "NRD"
  • Camerimage w "NRD"
  • Camerimage w "NRD"
  • Camerimage w "NRD"
[1/8] Camerimage w "NRD" Źródło zdjęć: Licencjodawca | Nadesłana

Minęło już trochę czasu, odkąd "NRD" wróciło na mapę. Jak oceniacie ten czas? Jesteście zadowoleni z tego, jak to wszystko wyszło?

Dawid Połujan: Jesteśmy. Generalnie, wiadomo, teraz zaczyna się dopiero tak naprawdę prawdziwy sprawdzian. Jest lato, w którym zawsze są festiwale, wyjazdy; lato zawsze, zawsze jest trudne, jeśli chodzi o kluby. Jesteśmy zadowoleni, ale dopiero teraz przed nami prawdziwy test. To jest nasze pierwsze lato. Zaczynaliśmy we wrześniu. To jest start sezonu klubowego i zawsze są to lepsze miesiące na pewno, niż kiedy się już robi ciepło.

Kuba Kroc: Trochę się stresujemy tymi wakacjami, ale jeśli chodzi o okres jesienny, to jesteśmy naprawdę zadowoleni. Tylko że wciąż mamy sporo rzeczy, które chcemy zrobić. Wydaje mi się, że po roku zrobimy sobie taką porządną ewaluację i wtedy będziemy wiedzieć, jak wejść w kolejny sezon. Wiadomo, że przygotujemy się szybciej i lepiej, ale najwięcej dowiemy się właśnie po tym pierwszym roku. Wrzesień, październik pokażą, co wyszło, co nie wyszło, gdzie popełniliśmy błędy i co możemy poprawić. Cały czas się tego uczymy. Tylko że zadałeś nam to pytanie w momencie, kiedy zaczyna się najcięższy okres. Wszyscy chodzą na Labę, a jak nie na Labę, to grillują. Patrzymy, co się dzieje w Toruniu przez ostatnie dwa–trzy tygodnie — wszędzie jest problem z ludźmi. W sierpniu wracają wszystkie duże imprezy miejskie, więc pytanie, jak to się przełoży na nas. Może być tak, że w tym roku będzie zupełnie inaczej — skoro maj wygląda tak, jak wygląda, to może lipiec i sierpień nie będą aż tak tragiczne. Na pewno chcemy się bardziej otworzyć. Współpracujemy z Nano. Chcemy wprowadzić jakieś ciasta i inne rzeczy. Myślimy o muzyce na żywo. Chcemy ładnie ogarnąć patio. Robić więcej imprez dziennych. Mamy już nawet wstępny plan na takie wydarzenia dla rodziców — żeby mogli przyjść z dzieciakami, a dzieci miały jakieś aktywności: puszczanie bajek na sali, planszówki, coś w tym stylu. A rodzice mogliby sobie tu po prostu poczilować. Myślimy też o grillu i innych rzeczach. Te pomysły się klarują, ale jesteśmy zależni od remontu i kilku innych spraw. No i oczywiście od tego, jak będzie z ludźmi — bo ciężko to przewidzieć. Wiadomo, że frekwencyjnie będzie gorzej, ale pytanie: jak bardzo.

Które z nadchodzących wydarzeń w waszym tegorocznym kalendarzu budzą w was największą ekscytację lub powody do dumy?

Kuba Kroc: Na pewno Post Mortem, który jest festiwalem szeroko pojętej muzyki metalowej. Jestem też ciekaw, jak będzie z "Za Starzy na Techno", jak wypadną kolejne edycje. I też jestem podekscytowany tym, czy sprawdzą się nasze pomysły na okres letni i jak wypadnie to otwarcie się na imprezy dzienne.

Dawid Połujan: Mamy też teraz w niedzielę pierwsze za "naszej kadencji" Gastro Party, które zawsze bardzo lubiłem. Jest to impreza skierowana do toruńskiej gastronomii. Mówimy tu o pracownikach klubów, restauracji, hoteli, dlatego też jest to impreza niedzielna, bo zwykle poniedziałek wypada im jako dzień wolny. Także zapraszamy wszystkich z toruńskiej branży gastronomicznej do "NRD" na małą integrację.

Wybiegając jeszcze dalej w przyszłość, czego możemy oczekiwać od "NRD" w długofalowej perspektywie? Czy mieszkańcy Metropolii Toruńskiej mogą już odetchnąć z ulgą na wieść o tym, że klub zostaje tu na stałe?

Kuba Kroc: Znaczy, pytanie: co to znaczy na stałe, nie? Na pewno szybko się nas nie pozbędziecie. Możecie się spodziewać możliwie wszystkiego. Więcej tego, co znacie, zobaczymy, jak to będzie wyglądało. Jeszcze dwa lata temu byli inni organizatorzy. Wielu ludzi, którzy kiedyś organizowali imprezy, już tego nie robi. Z kolei wielu z nowego narybku może tchnąć w to miejsce coś świeżego, jakąś nową jakość. Dla nas czymś takim było to, co robią chłopaki z "Nocturny" (boiler room). Zobaczymy, co ludzie wymyślą. Z kolei "El Diablo" robi podesty do tańczenia dla ludzi. To są drobne rzeczy, które wpływają na to, że jednak jest to coś nowego. W dzisiejszych czasach komputerów i sociali ludzi trzeba zainteresować pierwszym rzutem, a nie długofalową strategią. Klimatu możecie oczekiwać dokładnie tego samego, ale na pewno będzie też wiele niespodzianek.

Dawid Połujan: Sami się nie spodziewamy pewnie. Zobaczymy, może wymyślimy coś szalonego jutro, o czym jeszcze dzisiaj nie wiemy.

Podsumowując, oaza toruńskiego undergroundu żyje i ma się dobrze. Mając na uwadze, jak wiele różnych pomysłów na ten lokal mają Dawid i Kuba, niezaprzeczalnie wyjdą oni z trudnego sezonu wakacyjnego obronną ręką. Na pewno zajrzymy w ramach naszych tekstów w te maksymalnie gościnne progi "NRD" jeszcze niejeden raz. Tych, którzy martwili się o dalsze losy tego kultowego lokalu, możemy uspokoić: esencja tego miejsca została zachowana, a zmiany i nowości nie były drastyczną rewolucją, lecz naturalną ewolucją.
Wybrane dla Ciebie