Młodzieńcze granie z 25‑letnim stażem. Rok 2026 to jubileusz zespołu Czaqu
Paweł "Kot" Kociszewski po niemal 18 latach przerwy zdecydował się wrócić do zespołu, który w 2001 roku założył razem z Grzegorzem Walczakiem, Michałem Dybowskim i Olkiem Skipczakiem. Jak według basisty grupy Czaqu brzmi młodzieńcza energia po 25 latach na scenie?
Jak zapamiętałeś początki Czaqu? W jakich okolicznościach w 2001 r. powstał zespół?
- To był bardzo zwariowany czas. Byliśmy młodzi, pełni energii z pełnymi głowami rozmaitych pomysłów muzycznych i tych typowo życiowych. Poznaliśmy się w jednym z kultowych klubów tamtego okresu, jakim był MIŚ. Grzesiek pojawiał się tam ze swoimi występami solo. Ówczesny perkusista Oleg pracował tam w obsłudze i ja również dołączyłem do ekipy Misia.
Jak zaczęła się twoja przygoda z Czaqu? Pamiętasz te pierwszą, wiążącą rozmowę o wspólnym tworzeniu muzyki?
- Fajnie byłoby mieć taką super pamięć (śmiech). Od momentu poznania się od razu była między nami dobra energia i czuliśmy, że chcemy tego samego. Ja szukałem nowych wyzwań i możliwości zbudowania czegoś wartościowego, a chłopacy potrzebowali kogoś z basówką (śmiech). Po pierwszych rozmowach od razu wzięliśmy się do roboty. Najpierw sam Grzesiek przyjeżdżał do mnie na Fałata z gitarą i pokazywał mi kawałki, które już wcześniej zrobili. Później zaczęliśmy regularne próby w pełnym składzie i to była świetna zabawa.
Muzyka zawsze było dla ciebie ważna?
- Muzyka w mojej rodzinie była od wielu pokoleń. Mój ojciec Lech Kociszewski był basistą, także profesjonalny sprzęt miałem w domu na wyciągnięcie ręki. Pamiętam jak ojciec kupił mi pierwsze pudło. Pamiętam też jak pierwszy raz przyłapał mnie w domu, jak grałem na jego piecu i gitarze basowej. Strasznie się wtedy wkurzył, bo wszystkie gałki dałem w prawo, żeby był przester. Już wtedy wiedział, że syn nie będzie jazzmanem (śmiech).
Inność
Dlaczego na kilka lat rozstałeś się z zespołem? Co sprawiło, że zdecydowałeś się na powrót?
- W sumie to było z 15 lat. Od początku wiedzieliśmy czego chcemy. Mieliśmy energię i bardzo silną motywację do rozwoju, a pierwsze sukcesy jeszcze bardziej nas napędzały. To było coś więcej niż 4 chłopaków grających rocka, mocno się przyjaźniliśmy. Niestety mieliśmy złych doradców i to ich wpływ stworzył pewien konflikt, z którym ja osobiście nie dałem sobie rady i postanowiłem odejść i pójść w swoją stronę. Powrót to był pewien proces mentalny, który zapoczątkowała moja żona Kasia. Punktem zwrotnym było 20-lecie zespołu zorganizowane na Jordankach przez Piotra Lenkiewicza. Podczas wspólnych prób coś nagle wróciło. Szybko okazało się, że nasze spotkanie po latach nie było dziełem przypadku, bo po jakimś czasie podjęliśmy działania w celu odrodzenia Czaqu w swojej pierwotnej formie, w oryginalnym składzie.
Jak świętowaliście 25-lecie zespołu?
- Od momentu reaktywacji Czaqu od nowa zagraliśmy trochę koncertów. Jeden z nich odbył się w Kombinacie Kultury. Bardzo nam się tam spodobało, bo klub mieści się w kamienicy w której funkcjonował Dom Muz. To w tej przestrzeni narodziła się również nazwa zespołu - dzięki Ariel (śmiech). Historia zatoczyła koło, więc zdecydowaliśmy się, że koncert urodzinowy odbędzie się właśnie tam. To była świetna impreza połączona z 3 urodzinami klubu.
Kiedy odbędą się kolejne koncerty, gdzie będzie można wasz usłyszeć?
- Aktualnie skupiamy się na przygotowaniach do nagrań nowych piosenek. Pomysłów i koncepcji jest tyle, że trudno przewidzieć w jakim terminie zdecydujemy się wejść do studia (śmiech), oczywiście bez koncertów na dłuższą metę nie da się żyć, więc niebawem ogłosimy kilka wydarzeń na naszej stronie i fanpage'u.
Zdradzisz, który z waszych kawałków jest dla ciebie szczególnie ważny?
- To bardzo trudne pytanie, bo ten początkowy okres naszej działalności był bardzo dynamiczny. Z pomocą Grzegorza Kopcewicza nagraliśmy pierwszą płytę, ale oprócz tego materiału mieliśmy jeszcze kilkanaście nowych piosenek. Z płyty "Inność" to na pewno "Jeden gest", "Senne zeznania" i "Suche liście". Ale na ten moment największym ładunkiem emocjonalnym darzę piosenkę "Ludzie mądrzy". Świetny tekst Grześka i zgrabna kompozycja muzyczna.
Adrian Aleksandrowicz, redaktor naczelny portalu Metropolia Toruńska .pl