Darmowe bilety na Camerimage? Dlaczego nikt nie żąda tego samego na Motoarenie?

Już za kilka dni Toruń ponownie znajdzie się w centrum światowej kinematografii. Festiwal ToruńCAMERIMAGE przyciągnie wybitnych twórców, przedstawicieli przemysłu filmowego i miłośników kina z całego świata. To jeden z najważniejszych momentów w kulturalnym kalendarzu miasta. Niestety, jak co roku, zamiast rozmawiać o randze wydarzenia, jego gościach i możliwościach, jakie stwarza Toruniowi, część publicznej dyskusji ponownie sprowadza się do jednego pytania: dlaczego festiwal współfinansowany z miejskiego budżetu nie jest darmowy?

Lukasz Rafinski dla CamerimageLukasz Rafinski dla Camerimage
Źródło zdjęć: © Camerimage | Lukasz Rafinski
Dawid Gulczyński

Kolejna edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego ToruńCAMERIMAGE odbędzie się w dniach 7–14 listopada. W tym roku wydarzenie ma dla miasta szczególne znaczenie. Toruń został partnerem tytularnym festiwalu, a nazwa miasta na stałe pojawiła się w jego oficjalnej nazwie, w ramach trzyletniej współpracy.

To znacznie więcej niż zabieg wizerunkowy. To szansa na budowanie międzynarodowej rozpoznawalności Torunia poprzez wydarzenie, którego marka od lat funkcjonuje w światowym środowisku filmowym.

Publiczne finansowanie nie oznacza darmowego wstępu

W dyskusjach o Camerimage regularnie powraca argument, że skoro wydarzenie jest współfinansowane z budżetu gminy, powinno być bezpłatne i dostępne dla wszystkich mieszkańców. To pozornie atrakcyjny, ale błędny sposób rozumowania. Publiczne dofinansowanie nie oznacza przecież automatycznie obowiązku rezygnacji ze sprzedaży biletów. Samorządy od lat wspierają finansowo instytucje kultury, teatry, koncerty, festiwale oraz kluby sportowe. Nikt nie traktuje jednak dotacji dla instytucji kultury jako oczywistego powodu do zniesienia opłat za wszystkie spektakle. Podobnie jest ze sportem. Czy miejskie wsparcie dla klubu sportowego oznacza, że kibice powinni bezpłatnie wchodzić na Motoarenę? Czy każdy dofinansowany koncert musi być darmowy? Oczywiście, że nie.

Zresztą nie trzeba szukać daleko. Tegoroczny Copernicus Airshow Toruń, który odbył się 30 sierpnia, również korzystał ze wsparcia Gminy Miasta Toruń. Jednocześnie wydarzenie było biletowane – standardowy bilet kosztował 30 zł, a mieszkańcy posiadający Kartę JO płacili 20 zł. Choć także pojawiały się głosy krytyki, sam model współfinansowania i sprzedaży biletów nie był niczym nadzwyczajnym. Dlaczego więc w przypadku Camerimage sam fakt odpłatności miałby podważać sens publicznego wsparcia?

Miasto nie kupuje darmowych biletów. Inwestuje w swoją rozpoznawalność

Warto odróżnić finansowanie uczestnictwa mieszkańców od finansowania wydarzenia, które realizuje znacznie szersze cele. Toruń, zostając partnerem tytularnym Camerimage, nie kupuje wyłącznie określonej liczby miejsc na salach kinowych. Współtworzy międzynarodową markę, z którą jego nazwa jest teraz bezpośrednio związana.

Przez tydzień do miasta przyjeżdżają ludzie ze świata filmu, dziennikarze, producenci, operatorzy i przedstawiciele branży kreatywnej. Korzystają z hoteli, restauracji, transportu i lokalnych usług. Toruń pojawia się w międzynarodowej komunikacji festiwalowej. To korzyści, które wykraczają daleko poza samą sprzedaż biletów. Oczywiście można i należy dyskutować o wysokości miejskiego wsparcia, przejrzystości wydatków czy rzeczywistych efektach promocyjnych. Publiczne pieniądze wymagają rzetelnego rozliczenia. Jednak taka dyskusja powinna opierać się na analizie kosztów i korzyści, a nie na uproszczeniu, że każda dotowana impreza musi być darmowa. Czy Toruń zyska na festiwalu wizerunkowo? Wszystko wskazuje na to, że tak. To nie opinia, a mierzalny fakt. Na świecie funkcjonują profesjonalne firmy zajmujące się badaniem wartości marek, monitoringiem mediów oraz wyliczaniem tzw. ekwiwalentu reklamowego (AVE). Pozwala on oszacować, ile należałoby zapłacić za porównywalną ekspozycję reklamową, jaką miasto uzyskuje dzięki obecności swojej nazwy w publikacjach prasowych, telewizji, internecie czy mediach społecznościowych. Taki raport powstaje oczywiście również w ramach Camerimage.

Festiwal powinien być bliski mieszkańcom. To się dzieje

Nie oznacza to również, że oczekiwania torunian dotyczące dostępności wydarzenia są nieuzasadnione. Przeciwnie - skoro miasto jest partnerem tytularnym, warto stale rozwijać ofertę dla mieszkańców, organizować otwarte spotkania, wydarzenia towarzyszące i udostępniać kulturę filmową jak najszerszej publiczności. Tegoroczna edycja przewiduje już 30-procentową zniżkę na karty wstępu dla posiadaczy Toruńskiej Karty Mieszkańca JO ze statusem mieszkańca. Dostępne mają być także bezpłatne transmisje internetowe wybranych spotkań i seminariów. To kierunek, który warto rozwijać. Dostępność kultury jest ważna, ale nie jest tożsama z obowiązkiem bezpłatnego udostępnienia każdego wydarzenia.

Nie pozwólmy, by lokalne spory przesłoniły światowe wydarzenie

Toruń nie ma każdego miesiąca okazji do goszczenia wydarzenia tej rangi. Camerimage jest marką budowaną przez dziesięciolecia, rozpoznawalną daleko poza granicami Polski. Miasta na całym świecie zabiegają o prestiżowe festiwale, kongresy i wydarzenia, które pozwalają im zaistnieć na międzynarodowej mapie. My takie wydarzenie mamy. Nie oznacza to, że Camerimage powinno być wolne od krytyki. Przeciwnie - silna marka musi podlegać równie wysokim standardom organizacyjnym i finansowym. Ale krytyka powinna prowadzić do podnoszenia jakości, a nie sprowadzać całe przedsięwzięcie do sporu o cenę wejściówki.

Przez najbliższe dni Toruń będzie gospodarzem wielkiego święta kina. Wykorzystajmy ten czas, pokazując nasze miasto, jego kulturę, gościnność i potencjał. Rozmawiajmy o filmach, twórcach i możliwościach, które otwiera przed nami festiwal. Bo ostatecznie stawką nie jest wyłącznie to, ile kosztuje bilet na Camerimage. Stawką jest również to, jaką pozycję Toruń chce zajmować na kulturalnej mapie świata. Nie pozwólmy, by wielkie święto kina zostało przyćmione przez powracające co roku uproszczenia.

Wybrane dla Ciebie