Dzisiejszy krater w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim powinien być dla nas otrzeźwieniem. Wstępne ustalenia wskazują, że podczas zmasowanego rosyjskiego ataku na Ukrainę w polską przestrzeń powietrzną wleciał rosyjski pocisk manewrujący Ch-101. Spadł na niezamieszkany teren. Nikomu nic się nie stało. Tym razem.
Tej samej nocy Rosja skierowała przeciwko Ukrainie ponad 70 rakiet i około 280 dronów. To blisko 360 środków napadu powietrznego podczas jednego ataku. Zginęli ludzie, wśród nich dzieci. Dziesiątki tysięcy mieszkańców ukraińskich miast ponownie musiały zejść do schronów i stacji metra.
Ponad 250 bomb każdego dnia
Kiedy mówimy, że Ukraina każdego dnia przyjmuje na siebie rosyjskie bomby, nie jest to publicystyczna przesada. Według danych ukraińskiego Ministerstwa Obrony tylko w marcu 2026 roku rosyjskie lotnictwo użyło przeciwko Ukrainie 7987 kierowanych bomb lotniczych. To średnio niemal 258 bomb każdego dnia. Do tego należy doliczyć drony uderzeniowe, rakiety manewrujące, pociski balistyczne, artylerię i tysiące mniejszych dronów wykorzystywanych bezpośrednio na froncie.
Nie wszystkie bomby spadają na centra miast. Wiele uderza w pozycje wojskowe, drogi, magazyny, mosty i umocnienia. Nie zmienia to jednak podstawowego faktu: każdego dnia ukraińscy żołnierze i cywile przyjmują na siebie skalę przemocy, która w Polsce zatrzymałaby normalne funkcjonowanie całych regionów.
My rano sprawdzamy pogodę, korki i rozkład jazdy. Oni sprawdzają, czy w nocy nie został zniszczony dom ich rodziców.
Ukraina kupuje Polsce czas
Rosja nie "zawsze" była naszym przeciwnikiem, bo historia nigdy nie jest tak prosta. Była jednak agresorem w wielu najważniejszych momentach nowożytnej historii Polski: podczas wojny polsko-bolszewickiej, agresji sowieckiej 17 września 1939 roku, deportacji, zbrodni katyńskiej oraz późniejszego podporządkowania Polski Moskwie.
W 1939 roku Związek Sowiecki, działając na podstawie tajnego porozumienia z III Rzeszą, zaatakował Polskę, zajął jej wschodnie terytoria i rozpoczął masowe represje wobec polskich obywateli. To nie jest odległa opowieść z podręcznika. To część naszego doświadczenia państwowego.
Ukraina nie sprawiła, że Rosja przestała być niebezpieczna. Sprawiła natomiast, że rosyjska armia od ponad czterech lat zużywa ludzi, sprzęt, amunicję, pieniądze i czas na wschód od polskiej granicy.
Nie wiemy, czy po ewentualnym upadku Ukrainy Rosja natychmiast zaatakowałaby Polskę. Jesteśmy członkiem NATO, a bezpośrednia napaść oznaczałaby konflikt z całym Sojuszem. Wiemy jednak, że zwycięska Rosja stałaby bliżej naszych granic, byłaby silniejsza, bardziej doświadczona i przekonana, że przemoc przynosi rezultaty.
Dlatego pomoc Ukrainie nie jest wyłącznie dobroczynnością. Jest inwestycją w bezpieczeństwo Polski. Po dzisiejszym incydencie także polski rząd podkreślił, że skuteczna obrona przed rosyjskimi atakami już nad terytorium Ukrainy bezpośrednio zwiększa nasze bezpieczeństwo. Ukraińskie samoloty próbowały przechwycić pociski lecące w stronę polskiej granicy.
Tak, pomagamy. Ale oni również pracują na nasz wspólny dobrobyt
Owszem, Polska finansuje edukację ukraińskich dzieci. Część rodzin korzysta ze świadczeń społecznych. Szkoły, samorządy i instytucje publiczne ponoszą koszty związane z przyjęciem osób uciekających przed wojną.
Możemy i powinniśmy wymagać, aby system był kontrolowany, szczelny i sprawiedliwy. Pomoc nie może oznaczać braku zasad.
Warto jednak znać obowiązujące przepisy. Od lutego 2026 roku wypłata 800 plus obywatelom Ukrainy jest związana między innymi z aktywnością zawodową rodzica oraz uczęszczaniem dziecka do polskiej szkoły. Nie jest to więc bezwarunkowa wypłata pieniędzy za samo posiadanie ukraińskiego paszportu.
Warto też pamiętać, że setki tysięcy Ukraińców pracują w Polsce, płacą podatki i składki. Według danych ZUS na koniec marca 2026 roku do polskiego systemu ubezpieczeń zgłoszonych było ponad 873 tysiące obywateli Ukrainy. Stanowili oni 66,9 procent wszystkich ubezpieczonych cudzoziemców.
Obraz społeczności utrzymywanej wyłącznie przez polskiego podatnika jest więc zwyczajnie nieprawdziwy.
Nie znamy historii człowieka, którego mijamy
Nie każdy obywatel Ukrainy walczy na froncie. To prawda. Tyle że wśród osób przebywających w Polsce są matki z dziećmi, osoby starsze, ranni, opiekunowie osób z niepełnosprawnościami, mieszkańcy terenów okupowanych oraz ludzie, którzy stracili domy i bliskich. Nie znamy ich historii. Nie wiemy, kto czeka na powrót ojca, brata albo syna. Nie wiemy, kto każdej nocy próbuje dodzwonić się do rodziny w Charkowie, Sumach, Zaporożu czy Kijowie.
W Toruniu może obecnie mieszkać około 7–8 tysięcy obywateli Ukrainy, choć dokładna liczba jest trudna do ustalenia. Oficjalne dane meldunkowe obejmują jedynie 1313 osób, ale nie pokazują wszystkich mieszkańców przebywających w mieście bez meldunku. O większej skali świadczy m.in. ponad 1400 ukraińskich dzieci uczęszczających do toruńskich szkół i przedszkoli oraz ponad 8 tysięcy numerów PESEL ze statusem UKR wydanych w Toruniu od początku rosyjskiej inwazji. Ta ostatnia wartość jest jednak liczbą skumulowaną, ponieważ część osób mogła już opuścić miasto.
Warto przypomnieć sobie, jak zachowywali się Polacy, kiedy wojna dotarła do naszego kraju. Także uciekaliśmy. Szukaliśmy bezpieczeństwa w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Francji, Brazylii i wielu innych państwach.
Julian Tuwim podczas II wojny światowej przez Rumunię, Francję, Portugalię i Brazylię dotarł do Nowego Jorku. Kazimierz Wierzyński wyemigrował do Stanów Zjednoczonych w 1941 roku. Jan Lechoń związał swoje życie z Nowym Jorkiem, a Marian Hemar z Londynem. W Wielkiej Brytanii działały polskie władze na uchodźstwie, mieszkali żołnierze, artyści, naukowcy i dziennikarze.
Czy chcielibyśmy, aby oceniano ich wyłącznie jako obciążenie dla zagranicznych szkół, mieszkań i systemów pomocy społecznej?
Nie pozwólmy przenieść wojny do naszych miast
Kilka dni temu we Wrocławiu brutalnie pobito młodą parę obywateli Ukrainy. Prokuratura postawiła podejrzanym zarzuty obejmujące przemoc z powodu przynależności narodowej, pobicie i uszkodzenie ciała. Sąd zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu.
Można krytykować ukraińskie władze. Można domagać się prawdy historycznej, godnego upamiętnienia polskich ofiar, uczciwej polityki migracyjnej i respektowania polskiego prawa. Nie wolno jednak przenosić odpowiedzialności za decyzje polityków na przypadkowego człowieka mówiącego z ukraińskim akcentem.
Wdzięczność wobec Ukrainy nie wymaga od nas rezygnacji z własnych interesów ani historii. Wymaga jedynie zrozumienia, że Ukraińcy walczą również o kształt Europy, w której żyjemy. 800 plus jest pozycją w budżecie. Obrona Ukrainy jest usługą bezpieczeństwa, której rzeczywistą wartość liczylibyśmy w mobilizacji, zniszczonych miastach, zamkniętych szkołach, schronach i ludzkich życiach. Dzisiejsza rakieta, która spadła na Lubelszczyźnie, przypomina, jak niewielka odległość dzieli nas od tej wojny.
Życzę sobie i Wam, aby w Toruniu nigdy nie trzeba było budzić dzieci w środku nocy i prowadzić ich do schronu. Życzę też, aby w naszym mieście nigdy nie wydarzyło się to, co ostatnio we Wrocławiu.
Bo spokój, który dziś mamy, jest wart znacznie więcej niż pieniądze przeznaczane na pomoc Ukrainie. A rozliczenia z przeszłością? Tak, jest konieczne. Zbrodnie powinny zostać nazwane, ofiary godnie upamiętnione, a prawda historyczna nie może być przemilczana ani relatywizowana. Trzeba jednak wyraźnie oddzielić odpowiedzialność sprawców od oceny ludzi żyjących współcześnie. Tak jak my i bliskie nam osoby nie byliśmy wówczas nawet na świecie, tak również dzisiejsi mieszkańcy Ukrainy nie ponoszą osobistej odpowiedzialności za mordy dokonane kilkadziesiąt lat temu. Pamięć i uczciwe rozliczenie przeszłości nie powinny prowadzić do zbiorowego obwiniania całych narodów.