Metropolia na co dzieńNa 60 dni przed maturą pytamy: "Co jest nie tak z systemem edukacji?". Ekspertka odpowiada

Na 60 dni przed maturą pytamy: "Co jest nie tak z systemem edukacji?". Ekspertka odpowiada

Dr Kinga Majchrzak-Ptak z Instytutu Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu tłumaczy, jakie zmiany w systemie są potrzebne, aby efektywniej edukować młodzież i... nauczycieli.

Dr Kinga Majchrzak-Ptak
Dr Kinga Majchrzak-Ptak
Źródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | Archiwum prywatne

Z czego wynika to ciągłe niezadowolenie z poziomu edukacji w kraju? Nie ma na to pomysłu czy wizji?

- W samym pytaniu już zawarłeś odpowiedź. W dużej mierze to niezadowolenie wynika z braku wizji i to takiej o charakterze długoterminowym, długofalowym, która zostałaby wypracowana ponad politycznymi podziałami i zbudowana na spójnych założeniach, mających charakter umowy społecznej i niezmienianych wraz z kolejnymi rządami. Najlepiej gdyby założenia te opracowali eksperci, po konsultacjach z rodzicami, uczniami i politykami. Obecnie edukacja, w szczególności formalna, to obszar realizacji różnego rodzaju postulatów wyborczych, czego efektem jest chaos w obrębie rozpatrywanego pola ludzkiej aktywności. Równocześnie niezwykle mocno w spektrum edukacji koncentrujemy się na realizacji funkcji adaptacyjnej, pomijając funkcję emancypacyjną i nie doceniając przemyślanego wypełniania założeń funkcji rekonstrukcyjnej. Nie poświęcamy dostatecznej ilości czasu, a częstokroć po prostu nie potrafimy wyjaśnić uczniom i ich rodzicom, dlaczego w procesie edukacyjnym prezentujemy takie, a nie inne treści w określony sposób. Zaniedbujemy ukazanie podejmowanych działań edukacyjnych w perspektywie ich uniwersalnej wartości, możliwości wykorzystania rozwijanej wiedzy, umiejętności i postaw w późniejszym życiu, przedstawiania realizacji poszczególnych zagadnień, w tym matematycznych, jako przyczynku do doskonalenia naszych zdolności intelektualnych, jako wyzwania, z którym mierzymy się nie po to, aby wiernie odwzorowywać je na dalszych etapach życia, ale w celu konstruowania niezależnych, sprawnie działających struktur poznawczych. Można zatem stwierdzić, że brak zadowolenia z polskiego systemu oświaty wynika przede wszystkim z nieświadomości i podchodzenia do edukacji w sposób wąski i potoczny, traktowania edukacji instrumentalnie, a nie jako wartości samej w sobie, ale sprowadzania jej do źródła gotowych rozwiązań oraz ocen i wyników egzaminów. Od systemu edukacji wymaga się bowiem, aby przygotował uczniów na wyzwania dnia dzisiejszego, do tego co "tu i teraz", a tak nie powinno być, gdyż biorąc pod uwagę współczesną dynamikę zmian absolwentki i absolwenci opuszczający mury szkoły będą funkcjonować już w innych realiach! Dlatego też powinniśmy w toku edukacji stwarzać możliwości do uczenia się bycia podmiotowymi, samostanowiącymi się, rozumienia procesów rządzących otaczającą nas rzeczywistością, dokonywania jej dekonstrukcji, a jedocześnie przygotowywać do tworzenia lepszego świata, doskonałej urządzonego. Jest to możliwe poprzez zapoznawanie uczestników procesu edukacyjnego z szerokim spektrum kultury, a także rozwój kompetencji takich jak: krytyczne myślenie, współpraca, ocenianie własnych działań i innych, odróżnianie faktów od opinii.

Jakie są według ciebie, jako osoby pracującej z przyszłymi pedagogami i pedagożkami, największe absurdy tego systemu?

- Największymi paradoksami tego systemu jest brak stabilności i właściwego wynagradzania nauczycieli, co doprowadza do stanu, w którym selekcja do zawodu nauczyciela/ki ma charakter negatywny – decydują się na niego osoby, które nie mają lepszego pomysłu na siebie lub ze względu na rodzinną tradycję nie widzą dla siebie innej drogi. Absurdem jest to, że w tak wąskim spektrum psychopedagogicznym przygotowujemy przyszłych dydaktyków do wykonywania zawodu. Bardzo gruntowanie wyposażamy ich w wiedzę z dziedziny/dyscypliny, z zakresu której mają prowadzić zajęcia, ale w sposób niezwykle okrojony, wybiórczy zapoznajemy z warsztatem metodycznym, czyli sposobami, jak te zajęcia mają realizować. Przez co proces edukacyjny częstokroć zamyka się w modelu podającym. Bardzo niepokojącym paradoksem polskiej oświaty jest wprowadzane reformy, zanim system zostanie do tego odpowiednio przygotowany. Ad hoc wprowadzamy zmiany, w tym programowe, nie dysponując kadrą gotową do skutecznego ich urzeczywistniana. Tymczasem w bardzo rozsławionym obecnie modelu fińskim reformy edukacji zaczynają się od stosownych uzupełnień, aktualizacji w programach studiów przyszłych nauczycieli, aby po zakończeniu procesu kształcenia mogli oni właściwie realizować założenia zaplanowanych modyfikacji na niższych szczeblach systemu oświatowego. Absurdem jest także brak współpracy na linii szkoła-dom i notoryczne podważanie autorytetu nauczyciela, brak gotowości do akceptacji wypracowanych przez dydaktyków celów czy gotowości do pracy z dzieckiem w domu, a ten trud jest szczególnie ważny, aby stworzyć jednostce optymalne, spójne środowisko edukacyjne. Mankamentem polskiej edukacji formalnej jest ciągłe funkcjonowanie w ramach systemu pruskiego, który jest bardzo sformalizowany, opiera się o model klasowo-lekcyjny, gdzie treści przypisane są do poszczególnych przedmiotów, nauczyciel ma "monopol na prawdę", a jego zasadniczym zadaniem jest sprawdzanie, jak uczniowie przyswoili wiedzę zawartą w programie. Potężnym absurdem, który ogranicza innowacyjność nauczycieli i sprzyja działaniom w ramach tradycyjnego, skostniałego, czy inaczej rzecz ujmując behawioralnego modelu dydaktyki, jest powszechnie stosowany nie tylko na niwie polskiej edukacji system testowania i standaryzacji. Nie sprzyja on wychodzeniu poza schematy, prezentowaniu własnej kreatywności, a tym samym zawęża przestrzeń rozwoju kompetencji zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Nastawia nas bowiem na uzyskanie jak najlepszych rezultatów w jak najkrótszym czasie, a to kłóci się z ideą eksperymentowania. To jest prawdziwa "makdonaldyzacja" edukacji.

Nad czym w pierwszej kolejności należałoby popracować? Co wymaga pilnych zmian?

- Pilnych zmian wymaga na pewno kształcenie nauczycieli i przygotowanie ich do wykonywania zawodu. Dotyczy do zwłaszcza nauczycieli "przedmiotowców". W ich przypadku rozbudowany powinien być blok pedagogiczny i psychologiczny. Postulowałabym, aby nauczyciele-przedmiotowcy poza ukończeniem studiów z zakresu określonej dziedziny, byli także zobligowani do legitymowania się dyplomem studiów pedagogicznych. Równocześnie powinna zmienić się struktura płac. Odpowiednio przygotowany nauczyciel-przedmiotowiec, wykazujący się potwierdzonymi kwalifikacjami i dużą dozą pasji, czyli fachowiec w swojej dziedzinie, powinien otrzymywać wysokie wynagrodzenie za swoją pracę. Uważam też, że nauczyciele powinni być osobami bardziej decyzyjnymi, ale aby taką decyzyjność uzyskać, powinni być lepiej do swojego zawodu przygotowani. Powinniśmy także wprowadzić holistyczne doradztwo zawodowe, realizowane przez każdego z nauczycieli, który byłby w stanie dostarczać swoim uczniom wieloaspektowej informacji zwrotnej dotyczącej mocne i słabych stron, kompetencyjności sowich podopiecznych, a co za tym idzie nie tylko poziomu wiedzy, ale także umiejętności i postaw. Wskazanym byłoby także wprowadzenie ocen opisowych oraz silniejsze zaangażowanie uczniów w planowanie i ewaluowanie procesu edukacyjnego. Uczniowie powinni mieć możliwość współdecydować o celach zajęć, metodach ich realizacji oraz uczestniczyć w ocenie skuteczności procesu, którego są integralną częścią. To da im sposobność do wzięcia współodpowiedzialności za doświadczany proces uczenia się, rozwoju metakompetencji na tym polu, przygotuje do świadomego prowadzenia działań autoedukacyjnych, których efektywne podejmowanie jest niezbędne w dzisiejszej dynamicznej, fragmentarycznej i zrelatywizowanej rzeczywistości. Należałoby także położyć większy nacisk na wykorzystanie w procesie dydaktycznym metod poszukujących, realizację pracy grupowej, której skuteczność oceniana byłaby nie tylko przez pryzmat efektu końcowego, ale z uwzględnieniem jej przebiegu, rozwiązywanie problemów otwartych, prowadzenie dyskusji, debat oraz projektów o charakterze interdyscyplinarnym.

Czego obawiają się twoi studenci decydując się na pracę z dziećmi, młodzieżą czy osobami dorosłymi?

- Moi studenci w największym stopniu obawiają się wypalenia zawodowego, zderzenia z biurokracją, niemożliwości realizacji swoich zadań ze względu na formalne niedostatki różnego rodzaju. Obawiają się również... ubóstwa! Autentycznie boją się, że ich pensja nie pozwoli im na życie na poziomie, który w pełni przyczyniłby się do zabezpieczenia ich bytu i pozwolił na pełne oddanie pracy. Myślą o tym, że nie będą mogli pozostać w zawodzie, kiedy zostaną rodzicami czy kiedy przyjdzie im pomagać starzejącym się rodzicom. Studenci myślą, że wtedy będą zmuszeni zmienić pracę.

Czy według ciebie w ciągu ostatnich kilku lat nauczyciele, dydaktycy, pedagodzy czy rodzice zaczęli nieco bardziej rozumieć swoje dzieci?

- Lepiej rozumieć młodsze pokolenia? To bardzo trudne pytanie. Zarówno rodzice, jak i nauczyciele czy pedagodzy są obecnie bardziej otwarci na empatyczne podejście do potrzeb uczniów. Przy czym musimy bardzo wyraźnie powiedzieć, że nie unikniemy różnic pokoleniowych, nie uchronimy się przed różnego rodzaju nieporozumieniami wynikającymi z tego, że funkcjonujemy w innych realiach socjalizacyjnych. Czasami trudno powrócić do perspektywy sprzed kilkunastu lat i odciąć się od aktualnej ramy interpretacyjnej skonstruowanej na bazie posiadanych doświadczeń. Z perspektywy prowadzenia działań edukacyjnych niezwykle ważne jest nieustanne uczenie się biograficzne, nie tylko z biografii innego, ale przede wszystkim z własnej. Pamiętajmy, że my sprzed 5 czy 10 lat to zupełnie inne osoby. Zachęcam, aby wrócić do swoich postów w mediach społecznościowych sprzed kilku lat – wtedy doświadczymy spotkania z zupełnie inną osobą. Warto wtedy zadać sobie pytanie: czy polubiłbym tę osobę, gdybym dziś spotkał ją na swojej drodze?; co sprawiło, że już w jakiś kwestiach się z nią nie zgadzam/utożsamiam?; jakie mamy wspólne cechy? Mam wrażenie, że otwartość na potrzeby młodszych pokoleń jest częstokroć tylko fasadowa, deklaratywna. Dalej posługujemy się w dużej mierze schematami i nie staramy się w sposób wieloaspektowy zrozumieć sytuacji drugiej strony w tworzonej wspólnie przestrzeni edukacyjnej. Mam także odczucie, że czasami pochylając się nad tym młodszym od nas człowiekiem, pochylamy się nad samym sobą i nie chcemy rozwiązać jego/jej realnych problemów, ale próbujemy rozwiązać własne – z przeszłości i/lub teraźniejszości.

Jako dorośli rozumiemy to, jak dzieci widzą ten bardzo intensywnie zmieniający się świat?

- Myślę, że bardzo chcielibyśmy to zrozumieć i wiele osób dokłada takowych starań, ale jednocześnie sądzę, że ze względu na gwałtowną zmianę, która nastąpiła w krótkim czasie na gruncie technologicznym i pociągnęła za sobą szereg przeobrażeń w zakresie życia społecznego, obywatelskiego czy osobistego, poprzez niespotykaną dotąd w dziejach ludzkości demokratyzację w zakresie tworzenia i odbierania informacji, to trudno nam pojąc emocje i problemy ludzi urodzonych w świecie powszechnego, wręcz immanentnego posiadania telefonu z dostępem do internetu. To, co nam wydaje się dynamiczne i gwałtownie przyspieszające, dla młodego człowieka jest obowiązującym, normalnym tempem. Porównajmy to do wyścigu żółwia i zająca. Kroczący powoli żółw uzna, że świat wokół niego przesuwa się w zawrotnym tempie, a zając zgodzi się, że tempo jest to szybkie, ale nie jest to nic niezwykłego. Ta odmienna perspektywa odbioru rzeczywistości, dysonans w tym zakresie, uznać można za największy problem. Dla młodego człowieka bowiem tempo tego świata i jego niejednoznaczność nie jest niczym wyjątkowym, to jest jedyna znana mu opcja i ją uznaje za obligatoryjną. Natomiast z perspektywy pokoleń, które doświadczyły technologicznego przełomu, wychowywały się analogicznych realiach, te nowe warunki życia niosą ze sobą oprócz możliwości też szereg zagrożeń. Trudność polega na tym, żeby pokazać temu młodemu człowiekowi, że wartością jest także zatrzymanie się, uważność, nie bycie ze wszystkim na bieżąco, nie uleganie presji/tyranii perfekcjonizmu, natychmiastowości, zmienności i sezonowości, które przybliżają nam do poczucia niedostateczności, postrzegania siebie w kategorii bycia nie wystarczającymi.

O czym nigdy nie możemy zapominać w kontekście edukacji?

- Edukacja to nie tylko szkoła, nie tylko proces formalny, ale też pozaformalny i nieformalny – a często o tym zapominamy. Wszelkiego rodzaju kursy, szkolenia, różnego rodzaju swobodnie wybierane aktywności oraz uczenie się z codzienności, z doświadczenia, poprzez wykorzystywanie refleksji, to także edukacja. Nie możemy bagatelizować w toku realizacji procesu kształcenia przygotowania jednostki do samodzielnego uczenia się, świadomego wyznaczania sobie celów edukacyjnych, wybierania metod ich osiągania i dokonywania ewaluacji efektów podjętych działań. To pozwoli nam aktualizować naszą wiedzę i reagować w sposób adekwatny na różne sytuacje. Musimy przygotować kolejne pokolenia do bycia kreatywnymi, innowacyjnymi, krytycznymi także w stosunku do siebie. W świecie, gdzie mamy ogromną swobodę w zakresie tworzenia treści – bo przecież każdy może obecnie generować informacje – ważne, żeby je skutecznie selekcjonować, wybierać rzetelną wiedzę. Powinniśmy przygotowywać uczniów do wychodzenia poza strefę poznawczego komfortu i baniek informacyjnych, w których lokuje ich algorytm. Musimy tworzyć im przestrzeń do wypracowania własnego zdania, radzenia sobie z dysonansem poznawczym, odraczania wnioskowania, czytania także źródeł, które nie są zgodnie z ich poglądami. Powinniśmy uczyć ich umiejętności międzykulturowej współpracy, wysyłania i odbierania komunikatów, podmiotowego funkcjonowaniem w świecie cyfrowym. Ale najważniejsze, żeby młodych ludzi... przygotować do "bycia człowiekiem". Aby młodzi ludzie mogli z pożytkiem dla siebie i innych korzystać z narzędzi, których dostarcza im cywilizacji powinnyśmy umożliwić im zapoznanie się z szerokim spektrum wartości. Mam nadzieję, że dzięki temu uchronimy ich przed przedmiotowym traktowanymi przy użyciu technologii, a przysposobimy do używania jej w sposób utylitarny, z dbałością o dobro drugiego człowieka. Dla mnie z perspektywy wyzwań, przed którymi współcześnie stoi ludzkość, niezwykle ważne jest przygotowanie jednostki do wyjścia poza myślenie w sposób koniunkturalny i partykularny, postawienie na ponadczasowe wartości, nie marginalizowanie w toku nauczenia znaczenia nauk społecznych i humanistycznych, ale w pierwszej kolejności stworzenie młodym ludziom warunków do stania się świadomymi siebie oraz dostrzegania i rozumienia prawidłowości, które rządzą tym światem. Dopiero wtedy będą oni gotowi do efektywnego korzystania z technologii.

Adrian Aleksandrowicz, redaktor naczelny portalu Metropolia Toruńska .pl

Wybrane dla Ciebie