Muzyczne Ogrody Torunia w Zajezdni Tramwajowej: Zeszyty i przyjaciele dalej w formie

Od czasu do czasu lubimy w ramach działu muzycznego naszego portalu sprawdzić, co u twórców, którzy przewijali się już na naszych łamach. Tym razem padło na koncert Zeszytów. Pisząc o ich koncercie w Hipisówce w styczniu bieżącego roku, zwróciłem uwagę na ich "niesamowite jak na podziemie doszlifowanie", jednoznacznie czyniące z tego braterskiego duo jeden z najciekawszych głosów toruńskiego podziemia rapowego. W ramach tamtego koncertu ostatecznie nie wystąpił Ein Narkotik, tworzony przez Tommy’ego Guna i Samsonitoo, ze względu na nieobecność tego drugiego. Tym razem za sprawą Toruńskiej Agendy Kulturalnej i Inicjatywy Steam obydwa duety — Zeszyty i Ein Narkotik — stanęły na jednej scenie w ramach Muzycznych Ogrodów Torunia. I to scenie nie byle jakiej, zlokalizowanej bowiem w historycznej przestrzeni Zajezdni Tramwajowej na Bydgoskim Przedmieściu.

ZeszytyZeszyty
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Ignacy Grześkowiak
Ignacy Grześkowiak

Jak to wszystko wypadło i czy rzeczywiście frekwencja była tak skandalicznie niska jak we wcześniejszych medialnych doniesieniach w tym temacie? Czas się dowiedzieć.

Godzina 18:00, 10 października. Jest jeszcze widno. Scena rozstawiona na tle Zajezdni Tramwajowej tworzy absolutnie niezapomniany pejzaż pomimo swoich kameralnych rozmiarów. Przyglądając się przybyłym na koncert, można zauważyć bardzo osobliwą mieszankę. Są tu: rodziny z dziećmi, typy w średnim wieku (zapewnie głodni oldschoolu), deskorolkowe głowy w bluzach Thrasher oraz panie w pstrokatych wyrazistych płaszczach być może przybyłe z pobliskiego ASP. Po samej publice ciężko jest wywnioskować jednoznacznie, czego możemy się tutaj spodziewać, ale jednocześnie można zgadywać, że muzyka Zeszytów jest wybitnie uniwersalna w kwestii przyciągania odbiorców.

DJ Pac1

Główne koncerty poprzedził całkiem długi, około czterdziestominutowy set w wykonaniu DJ-a Pac1. Turntablista z blisko trzydziestoletnim doświadczeniem i wielokrotnymi tytułami mistrza świata IDA na koncie dał się poznać jako absolutny zawodowiec. Gładkie przejścia, wyczute co do sekundy skrecze i muzyczna żonglerka między hip-hopem wschodniego i zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych rozgrzały zgromadzoną publiczność w ten lekko chłodnawy wieczór. Poza klasykami gatunku w tym secie DJ-a Pac1 można było wyczuć subtelne nutki funku i reggaetonu, które ładnie uzupełniły konwencję.

  • DJ Pac1
  • DJ Pac1
  • DJ Pac1
[1/3] DJ Pac1 Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Ignacy Grześkowiak

W momencie, kiedy Pac1 działa ze swoją muzyczną DJ-ską magią, a zgromadzonych zaczyna otaczać wieczorny półmrok, dochodzę do wniosku, że całe to wydarzenie mocno przypomina amerykańskie "block party" — spontaniczną imprezę sąsiedzką mającą na celu integrację lokalnej społeczności danej dzielnicy. Hip-hop bardzo często miał swoje miejsce w tego typu plenerowych imprezach.

Zeszyty

Zeszyty, czyli Krzysztof "Ceentaur" Pietrowicz i Tomasz "Tommy Gun" Pietrowicz, wkraczają na scenę krótko przed 19:00. Tradycyjnie jako klimatyczne intro towarzyszy im wersja utworu "NÓW" z wokalem Marii Kubit, żony "Ceentaura". Malarka i tatuażystka jest oczywiście obecna na widowni, wspierając męża w jego rapowych wojażach.

Po tym nastrojowym początku Zeszyty odpalają swoje działa w formie numeru "ZEN", "Tommy Gun" bez potknięcia dowozi swoje rymy wielokrotne, a "Ceentaur" idealnie wchodzi w swoją drugą zwrotkę. Po tym mocnym początku otrzymujemy utwór znany jako "TLEN" (który, co ciekawe, na setliście widnieje jako "KADR") i tutaj także bez zastrzeżeń potężny, chwytliwy refren numeru brzmi dokładnie tak, jak powinien, a chłopaki, pomimo narzucenia sobie wysokiego rapowego tempa, nie łapią zadyszki.

Następnym segmentem koncertu były z jakiegoś powodu wciąż nieopublikowane na streamingach fenomenalne single "Piwonie" i "Fuego". Ten pierwszy to inteligentnie napisany letniaczek, w którym "Ceentaur" i "Tommy Gun" z wybitną lekkością dopełniają swoje wersy, a drugi wyróżnia się przeszywającymi syntezatorami w stylu Run The Jewels.

  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
  • Zeszyty
[1/16] Zeszyty Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Ignacy Grześkowiak

Powracającym elementem muzyki Zeszytów jest szczodra ilość basu. W warunkach koncertowych tworzy to ryzyko przytłoczenia i stłumienia wokali. Tak się jednak nie stało i dzięki fantastycznej robocie dźwiękowca wokale są krystalicznie czyste, a mocny, wyrazisty bas przyjemnie otula widownię nie idąc na żadne kompromisy. Pod kątem audio tego wieczoru w Zajezdni Tramwajowej wszystko zagrało.

Jak więc było z frekwencją? Moim okiem była ona przyzwoita. Jako osoba pamiętająca koncert Zeszytów w Hipisówce, cieszyłem się, że widownia zdaje się powiększać z każdym występem tego wciąż podziemnego duetu i podwoiła się względem tamtego wydarzenia. Niektórzy pisali, że na ten koncert przybyło jakieś 25 osób. I nie jest to prawda: w piku wydarzenia, czyli w trakcie koncertu Zeszytów, publika liczyła spokojnie około 40–42 osób. Jasne, dla niektórych to żadna różnica, natomiast, na Boga, mówimy o grupie, która zagrała kilka koncertów, i naiwnym jest uznawanie tego występu w Zajezdni za klęskę wizerunkową, skoro pierwsze koncerty Zeszyty grały dla jakichś 10-12 chłopa. Oczywiście, TAK mógł lepiej nagłośnić to wydarzenie, szczególnie mając na uwadze, jak aktywne były profile Ceentaura i Zeszytów, ale moim zdaniem to widownia tej grupy niezaprzeczalnie rośnie.

Pozostając w temacie technicznym, design sceny z przyległym do niej customowo pomalowanym przez "Ceentaura" kickerem i grindboxem, zapewne pochodzącymi z niedawnej wystawy "Konie po betonie" w Wozowni, był czymś ujmującym, niewątpliwym świadectwem tego, że to właśnie deskorolka i jej świat zrodziły te brzmienia.

Wracając do koncertu, na scenie gościnnie można było zobaczyć Jorgena S., który wkroczył na scenę ze swoją dziką energią, bardzo trudną do uchwycenia przez pryzmat obiektywu. Jorgen wykonał swoją rapcore’ową, nu-metalową współpracę z "Ceentaurem" zatytułowaną "Cień". Co jednak ważniejsze, drugim utworem gościnnym były "Przedmieścia", które przez swój oldschoolowy bit, lekki klimat i flow nasuwające skojarzenia z debiutem Małpy były bardzo ciekawą zmianą stylistyki dla tego twórcy. Jorgen S. przez zaledwie dwa utwory objawił się jako twórca, którego nie da się prosto zaszufladkować jako polskie Limp Bizkit czy Deftones, a zamiast tego jako raper nie bojący się wyjść poza klimat swoich pierwszych numerów.

Zeszyty przeleciały przez całą swoją dyskografię z wyjątkową gracją, łapiąc zadyszkę na dosłowne sekundy, by natychmiastowo wrócić na właściwe tory, wciąż jawiąc się jako bardzo technicznie doszlifowani debiutanci. Publika domagająca się bisu miała przyjemność po raz drugi usłyszeć oficjalnie niewydane "Piwonie". Być może był to jedyny rapowy koncert w życiu słuchaczy, w ramach którego mogli usłyszeć "Zróbcie hałas dla MZK!!!" wykrzyczane przez "Tommy’ego Guna", i to się ceni.

Ein Narkotik

Całość wieczoru zamknął set Ein Narkotik, czyli duetu tworzonego przez Tomka Pietrowicza i zaufanego producenta Zeszytów Samsonitoo. Obaj twórcy grają też w punk-rockowym zespole Budynek C. Była to muzyka inna stylistycznie, choć równie solidna. Teksty Ein Narkotik są mniej ziomalskie, bardziej nihilistyczne. Chrypliwe, szorstkie flow Samsonitoo nosi w sobie znamiona donGURALesko, i jest to typ MC, który nieczęsto już przewija się w krajowym rapie. Jednym z najbardziej pamiętnych wykonów było zwolnienie zawrotnego tempa utworów Ein Narkotik w formie nostalgicznego numeru "Bez Presji", w trakcie którego chłopaki usiedli sobie na grindboxie, snując rapowe refleksje o życiu. "Tommy Gun" absolutnie dowiózł w tej odmiennej stylistyce i zupełnie nie dał po sobie poznać, że gra dwa koncerty pod rząd. Ein Narkotik zamknęło swój set utworem "Fortuna", wyróżniającym się bitem godnym starego hardcore’u i twórców takich jak DMX oraz bardzo pamiętnym refrenem.

  • Ein Narkotik
  • Ein Narkotik
  • Ein Narkotik
  • Ein Narkotik
  • Ein Narkotik
  • Ein Narkotik
  • Ein Narkotik
[1/7] Ein Narkotik Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Ignacy Grześkowiak

Podsumowując, czy mieliśmy do czynienia z rapową klęską na tle Zajezdni Tramwajowej MZK? No nie, twarze toruńskiego podziemia pokazały, że są w takiej formie jak nigdy wcześniej. Nagłośnienie, stage design, wykonania, wszystko tu zagrało.

Ekipa Zeszytów wraz z Jorgenem S. i Ein Narkotik udowodniła, że jest w stanie grać dla każdej publiczności i to na takim samym poziomie jak gdyby grali na dużych muzycznych festiwalach. Tu nie było prompterów, półśrodków czy obniżania standardów. Mieliśmy do czynienia z rapową ucztą łączącą oldschool z newschoolem. Wydarzeniem doskonale udźwiękowionym, z którego przede wszystkim biła miłość do świata deskorolki oraz do wielu odmian rapu.

Warto mieć Zeszyty oraz ich przyjaciół, czyli Samsonitoo i Jorgena S. na radarze. Są to twórcy, którzy prezentują bardzo wysoki poziom techniczny i kreatywne spojrzenie na hip-hop. Co więcej, mam jakieś takie intuicyjne poczucie, że debiutancki album "Ceentaura" i "Tommy’ego Guna" jest już bliżej niż dalej. Zeszyty to być może najlepszy dowód na to, jak wiele ma do zaoferowania muzyczne podziemie Metropolii Toruńskiej, do którego oczywiście wrócimy jeszcze nieraz.
Wybrane dla Ciebie