Filmy to mniej ważny element festiwalu filmowego? ToruńCamerimage pokazuje, że w Toruniu rozmawia się o przyszłości kina

Dawid Gulczyński
Najbliższa okolica ECFC nie jest zabytkowaNajbliższa okolica ECFC nie jest zabytkowa
Źródło zdjęć: © Metropolia Toruńska .pl | Dawid Gulczyński

Czy film może powstać bez operatora, scenografa, montażysty, a nawet aktora? Czy algorytm potrafi stworzyć dzieło, które poruszy widza równie mocno jak obraz wyreżyserowany przez człowieka? Tegoroczny ToruńCAMERIMAGE nie ogranicza się do prezentowania wybitnych filmów. Staje się miejscem jednej z najważniejszych dyskusji współczesnej kinematografii – o granicach sztucznej inteligencji, przyszłości zawodów filmowych i duszy kina. I właśnie dlatego Toruń może dziś mówić o sobie jako o mieście kreatywnym, które nie tylko obserwuje światowe trendy, ale uczestniczy w ich kształtowaniu.

Na pierwszy rzut oka brzmi to prowokacyjnie. Jak to możliwe, że na festiwalu filmowym same filmy mogą przestać być najważniejsze? Odpowiedź kryje się w tym, czym właściwie jest ToruńCamerimage. To nie tylko projekcje, spotkania z gwiazdami i konkurs o Złotą Żabę. To przede wszystkim miejsce spotkań ludzi, którzy tworzą język współczesnego kina – operatorów, reżyserów, scenarzystów, producentów i technologów. Ludzi, którzy nie tylko realizują filmy, ale także decydują o tym, jak będą one wyglądać za kilka czy kilkanaście lat. Właśnie dlatego tegoroczna edycja festiwalu może mieć znaczenie wykraczające daleko poza samą kinematografię.

Trwająca edycja ToruńCamerimage, odbywająca się w Toruniu od 7 do 14 listopada 2026 roku, stawia w centrum zainteresowania sztuczną inteligencję. Symboliczny jest już wybór filmu otwarcia. "Artificial" Luki Guadagnino opowiada o narodzinach OpenAI, ambicjach technologicznych gigantów i odpowiedzialności za rozwój narzędzi, które mogą zasadniczo zmienić nasze życie. W programie festiwalu znalazły się również debaty dotyczące wykorzystania AI w produkcji filmowej, praw twórców i przyszłości zawodów artystycznych, a także prezentacje rozwiązań z zakresu wirtualnej produkcji. Dyrektor festiwalu Marek Żydowicz w rozmowie z "Rzeczpospolitą" zwracał uwagę, że nie można udawać, iż sztucznej inteligencji w kinie nie ma. W Toruniu mają być prezentowane zarówno filmy stworzone w całości przy wykorzystaniu AI, jak i produkcje hybrydowe, łączące tradycyjne metody realizacji z nowymi technologiami. Bo dzisiejsze pytanie nie brzmi już, czy sztuczna inteligencja pojawi się w filmie. Pytanie brzmi, jak wiele możemy jej powierzyć, aby film pozostał dziełem człowieka.

Wielcy twórcy nie mówią jednym głosem

Warto spojrzeć na ToruńCamerimage nie tylko jak na wielkie święto kina, ale również jako na wydarzenie współtworzące kreatywną tożsamość miasta. Od Kopernika po współczesnych filmowców zmieniają się narzędzia i skala wyzwań, ale najważniejsza pozostaje zdolność do wychodzenia poza utarte schematy.

Dawid Gulczyński
współwłaściciel portalu, dziennikarz

Światowa branża filmowa jest w tej sprawie podzielona, choć trudno mówić o prostym konflikcie między zwolennikami postępu a obrońcami tradycji. Steven Spielberg, jeden z najbardziej wpływowych reżyserów w historii kina, podczas festiwalu SXSW w marcu 2026 roku przyznał, że dotychczas nie korzystał ze sztucznej inteligencji przy tworzeniu swoich filmów. Zaznaczył jednocześnie, że popiera wykorzystywanie tej technologii w wielu dziedzinach, ale sprzeciwia się zastępowaniu nią ludzi wykonujących pracę twórczą. W późniejszych wypowiedziach doprecyzował, że AI może być przydatna w zadaniach organizacyjnych, poszukiwaniu lokacji czy przygotowywaniu produkcji, jednak decyzje dotyczące dialogów, ustawienia kamery i artystycznego kształtu filmu powinny pozostawać w rękach człowieka.

Nieco inne podejście reprezentuje James Cameron, twórca "Titanica", "Terminatora" i "Avatara", który od dekad wykorzystuje najnowocześniejsze technologie do przesuwania granic kina. Cameron dostrzega możliwość zastosowania generatywnej sztucznej inteligencji do usprawnienia produkcji efektów wizualnych i ograniczania kosztów realizacji najbardziej wymagających scen. Jednocześnie zdecydowanie odrzuca koncepcję zastępowania prawdziwych aktorów syntetycznymi postaciami. W jego ocenie technologia powinna rozszerzać możliwości artystów, a nie odbierać im ich rolę. Znacznie bardziej sceptyczny pozostaje Guillermo del Toro, zdobywca Oscarów i twórca "Kształtu wody" oraz "Labiryntu fauna". Reżyser deklarował w 2025 roku, że nie zamierza wykorzystywać generatywnej AI w swojej twórczości. Jego obawy dotyczą nie tylko potencjalnej utraty miejsc pracy, ale przede wszystkim zastępowania ludzkiej wyobraźni technologią, która uczy się na podstawie już istniejących dzieł.

Są jednak również filmowcy szukający praktycznych zastosowań nowych narzędzi. Ben Affleck, aktor i reżyser, zaangażował się w rozwój rozwiązań sztucznej inteligencji przeznaczonych dla branży filmowej. Przy produkcji "Animals" korzystał z technologii wspomagających postprodukcję, między innymi modyfikowanie oświetlenia i usuwanie niepożądanych elementów obrazu. Taki sposób wykorzystania AI pokazuje istotne rozróżnienie: czym innym jest zastosowanie algorytmu do realizacji artystycznej wizji, a czym innym powierzenie mu stworzenia tej wizji. Granica nie zawsze jest jednoznaczna, ale to właśnie jej wyznaczenie może stać się jednym z największych wyzwań współczesnej kinematografii.

W podobny sposób o przemianach branży wypowiadają się polscy artyści. Sławomir Idziak, jeden z najwybitniejszych polskich operatorów, autor zdjęć do filmów Krzysztofa Kieślowskiego i hollywoodzkich produkcji, podczas spotkania w warszawskim kinie Kultura przewidywał coraz większy udział sztucznej inteligencji w ostatecznym kształtowaniu filmowego obrazu. Jak relacjonował "Magazyn Filmowy" Stowarzyszenia Filmowców Polskich, Idziak podsumował tę perspektywę słowami: "To fascynujące i przerażające jednocześnie". Z kolei Krzysztof Zanussi, w wywiadzie opublikowanym w lipcu 2026 roku przez samorząd województwa kujawsko-pomorskiego, zwracał uwagę na schematyczność cyfrowo generowanych postaci. Jego zdaniem są one odbiciem czegoś, co już istnieje, i brakuje im tego, co zwykliśmy nazywać duszą. Jednocześnie reżyser przyznawał, że nie sposób dziś przewidzieć, jak daleko rozwinie się technologia.

Kamera sama śledzi aktora, komputer montuje film. Rewolucja już trwa

Dyskusja o sztucznej inteligencji w filmie może sprawiać wrażenie rozmowy o odległej przyszłości. Tymczasem ta przyszłość jest już obecna w sprzęcie, z którego korzystają zarówno profesjonaliści, jak i amatorzy. Nowoczesne aparaty i kamery potrafią rozpoznawać sylwetki, twarze i oczy, a następnie automatycznie śledzić ostrość poruszających się postaci. Zaawansowane algorytmy analizują zachowanie fotografowanego obiektu i pomagają utrzymywać go w kadrze. Operator, który jeszcze kilkanaście lat temu musiał samodzielnie kontrolować każdy element techniczny ujęcia, otrzymuje dziś do dyspozycji urządzenie przejmujące część tych czynności. Nie oznacza to oczywiście końca zawodu operatora, ale zmienia zakres kompetencji potrzebnych do jego wykonywania. Coraz większego znaczenia nabiera nie sama umiejętność obsługi sprzętu, lecz świadome budowanie obrazu, rozumienie światła, kompozycji i emocji.

Jeszcze bardziej widoczna jest rewolucja w montażu. Popularne programy, takie jak CapCut, umożliwiają automatyczne wybieranie fragmentów nagrań, dopasowywanie cięć do rytmu muzyki, generowanie napisów czy tworzenie gotowych sekwencji na podstawie materiału źródłowego. Rozwiązania te stały się powszechne w świecie amatorskiego wideo i mediów społecznościowych, w których ogromne ilości treści powstają przy znacznym udziale automatyzacji. Również profesjonalne oprogramowanie coraz częściej wykorzystuje AI do analizy nagrań, wyszukiwania określonych ujęć, poprawiania dźwięku czy eliminowania błędów technicznych. To, co kiedyś zajmowało wiele godzin pracy, może być obecnie wykonane w kilka minut. Trudno więc oczekiwać, że branża filmowa zrezygnuje z rozwiązań, które pozwalają oszczędzać czas i pieniądze.

Zmienia się również sam proces realizacji zdjęć. Wirtualna produkcja umożliwia łączenie rzeczywistych aktorów z cyfrowymi scenografiami wyświetlanymi na wielkoformatowych ekranach LED. Sztuczna inteligencja może wspierać projektowanie takich przestrzeni, przygotowywanie storyboardów, animację, efekty wizualne i późniejszą postprodukcję. W przyszłości niewielkie zespoły mogą uzyskać dostęp do możliwości technologicznych, które jeszcze niedawno były zarezerwowane wyłącznie dla największych hollywoodzkich studiów. Otwiera to ogromne perspektywy przed niezależnymi twórcami, studentami szkół filmowych oraz ludźmi, którzy mają interesujące pomysły, ale nie dysponują wielomilionowymi budżetami. Jednocześnie oznacza konieczność przedefiniowania części tradycyjnych zawodów. Warsztaty filmowe być może już nigdy nie będą wyglądać tak samo, bo samo nauczenie obsługi kamery czy programu montażowego przestanie wystarczać. Najważniejsze stanie się to, co człowiek potrafi zrobić z technologią, a nie tylko to, jak sprawnie potrafi się nią posługiwać.

Pozostaje jednak pytanie, gdzie wyznaczyć granicę. Czy film, w którym AI pomaga stworzyć realistyczną scenografię historyczną, jest mniej wartościowy? Niekoniecznie. Czy użycie algorytmu do poprawienia niedoskonałości technicznych odbiera dziełu artystyczny charakter? Trudno bronić takiego stanowiska. A co, jeśli sztuczna inteligencja stworzy aktora, napisze jego dialogi, wygeneruje emocje, zaprojektuje scenografię, a następnie zmontuje gotową scenę? W którym momencie film przestaje być indywidualną wypowiedzią artysty, a staje się jedynie rezultatem przetwarzania danych? Kino zawsze rozwijało się dzięki technologii. Dźwięk, kolor, cyfrowe kamery i komputerowe efekty specjalne wielokrotnie zmieniały sposób opowiadania historii. Jednak perfekcyjnie wygenerowany obraz nie musi być obrazem poruszającym. Filmowa finezja często wynika z niedopowiedzenia, nieoczywistego kadrowania, chwili ciszy albo świadomego złamania reguł. To właśnie ta nieprzewidywalność i indywidualna wrażliwość twórców sprawiają, że kino pozostaje sztuką, a nie wyłącznie technologicznym widowiskiem.

Toruń nie tylko pokazuje filmy. Uczestniczy w wyznaczaniu kierunków

I właśnie w tym kontekście warto spojrzeć na znaczenie Camerimage dla Torunia. Festiwal filmowy można oczywiście oceniać przez pryzmat frekwencji, liczby sprzedanych biletów, wykorzystanych miejsc hotelowych czy zainteresowania mediów. Są to ważne wskaźniki, ale nie wyczerpują wartości takiego wydarzenia. Znacznie trudniej zmierzyć korzyści wynikające z obecności w mieście światowej klasy twórców, technologów, producentów i przedstawicieli branży kreatywnej. Ludzi, którzy nie tylko uczestniczą w festiwalu, ale także wymieniają doświadczenia, nawiązują współpracę i rozmawiają o kierunkach rozwoju całej dziedziny sztuki. W tym sensie ToruńCamerimage nie jest wyłącznie wydarzeniem kulturalnym. To międzynarodowa platforma wymiany wiedzy i idei, której znaczenie może wykraczać daleko poza osiem listopadowych dni.

Miasto kreatywne nie powstaje bowiem poprzez samo przyjęcie atrakcyjnego hasła promocyjnego. O jego charakterze decydują rzeczywiste procesy: spotkania ludzi o różnych kompetencjach, rozwój nowych technologii, współpraca nauki z biznesem, obecność artystów i odwaga eksperymentowania. Tak rozumiana kreatywność nie sprowadza się do kultury. Ma wymiar gospodarczy, edukacyjny i społeczny. Właśnie dlatego dyskusja o przyszłości kinematografii, która odbywa się w Toruniu, jest równie ważna jak same festiwalowe projekcje. Zwłaszcza że poruszane zagadnienia dotyczą również reklamy, mediów, projektowania, komunikacji wizualnej czy przemysłów cyfrowych. Sztuczna inteligencja zmienia wszystkie te dziedziny, a granice między nimi będą prawdopodobnie coraz mniej wyraźne.

Rozwijane Europejskie Centrum Filmowe CAMERIMAGE oraz związane z nim zaplecze studyjne mogą stać się podstawą bardziej trwałego ekosystemu kreatywnego. Sam festiwal jest bowiem doskonałym punktem wyjścia, ale pełne wykorzystanie jego potencjału wymaga aktywności także poza listopadem. Warsztaty, projekty edukacyjne, współpraca z uczelniami, rozwój produkcji audiowizualnej i przyciąganie przedsiębiorstw z branży nowych technologii mogą sprawić, że Toruń stanie się miejscem nie tylko prezentowania światowego kina, ale również rozwijania rozwiązań, z których to kino będzie korzystać. Nie jest to proces automatyczny. Wymaga konsekwencji, inwestycji i współpracy wielu środowisk, ale Camerimage stwarza warunki, których wiele innych miast może Toruniowi pozazdrościć.

Warto też dostrzec pewną historyczną symbolikę. Mikołaj Kopernik zmienił nasze rozumienie świata nie dlatego, że dysponował najnowocześniejszymi urządzeniami swoich czasów, ale dlatego, że potrafił zakwestionować obowiązujący sposób myślenia. Jego największym narzędziem była odwaga intelektualna. Dziś nikt nie musi oczekiwać od festiwalu ToruńCamerimage rewolucji na miarę przewrotu kopernikańskiego, ale idea pozostaje zaskakująco aktualna. Postęp zaczyna się od zadawania pytań, kwestionowania utartych schematów i konfrontowania różnych wizji przyszłości. Właśnie to dzieje się podczas spotkań i debat towarzyszących tegorocznemu festiwalowi.

Dlatego być może najważniejsze na ToruńCamerimage nie są wcale wyłącznie filmy, które obejrzymy podczas festiwalowego tygodnia. Równie istotna może okazać się dyskusja o tym, jak będą powstawały filmy za dziesięć czy dwadzieścia lat, kto będzie je tworzył i czy w świecie coraz doskonalszych algorytmów uda się zachować to, co w kinie najcenniejsze – ludzkie emocje, wyobraźnię i artystyczną niepowtarzalność. Sztuczna inteligencja jest jednocześnie wielką szansą i realnym zagrożeniem. Może uwolnić twórców od technicznych ograniczeń, ale może również doprowadzić do unifikacji obrazów i marginalizacji części zawodów filmowych. Odpowiedź na pytanie, który z tych scenariuszy przeważy, zależy nie tylko od technologii, lecz przede wszystkim od ludzi, którzy zdecydują o sposobie jej wykorzystania.

A skoro o tych kwestiach dyskutuje się właśnie w Toruniu, warto spojrzeć na ToruńCamerimage nie tylko jak na wielkie święto kina, ale również jako na wydarzenie współtworzące kreatywną tożsamość miasta. Od Kopernika po współczesnych filmowców zmieniają się narzędzia i skala wyzwań, ale najważniejsza pozostaje zdolność do wychodzenia poza utarte schematy. Toruń ma wszelkie powody, by budować swoją przyszłość wokół tak rozumianej kreatywności. Bo trendy najlepiej nie tylko obserwować. Warto uczestniczyć w ich wyznaczaniu.

Wybrane dla Ciebie